Siemię lniane vs Chia – nasiona chia (szałwia hiszpańska)

Weźmiemy dzisiaj pod lupę dwa rodzaje zdrowych nasion: siemię lniane i nasiona szałwi hiszpańskiej (tzw. Chia Seeds). Które z nich jest zdrowsze i dlaczego?

Wszyscy znamy siemię lniane (nasiona lnu zwyczajnego). To prawdziwy rezerwuar substancji służących zdrowiu. Poza tym jest dużo tańsze niż szałwia hiszpańska. Nasiona Chia są sporo droższe (cena potrafi sięgać powyżej 100 zł za kilogram), co może sugerować, iż są lepsze i mają większy wpływ na nasze zdrowie. Czyżby? Sprawdźmy.

Oba rodzaje nasion mają podobne dobroczynne substancje:
– ochraniające arterie kwasy Omega 3
– rozpuszczalny błonnik obniżający poziom cholesterolu
– przeciwnowotworowe aktyoksydanty – lignany.

Oba rodzaje ziaren mają podobne działanie:
są przebogatym źródłem kwasów OMEGA 3- bogatszym niż ryby (!) lub inne ziarna i nasiona, zawierają dużą ilość białka, błonnika, witamin i minerałów, wspomagają prawidłową pracę mózgu i serca, mają działanie antyarytmiczne i obniżają poziom złego cholesterolu, chronią jelita, poprawiają przemianę materii, spowalniają wchłanianie cukrów przez co mogą korzystnie wpływać również na dietę diabetyków i osób dbających o dietę. Nasiona służą do przygotowywania odżywczych napojów i żywności.

Kilka ciekawostek o Chia:
– ma 13 razy więcej magnezu niż brokuły
– ma 5 razy więcej białka niż mleko
– ma 8 razy więcej kwasów omega 3 niż dziki łosoś Alaskan

Teraz porównanie:
– siemię lniane ma 20% więcej Omega 3 niż szałwia hiszpańska
– szałwia hiszpańska ma 50% więcej błonnika niż siemię lniane
– siemię lniane ma ok. 100 razy więcej lignanów niż  jakakolwiek inna roślina na naszej planecie!

Siemię zatem wygrywa! Chyba, że Waszym celem jest jedynie utrata wagi lub zbicie cholesterolu – wtedy lepsza może okazać się szałwia hiszpańska ze względu na większą zawartość błonnika. Jednak w codziennej prewencji bardziej skuteczne okazuje się być nasze poczciwe (i dużo tańsze) siemię lniane.

Według przeprowadzonych na pacjentach chorych na raka prostaty badań spożycie 30 g zmielonego siemienia dziennie spowodowało po miesiącu spadek tempa podziałów komórek nowotworowych. Badania prowadzone były na czterech grupach chorych. Jedna grupa przez miesiąc przed operacją dostawała po 30mg siemienia, druga była na diecie niskotłuszczowej, trzecia ograniczała spożycie tłuszczu i jednocześnie jadła siemię, czwarta grupa odżywiała się jak dotychczas. Eksperyment wykazał, że w grupach, które jadły siemię, tempo namnażania się komórek rakowych było niższe o 30-40% niż w pozostałych.

Jedzmy zatem siemię! Parafrazując znane powiedzenie o jabłkach – dwie łyżki siemienia dziennie trzyma lekarza z dala ode mnie :)  Najlepiej używać je w ziarnach lub świeżo zmielone w młynku do kawy. Łyżkę lub dwie całych bądź zmielonych nasion dodawajmy do sałatek, musli, jogurtów, wypieku chleba a nawet ciasteczek.

57 komentarzy na temat “Siemię lniane vs Chia – nasiona chia (szałwia hiszpańska)

  1. Berry Straw pisze:

    a ja porównałam na opakowaniach zawartość kwasów omega 3 i wychodzi na to, że chia jednak ma ich więcej!!!! na opakowaniu chia jest napisane, że w 100 gr mają 18,6 gr omega 3, a siemię w ilosci 100 gr ma tych kwasów mega 3: 16,7, więc nie wiem skąd ta Twoja informacja????

    • tipsa pisze:

      Są różne odmiany nasion siemienia: złociste lub inaczej Budwigowe posiada omega-3 w ilości kilkadziesiąt % (w100g oleju tłoczonego z nasion na zimno ponad 56%), w lnie brązowym kilka %. Zobacz „dieta Budwig”

    • Marlena pisze:

      Mylisz się, to nie kolor nasion determinuje zawartość kwasów Omega-3, lecz odmiana lnu. Jest większe prawdopodobieństwo trafienia na „nowoczesną” niskolinolenową odmianę właśnie gdy kupujemy złote siemię, a nie tradycyjne brązowe.

  2. lenasan pisze:

    Hej!
    Czy mogę mieć uprzejme pytanie, jaki instytut/zespół lekarzy opracował dane na temat raka prostaty?

    serdecznie pozdrawiam

    Lena

  3. Smacznie Zdrowo Kolorowo pisze:

    dobrze wiedzieć, że obydwa produkty mają podobne działanie. Ja uwielbiam siemię lniane, jednak teraz widzę modę na Chia i mnie zaciekawiła. Pewnie kupię :P ale to w ramach ciekawości. Jednak normalnie będę dalej zaopatrywać się w siemię lniane

    • yarosh pisze:

      Ok, ale powinno się spożywać ZŁOTY LEN, a nie ten brązowy. Najlepsze zalety ma siemię lniane złociste – jest to odmiana niemodyfikowana. Ma lepszy skład chemiczny i jest zdrowsze niż siemię lnu brązowego. Len brązowy jest przemysłową odmianą, pozbawioną niektórych składników, niewygodnych dla koncernów przemysłu farmaceutycznego.
      A różnica w smaku niebotyczna. Len złoty jest pyszniutki, rozwiązało to mój problem potrzeby dodawania czegoś do mikstury lniano-jogurtowej w celu poprawy smaku. Wcześniej gdy miksowałem len brązowy z jogurtem, to nie dało się tego zjeść bez miodu lub ananasa. A teraz, stosując len złoty, taki posiłek bez tych dodatków ochoczo codziennie wcinam (75g siemienia z 400 g jogurtu chudego i sokiem z połówki cytryny).

    • Marlena pisze:

      Złoty len jest smaczniejszy, ale nie jest wcale bardziej wartościowy od brązowego. Ma ok. 4 % białka więcej od brązowego i ok. 8% mniej kwasów Omega-3 niż brązowy. Należy też uważać na złoty len. To właśnie bowiem złota odmiana potrafi być niskolinolenowa (odmiana Solin), praktycznie pozbawiona Omega-3 (tylko 5%, reszta to Omega-6). Z takiego siemienia tłoczy się potem mogący długo stać na półce olej lniany niskolinolenowy (ten co stoi normalnie na półce w markecie, bo ten z wysolinolenowego siemienia mający ponad 50% Omega-3 zakupisz TYLKO prosto z lodówki np. w aptece czy sklepie zdrowotnym jako że Omega-3 są szalenie wymagające i łatwo się utleniają)

    • yarosh pisze:

      Na szczęście tylko jedna, wyjątkowa odmiana lnu złotego jest nieprzydatna – Solin (lub inaczej Linola), która ma zupełnie odmienne proporcje tłuszczowe i zawiera bardzo mało omega-3. Dowiedziałem się też, że kolor nasion lnu nie wskazuje na zawartość omega-3. Odmiany ciemniejsze wytwarzają grubszą łupinkę i są z reguły odporniejsze na fuzariozę. Siemie lniane zawiera rekordowe ilości omega-3, w zależności nie tylko od odmiany ale od warunków klimatycznych w jakich było uprawiane. Odmiana lnu złotego o wysokiej zawartości omega-3 to Złoty Oliwin. Z tego właśnie lnu wytwarza się ten lodówkowy olej lniany o którym wspominałaś, mający nawet 60% kwasów omega-3: http://zielonynurt.pl/pl/product/16/olej-lniany–zloty-oliwin–250ml Zatem jak ustrzec się tej komercyjnej nieskolinolenowej odmiany ‚Solin’? Len złoty BIO sprzedawany na allegro i w sklepach nie ma napisanej odmiany, więc nigdy nie wiadomo co tam siedzi. Jedyne wyjście to Złoty Oliwin.

  4. ik pisze:

    chyba nie jest to kwestia co jest zdrowsze?!?
    poza tym, mimo, ze wspomniano, to raczej zignorowano kwestie ilosci wapnia w chia, co jest istotne dla osob nie spozywajacych nabialu etc.
    jedzmy simie i chia, tyle!

  5. Master pisze:

    YO
    Wiem, że trza chwalić swoje, ale zupełnie się nie zgadzam że siemie jest lepsze od szałwai ! To tak jakby powiedzieć że jajko jest lepsze od kury …
    Siemie jest do czego innego i Szałwia jest do czego innego …
    I kwasów omega ma więcej szałwia. poza tym jak ktoś się posiłkuje Wikipedią to się nie ma co dziwić, tam można przeczytać takie głupoty o jakich się nie śniło więc delikatnie z tymi cytatami ….

    M

  6. Anit pisze:

    Witam, mam pytanie – jestem w ciazy i w tej sytuacji moge spożywać nasiona chia, czy moze zostać przy naszym polskim siemieniu? Czytalam tez o negatywnym wplywie fitoestrogenów. Z góry dziekuje za informacje

    • Marlena pisze:

      To nie jest tak że nie można spożywać siemienia ani grama w czasie ciąży czy podawać go dzieciom. Można, ale w zmniejszonej ilości (np. 1/4 łyżeczki). Fitoestrogeny występują w bardzo wielu pokarmach tak naprawdę (np. kumaryny w cynamonie, izoflawony w soi, resweratrol w winogronach i czerwonym winie, nawet szczypiorek, oliwa, orzechy, truskawki czy kawa i herbata mają fitoestrogeny), akurat lignany z siemienia w przeciwieństwie do takich np. izoflawonów występujących w soi są dosyć słabymi fitoestrogenami.

  7. Heliodor pisze:

    Czy chia też wydziela śluz przy zalaniu wodą? W przepisach na chleb bezglutenowy na amerykańskich stronach wśród składników jest szałwia hiszpańska – zastanawiam się, czy to przez ten śluz właśnie (jak siemię zamiast jajek) i w związku z tym, czy można zastąpić chia siemieniem…

    • Marlena pisze:

      Wydziela, nawet gdzieś miałam posiałam przepis na chia pudding czyli taki fajowski budyń z chia, bardzo podobnie się robi jak budyń z siemienia, jak znajdę ten przepis to zarzucę na bloga :)

    • natka pisze:

      Wydziela i to podobno dużo! Przepis podstawowy na ‚żel': 1/3 filiżanki nasion zalewamy 2 filiżankami wody, mieszamy i odstawiamy na 10 minut, jeszcze dłuższe namaczanie powoduje uwolnienie jeszcze większej ilości substancji odżywczych. Można go przechowywać do 5-ciu dni w lodówce i spożywać po 2 łyżki dziennie. Można również dodać 2 łyżki do soku owocowego, wielokrotnie mieszać podczas pęcznienia, uzyskujemy w ten sposób pełnowartościową, energetyczną przekąskę wspomagającą przemianę materii i trawienie.

  8. Paulina pisze:

    Czy jest konieczne aby spozywac siemie lniane zmielone ( oczywiscie na swiezo) i wtedy dodawac do koktajli, salatek itd? Czy mozna cale ziarenka zalagac goraca wode i w ten sposob zjesc? Szukam mlynkow i moj jeden elektryczny nie mielil go wcale wiec nie wiem jaki mlynek zakupic.

    • Marlena pisze:

      Paulino tak, najlepiej świeżo mielony. Gdy jednak zależy nam osłonowo na przewód pokarmowy to jemy ten kisielek z zalanych całych nasionek. Polecam młynek BOSCH.

    • Donata pisze:

      doskonały do mielenia kawy, nasion,bułki ,lodu ale i innych czynności jest Thermomix , w którym można przygotować tak chleby jak i zupy,surówki,galaretki,pełne dwudaniowe obiady czy napoje tak jak owocowe jaki i warzywne !Warto go mieć !Polecam !Donata

    • Marlena pisze:

      Gdyby tak jeszcze kosztował jakieś normalne pieniądze to byłby idealny. A tak jest… kuchennym gadżecikiem dla wybrańców. A poza tym ja wychodzę z założenia, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego ;)

  9. kobuz pisze:

    Czy szałwię hiszpańską powinno się mielić tak jak siemię lniane? Czy jest ona przyswajalna bez mielenia?

    Ostatnio u lekarza rodzinnego omawiałem sprawę moich wrzodów żołądka. Powiedziałem (niestety pochopnie) że dzięki jedzeniu siemienia lnianego zalewanego wodą, a potem mielonego blenderem, zdaje się, że poradziłem z wrzodami. I lekarka bardzo się ucieszyła, że to akurat właśnie siemię pomogło. Ta jej radość była znamienna.

    • mnm pisze:

      Nie trzeba ,najlepsza opcja na jedzenie chii to 1,5 łyżeczki i o.200-300ml wody gorącej ale nie wrzącej czyli takej która zagotowała sie o 5-10 minut wcześniej,dodać chii i wymieszać, można do smaku dolać nieco soku z cytryny lub limonki, cukru trzcinowego lub odrobinę melasy, czy miodu i po wymieszaniu zostawić na o 30 minut i jest pyszny żel- kleik żadne mielenie nie jest potrzene.To tradycyjna indiańska receptura

  10. Ewcia pisze:

    Czy siemię i ostropest KONIECZNIE trzeba mielić? Bardzo mi one smakują takie jakie są. Tyle, że dokładnie staram się je „zmielić” za pomocą własnego uzębienia. Dla mnie są pyszne.

  11. Janusz pisze:

    Nic nie TRZEBA koniecznie :)) czasem jednak coś jest lepiej, niż coś innego :)
    Dziewczęta (i chłopcy?) jeśli zastanawiacie się: czym cudownym mielić? znajdźcie gdzieś w domu zapomniany ręczny młynek do kawy – jest skuteczny, tani i najważniejsze: wolnoobrotowy! ;) alternatywnie: takie młynki dobrych firm (np: Dienes, Klingenthal, KYM, czy Zassenhaus), na znanym portalu aukcyjnym, kupić można za ok. 40 zł…
    Jest też przystawka do dość popularnej maszynki do mięsa Zelmer, ponoć nadaje się także do oleistych.
    Generalnie: bądźcie twórczymi, powodzenia!
    J.

  12. Megi pisze:

    Witam !
    Kupiłam z Oleofarmu len mielony uzyskany w procesie odtłuszczania w sklepie ze zdrową żywnością.Czy ma on jeszcze jakieś omega 3?Czy to dobry produkt?

    • Marlena pisze:

      Nie, kwasy tłuszczowe znajdują się jak sama nazwa wskazuje w tłuszczu zawartym w nasionach. Odtłuszczony len mielony to już jedynie sam błonnik, ale kwasów Omega-3 już tam nie ma, zostały usunięte wraz z tłuszczem. Najlepiej kupować całe siemię i mielić na bieżąco przed spożyciem w domu (np. w młynku do kawy).

  13. Ewcia pisze:

    Marlenko wspaniała! Jestem ciągle pod wrażeniem Twojego bloga! Wg. mnie odwalasz kawał świetnej roboty za co Ci z całego serca dziękuje! Pomóż, bo nurtuje mnie pewien problem. Duża część żywności jest importowana z innych krajów, np. sezam, mak, przyprawy, orzechy, owoce. Z tego co wiem wiele krajów żywność napromieniowuje! Co Ty o tym sądzisz? Taka żywność podobna jest bezużyteczna. Co robić? Kupować tylko krajowe? Ale sezamu czy pewnych orzechów w Polsce nie uprawia się przecież?

  14. Hania pisze:

    Witam
    Dużo jest tu o Omega 3, a co z Omega 6 ?. Omega 6 stanowią dominującą frakcję tłuszczów, z jakich składa się człowiek. Według niektórych badań kwasów Omega 6 powinno się spożywać więcej niż Omega 3 – w proporcji nawet 11 :1.
    I podobno ryby nie zawierają kwasu Omega 3, tylko pochodne tego kwasu. A pochodne organizm wytwarza sobie sam, czyli powinniśmy używać pierwotne kwasy tłuszczowe (ALA – czyli Omega 3 i LA – czyli Omega 6).
    Natomiast kwasy EPA, DHA, GLA i AA są pochodnymi i nie można ich zaliczyć do NNKT
    Jeszcze jedna rzecz – nienasycone kwasy jełczeją w wyższych temperaturach – również w naszym organizmie, więc nie wolno ich spożywać za dużo, bo będziemy mieli za dużo wolnych rodnikówi i stres oksydacyjny gotowy.
    Idąc tym tropem, ryby powinno się jeść tylko surowe, bo podgrzewanie uwalnia z kwasów tłuszczowych wolne rodniki.
    Omega 6 znajdują się np. w oleju z pestek winogron, słonecznika, krokosza barwierskiego, wiesiołka, maku

    • Marlena pisze:

      Generalnie w przyrodzie mamy naturalną lekką przewagę Omega-6 nad Omega-3 i tak też to powinno się przedstawiać w naszym ustroju mniej więcej (ale stosunek 11:1 uważam za stanowczo przesadzony!). Sęk w tym, że dzisiaj ludzie prawie wcale nie dostarczają sobie Omega-3. Nie jedzą ryb, nasion lnu, zieleniny. Za to pożerają smażone pokarmy, ciasteczka z tłuszczem cukierniczym i „zdrowe” margaryny. W spożywczym króluje reklamowany olej rzepakowy „bogaty w Omega-3″, ale olej jest rafinowany, Omega03 które oryginalnie były w rzepaku zostały podczas rafinacji w wysokeij temperaturze zniszczone – jesteśmy robieni w konia za własne pieniądze.

      Jeśli chodzi o oksydację Omega-3 to temperatura ludzkiego ciała jest za niska aby taka oksydacja mogła mieć miejsce. Gdyby Omega-3 się utleniały w naszym ustroju to terapia dr Budwig zwyczajnie byłaby szkodliwa, a chorzy na raka zamiast zdrowieć pogrążaliby się w chorobie.

      Len zawiera Omega-3 w postaci ALA. Gdy jemy len kolejne atomy wodoru są przez naszą genialną maszynerię dołączane do ALA i tworzą się bardziej skomplikowane formy Omega-3 czyli EPA i DHA (pod warunkiem, że mamy w ustroju odpowiedni enzym oraz wystarczającą ilość odpowiednich minerałów będących kofaktorami w tej przemianie biochemicznej). Mała jednak uwaga: ludzie maltretujący swoje organizmy przetworzoną nienaturalną żywnością tracą ten enzym! Niektórzy zaś są go pozbawieni genetycznie (rzadkie przypadki). To dlatego dietetycy „na wszelki wypadek” polecają nie siemię lecz ryby jako źródło Omega-3: tam te kwasy są już „gotowe” czyli w postaci ostatecznego DHA, niczego nie musimy już przetwarzać sami, zrobiła to za nas ryba w swoim ustroju, a DHA znajduje się w jej tkankach, które jemy.

  15. Hania pisze:

    Przyznam się, że trafiłam na tę stronę dzięki chęci sprawdzenia informacji zawartych w książce, którą mi poleciła koleżanka. W którymś miejscu we wpisach do Twoich artykułów, ktoś podrzucił linka do strony youtube, gdzie jest wywiad z autorem tej książki. Podchodzi on bardzo rewolucyjnie do współczesnej medycyny i (jak twierdzi), opiera swą wiedzę na latach zgłębiania niezależnych publikacji medycznych. Ja jestem laikiem, więc nie jestem w stanie stwierdzić, czy to są publikacje w stylu polskich szmatławców, czy rzeczywiście wartościowe pozycje. Książka jest napisana w stylu amerykańskim, jakby ją „ścieśnić”, to zostałaby pewnie połowa, ale za to „meritum”. Myślę jednak, że warto się z nią zapoznać, bo wiele rzeczy jest zbieżnych z tym, co czytam w akademii witalności, ale nie wszystkie (np. właśnie te kwasy pierwotne i pochodne). Ciekawa jestem Twojego zdania, Marleno, jako że masz w tym temacie bardzo dużą wiedzę i stajesz się, lub już jesteś, Guru w sprawach zdrowego życia.
    Dla informacji autor opisuje wksiążce wit. C, D, K2, A, E, tłuszcze oraz jod. Książka ma prawie 300 stron, kosztuje ok. 50 zł. Celowo nie podaję tytułu ani autora, zeby nie być posądzoną o kryptoreklamę.

    • Marlena pisze:

      Mam nadzieję, że autor tej książki nie wymyśla nowej chemii? http://pl.wikipedia.org/wiki/Kwasy_t%C5%82uszczowe_omega-3
      Omega-3 to rodzina kwasów tłuszczowych (z których ALA jest najprostszą formą, czyli jakby „pierwotny”), kolejne formy mogą być przez nas produkowane ale przy zachowaniu pewnych warunków (obecność enzymu delta -6- desaturazy i kilku kofaktorów). Jeśli szlaki metaboliczne są u danego osobnika uszkodzone to nie dojdzie do produkcji EPA czy DHA, a my potrzebujemy wszystkich form Omega-3. Te szlaki można przywrócić poprzez spożywanie GLA (np. oleju z wiesiołka). Są one zaburzone u większości osób spożywających żywność przetworzoną i rafinowaną.

    • Marlena pisze:

      Kwasy ALA są jak najbardziej przyswajalne, z ALA nasz ustrój potrafi produkować pozostałe formy EPA i DHA dokładnie tak jak czyni to ryba. Warto zwrócić uwagę, że długowieczna populacja Hunzów nie ma dostępu do tłustych morskich ryb, mają dietę opartą w przeważającej mierze na źródłach roślinnych i z nich czerpią swoje Omega-3 (zielonolistne warzywa, ziarna, orzechy, pestki). Tak więc niech zwolennicy diety Paleo nie straszą tak tymi fitynami ;)

  16. Hania pisze:

    Piszesz, że „dietetycy „na wszelki wypadek” polecają nie siemię lecz ryby jako źródło Omega-3: tam te kwasy są już „gotowe” czyli w postaci ostatecznego DHA”. Biorąc pod uwagę fakt, że wysoka temperatura uwalnia wolne rodniki z nienasyconych kwasów tłuszczowych, ryby powinno się jeść na surowo, tak samo nie wolno podgrzewać żadnego oleju (oprócz kokosowego). Smażona rybka na oleju – mniam mniam, duuuuuużo wolnych rodników.

  17. Hania pisze:

    Idąc tropem wolnych rodników – jak to jest w przypadku prażenia ziaren słonecznika, dyni, czy dodawania ziaren do pieczonego chleba ? Lepiej jeść na surowo ?

  18. katka pisze:

    Marleno, chciałam zapytać z ciekawości czy cyjanogeneza zachodzi w nasionach chia czy dotyczy wyłącznie siemienia lnianego?

  19. Magdalena pisze:

    Witam szukam odpowiedzi ,na moj problem przygode z lnem zaczelam od 4 miesiecy,poczatkowo byl to ken brozowy mielony ,czulam sie swietnie ogromna zmiana we wlosach ,paznokciach ktore zawsze byly slabe,w trawieniu itp.skusilo mnie jednak zakupienie zlotego lnu w sklepie internetowym ,po ktorym czuje sie strasznie jest slabo niedobrze,poce sie bola mnie plecy ,mam mdlosci i eukardie serca ,skojazylam to z tym lnem ,ale w miedzy czasie bylam na urlopie i tm spozywalam len brozowy i nic mi nie bylo , po powrocie do domu znowu od trzech dni jem ten zloty len /kupilam 1 kg./i dolegliwosci wrocily wyglada na to ze sie zatrulam ,sprawdzila wiec opakowanie i okazuje sie ze len jest z chin dostalam szalu ,bo wszystko co jest z chin nie ma zadnej jakosci ,czy ten len zlocisty moze zawierac jod ,mialam problemy z tarczyca i kiedy kolwiek spozywam cos co jest z jodem zle sie czuje i mam eukardie prosze o pomoc w zrozumieniu tego tematu ,wiem ze nie mam zamiaru rezygnowac z lnu ,

    • Marlena pisze:

      Trudno mi powiedzieć, ja jadam i brązowe i złociste siemię, ale nie zanotowałam u siebie nigdy żadnych sensacji.

  20. Paweł pisze:

    A Ja mielę pół lnu, pół chia i dylemat z głowy:)
    Mam pytanie do ‚mądrzejszych’ na forum :) po co SANTE oferuję len mielony odtłuszczony – przecież pozbywa się najcenniejszego! Marketing? Głupota? Czy jakiś inny powód?

  21. Ewelina pisze:

    Pani Marleno! Jestem pod wielkim wrażeniem pani wiedzy i tego bloga .Natknęłam się na artykuł o nasionach chia, w którym napisane jest iż przyczyniają się one do wystepowania raka prostaty. Czy jest to prawdą?

    • Marlena pisze:

      Owszem,było jedno takie badanie zrobione w których wykazano iż kwasy Omega-3 (ALA) są szkodliwe, bo zwiększają ryzyko raka prostaty, jednak z drugiej strony mamy mnóstwo badań, które temu przeczą – wykazując, iż jest dokładnie odwrotnie.
      Dzisiaj każda korporacja może zamówić sobie u sprzedajnych naukowców badania, które wykażą cokolwiek, za co korporacja zapłaci.
      Tak było zapewne i w przypadku „udowodnienia”, że kwasy tłuszczowe ALA (występujące w orzechach, nasionach, zieleninie itd.) są rakotwórcze. Gdyby to była prawda, to ani dieta Budwig ani dieta Gersona (w których obecne są spore ilości ALA) nie przywracałyby ludziom chorym zdrowia, tylko wręcz przeciwnie, diety te powodowałyby, iż ludzie padaliby od nich jak muchy na raka. A tymczasem z niego zdrowieją! Sami więc musimy rozwiązać zagadkę: które badanie na temat kwasów ALA jest oszustwem popełnionym na zamówienie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>