dvd

1 stycznia 2016 roku miała miejsce premiera pierwszego w historii filmu dokumentalnego na temat medycyny ortomolekularnej. Film nosi tytuł „That Vitamin Movie” co można luźno przetłumaczyć jako „Cała prawda o witaminach”. Film sfinansowali internauci z całego świata robiąc wspólną zrzutkę poprzez portal crowfundingowy (Akademia Witalności też się dołożyła w tej słusznej sprawie). Stąd też film jest pozbawiony reklam czy też ukrytego lokowania produktu (np. witamin czy innych suplementów danego producenta). Twórcy filmu doszli bowiem do wniosku, że tak będzie najuczciwiej.

Jaki przekaz ma ten film? W dużym skrócie rzecz ujmując pokazuje on w sposób faktograficzny, że witaminy działają! Naturalne i syntetyczne – działają i potrafią dokonać cudu uzdrawiania. I dzieje się tak od 70 lat, praktykowane jest w gabinetach lekarskich na całym świecie.

Ponieważ film ukazał się jedynie w wersji językowej angielskiej i wersja polskojęzyczna nie jest póki co przewidziana, użytkownicy poprosili mnie o streszczenie filmu, co niniejszym czynię. Dzisiaj część pierwsza, wkrótce opublikuję część drugą streszczenia (film jest długi, trwa godzinę i 26 minut).

that vitamin movie

Na wstępie producent filmu zwierza się, że zainteresował się wpływem witamin na zdrowie dzięki jednemu z długoletnich znajomych: Trevor King z Irlandii, przez wiele lat cierpiał na depresję niepoddającą się już żadnym lekom, a po obejrzeniu kiedyś filmu „Food Matters” („Jedzenie ma znaczenie”), w którym dr Andrew Saul opowiadał „niesamowite rzeczy” odnośnie niacyny i depresji – Trevor pojechał wtedy do Nowego Jorku by osobiście spotkać się z Andrew Saulem i upewnić się, czy leczenie witaminami to nie jest jakaś bujda na resorach. Na dobry początek odstawił cukier, potem podbudowany informacjami uzyskanymi od dra Saula wdrożył niacynę, B-complex, chrom, witaminę C i inne substancje odżywcze. Dzisiaj jest zdrowy i znowu może normalnie pracować. To on był pomysłodawcą powstania filmu „That Vitamin Movie”. Chciał odwiedzić z kamerą różne kraje świata, porozmawiać z ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia w temacie (przede wszystkim z lekarzami, którzy leczą witaminami oraz ich pacjentami) i pokazać innym, że witaminy potrafią przywracać zdrowie – nawet tam, gdzie wydaje się, że już nie ma nadziei, tak jak to było w jego przypadku. 

Pierwszy przystanek – Brockport, stan Nowy Jork. To tutaj mieszka dr Andrew Saul, z wykształcenia nie lekarz lecz biolog, jak również specjalista odżywiania (nie mylić z dietetykiem), jednocześnie już od 40 lat niestrudzony edukator i  adwokat zdrowia, człowiek o niezwykłej wiedzy na temat witamin i innych składników odżywczych, autor i współautor (m.in. z doktorem Abramem Hofferem) licznych książek na temat witamin i naturalnych sposobów na zdrowie, przetłumaczonych na wiele języków. Prowadzi znaną witrynę DoctorYourself.com. Jedyne czego nie robi i nigdy nie robił to sprzedaż lub polecanie konkretnych marek suplementów. Zastrzega, że woli pozostać bardziej wiarygodny ograniczając się jedynie do rzetelnego pisania książek i edukowania społeczeństwa, zaś zajęcie się sprzedażą lub reklamowaniem witamin czy suplementów obniżyłoby zaufanie ludzi do treści, jakie chce im przekazać. „Wysokie dawki witamin zapobiegają oraz leczą prawdziwe choroby” – mówi Saul, rak może być traktowany wysokimi dawkami substancji odżywczych, szczególnie dożylnej witaminy C; choroby psychiczne, schizofrenia, psychozy czy ADD „bajecznie poddają się leczeniu wysokimi dawkami witamin”, choroba Alzheimera również jest odwracalna megadawkami. Witaminami można wyleczyć każdą chorobę wirusową, także choroby serca i układu krążenia.

Dr Saul zwraca uwagę, że autorytety medyczne ograniczają się jedynie do porady, iż mamy „zdrowiej jeść”, czego oczywiście zazwyczaj nie robimy, często nawet nie wiedząc jak to ma wyglądać. Jednak nawet jeśli nauczymy się jeść zdrowo, organicznie i głównie roślinnie, to i tak może nam zabraknąć w diecie choćby witaminy C jak również E. Stąd istnieje jego zdaniem potrzeba edukowania społeczeństwa odnośnie zarówno tego co to znaczy „zdrowo jeść” jak też i stosowania w razie potrzeby odpowiedniej suplementacji. Substancje odżywcze mogą być bowiem tak stosowane profilaktycznie (w dawkach małych do umiarkowanych) jak i leczniczo (w megadawkach). Przez ostatnie 65-75 lat wielu wysoko wykształconych i szanowanych lekarzy już zebrało w praktyce wystarczające dowody na to, że witaminy są nie tylko skutecznie, ale i bezpieczne i przy tym… tanie. Obecna medycyna woli raczej jednak badać i opisywać zjawiska typu: co się dzieje z człowiekiem gdy do jego niedożywionego ciała dodasz mu trujące chemikalia.

System przekonań przeciętnego współczesnego lekarza kreowany jest przy tym przez uczelnie medyczne, a te nie przewidują wystarczająco obszernego kształcenia na temat odżywiania, substancji odżywczych i ich możliwości leczniczych. Kończy się na tym, że przeciętny lekarz nauczony jest polegać głównie na środkach farmakologicznych, przewidzianych przez medycynę konwencjonalną, a jeśli te nie działają – jest niezbicie przekonany, iż nic innego już nie można zrobić. Jeśli więc ktoś załóżmy chory na raka zostaje odesłany do domu aby tam umarł („nic więcej nie da się zrobić!”) i nikt mu nie proponuje terapii substancjami odżywczymi, to jest to po prostu zbrodnia – stwierdza Andrew Saul. Taką samą zbrodnią jest  odgórnie zarządzać edukacją i praktyką lekarzy w taki sposób, aby nie byli oni w stanie zaproponować pacjentowi takiej terapii.

Kolejny przystanek – Daytona Beach, Floryda. Tu mieszka dr Joseph Mercola, lekarz z ponad 30-letnią praktyką, który prowadzi witrynę informacyjną Mercola.com, odwiedzaną co miesiąc przez (bagatela!) 80 milionów ludzi z całego świata. Za publikowanie swoich kontrowersyjnych poglądów wielokrotnie dostawał listy ostrzegawcze od agencji rządowej FDA (Agencja Żywności i Leków w USA). Jego witryna jest cierniem w oku tej agencji. „Tak, jestem postacią kontrowersyjną” – potwierdza dr Mercola, „poświęcam bowiem swoje życie na poszukiwanie prawdy i obnażanie szwindli przemysłu medycznego, bo życie jest i tak krótkie, a ludzie nie muszą boleśnie cierpieć i szybko umierać przez niewiedzę”. I dodaje: „Mnie także w szkole medycznej sprano mózg, byłem przekonany, że leki i operacje są jedynymi środkami przywracania ludziom zdrowia”, jednak po krótkim czasie praktyki w zawodzie zdał sobie sprawę, że został wpuszczony w kanał – jego pacjenci wcale nie byli zdrowsi tylko wręcz przeciwnie, a proponowane przez niego leczenie nie likwidowało przyczyny ich chorób. W tym momencie dr Mercola zdał sobie sprawę, że zarówno on sam jak i jego pacjenci zostali wspólnie ofiarą przemysłu wartego rocznie 3 000 000 000 000 (słownie: 3 biliony) dolarów i nastawionego głównie na dalszy wzrost zysków, wszelkimi możliwymi metodami. Jedną z nich jest odstraszanie i odsuwanie ludzi od jakichkolwiek metod innych niż te przynoszące mu zyski. Bo przecież kto lepiej niż lekarz będzie wiedział jakie są najlepsze metody? Jeśli o jakichś nie wie, to pewnie nie są godne uwagi albo wciąż brakuje „wystarczających dowodów” by mógł ci o nich powiedzieć (kryteria uznania czegoś, np. środka leczniczego w medycynie za wystarczająco udowodnione czyli skuteczne, nie są za bardzo przystosowane do udowadniania skuteczności metod naturalnych, ponieważ zostały zaprojektowane głównie pod kątem udowadniania skuteczności leków farmakologicznych). Dlatego dr Mercola oficjalnie zignorował chory system takiej „ochrony” zdrowia i poszedł swoją drogą. Dopiero wtedy zaczął odnosić sukcesy i czerpać satysfakcję z pracy. Czyli przywracania ludziom zdrowia, a nie jego udawanej namiastki.

Następnie z kamerą przenosimy się do Bonita Springs, Floryda. Stąd młody człowiek imieniem Sayer Ji prowadzi z wielką pasją swoją popularną witrynę internetową, Greenmedinfo.com, gdzie zgromadził ponad 20 tysięcy artykułów na temat obecnego stanu badań naukowych w medycynie, odnoszących się do wpływu substancji występujących w naturze na zdrowie oraz do ich możliwości leczniczych. „W moim przekonaniu współczesna medycyna przestała być sztuką uzdrawiania”, mówi Sayer Ji. W istocie – koncentruje się ona na walce z symptomami za pomocą opatentowanych substancji farmakologicznych, które są de facto truciznami działającymi przeciwko ciału i sygnałom jakie wysyła. Jako rezultat borykamy się ze skutkami ubocznymi tych substancji, a te wymagają przyjęcia kolejnej opatentowanej trucizny i tak kręcimy się w kółko. Jest leczenie, ale nie ma uzdrawiania,  a to nic innego jak model nieskończonego wzrostu – ale nie dla naszego zdrowia, tylko dla firm sprzedających opatentowane substancje, stwierdza Sayer Ji. Wspomina on: „Jedno badanie niesamowicie mnie zaszokowało: na szalce Petriego położono komórki rakowe i zaaplikowano na nie witaminę C: odkryto, że pod jej wpływem te komórki z powrotem zaczęły wykazywać cechy komórek zdrowych” – zupełnie tak, jakby witamina C dokonała reedukacji komórki, „ucząc ją ” być na powrót komórką zdrową. Jeśli coś wymaga dalszych badań w onkologii to czarnym koniem powinna być jego zdaniem właśnie witamina C.

Kolejny przystanek – Concord, New Hampshire. Tutaj mieszka dr Alan Gaby, lekarz medycyny, autor encyklopedii „Nutritional Medicine” („Medycyna żywienia”), biblii wszystkich NDs (Naturopathic Doctors) w USA. Encyklopedia ta w oparciu o badania naukowe ale również przypadki anegdotyczne i w końcu osobiste doświadczenia zawodowe doktora, omawia ponad 400 różnych chorób oraz sposoby ich leczenia substancjami odżywczymi. Przez ponad 40 lat swojej praktyki lekarskiej dr Gaby widział wielu pacjentów, którym pomogły substancje odżywcze wszędzie tam, gdzie medycyna konwencjonalna poniosła porażkę. Dr Gaby mówi: „Mając pod opieką do tej pory ok. 6 tysięcy pacjentów i mając za sobą analizę i recenzje napisane dla przeszło 30 tysięcy badań i artykułów naukowych mogę z całym zaufaniem stwierdzić, że medycyna żywieniowa jest bezpieczną i skuteczną alternatywą, a w niektórych przypadkach skutecznym dodatkiem do terapii konwencjonalnych. Wśród moich 6 tysięcy pacjentów, z których wielu poniosło porażkę w leczeniu konwencjonalnym lub ich organizmy nie były w stanie tolerować takiego leczenia, 80% odniosło znaczącą poprawę stanu zdrowia. Wszystkie przewlekłe choroby cywilizacyjne jakie tylko przychodzą mi w tej chwili do głowy mają komponent żywieniowy oraz środowiskowy. Wielu ludzi nie toleruje rafinowanego cukru, wielu ma ukryte nietolerancje lub alergie pokarmowe, których nie są świadomi, a kiedy eliminują te pokarmy ich przewlekłe choroby ustępują. Jak również wielu ludzi wykazuje zwiększone zapotrzebowanie na rozmaite substancje odżywcze (które muszą być dostarczane w postaci suplementów gdy dieta nie pokryje tego zwiększonego zapotrzebowania), czy to z powodu czynników genetycznych czy z powodu wpływów środowiskowych lub też czasami już sama choroba powoduje u nich wzrost zapotrzebowania albo też przyjmowane leki to powodują.” Dr Gaby jest przekonany, że koszty ochrony zdrowia mogłyby zostać obcięte o połowę gdyby lekarze byli lepiej świadomi tych terapii, umieli się nim lepiej posługiwać, a pacjenci chcieliby je stosować stosując się ściśle do zaleceń, również tych dietetycznych (co nie zawsze jest dla pacjenta łatwe, wszak mówimy o zmianie swoich nawyków żywieniowych, a nie tylko o samym łykaniu kapsułek z suplementami, które odbywa się bez wysiłku).

Przenosimy się na chwilę do domu dr Saula, który mówi: „Wychowałem moje dzieci bez użycia antybiotyków – ani jednego razu, ani jednej dawki, aż do czasu gdy poszły na studia i wyszły z domu, nie dostały żadnego antybiotyku”. Jak wielu ludzi może to dzisiaj powiedzieć o swoich dzieciach lub o sobie samym? Owszem, jego dzieci okazjonalnie coś łapały, ale nie tak często jak ich koledzy, a kiedy już zachorowały dostawały bardzo duże dawki witaminy C, która ma działanie antywirusowe, antybiotyczne, antyhistaminowe oraz antygorączkowe i antytoksyczne w jednym. To po prostu działa! Dzisiaj jego dzieci robią to samo w stosunku do swoich dzieci.

Mówi córka dra Saula, Helen: „Wyrastaliśmy w domu, w którym odżywianie i witaminy były odpowiedzią na nasze problemy zdrowotne”. To tyczyło się zarówno prewencji jak i terapii. Helen ma dwoje dzieci – jedno nieco powyżej roczku, drugie trzyletnie. Jak do tej pory nie dostały ani jednej dawki antybiotyku, nie chodzi przy tym o to, że ktoś tu jest przeciwko antybiotykom, lecz chodzi o to, że te dzieci zwyczajnie antybiotyków nie potrzebują. Bo jest inny i lepszy sposób – przede wszystkim zapobiegać: codziennie dzieciaki piją świeżo wyciskane soki z warzyw, dostają też codziennie witaminę C (taką do żucia, dla dzieci). Helen słusznie zauważa, że nawet jeśli trafisz do świetnego, najlepszego jakiego znasz lekarza, to z pewnością nie usiądzie on z tobą by porozmawiać o użyciu wysokich dawek witamin aby rozprawić się z chorobą. Jej ojciec robi to jednak od kilku dekad, nie będąc opłacanym przez firmy produkujące witaminy, a robi to dlatego, że wie, iż to co robi jest słuszne i może pomóc wielu ludziom.

Andrew Saul z kolei mówi, że to nie jest jego własna wiedza. Przekazywane przez niego informacje pochodzą od lekarzy, którzy stosowali terapie witaminowe w swojej praktyce klinicznej i robili to przez 20, 30, 40, 50, 60 lat swojej pracy. „Wspieram się na barkach gigantów”, mówi Saul, wymieniając takie nazwiska jak William J. McCormick, Roger J. Williams, Claus W. Jungenblut, Ruth Flinn Harrell, bracia Shute, Frederick R. Klenner, Linus Pauling, Abram Hoffer, Robert F. Cathcart czy Hugh Riordan jako źródło swoich informacji. To mogą być niejednokrotnie informacje ratujące życie.

Dr Mercola jest przekonany, że nasze ciała są naturalnie zaprojektowane aby być zdrowe, to zdrowie jest naszym stanem naturalnym, nie choroba. Kluczem jest dostarczenie ciału tego, co potrzebuje. Najważniejsze w diecie człowieka jest to, aby była ona oparta o prawdziwe jedzenie, a nie to przetworzone przemysłowo.  Najlepsze pokarmy są świeże, optymalnie jest gdy hodowane są lokalnie i organicznie. Najgorsze to te rafinowane jak cukier czy pokarmy mączne – to wszystko bowiem sprzyja wystąpieniu jakże powszechnej dzisiaj insulinooporności i pogłębia choroby przewlekłe jeśli już ktoś na nie choruje. Dlatego minimum 95% tego co wkładasz do ust powinno być jedzeniem przygotowanym ze świeżych i naturalnych składników, po prostu należy w tym celu spędzić pewną ilość czasu w kuchni – tu nie ma dróg na skróty! Jedząc przemysłową karmę lub jedzenie na wynos masz przyspieszoną śmierć i chorobę cywilizacyjną praktycznie jak banku. To może być artretyzm, wrzody, choroby serca i układu krążenia, cukrzyca, nowotwór – do wyboru do koloru.

W przypadku witaminy D trudno uzupełniać ją z jedzenia, poza sezonem letnim pozostają suplementy. To bardzo ważna witamina: jak słusznie zauważa dr Mercola na podstawie obecnie dostępnych danych przyjmuje się, że ma ona wpływ na regulację około 3 tysięcy naszych genów – to ok. 10% całości naszych genów! Witamina C jest kolejną witaminą, którą ludziom wciąż jedzącym pokarmy przetworzone może brakować. Lepiej w takim wypadku suplementować ją, ponieważ lepsza jest witamina C syntetyczna niż żadna, przytomnie zauważa dr Mercola.

Sayer Ji z kolei zauważa, że czytając badania w których badani doznawali remisji swoich chorób za pomocą witaminy C czy D może myślisz sobie, że to jest cud. Jednak pomyśl zawsze najpierw o swoim jedzeniu, jaka potężna siła w nim jest. Ono nie tylko zapewnia „cegiełki” do budowy komórek czy energię w kaloriach, ale informację – pakiety informacji regulujących geny, które mogą sprawić, że nasze DNA będzie pracować lepiej, na naszą korzyść zamiast przeciwko nam.

Jednak w przypadku infekcji nie będziemy w stanie dostarczyć do ustroju tyle witamin (np. C) ile aktualnie będzie on potrzebował. Wtedy należy podeprzeć się suplementacją. Tym intensywniejszą im bardziej intensywne są nasze symptomy. Dr Saul wspomina jak pewnego razu wskutek wytężonej pracy, stresu i jednoczesnego pogorszonego odżywiania wrócił do domu z objawami silnej grypy. Był w stanie jak się okazało przyjąć wtedy 30 g witaminy C w jednej dawce bez oznak jelitowych. Organizm zwalczył infekcję w ciągu najbliższych 48 godzin. Ktoś może powiedzieć, że 30 g to nieprawdopodobna ilość, ale tyle właśnie w tym momencie było mu potrzeba. Media pełne są informacji na temat nieskuteczności, a nawet rzekomej szkodliwości witaminy C przyjmowanej w dawkach terapeutycznych (straszeni jesteśmy kamieniami nerkowymi z jej powodu, a nawet rakiem), jednak jak do tej pory nie udało się zgromadzić na to żadnych niezbitych dowodów. Takich dowodów po prostu nie ma, nie istnieją! Podobnie jak nie ma w statystykach ani jednego zgonu spowodowanego witaminami, natomiast szacuje się, że corocznie w USA umiera co najmniej lekko licząc 80 tysięcy osób z powodu stosowania farmakologicznych środków (leków), zaaplikowanych zgodnie z zaleceniami lekarza. Oficjalne dane wskazują, że przyjmowanie leków farmakologicznych zgodnie z zaleceniami lekarza znajduje się na liście 10 najczęstszych przyczyn śmierci w USA.

Następny przystanek: miasto Nowy York. Tu mieszka i praktykuje lekarka, dr Kelly Brogan, psychiatra, która przywraca zdrowie u swoich pacjentów używając głównie substancji odżywczych. Na dobry początek terapii, zanim włączy indywidualnie dobraną suplementację, aplikuje pacjentom na 30 dni bezcukrową dietę opartą na świeżych i organicznych całościowych pokarmach i okazuje się bardzo często, że już samo to potrafi u wielu pacjentów spowodować wręcz spektakularne efekty zdrowotne! Dotyczy to nawet pacjentów, którzy złą dietą i lekami katowali swoje ciała przez ostatnie 20, 30 czy 40 lat. Dr Kelly Brogan mówi, że bardzo chciałaby powrotu do starych dobrych czasów, w których tylko i wyłącznie z natury (pokarmu, wody i słońca) człowiek czerpał potrzebne mu do życia substancje odżywcze (a potrzebował ich mniej niż my, którzy musimy zmagać się ze środowiskiem i jedzeniem mocno już obecnie własnymi rękoma przytrutym). Te dobre romantyczne czasy zdaniem pani doktor Brogan skończyły się wraz z nastaniem rewolucji przemysłowej i wzrastającym w związku z tym zanieczyszczeniem środowiska, zubażaniem gleb oraz przemysłowymi procesami przetwórczymi dotyczącymi naszego pożywienia. Na własne życzenie wzięliśmy udział w eksperymencie, który nigdy przedtem w historii ludzkości nie miał miejsca. Skończyło się na tym, że naszą fizjologię (która w międzyczasie nie zmieniła się tak bardzo jak nasze środowisko) częstokroć musimy obecnie wspomagać suplementacją – w niektórych przypadkach już nie tylko by zdrowie odzyskać, ale by je po prostu mieć.

Następnie wędrujemy z kamerą do miasta Edison w stanie New Jersey. Tutaj z kolei praktykuje dr Derrick DeSilva, lekarz medycyny internista, czyli specjalista chorób wewnętrznych. Prowadzi własną telewizję internetową i popularną witrynę online. On również regularnie zaleca swoim pacjentom substancje odżywcze. Mówi, że 3 najważniejsze według niego to probiotyki, witamina D i kwasy Omega-3. Oto dlaczego: probiotyki ponieważ 60 % naszego układu odpornościowego znajduje się w jelitach i to właśnie dobre bakterie odpowiedzialne są za dobre trawienie, dobrą eliminację oraz produkcję większości witamin z grupy B. Witamina D z kolei ma różnorakie oddziaływanie, ale 2 z nich są najważniejsze: ma efekt wspomagający apoptozę komórek nowotworowych i przeciwdziałający angiogenezie. W przełożeniu z polskiego na nasze: nawet jeśli nienormalne komórki powstają (a powstają u nas codziennie), to witamina D przyczyni się po pierwsze do ich apoptozy (naturalnej śmierci) a po drugie zapobiegnie aby obrastały w naczynia krwionośne potrzebne im do przeżycia (angiogeneza). Kwasy Omega-3 z kolei zaleca dlatego, że większość ludzi nie dostarcza do ustroju prawidłowych rodzajów i ilości kwasów tłuszczowych, podczas gdy 60% naszego mózgu składa się z tłuszczu, cały system nerwowy jest pokryty tłuszczową osłonką. Jest to ważne także dla produkcji hormonów (estrogen dla kobiet i testosteron dla mężczyzn). Bez podaży dobrych kwasów tłuszczowych nie tylko mózg nie funkcjonuje jak należy, ale i mogą pojawić się zaburzenia hormonalne.

Dr Andrew Saul wchodzi do swojego ulubionego sklepu ze zdrową żywnością i mówi: gdybym miał wyrazić jedno życzenie, to takie: aby każdy codziennie dostarczał sobie te 4000-5000 mg witaminy C, dzięki czemu większość osób mogłaby poczuć się zdecydowanie lepiej jak również żyć dłużej. W każdej sekundzie w naszym ciele zachodzi tysiące reakcji chemicznych, witaminy są dla nich w dużej mierze koenzymami i jeśli ich zabraknie to reakcje nie zajdą. Po chwili też zwierza się właścicielka sklepu ze zdrową żywnością, w którym dr Saul jest stałym klientem: 15 lat temu doznała urazu dużego palca u nogi, chodziła tak z bolącym palcem kilka tygodni, po czym dr Saul doradził jej by wziąć witaminę C do momentu progu jelitowego (tuż przed jego osiągnięciem), co jak się potem okazało w tym przypadku było to dla niej ilością 12-15 g dziennie. Po tygodniu zażywania wystarczającej ilości witaminy C (na granicy progu jelitowego) ból ustąpił całkowicie, a palec błyskawicznie się zagoił i od tej pory nigdy już nie sprawiał kłopotu. Ot, dowód może i „anegdotyczny”, ale bardzo sympatyczny – jak witamina C może być pomocna również przy urazach. Przy urazach zapotrzebowanie na nią jak widać intensywnie rośnie, a jej dostarczenie wyraźnie przyspiesza proces zdrowienia.

Przenosimy się z kamerą do Europy. W miejscowości Marden w Wielkiej Brytanii działa Phillip Day, dziennikarz i adwokat zdrowia, którego znamy już m.in z filmu „Food Matters” („Jedzenie ma znaczenie”). Phillip zauważa, że podejście współczesnych decydentów do leczenia witaminami jest podobne do tego jakie miało miejsce gdy odkryto, że wystarczy żeglarzom załadować na statki owoce cytrusowe by nie wracali ze szkorbutem do domu z rejsu. Zanim jednak ludzie odpowiedzialni za wydanie odpowiednich oświadczeń i podjęcie odpowiednich decyzji  podjęli konkretne działania – zdążyło w tym czasie umrzeć na szkorbut lekko licząc około miliona marynarzy. Phillip nie czeka więc na kroki urzędników, którzy mu powiedzą ile witaminy C czy D może lub nie może brać. Bazuje na wiedzy, którą już mamy. Daje córce tyle dziennie gramów witaminy C ile wynosi jej wiek, dzięki czemu dziecko jest jednym z nielicznych w szkole dzieci, które nie ma absencji z powodu choroby, wszyscy w rodzinie suplementują też witaminę D, która w brytyjskim ponurym klimacie jest niezbędna.

Andrew Saul mówi, że on sam nie jest tutaj kluczem, występuje tylko w roli impresario. Ludzie mają prawo wiedzieć nie tylko „część oficjalną” lecz wszystko co wiadomo o witaminach, a więc wszystko to, co zostało do tej pory na temat witamin odkryte i przetestowane w praktyce. Wymienia znanych lekarzy, którzy przez całe dziesięciolecia podawali pacjentom substancje odżywcze.  Wszyscy oni jednogłośnie donosili, że terapie żywieniowe są nie tylko zadziwiająco skuteczne ale i niezwykle bezpieczne w porównaniu z lekami farmakologicznymi, wykazując przy tym niezmiernie rzadko skutki uboczne w porównaniu z nimi. Nikt też nie umiera od witamin. Są zatem tanie, skuteczne i potrafią przynieść efekty szybciej niż leki. Andrew Saul patrzy prosto w kamerę i pyta: „A tych, którzy to krytykują, chciałbym zapytać: co w tym takiego wam przeszkadza? Co jest takiego nie w porządku z faktem, że dzięki wysokim dawkom witamin ludzie zdrowieją?”.

Myślę, że to jest najważniejsze pytanie jakie padło w tym filmie!

Jedziemy tymczasem z kamerą do Kanady, do Toronto. Tutaj odbywa się właśnie czterdziesta czwarta już konferencja International Society For Orthomolecular Medicine (międzynarodowe zrzeszenie na rzecz medycyny ortomolekularnej). Zarówno lekarze jak i żywieniowcy spotykają się tutaj aby omówić najnowsze doniesienia naukowe w dziedzinie medycyny żywienia jak również podzielić się swoimi doświadczeniami. Jest na przykład dr David Brownstein, lekarz medycyny i autor książek, prowadzący swoją witrynę DrBrownstein.com, który stosuje u pacjentów odpowiednie dawki substancji odżywczych, szczególnie jodu: wychodzi on bowiem z założenia, że niedobory jodu są jedną z przyczyn epidemii raka we współczesnym świecie (nie mówiąc już o chorobach tarczycy). Wśród 6 tysięcy swoich pacjentów stwierdził on niedobory jodu u 96% z nich. Dr Brownstein zauważa, że jod jest niezbędny dla funkcjonowania ludzkiego ciała w wielu wymiarach: mózg, tarczyca, serce, układ hormonalny, gonady – każda komórka ludzkiego ciała do właściwego funkcjonowania wymaga jodu. Dr Brownstein skończył tradycyjną edukację medyczną, lecz wkrótce życie samo go zmusiło aby się „nawrócił” i został lekarzem z holistycznym zacięciem: zachorował jego ojciec. Jego ojciec miał pierwszy atak serca w wieku lat 40, drugi w wieku lat 42, a do czasu aż jego syn skończył studia medyczne był już poddany kilku operacjom (bajpasy i angioplastyka), przyjmował 12 różnych leków farmakologicznych by kontrolować symptomy m.in. nadciśnienia, cukrzycy oraz dusznicy bolesnej (choroby niedokrwiennej serca), na którą cierpiał przez ostatnie 25 lat. Dwie naturalne terapie jakie dr Brownstein odważył się zastosować w przypadku swojego chorego ojca były to naturalny hormon tarczycowy oraz naturalny testosteron. Po siedmiu dniach kuracji dusznica bolesna nie opuszczająca ojca przez ostatnie 25 lat – rozpuściła się w niebycie i nigdy nie powróciła, jego bardzo wysoki cholesterol przekraczający 300 spadł do prawidłowego poniżej 200 i to bez zmiany diety, która była okropna, jak również pomimo braku aktywności fizycznej. Ojciec wyglądał i czuł się dużo lepiej, a używane leki można było zmniejszyć o 3/4. Dr Brownstein zapytany o rolę innych witamin wspomina o B12, którą w wysokiej dawce wraz z koenzymem Q10 podawał  jednej z pacjentek chorej na demencję (Alzheimer), co spowodowało ustępowanie choroby: po 3-4 tygodniach zaczęła jej wracać pamięć, a w ciągu 3-4 miesięcy była już w stanie w zasadzie normalnie z powrotem funkcjonować. Można było odstawić wszystkie stosowane dotychczas leki farmakologiczne. Takich przypadków w swojej karierze lekarskiej dr Brownstein miał bardzo wiele.

Kolejny rozmówca, Jammes Lunney (obecnie polityk w Kanadzie, wcześniej praktykujący chiropractor czyli po naszemu coś zbliżonego do specjalisty fizjoterapii, naturalnego leczenia i kręgarstwa w jednym), mówi, że nastawienie urzędników do badania terapii ortomolekularnych jest bardzo niechętne: w Kanadzie zamknięto ostatnio warte pół miliona dolarów badania na Uniwersytecie Kolumbia,  w których uczestniczyło 3 tysiące pacjentów chorych na dwubiegunowe zaburzenia afektywne, a powodem było to, że… pacjenci dostawali suplementy. Faktycznie pacjenci wracali do zdrowia i do normalnego życia, podejmowali pracę i byli szczęśliwi, że mogli wziąć udział w takim badaniu i przestać brać leki dzięki temu. Jednak urzędnicy odpowiednich instytucji nie byli szczęśliwi, badania zamknięto, wyników nikt nie opublikował. Czy w takiej atmosferze można mówić o wzroście świadomości wśród lekarzy, o możliwości poinformowania ich, że istnieją też inne (skuteczne i dodatkowo mniej toksyczne) metody leczenia niż tylko środki farmakologiczne?

Z kolei kardiolog dr Tom Levy, który „zjadł zęby” na witaminie C podkreśla, że niemal każdy (z lekarzami włącznie) uważa, iż takie rzeczy jak choroba serca, rak czy jakakolwiek przewlekła choroba zwyrodnieniowa to po prostu pech. Tymczasem mamy wystarczającą ilość badań, które dowiodły, że pech nie ma z chorobami  kompletnie nic wspólnego!  Na przykład związek z chorobami serca w 90-95% przypadków może mieć choćby to, co nosimy w ustach: zainfekowany ząb leczony kanałowo lub inna choroba w jamie ustnej np. przyzębia. W 2013 roku grupa badaczy z Finlandii zrobiła takie oto badanie: pobrano od pacjentów po zawale serca kawałki skrzepu krwi z uszkodzonych naczyń i dokładnie przebadano. Okazało się, że skrzep ten zawierał te same szczepy bakterii jak w zainfekowanych zębach leczonych kanałowo czy chorych dziąsłach i w dodatku ich ilość była 16 razy większa niż w próbce krwi pobranej z otaczających, zdrowych naczyń. Witamina C jak twierdzi dr Levy może pomóc przynajmniej w niektórych przypadkach infekcji dentystycznych. W swojej długoletniej praktyce dr Levy wyleczył też przypadki trwającej wiele miesięcy przewlekłej mononukleozy dożylnymi dawkami witaminy C – zabrało mu to 48 godzin. Wyleczenie dożylną witaminą C ostrego przypadku boreliozy zabrało mu 5-6 dni.

A jakie suplementy przyjmuje sam dr Andrew Saul? Widzimy na 51-ej minucie filmu jak wysypuje z pojemnika kapsułki z witaminą C: jest ich dzisiaj 16, każda ma 1000 mg (1g) witaminy C (co dla wielu ludzi oznacza „megadawkę”). Normalnie podobna ilość starcza mu rozbita na mniejsze dawki w ciągu całego dnia, ale dzisiaj miał akurat stresujący dzień nagrań i gadania do kamery przez cały dzień, aż go gardło od tego lekko rozbolało i dlatego dzisiaj bierze więcej. Jeśli jesteś akurat w dobrym zdrowiu, to na cały dzień starczyłoby tyle: dr Saul odlicza kilka kapsułek. Jeśli byś miał natomiast zapalenie wątroby to wtedy – dr Saul pokazuje cały pojemnik witaminy do kamery i mówi: „nawet to byłoby za mało”. Ta sama osoba, ale inne okoliczności.

Przenosimy się z powrotem do domu Helen, córki dra Saula, gdzie grasują dzieciaki. Maluchy codziennie dostają witaminę C, młodsze na przykład dostaje 1000 mg do każdego posiłku, gdy jednak mama wychwyci jakieś podejrzane kichnięcie lub kaszlnięcie, to od razu dostaje więcej. W przypadku infekcji dzieci dostają do progu jelitowego (ale bez wywołania biegunki). Helen napisała 2 książki dla kobiet: jedna na temat naturalnego radzenia sobie z problemami kobiecymi (jak między innymi PMS, endometrioza, problemy z zajściem w ciążę, infekcje typu drożdżyce i grzybice – te ostatnie doskonale poddają się witaminie C w dużych dawkach połączonej z pozostałymi wspomagaczami budowania silnego systemu odpornościowego jak witamina A, E i  D ), a druga książka na temat ciąży, porodu i wychowywania zdrowych  i szczęśliwych dzieci, Helen napisała ją będąc w ciąży ze swoim drugim dzieckiem.

Wracamy na kongres w Toronto: przemawia dr Atsuo Yanagisawa z Japonii, który przedstawia wyniki leczenia pacjentki mającej objawy uboczne po podaniu szczepionki przeciwko HPV, w postaci konwulsji i ataksji (zaburzenia koordynacji ruchowej ciała). Została jej podana witamina C dożylnie: najpierw dawka 12,5 g, a następnie dawki po 25 g. Zabiegi dokonywane były 2 razy w tygodniu, a następnie co 7-10 dni. Dziewczyna jest dziś w pełni zdrowa. Dr Yanagisawa jest również znany z opublikowania swoich badań dotyczących leczenia pracowników elektrowni jądrowej w Fukuszimie kiedy doszło do tragedii. Dostawali między innymi doustnie oraz dożylnie witaminę C co 2 tygodnie. Po dwóch miesiącach terapii ryzyko raka (silnie zwiększone po ekspozycji na promieniowanie) zmalało u tych pacjentów do normalnego poziomu.

Dr Roberto Ortiz z Meksyku mówi, że również w jego klinice jedną z najważniejszych substancji odżywczych jest witamina C, podawana zarówno dożylnie jak i doustnie. Pacjenci u których notuje się korzyści z tego typu terapii w jego klinice to chorzy na cukrzycę, nadciśnienie, depresję, nerwicę, raka i inne choroby.

Szwedzki lekarz dr Bo H. Jonsson jest psychiatrą z 30-letnią praktyką i autorem książek. Mówi, że najczęściej używa takich substancji odżywczych jak witamina C, witaminy z grupy B (szczególnie interesująca jest witamina B3), niektóre minerały jak magnez czy cynk oraz witamina D. Jednym z pierwszych pacjentów, w stosunku do którego dr Jonsson zastosował terapię witaminową był pewien pacjent przyjmujący konwencjonalne leki psychiatryczne przez wiele dziesięcioleci. Została mu podana m.in. niacyna, powoli aż do dawki 3 g dziennie. Pacjentowi można było po 6 miesiącach odstawić przyjmowane benzodiazepiny i lekarstwa nasenne i stało się to na jego własną prośbę, ponieważ po prostu czuł się tak dobrze, iż sam stwierdził, że chce odstawić leki, na co pan doktor, choć z lekkim niepokojem (jak się potem okazało całkowicie niepotrzebnym) – wyraził zgodę.

Dr Saul pokazuje co jeszcze bierze z suplementów: magnez w postaci cytrynianu, jednej z najlepiej przyswajalnej postaci magnezu; dr Saul odradza tlenek magnezu, który jest przyswajalny w marnym stopniu (znajduje się on w tańszych preparatach i tanich multiwitaminach). Następnie – koenzym Q10, kapsułka z mieszanką antyutleniaczy, szczególnie dobrych dla oczu, potem niacyna 500mg, witamina E naturalna 400 j.m., fosfatydylocholina (składnik lecytyny), niezbędna do produkcji neuroprzekaźników, ma też udowodnioną rolę w redukowaniu objawów demencji i poprawia pamięć krótkotrwałą, oprócz tego działa dobrze na skórę.  Jest też i multiwitamina, której składniki są częściowo naturalne, a częściowo syntetyczne, dr Saul tłumaczy przy tym, że gdyby w kapsułce miały się znaleźć w przyzwoitych ilościach tylko te naturalne, to cała kapsułka musiałaby mieć rozmiar piłki futbolowej. W większości badań używano witamin laboratoryjnie otrzymanych i one również tak czy inaczej działały. Z wyjątkiem jednej jedynej witaminy czyli witaminy E: ta jeśli ma działać to musi być koniecznie naturalna (syntetyczna ma mierną przyswajalność). Dr Saul zaleca brać dobrą multiwitaminę do każdego posiłku. Następnie mamy chrom (pomaga kontrolować poziom cukru we krwi) i glukonian cynku: mężczyźni potrzebują więcej cynku niż kobiety, ponieważ tracą go wraz z płynem nasiennym. Na koniec dr Saul pokazuje też dużą kapsułkę z witaminą B-complex, probiotyk oraz witaminę A+D. 

To streszczenie tylko pierwszej godziny filmu „That Vitamin Movie”, mam nadzieję, że znaleźliście tutaj dużo cennych informacji. Szczególnie cenne są te pochodzące z pierwszej ręki od praktykujących lekarzy (dyplomowanych czyli z tytułem MD, Medical Doctor), którzy substancji odżywczych używają w swojej pracy z pacjentami na co dzień, dostosowując ich dawki do aktualnych potrzeb organizmu danego pacjenta.

Przypominam, że do 14 stycznia można film obejrzeć bezpłatnie na witrynie: https://thatvitaminmovie.com/ po wpisaniu w okienko swojego adresu mailowego. Wersja filmu dostępna – angielskojęzyczna.

Wkrótce dalsza część streszczenia – pojedziemy do kliniki w Puerto Rico i usłyszymy rozmowy z jeszcze kilkoma bardzo ciekawymi praktykującymi lekarzami. Będzie się działo – stay stuned! 🙂