zestresowany

Większość ludzi niemal cały czas żyje na autopilocie: nie zdając sobie sprawy z tego, że pewne przekonania tak naprawdę nie są ich – zostały im (zazwyczaj, choć nie zawsze, w dobrej wierze) wpojone przez otoczenie w którym wzrastali (rodzinę, szkołę, kościół, mass media,  różne instytucje, reklamę, przyjaciół i znajomych itd.).  Swoje szczęście czy spokój ducha widzą w „czymś/kimś” – czyli gdzieś poza nimi samymi: jak już zrobię to czy tamto (albo ktoś zrobi to czy tamto) to dopiero będę szczęśliwy, spokojny i pozbawiony stresów. Jak się zmieni rząd, jak będzie ładna pogoda, jak będzie mnie już stać kupić sobie to czy na tamto, jak już schudnę, jak się pogodzę z tamtą osobą (ale to ona musi przeprosić!) i zapomnę co mi zrobiła/powiedziała, jak już wyzdrowieję, jak już dostanę lepszą pracę, jak wygram w Totolotka. Ponieważ nic takiego nie następuje, to sytuacja wydaje się z biegiem czasu coraz bardziej beznadziejna. A nawet gdy następuje, to poczucie szczęścia jest jedynie bardzo ulotne i pozostawia za sobą uczucie ciągłego niedosytu i niespełnienia.

Życie jawi się (i tak też zostaje uporczywie przedstawiane w mediach) najczęściej jako coś wypełnionego zmaganiami („walką”: światowy dzień walki z rakiem piersi, listopad miesiącem walki z cukrzycą, międzynarodowy dzień walki z ubóstwem,  z hałasem, z otyłością, z głodem i z czym tam kto sobie zażyczy), a także nieustającym cierpieniem, niezliczonymi obowiązkami, rosnącymi rachunkami do płacenia, krzyżem do dźwigania, starością (która jest oczywiście obrzydliwa, straszna i pełna ohydnych chorób), a na samym końcu (co za bezsens!) należy w końcu umrzeć. Serca wielu żyjących na autopilocie ludzi wypełnione są strachem, żalem, złością, dumą, a w ich głowie kotłuje się codziennie tysiące myśli wrogich życiu, samemu sobie oraz innym ludziom. A najczęściej słyszaną opinią na temat stresu jest „w dzisiejszych czasach nie sposób się nie stresować”. Czyżby?

Umiejętność panowania nad stresem jest do nauczenia się, dokładnie tak jak nauczyć się można gry na gitarze lub robienia szalików na drutach. Większość osób zdaje sobie sprawę z tego, że na powstawanie wielu chorób ma wpływ nie tylko to co jemy, wdychamy czy wcieramy w skórę, ale również to co myślimy i to co czujemy: nasze życie wewnętrzne, emocjonalne i duchowe. W zasadzie to co myślimy i czujemy jest nawet ważniejsze. Wszelkie myśli i uczucia (czy to pozytywne czy negatywne) wywołują bowiem w naszym systemie całą lawinę fizjologicznych reakcji. Normalnie stres i wydzielanie się „hormonów stresu” (adrenalina, kortyzol) było zaplanowane przez naturę w dobrym celu: aby ratować nam życie w sytuacjach zagrożenia wywołując reakcję „walcz albo uciekaj”. Sam stres nie jest problemem, to jego nadmiar jest problemem.

Ciało przy tym zareaguje tak samo kiedy spotkasz na swojej drodze groźnego bandytę z pistoletem w ręku i tak samo gdy sobie to jedynie wyobrazisz lub będziesz np. oglądał film akcji lub grał w grę identyfikując się z bohaterem napadniętym przez uzbrojonych bandytów. Hormony walki lub ucieczki nadal przez dłuższy czas będą krążyć w Twoim organizmie zatruwając go, ponieważ tak naprawdę zagrożenia nie było: balon został nadmuchany ale nigdy nie zostało z niego spuszczone powietrze.

Podobnie jest z przyjemnymi wydarzeniami: czy będziesz fizycznie przeżywać wydarzenia czy też jedynie w myślach – ciało zacznie wydzielać endorfiny, „hormony szczęścia”. Ciało bowiem nie rozróżnia prawdy od fikcji wytworzonej w umyśle.  Dlatego to takie ważne: zwracaj uwagę nie tylko na to czym karmisz ciało ale i czym karmisz umysł.

Mapa świadomości Hawkinsa

Albert Einstein powiedział: ” Żadnego problemu nie da się rozwiązać na tym samym poziomie świadomości, na którym powstał”. Tym tropem podążył amerykański psychiatra David R. Hawkins (razem z Linusem Paulingiem napisał książkę „Orthomolecular Psychiatry. Treatment of Schizophrenia”), który poświęcił wiele lat swojego życia na badania nad świadomością: tak oto powstała Mapa Świadomości. Jego słynna książka „Siła czy Moc” została przetłumaczona na 25 języków. Bardzo polecam jej przeczytanie. Jest to jedna z tych książek, które mocno otwierają oczy i po jej przeczytaniu zaczyna się na wiele rzeczy patrzeć zupełnie inaczej (wzrasta poziom świadomości).

hawkins mapa świadomości

 

Zaproponowane przez dra Hawkinsa Levels of Consciousness (LOC) – t.j. Poziomy Świadomości posiadają umowne wartości od 20 do 1000. Każdemu poziomowi odpowiada określony proces, emocje, obraz życia i stosunek do Boga. Poziom najniższy 20 (wstyd) jest nacechowany samonienawiścią i negacją życia i swojego człowieczeństwa. Poziom najwyższy 1000 (oświecenie) osiągnęli ludzie, którzy będąc wielkimi duchowymi nauczycielami mieli ponadczasowy wpływ na stan ducha całej planety (Jezus, Budda, Krishna). Poziomy poniżej 200 są destruktywne, nacechowane siłą, są przeciwne życiu i nie przedstawiają prawdy. Poziomy od 200 wzwyż są konstruktywne, nacechowane mocą, wspierają życie i im wyżej tym bliższe prawdy.

Siła jest tymczasowa, konsumuje energię, przesuwa się z miejsca na miejsca.  Siła czyni nas słabymi. Moc jest samowystarczalna, permanentna, stała i niezwyciężona. Moc czyni nas silnymi. Siła nie jest w stanie uzyskać żadnych trwałych pozytywnych efektów. To moc zawsze zwycięża, bo ze swojej natury jest niezwyciężona. Moc jednak nie musi się afiszować ani udowadniać niczego, w przeciwieństwie do siły. Moc po prostu JEST.

 

Koncepcja Boga Obraz życia Poziom Wartość LOC UCZUCIE Proces
Jaźń Jest Oświecenie 700-1000 Niewysłowiony Czysta świadomość
Wszechistniejący Doskonałe Pokój 600 Błogość Iluminacja
Jeden Kompletne Radość, Zachwyt 540 Pogoda ducha Przemienienie
Kochający, miłujący Dobrotliwe Miłość 500 Cześć Objawienie
Mądry Sensowne Rozum 400 Zrozumienie Abstrakcja
Miłosierny Harmonijne Akceptacja 350 Wybaczenie Transcendencja
Inspirujący Ufne Chęć, Gotowość 310 Optymizm Zamysł, Intencja
Umożliwiający Zadowalające Neutralność 250 Wiara, Zaufanie Uwolnienie
Zezwalający Wykonalne Odwaga 200 Afirmacja Wzmocnienie
Obojętny Wymagające Duma 175 Pogarda Zadufanie
Mściwy Antagonistyczne Złość 150 Nienawiść Agresja
Odmawiający Rozczarowujące Pożądanie
125 Pragnienie Zniewolenie
Karzący Przerażające Strach 100 Niepokój Wycofanie się
Lekceważący Tragiczne Żal
75 Ubolewanie Zniechęcenie
Potępiający Beznadziejne Apatia 50 Rozpacz Rezygnacja
Pamiętliwy Złe Wina 30 Obwinianie Destrukcja
Gardzący Żałosne Wstyd 20 Poniżenie, Upokorzenie Eliminacja, Wykluczenie

Możemy znajdować się na różnych poziomach świadomości w ciągu dnia. A także w ciągu całego życia. Poszczególnym poziomom można przyporządkować nie tylko pojedyncze osoby ale też całe narody oraz dzieła ludzkiego umysłu: utwory muzyczne,  programy telewizyjne, gry komputerowe, witryny internetowe, pokarmy, książki itd. Dlatego bardzo ważne jest zachować uważność odnośnie tego co wybieramy na co dzień (lektury, muzyka, nasze otoczenie itd.) ponieważ rodzaj pokarmu dla duszy jest nie mniej ważny jak rodzaj pokarmu dla ciała.

Większość ludzi spędza całe swoje życie niemal bez przerwy w dolnych rejestrach mapy (poziom poniżej 200), według dra Hawkinsa przeciętny wzrost ogólnego życiowego poziomu świadomości (jeśli nad tym człowiek nie pracuje) może wynieść średnio pięć punktów. To niewiele. Jednak są wydarzenia, które przenoszą nas niepostrzeżenie w górne rejestry. Czasem będzie to jakieś wstrząsające życiowe doświadczenie, czasem wręcz wydarzenie z pogranicza śmierci klinicznej. A czasem wystarczy przeczytanie jakiejś książki, która uświadomi Ci skąd bierze się Twoje cierpienie i skąd czerpać moc. Dla mnie taką książką była „Potęga Teraźniejszości” Eckharta Tolle, w której autor tak określił w czym tkwi moc: „Wolność zaczyna się od uświadomienia sobie, że nie jesteś dybukiem – czyli myślicielem. Świadomość ta pozwala ci obserwować dybuka. Gdy zaczynasz obserwować myśliciela, uruchamia się wyższy poziom świadomości. Odtąd stopniowo dociera do ciebie to, że gdzieś poza zasięgiem myśli otwierają się niezmierzone rejony inteligencji, a myśl jest tylko jej znikomym aspektem.”. Co się dzieje gdy zaczynasz być świadomie obecny? „Pewnego dnia możesz złapać się na tym, że głosu, który odzywa się w twojej głowie, słuchasz z uśmiechem – tak, jakbyś uśmiechał się na widok dziecinnych figli. Będzie to dowód, że przestałeś traktować zawartość swojego umysłu całkiem serio, bo twoje poczucie „ja” już od niej nie zależy.”

Warto zwrócić uwagę, że kiedy jesteśmy uwięzieni na dolnych poziomach  interesują nas albo wydarzenia umiejscowione w przeszłości (wstyd, poczucie winy, złość) albo w przyszłości (strach, żądza). Na tym poziomie pojawia się zawsze osąd. I związane z tym cierpienie. Piękno, pokój i boska harmonia znajduje się natomiast w Teraźniejszości. Teraźniejszość niczego nie osądza, ona po prostu jest. Teraźniejszość jest prawdą. Gdy zostaje wypełniona miłością, bezwarunkową miłością do życia i wszystkich jego przejawów (w tym do siebie) – staje się ogromną mocą. Ale aby tak się stało musimy nauczyć się uciszyć tego wewnętrznego gadułę, który nieprzerwanie nadaje swój program: nasz własny umysł i stworzone przez niego ego.

Większość ludzi identyfikuje się ze swoim ego, ze swoim umysłem i wyprodukowanymi przezeń myślami. Jak wiadomo ludzie są skłonni nawet umrzeć w imię lub pod wpływem własnych myśli (przekonań). Tak bardzo się z nimi identyfikują! Zaczyna jednak dziać się coś fantastycznego gdy nagle uświadamiasz sobie, że nie jesteś swoimi myślami. Nie jesteś swoim umysłem. Jesteś jego panem. To zasadnicza różnica, nie uważasz? Kiedy się natomiast z nim identyfikujesz to zaczynasz wierzyć w jego opowieść i tym samym wkraczasz z obszar iluzji. Kim byłbyś i jak czułbyś się bez swojej opowieści?

Podobnie gdy identyfikujesz się ze swoim ciałem. Współczesne mass media wpajają nam wizerunek „bycia swoim ciałem”, totalnego utożsamiania się z nim. To jedynie iluzja, w którą ktoś próbuje nas wkręcić. Nie jesteś ciałem. Masz ciało. A to duża różnica. Posiadanie ciała podobnie jak posiadanie myśli (umysłu) różni się od bycia ciałem czy bycia myślami w zasadniczy sposób. Jeśli uwierzysz w opowieść, że jesteś swoim ciałem lub swoim umysłem – jesteś na najlepszej drodze do zguby: stres, niepokój, lęk, a nawet napady paniki czy inne objawy tzw. „nerwicy” zostaną Twoimi (niechcianymi) towarzyszami życia.

Nie jesteśmy ani swoim ciałem (choć je mamy), ani swoimi myślami (choć je mamy), ale na pewno jesteśmy niczym nie ograniczoną czystą świadomością. Czyli zjawiskiem z którym nauka ma poważny problem. Do dziś nie potrafi się wyjaśnić na przykład tak zwanego efektu placebo (dlaczego ciało reaguje zdrowieniem na przyjęcie substancji całkowicie obojętnej lub „fałszywą operację” podczas której pacjenta się jedynie tnie i zszywa nie robiąc nic poza tym) czy efektu nocebo (dlaczego ciało reaguje symptomami chorobowymi na przyjęcie substancji całkowicie nieszkodliwej). Ze zdroworozsądkowego czy medycznego punktu widzenia to są jakieś „cuda” i w ogóle czary-mary. Tak nie powinno w ogóle być! A jednak istnieją i świat medyczny uznaje istnienie tych zjawisk, choć nie potrafi ich w żaden sposób wyjaśnić. Moc naszego umysłu jest doprawdy ogromna. Zjawiska, których możemy dokonywać, a które są powszechnie określane jak „cuda” – ograniczane są tak naprawdę tylko przez naszą świadomość. Życie jest większe niż myślimy i bardziej szczodre niż dopuszcza tego nasza wyobraźnia.

lepie nie myślećTo w co wierzymy (świadomie lub podświadomie), co czujemy i co nam „w duszy gra” ma jednym słowem większy wpływ na jakość naszego życia niż nam się wydaje. To na czym skupiamy uwagę staje się naszą rzeczywistością, to na czym nie skupiamy uwagi naszą rzeczywistością na daną chwilę nie jest (przypomnijcie sobie ćwiczenie z obserwacją przedmiotów w określonym kolorze, które opisałam tutaj).

The Work czyli Praca (metoda Byron Katie)

Byron Kathleen Reid (znana jako Byron Katie) około trzydziestki wpadła w głęboką depresję. Spędziła w ciemnym piekle duszy ponad 10 lat, z czego ostatnie dwa niemal nie wychodząc z łóżka i rozmyślając obsesyjnie o samobójstwie. I wtedy, pewnego poranka, na dnie czarnej rozpaczy, doświadczyła olśnienia, „przebudzenia do rzeczywistości”, które zmieniło jej całe życie. Pisze: „Odkryłam, że kiedy wierzyłam swoim myślom, cierpiałam, a kiedy im nie wierzyłam, nie cierpiałam, i że to samo dotyczy wszystkich. Wolność jest właśnie taka prosta. Odkryłam, że cierpienie jest wyborem. Odkryłam w sobie radość, która nigdy nie zniknęła, nawet na chwilę. Ta radość jest w każdym zawsze.”.

Muszę przyznać autorce całkowitą rację: moc jest już w każdym z nas. Wbudowana naturalnie (podobnie jak fizyczne zdrowie, które jest jej odbiciem).  Czeka jedynie aż ją weźmiemy w objęcia. Nie musimy nic wielkiego w tym celu robić oprócz zdania sobie z tego sprawy. To takie proste? Tak, takie proste! Gdy pomyślę, jakim kiedyś byłam „zastraszonym zwierzątkiem”, zniewolonym własnymi przekonaniami, pełnym negatywnych uczuć w stosunku do samej siebie i do całego świata… To nie ja byłam panią mojego umysłu, to mój umysł rządził mną.

Warto sięgnąć po książki Byron Katie i przeczytać jak to się stało, że uświadomiła ona sobie, iż przyczyna jej samonienawiści, depresji, lęków i napadów paniki nie leżała w otaczającym ją świecie na który zwalała winę, lecz w jej własnych przekonaniach na jego temat. W myślach, które tłoczyły się pod czaszką tocząc wciąż swoją „opowieść”, agresywne i nie dające normalnie żyć. Okazało się, że wystarczy te przekonania zakwestionować i poprzez doświadczenie rzeczywistości, taką jaka jest TERAZ osiągnąć poczucie niesamowitej wolności i radości. Po prostu wyzwolenia.

Jeśli chcesz to zrobić to wykonaj „Pracę” polegającą na uważnym badaniu własnych myśli, zaczynającym się od szczerej (płynącej nie z umysłu lecz z serca) odpowiedzi na 4 pytania. Kiedy bowiem badamy myśl przysparzającą nam stresu czy nawet cierpienia (np. mój mąż powinien mnie zrozumieć, moja teściowa nie powinna wtrącać się w nasze sprawy) okazuje się, że nie jest ona prawdą. Oto te 4 pytania:

  1. Czy to prawda?
  2. Czy możesz mieć absolutną pewność, że to prawda?
  3. Jak reagujesz, jak się czujesz, kiedy wierzysz, że ta myśl jest prawdziwa?
  4. Kim był(a)byś bez tej myśli?

Szczegółowa instrukcja wykonywania „Pracy” znajduje się na witrynie Byron Katie w jęz. polskim: http://www.thework.com/polski/praca.asp

Polecam też książki Byron Katie „Radość każdego dnia” oraz „Kochaj co masz” . Podobnie jak książki dra Davida Hawkinsa, książki Byron Katie pokazują nam jak bardzo nasz wewnętrzny spokój i pogoda ducha zależą od nas samych, od pracy nad własnymi przekonaniami i postrzeganiem świata.

 

Eufeeling czyli Eufouczucie (metoda Franka Kinslowa)

Dr Frank Kinslow jest lekarzem chiropraktykiem i autorem metody Synchronizacji Kwantowej (QE, Quantum Entrainment) oraz autorem kilku bestsellerowych książek dotyczących praktycznego jej wykorzystania ( po polsku ukazały się trzy: „Sekret Natychmiastowego Uzdrawiania”, „Sekret Kwantowego Życia” oraz „Eufouczucie”).

Metoda jest bardzo prosta do opanowania, a jej skuteczność można sprawdzić nawet na naszych pupilach (pieskach, kotkach itd.), nie tylko na nas samych czy innych osobach. Zwierzęta nie mogą zostać poddane np. sugestii, więc…. coś w tym jest, choć trudno doszukiwać się naukowego wyjaśnienia, skoro jak wspomniałam nauka ma niemały problem z określeniem/wyjaśnieniem czym dokładnie jest i jak dokładnie działa (i co potrafi!) świadomość.

Oczywiście istnienie innych form energii życiowej (np. duszy ludzkiej) – również nie zostało dotychczas potwierdzone przez obserwacje naukowe, ale to przecież wcale nie znaczy, że nie istnieją. Promienie Roentgena istniały od zawsze, ale do pewnego momentu w dziejach ludzkości nie były „naukowo potwierdzone” z prostego powodu – ponieważ ich nie widać. Bakterie istniały od zawsze, ale do momentu wynalezienia mikroskopu nauka nie mogła udowodnić ich istnienia. To, że czegoś nie widzimy nie oznacza jednym słowem, że nie istnieje (jedynie odczuwamy efekty istnienia tego czegoś, ale na dany moment nie mamy narzędzi ani wiedzy aby to wyjaśnić). Ponieważ nie możemy się w kwestiach chwilowo „niewyjaśnialnych” dotyczących świadomości opierać na badaniach naukowych – najlepiej samemu ich doświadczyć. 🙂

Dr Kinslow uczy jak osiągnąć ten słynny „stan wysokiej świadomości”, który tak naprawdę wcale nie jest dostępny jedynie dla wybranej grupy wtajemniczonych mędrców czy innych guru ubranych w kolorowe szaty. Jest dostępny dla każdego z nas. Dosłownie na wyciągnięcie ręki. Nie wymaga to wcale spędzenia życia pod drzewem medytując. W zasadzie niczego nie wymaga za wyjątkiem przeniesienia się z przestrzeni umysłu do przestrzeni serca. Następuje to niejako automatycznie w momencie gdy dobrowolnie i świadomie zaprzestajemy produkcji własnych myśli.

Produkcja myśli jest naszym wyborem, nie koniecznością. To my jesteśmy szefem produkcji i właścicielem firmy 😉 Dopiero gdy wyłączymy maszynerię produkującą myśli, czyli nasz umysł, tego naszego „wewnętrznego gadułę” – możemy przenieść się do przestrzeni ciszy, wykąpać się w kojących wodach czystej świadomości i doświadczyć stanu błogości, radości i nieopisanego spokoju. Gdy uciszymy umysł dowodzenie przejmuje bowiem serce. W tym momencie pojawia się stan, który Frank Kinslow określił jako eufouczucie (eufelling, skrót od euforic feeling, euforyczne uczucie) które może przybrać rozmaite barwy. Najczęściej jako błogość, radość, wdzięczność, wszechogarniające umiłowanie wszelkiego stworzenia i nieopisany spokój. Jest to tak kojące, że daje odprężenie lepsze niż najgłębszy sen. Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy pierwszy raz je poczułam. 🙂

To tak jakby godzinami wył za oknem alarm w czyimś samochodzie albo jazgotało głośno radio u sąsiada i nagle ktoś przyjdzie i to wyłączy: doznajemy nieopisanego uczucia ulgi, o niczym w tym momencie nie „myślimy”, jedynie czujemy coś niezwykle pięknego, jakbyśmy w tej sekundzie wskoczyli w całkowicie inną rzeczywistość, pozbawioną tego jazgotu i wycia, a wypełnioną błogością, radością i poczuciem olbrzymiej wdzięczności i miłości. Tak można właśnie z grubsza porównać to uczucie – gdy z przestrzeni gadatliwego umysłu przenosimy się do cichej przestrzeni serca.

Czy wiecie, że pole magnetyczne ludzkiego serca jest ok. 5000 razy silniejsze niż pole magnetyczne mózgu? Jak donosi Institute of Heartmath, organizacja pozarządowa zajmująca się badaniami nad oddziaływaniem aktywności serca i jego powiązaniem z mózgiem – pole magnetyczne serca jest mierzalne nawet w odległości kilku metrów od ciała. Zmienia się ono razem z naszymi emocjami. Nic zatem dziwnego, że badacze, którzy monitorują pole magnetyczne Ziemi zobaczyli coś dziwnego na wykresach w dniu 11 września 2001 roku (dzień ataku na World Trade Center w Nowym Jorku), kiedy to cały świat ogarnęło przerażenie, szok i jednocześnie ogrom współczucia: wykres pola magnetycznego Ziemi nagle w niezwykły sposób wystrzelił w górę. To co myślimy (lub NIE myślimy) ma wpływ na to co czujemy, a to co czujemy ma jak się wydaje wpływ nawet na pole magnetyczne planety na której mieszkamy. Tak potężne są nasze serca 🙂

diagram_geosynchronous(źródło: http://www.glcoherence.org/monitoring-system/about-system.html)

 

Skąd przyjdzie Twoja następna myśl?

Czy kiedykolwiek zadaliście sobie pytanie „skąd się biorą myśli?”. No właśnie: myśli sobie płyną, ale skąd one przychodzą? Gdy postaramy się przez chwilę uważnie obserwować nasze myśli (tak zwyczajnie, bez oceniania, niech sobie po prostu będą, a my je sobie będziemy tak z ciekawości obserwować jak one sobie płyną) i zadamy sobie pytanie „skąd przyjdzie moja następna myśl?” to ze zdumieniem stwierdzimy, że… znikąd! Z pustki, z niebytu, z nicości. Im uważniej przyglądamy się (bez osądu) naszym myślom, im je dłużej obserwujemy, tym bardziej cichną i rozpływają się w tej nicości, pozostawiając po sobie uczucie prawdziwego błogostanu i spokoju – to jest właśnie stan, który Frank Kinslow określił jako „eufouczucie”. Stajesz się świadomym świadomości. Czujesz wtedy (wewnętrznie „wiesz”), że z Twoim światem jest wszystko w porządku. Znak rozpoznawczy: buzia rozpływa się w bezwiednym uśmiechu 🙂

Eufouczucia w przeciwieństwie do „zwykłych” uczuć (takich jak złość, smutek, duma) nie mają „powodu” aby zaistnieć, nie są jednym słowem niczym uwarunkowane, ponieważ nie są wytworami umysłu. One po prostu zawsze są. Istnieją bezwarunkowo i bez przyczyny, ponieważ powstają bezpośrednio w czystej świadomości i z niej wypływają. Spokój na przykład istnieje zawsze. Podobnie bezwarunkowa (uniwersalna) miłość (ale nie w sensie „miłości sentymentalnej”, przedstawianej w literaturze czy środkach masowego przekazu, lecz w sensie umiłowania wszystkiego co jest) czy wdzięczność (za wszystko co jest) i radość (z wszystkiego co jest!). Eufouczucia są jak słońce, które przecież zawsze jest, choć może być dzisiaj przykryte przez chmury, a jutro nie, ale zawsze jest. I przecież nikt co do tego nie ma wątpliwości i nie potrzebujemy „badań naukowych” aby o tym wiedzieć.

Początkowe próby obserwacji myśli dla nowicjusza mogą się wydawać nieco trudne (szczególnie gdy jesteśmy całe życie przyzwyczajeni do nieustannego „szumu informacyjnego” produkowanego przez nasz własny umysł). Chwile kojącej ciszy (zaobserwowanej przerwy pomiędzy jedną myślą a drugą) będą z początku trwać może zaledwie ułamek sekundy, ale potem gdy nabierzemy wprawy będą się z biegiem czasu wydłużać. Warto więc ćwiczyć się w obserwacji i wykonywać ją możliwie często w ciągu całego dnia. Po pewnym czasie uważność jakby „wejdzie nam w krew” i stanie się naszą drugą naturą. Nie będzie więc już (tak jak może być na początku) potrzeby specjalnych do tego warunków (zamknięte oczy, cichy pokój, skupienie itp.), lecz będziemy mogli doświadczać Eufouczucia w każdej chwili, nawet stojąc w korku, robiąc zakupy czy bawiąc się z psem.

Powróćmy na chwilę do Mapy Świadomości dra Hawkinsa. Na oryginalnym diagramie w języku angielskim widnieje taka mała uwaga przy poziomie 540 (Radość czyli uczucie, które pojawia się w momencie gdy nasze serce jest wypełnione miłością bezwarunkową – umiłowaniem wszelkiego stworzenia). Ta uwaga brzmi: Spontaneous Healing (spontaniczne uzdrowienie). W istocie, na tym poziomie świadomości zachodzą rzeczy niezwykłe, takie jak spontaniczne uzdrowienia. Nie tylko uzdrowienie szwankującego ciała (ale również, bowiem wszyscy wiemy jak nasze myśli i uczucia mają wpływ na funkcjonowanie ciała, czego przykładem są choćby słynne „motyle w brzuchu” gdy np. mamy tremę czy w ogóle gdy ogarnia nas strach) ale i uzdrowienie emocjonalne i duchowe. Osoby nastawione sceptycznie mogą mieć wątpliwości: ta cała metoda to nic innego jak placebo! No cóż, być może, ale jak dotąd nie mamy najbledszego nawet pojęcia jak (a przede wszystkim dlaczego) działa placebo i nikt tego nie bada i pewnie badał na wszelki wypadek dłuuugo nie będzie. Po co badać wpływ ludzkiej świadomości na proces uzdrawiania skoro leki tak dobrze się (póki co!) sprzedają? 😉

Jak zastosować w praktyce opisywaną w książce Franka Kinslowa metodę? Oto jak opisał jej stosowanie użytkownik:

„Mam np. do rozwiązania jakiś problem. Nie analizuję problemu, nie zgłębiam go intelektem itd. Po prostu siadam, odprężam się i obserwuję swoje myśli związane z tym problemem. Nie zmieniam ich, nie tłumię ich. Po prostu obserwuję. Gdy się pojawi chęć zmiany tych myśli, obserwuję tę chęć. Gdy pojawi się jakaś inna myśl, obserwuję tą inną myśl. Nie muszę określać intencji, bo intencja jest znana. Obserwuję tak myśli, one sobie są, obserwuję je dalej, pozwalam im być, istnieć, odprężam się samoistnie jeszcze bardziej, obserwuję dalej myśli, emocje itd. Obserwuję wszystko to, co pojawia się w mojej świadomości. Gdy pojawia się chęć zmiany tego, co pojawia się w mojej świadomości, też to obserwuję, bo to też są myśli. I tak dalej.

W pewnym momencie zaczyna mi się robić przyjemnie, błogo. Jest mi tak przyjemnie, że problem, który chciałem rozwiązać, staje się nieistotny, przestaje mnie interesować, jego ważność spada praktycznie do zera. Obserwuję wtedy tą błogość.
I tak sobie trwam w tej błogości, obserwuję ją. Gdy uwaga znowu zostanie skierowana na jakieś myśli, czy coś innego, obserwuję to, nie walczę z tym. Po pewnym czasie znowu moja uwaga powraca do błogości i wtedy ją obserwuję.

I w pewnym momencie zaczynają pojawiać się samoistnie różne wglądy, pomysły itd. związane z problemem, który chciałem rozwiązać. I mnóstwo energii, która pcha do działania. Ma się wrażenie, jakby się było w jakimś strumieniu, w którym wszystko się samo dzieje. Trudno usiedzieć i opierać się takiemu strumieniowi. Nawet, gdy stawia się temu opór, jest to tak silne, że samo ciało zaczyna działać. A jak się już zacznie działać, realizować te pomysły, wszystko dzieje się samoistnie, lekko, łatwo.

Najważniejsza jest obserwacja myśli i dojście do momentu, gdy zaczniemy czuć błogość, i problem, który chcieliśmy rozwiązać staje się nieistotny. Jeżeli jeszcze problem jest dla nas ważny, dalej obserwujemy myśli. Gdy zaczniemy czuć błogość, obserwujemy ją. Trwamy w niej. Gdy pojawią się znowu myśli, obserwujemy je. I tak dalej.

Jeśli chodzi o uzdrawianie stosuje się tę metodę podobnie. Ja to robię tak, że dotykam osobę lekko, obserwuję swoje myśli, to, co pojawia się w mojej świadomości. W pewnym momencie problem staje się dla mnie nieistotny, czyli uzdrowienie itd. Pojawia się błogość, obserwuję ją, trwam w niej.

Myślę, że istotą całej metody jest to, że poprzez obserwację myśli uwalniamy się w końcu od ingerencji ego w rzeczywistość, w to, co się dzieje. Nic nie staramy się naprawiać, uzdrawiać itd. Jeżeli pojawi się chęć uzdrawiania, naprawy, obserwujemy to, te myśli. W pewnym momencie dochodzimy do błogości. Problem staje się nieistotny, nieważny. Jego ważność spada do zera. Trwamy w błogości.”

Jeśli więc kiedykolwiek dopadnie nas kryzys (jakiś stres, niepokój, lęk itd.) to wiedzmy, że mamy w rękach potężną broń: naszą własną świadomość. Zmieniając optykę i oglądając rzecz w innym świetle (tu się przypomina takie powiedzonko: „nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”) możemy każdą przeszkodę czy porażkę widzieć jako wielki dar i wielką szansę, a nie jako zagrożenie. Gdy dodatkowo przestaniemy naklejać etykietki (osądzać, pożądać itd.) to doświadczamy spokoju i kwestie odczuwane wcześniej jako  „problematyczne” tracą swoje znaczenie i tracą tym samym panowanie nad nami.

Uniwersalne czy religijne?

Czy metoda dra F. Kinslowa (i pokrewne metody innych autorów) albo książki Eckharta Tolle mają jakiś podtekst religijny? Absolutnie nie – osoba każdego wyznania może je przeczytać i zastosować w swoim codziennym życiu nie czując się przy tym urażona (jeśli chodzi o uczucia religijne). To są prawdy uniwersalne. I tak naprawdę każdy system religijny zawiera ziarenko tych prawd. Nie na darmo jest taka stara zasada: jeśli jako człowiek nie możesz poradzić sobie z jakąś sprawą, oddaj ją Bogu. Jednym słowem zamiast walczyć – poddaj się (wejdź w przestrzeń serca) i uwierz, że to o co prosisz (Twoja intencja) już de facto zostało spełnione, a na pewno spełnione zostanie: wszechświat (Bóg, Najwyższy, Stwórca, Źródło Wszystkiego Co Jest – jaka nazwa Tobie pasuje taka każda jest dobra) zna rozwiązanie na każdy „problem” (w istocie „problem” to jedynie etykietka przyklejona przez nasz gadatliwy umysł). Walka to siła, a poddanie (paradoksalnie!) to moc. Ci co chodzą do kościoła pewnie słyszeli pieśń „Oddaj brzemię Jezusowi” i słyszeli czytanie „Wszelką troskę swoją złóżcie na Niego, gdyż On ma o was staranie” (1P 5,7)” lub „Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie” (Prz 3,5), a także uczyli się na lekcjach religii, iż „jesteśmy dziećmi Bożymi stworzonymi na obraz i podobieństwo” (nie oznacza to jednak, że człowiek może powiedzieć „jestem Bogiem” jak chciałyby to widzieć np. nurty typu New Age: jeśli jesteś dzieckiem swoich Rodziców, to nie jesteś nimi, chociaż nosisz ich nazwisko i fizycznie masz w sobie nawet ich materiał genetyczny).  Ci co natomiast nie chodzą do kościoła czy nawet „nie wierzą w Boga” (bo przecież nauka nie może jego istnienia udowodnić, podobnie jak istnienia duszy, więc są to jakieś głupie zabobony zmyślone przez ludzi) nie muszą wcale nawet zmieniać swoich przekonań. Wszechświat nie dba o nasze przekonania  (w sensie takim, że nie potrzebuje ich do swojego istnienia, czy to chodzi o rzeczy widzialne, niewidzialne czy „chwilowo niewidzialne” gdy nie mamy narzędzi by je zobaczyć), więc nawet jeśli „nie wierzysz” i jesteś najbardziej zatwardziałym sceptykiem na tej planecie – to i tak będzie działać dokładnie tak jak ma działać.  Bo po prostu tak działa i już 🙂 Nie masz nic do stracenia, a jedynie do zyskania – po prostu wypróbuj i doświadcz.

Jeszcze takie dwie ciekawostki do przemyślenia odnośnie kryzysu i odnośnie światła. Wyobraźmy sobie ciemny pokój, w którym chwilowo zgasło światło (np. przepaliła się żarówka). Wystarczy jednak przynieść tam już najmniejsze nawet źródło światła (choćby nawet i pojedynczą zapaloną zapałkę) aby ciemny pokój rozświetlić.

zapałkaNie można jednak tego zrobić w drugą stronę: do jasnego pokoju obojętnie ile zgaszonych zapałek (czyli jakby „źródeł ciemności”) byśmy nie wnieśli – pokój przez to nie stanie się ani trochę bardziej ciemny. Bo światło jest zawsze (moc), a ciemność jedynie bywa (siła). Człowiek, który duchem jest jak ten jasny, wypełniony światłem pokój – nie odczuje lęku ani stresu gdy do jego życia wkradnie się jakiś cień. Moc zawsze zwycięża siłę. I o tym właśnie nauczali najwięksi duchowi nauczyciele jacy stąpali po tej planecie, o tym piszą też święte księgi wszystkich wyznań. 

A kryzys? W języku chińskim słowo „kryzys” składa się z dwóch znaków (wei-ji), z których pierwszy oznacza „niebezpieczeństwo, zagrożenie”, a drugi można zinterpretować jako „punkt przełomowy” (czy jak wolą niektórzy „szansa, okazja”). 

Bądźcie więc zdrowi, szczęśliwi i… niech moc zawsze będzie z Wami! 🙂