weganizm

W przypadku człowieka żywiącego się tzw. wszystkim mówimy iż osoba ta jest wszystkożerna. W momencie gdy zaprzestaje jeść mięso staje się wegetarianinem. Niektórzy jednak dopuszczają spożywanie pewnych  pokarmów pochodzenia zwierzęcego, a inni nie. Mogą być zatem laktowegetarianami (dopuszczają spożywanie przetworów mlecznych) lub laktoowowegetarianami (dopuszczają oprócz nabiału spożywanie również i jajek). Jeszcze inne osoby przestają spożywać cokolwiek pochodzenia zwierzęcego i zostają weganami. Kiedy weganin zjada tylko pożywienie surowe (nie poddane temperaturze wyższej niż 50 stopni Celsjusza) oznacza to, że został witarianinem czyli „surojadkiem” (raw foodist) – moda na witarianizm przywędrowała do nas ze Stanów Zjednoczonych. Weganie żywiący się natomiast tylko owocami to frutarianie.

Samo wyeliminowanie mięsa nie oznacza jeszcze wykupionego biletu do długowieczności! Na co zatem powinniśmy zwrócić uwagę?

Głównym zagrożeniem dla wegetarian i wegan jest zbyt duża konsumpcja pozostałych szkodliwych produktów z diety osób wszystkożernych, czyli cukru, wysokoglutenowych oczyszczonych zbóż, potraw smażonych, napojów gazowanych, nabiału (nie dotyczy wegan) oraz używek – czyli dieta wciąż bardzo zakwaszająca i prowadząca do chorób (pomimo braku mięsa w diecie).

W przypadku wegan i witarian problemem może być występująca głównie w produktach odzwierzęcych witamina B12, którą muszą suplementować sztucznie (tabletkami lub produktami wzbogacanymi ludzką ręką o kobalaminę czyli B12). Niektóre źródła podają, że spośród nielicznych źródeł roślinnych witaminy B12 (oprócz grzybów) odkryto również jej obecność w owocach rokitnika. Nie dotarłam jednak do żadnych informacji na ile jest przyswajalna ani w jakich ilościach występuje w rokitniku. Warto jednak przy okazji zadać sobie pytanie: czy zamiarem Stwórcy było, abyśmy zażywali jakikolwiek potrzebny naszemu organizmowi składnik naszego paliwa (pokarmu) w tabletkach?

Skoro Stwórca dał nam wątroby potrafiące magazynować B12 przez długi czas i nie obdarzył nas organizmami potrafiącymi produkować ją samodzielnie w wystarczającej ilości  to znaczy, iż raz na jakiś czas całkiem naturalnym będzie spożyć niewielką ilość pokarmu pochodzenia zwierzęcego, aby zapasy witaminy B12 znowu na jakiś czas uzupełnić (jajko, nieco jogurtu, masła, kefiru lub ryby – na marginesie ryby zawierają więcej B12 niż mięso!). Jej zapasy jak szacują naukowcy wystarczają na 3-6 lat prawidłowego funkcjonowania organizmu. Zwróćcie uwagę, że np. takiej witaminy C z kolei nie jesteśmy w stanie ani wyprodukować ani magazynować w wątrobie, stąd logiczny wniosek, iż zostaliśmy zaprogramowani przez naturę na spożywanie codziennie produktów z witaminą C (czyli jarzyn i owoców), a naruszenie tej zasady skutkuje dla ludzi poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi.

Znani z długowieczności Hunzowie, tybetańscy lamowie, japończycy z Okinawy czy Abchazowie nie odrzucają całkowicie pożywienia pochodzenia zwierzęcego, lecz spożywają bardzo niewielkie ich ilości. Najbardziej naturalnym i sprzyjającym długowieczności wydaje się być zatem sposób żywienia, oparty na proporcji 80/20 (tzn. 80 % w miarę możności jak najmniej przetworzonych jarzyn, owoców, kiełków, orzechów i nasion  oraz 20 % pozostałych produktów, w tym niewielkiej ilości produktów odzwierzęcych, lecz z wyłączeniem cukru i białej mąki). Z pewnością narażę się tutaj osobom praktykującym ścisły weganizm (w wersji raw lub tradycyjnej), jednak nie jest moim zamiarem namawianie nikogo do porzucenia dotychczasowego stylu życia. Rozumiem, iż ze względów etycznych (dobro zwierząt) ktoś woli łykać tabletki lub spożywać produkty sztucznie suplementowane. Myślę jednak, że dużo korzystniejsze dla osiągnięcia długowieczności i zgodne z naturą byłoby  przyjmowanie wszystkich potrzebnych nam potrzebnych do życia substancji w naturalnej formie. Nie zostaliśmy bowiem moim zdaniem stworzeni po to, by spożywać składniki naszego pożywienia w formie sztucznej.

Nie jest również zgodna z naturą powszechna dzisiaj wśród zachodnich społeczeństw przesada w drugą stronę – czyli spożywanie produktów odzwierzęcych codziennie i w nadmiarze, skoro nasze wątroby potrafią kobalaminę długotrwale magazynować. Mięso i nabiał uzależniają, stąd niechęć mięsożerców do ograniczenia tych produktów w diecie. Powszechnie zaleca się spożywanie codziennie białek odzwierzęcych w postaci chudych mięs, wędlin i nabiału, przetworów zbożowych i ryb uważając, iż codzienne ich spożycie jest konieczne dla zachowania zdrowia. Większość ludzi zjada ich jednak zdecydowanie za dużo unikając warzyw i owoców, za to dopełniając się słodyczami, gazowanymi napojami oraz używkami, powodując przewlekłe zakwaszenie organizmu.

Patrząc na przepełnione przychodnie i coraz to młodsze osoby zapadające na nowotwory, cukrzycę i inne przewlekłe schorzenia wywołane zaburzeniem homeostazy organizmu – widać jak na dłoni w jak niekorzystny  sposób wpływa charakterystyczny dla rozwiniętych społeczeństw sposób żywienia na degradację zdrowotną owych społeczeństw. Zalecana dzisiaj oficjalna piramida żywieniowa po prostu NIE DZIAŁA i dopóki nie przetrzemy oczu, to na długowieczność na takiej diecie raczej nie mamy co liczyć.