policzmy się

Zakończyła się właśnie kampania społeczna „Policzmy się z rakiem”. Wszystko ładnie pięknie, zaangażowano gwiazdy (Jerzy Stuhr, Magda Gessler itd.) i w ogóle wszystko bardzo miło i szalenie medialnie. Ja jestem bardzo (ale to naprawdę BARDZO!) za tym, aby edukować i ludziom uświadamiać wszystko co dotyczy schorzeń nowotworowych, prewencji itd., jednak pewnych zawartych na tej witrynie informacji po prostu nie potrafię zrozumieć. Internet jest w stanie przemielić wiele (czego efektem jest np. słynne „co ja paczę?”), lecz pewnych rzeczy gdy prowadzi się zakrojoną na taką skalę kampanię antynowotworową wspartą znanymi nazwiskami i kosztownymi spotami reklamowymi w TV (nie wiem kto płacił, proszę pytać organizatorów) – po prostu się NIE robi. Nie uchodzi.

Taka na przykład strona z zaleceniami co robić by być zdrowym (a więc przeznaczona dla ludzi JESZCZE zdrowych) jest tak przepełniona frazesami, że aż wierzyć się nie chce, jak można w XXI wieku jeszcze wmawiać ludziom takie za przeproszeniem kity.

Na przykład punkt pierwszy: Jedz produkty z różnych grup żywności (dbaj o urozmaicanie posiłków) i stosuj różne techniki przyrządzania jedzenia (gotowanie, pieczenie, duszenie, grillowanie). Urozmaicona dieta, miła atmosfera podczas posiłku i jego apetyczne podanie, pobudza łaknienie.

Nieprawda. Na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy wcale nie poddają jedzenia przyrządzaniu wyżej wymienionymi technikami, a mają się dużo lepiej zdrowotnie od tych, którzy pastwią się termicznie nad każdym swoim posiłkiem. Ludzi, którzy nie stosują „urozmaiconej diety” bo się na nią łagodnie mówiąc wypięli i generalnie mają gdzieś wielce żałosną oficjalną „piramidę żywieniową”. Niektórzy z nich są nawet w zaawansowanym jak na nasze standardy wieku, jednak dzięki temu, że rady jak ta powyżej dawno już wsadzili między bajki – wyglądają na 20-40 lat mniej niż mają i są zdrowi jak rybki.

Mimi Kirk 73

Wymienię kilka nazwisk, choć tak naprawdę osób odżywiających się w ten sposób mamy już mnogie tysiące (oczywiście ku przerażeniu lekarzy i dietetyków), o czym autor porady najwyraźniej nie ma bladego pojęcia: Anette Larkins, Mimi Kirk, Karyn Calabrese, Carol Alt, Sunny Griffin, Tonya Zavasta, Markus Rothkranz, Paul Nison no i rzecz jasna mój faworyt: Bernando Lapallo rocznik 1901 (słownie: tysiąc dziewięćset pierwszy), który niedawno w pełnym zdrowiu i godnej pozazdroszczenia jasności umysłu obchodził swoje 111 urodziny.

Sto.

Jedenaste.

Urodziny.

Bernando LaPalloŻyczę autorowi porady o jedzeniu produktów z różnych grup i różnych technikach jego przyrządzania by czuł się i wyglądał jak Bernando w wieku 111 lat. O ile dożyje (w co można powątpiewać, lecz czego mu rzecz jasna serdecznie życzę). Nie chciałabym być nieuprzejma, lecz poradę z punktu pierwszego można sobie wsadzić tam gdzie słońce nie dochodzi

Punkt drugi: Sprawdzaj świeżość spożywanych produktów i daty ważności na opakowaniach. Zawarte w nieświeżych produktach substancje mogą wywoływać zatrucia pokarmowe i rozwój nowotworów. Unikaj też żywności zawierającej konserwanty i sztuczne barwniki.

Banał i spłycenie tematu. Nikt kto ceni swoje zdrowie nie kupuje niczego „w opakowaniach” wybierając raczej dla własnego bezpieczeństwa pożywienie nieprzetworzone  przemysłowo. Nikt też przy zdrowych zmysłach nie je niczego śmierdzącego i zepsutego, bo wiadomo, iż skończy się to burzliwą wizytą w toalecie.  O żywności zaś zawierającej chemikalia nie powinno pisać się „unikaj” lecz „strzeż się jak ognia i nie bierz do ust”. I nie „konserwanty i barwniki” tylko niemal 2000 dodatków do żywności, z których większość NIE została przebadana długoterminowo na kilku pokoleniach bo są „zdobyczą cywilizacji” zatem mamy z nimi do czynienia dopiero od całkiem niedawna (m.in. syntetyczne słodziki o których autor był uprzejmy nie wspomnieć). Dziwnym zbiegiem okoliczności również od całkiem niedawna mamy też do czynienia z lawinowym wręcz wzrostem występowania nowotworów i z pewnością nie przysłali nam ich z Marsa kosmici. Nazywajmy rzeczy po imieniu, bo to nie jest homepage pani Krysi z warzywniaka z poradami dla ciotek klotek proszę pana autora, tylko to na całą Polskę idzie jako ogólnopolska kampania i należy trzymać jakiś poziom. Poradę numer dwa uznaję za nadającą się do kosza.

Punkt trzeci: Kontroluj masę ciała. Prawidłową wagę łatwiej można osiągnąć i utrzymać po wyeliminowaniu lub ograniczeniu spożycia słodyczy (cukier, czekolada, ciasta, lody itp.). Po przejściu na rentę lub emeryturę zmniejsza się codzienna aktywność ludzi. W związku z tym powinni obniżyć kaloryczność swojej diety, co pomoże im zachować prawidłową masę ciała.

Banał i półprawda. O tym, że kontrolować należy swoją wagę wie już nawet przeciętnie rozgarnięty licealista, bo tego uczą w szkołach (słusznie zresztą). O tym, że cukier tuczy też. O tym, że cukier (mówimy o rafinowanej sacharozie będącej w składzie konwencjonalnych słodyczy) sprzyja wszystkim cywilizacyjnym schorzeniom i jest absolutnym wrogiem numer jeden ludzi zdrowych autor nie wspomina bo po co.  I nie „lub ograniczeniu” bo nie bez kozery mówi się na ową zdobycz cywilizacji „biała śmierć”. Autor porad lubi eufemizmy, nie wiem po co – może po to abyśmy tylko czasem za zdrowi nie byli i będzie pretekst do zorganizowania w przyszłym roku kolejnej przyjemnej „akcji dla zdrowia” z udziałem telewizji, gwiazd estrady i znanych piłkarzy. A emerytom zalecić by można więcej zdrowych spacerów, a nie jedynie mniejszą kaloryczność posiłków. Porada wędruje do kosza.

Punkt czwarty: Produkty zbożowe powinny być głównym źródłem energii (kasza, ryż, pełnoziarniste pieczywo, makarony).

Nieprawda. Sformułowanie „powinny” nie wydaje się być tu właściwe – patrz punkt pierwszy jak sobie doskonale radzą ci, co takich „powinności” nie spełniają (i daj im Boże za to wiele kolejnych lat w pełnym zdrowiu i jasności umysłu!). Zbożowe produkty MOGĄ stanowić pewien element odżywiania. Ale nie że POWINNY. Pieczywo (pełnoziarniste ale nigdy nie na drożdżach, lecz jedynie na naturalnym zakwasie) gdy dana osoba nie wykazuje nietolerancji pokarmowych ani uzależnienia od neurotoksycznych gliadyn może być umiarkowanie spożywane, lecz wcale nie musi. Bez wypieków, ryżu, kaszy i makaronu można bardzo zdrowo i bardzo długo żyć. Serio. Bozia nas na szczęście obdarzyła wielorakimi źródłami energii. Dziwi mnie, że autor jest tak nie na bieżąco z tym co w świecie dzisiaj słychać. Następna porada, którą można roztłuc o kant.

Punkt piąty: Codzienna dieta powinna zawierać nabiał (mleko, kefiry, jogurty, maślanki, sery, twarogi). Częstym problemem osób starszych, zwłaszcza kobiet, jest osteoporoza. Chociaż zapotrzebowanie na wapń w starszym wieku jest takie samo jak u młodych osób, to jednak proces przyswajania wapnia z pożywienia jest słabszy i dlatego powinno się go więcej dostarczać organizmowi. Mniejsze przyswajanie wynika z zaburzeń metabolizmu witaminy D, koniecznej do prawidłowego wchłaniania wapnia, oraz z braku estrogenów u kobiet po menopauzie. Najlepszym źródłem wapnia jest mleko i przetwory mleczne.

Nieprawda. Wcale nie POWINNA. Zaledwie MOŻE i to też pod pewnymi warunkami oraz raczej rekreacyjnie, a nie codziennie m.in. z uwagi na neurotoksyczne, uzależniające kazomorfiny. Mleko zawiera ponadto nieobojętną dla ludzkiego organizmu kazeinę. Mleko i przetwory są owszem źródłem wapnia, szkoda że nikt nie dodaje, iż raczej mało przyswajalnego.  Poza tym pasteryzowane i homogenizowane zakwaszają organizm. Osteoporoza nie jest chorobą „z braku wapnia” i jest to spłycenie tematu.  Dla zdrowych kości potrzebny jest bowiem również magnez (i to jego powinniśmy dostarczać z wiekiem więcej, ponieważ zapotrzebowanie rośnie wraz z wiekiem, w przeciwieństwie do jego antagonisty czyli wapnia), rozmaite witaminy i minerały, umiarkowana aktywność fizyczna i generalnie dbanie o homeostazę organizmu. Panie po siedemdziesiątce (patrz punkt pierwszy) nie chorują na osteoporozę (na nic nie chorują, gwoli ścisłości), choć już od wielu lat nie biorą grama nabiału do ust. Są grubo po menopauzie. Autor najwyraźniej jest nieprzygotowany i nie orientuje się, że to właśnie w krajach o zwiększonym spożyciu nabiału odnotowuje się obecnie największą ilość zachorowań na osteoporozę oraz złamań.  Nie odnotowano w żadnym kraju przypadku poprawy sytuacji poprzez faszerowanie się po kilka razy dziennie krowim nabiałem. Zdaje się, że nie tędy droga do zdrowych kości. Bardziej ślepa uliczka. Porada wędruje do kosza jako antyzdrowotna.

Punkt szósty: Czerwone mięso (wieprzowinę, wołowinę) należy spożywać z umiarem, zastępując je chudym mięsem drobiowym oraz rybami. Warto też ograniczać spożycie tłuszczów, zwłaszcza zwierzęcych, na rzecz tłuszczów roślinnych – olejów i margaryn. Normy dla osób po 60. roku życia zalecają by dieta dostarczała mniej niż 25% energii z tłuszczu.

Nieprawda. Najzdrowiej jest nie spożywać żadnych cudzych  martwych tkanek, co owocuje długowiecznością, witalnością i zdrowiem – patrz punkt pierwszy.  Ci ludzie nie tylko żyją bez mięsa ale jeszcze i to jak żyją! Jest to również produkt zawierający neurostymulanty i uzależniający. Mięsa ssaków nie powinno się spożywać „z umiarem” lecz w zasadzie wcale – z uwagi na podobieństwo w budowie cząstek kwasu sialowego u nas i u innych ssaków (u nas Neu5Ac, u innych Neu5Gc, tę ostatnią wykryto w zrakowaciałych ludzkich tkankach czyli została dostarczona z pożywieniem). Ze znanych publicznie osób na takie mięsno-nabiałowe oficjalne porady jak te w punktach 5 i 6 wypiął się (choć późno, bo dopiero po operacji wszczepienia bypassów) były prezydent USA Bill Clinton, poszedłszy za radą znanych ze swych osiągnięć doktorów CampbellaEsselstyna i Ornisha) – o tym jak teraz się żywi pan prezydent opowiada tutaj. Wygląda i czuje się rewelacyjnie – jest zdrowy. Jak mówi – postanowił spróbować, bowiem mamy 25 lat dowodów na to, że poprzez „czystą” i wolną od białek zwierzęcych dietę organizm jest w stanie dokonać samouzdrawiającego oczyszczenia i przywrócenia zdrowia. Przy czym owo przywrócenie równowagi (zdrowia) należy rozumieć kompleksowo. Jednak na witrynie policzmysie.pl aż roi się od twierdzeń, które nie biorą pod uwagę liczących sobie już ćwierć wieku odkryć i które utwierdzają internautów w przekonaniu, że dieta jest bez znaczenia, bo to wszystko jest jeszcze jakoby „mało zbadane” (czyżby?) i należy jeść wszystko by nie wyniszczać organizmu (czy taka Mimi Kirk wygląda na wyniszczoną?) oraz że nie ma jakoby żadnych dowodów (czyżby?) by dieta miała wpływ na cokolwiek w naszym organizmie. Ciekawe czy autorzy twierdzeń przy okazji tankowania swojego auta mieliby odwagę nasikać mu do baku (w końcu co to za różnica na czym jedzie, a poza tym kto naukowo udowodnił, że nie pojedzie), a gdyby odmówiło w związku z tym posłuszeństwa dolać mu więcej paliwa by sprawić aby z powrotem jeździło (bez paliwa przecież nie ruszy, może być pomieszane z sikami, choć te ostatnie można w sumie ograniczać). Taka to mniej więcej logika na tej witrynie panuje. Żenujące.

rozmowa

Porada zaś by stosować syntetyczne margaryny jest obezwładniająca, skoro wiadomo, iż margaryny są tłuszczami otrzymywanymi sztucznie, mają nienaturalną i obcą naszemu organizmowi konfigurację kwasów tłuszczowych (tzw. transizomery) i zawierają oprócz wolnych rodników różne ultranowoczesne dodatki m.in. konserwanty (których wcześniej w punkcie drugim autor porad zalecał „unikać”), syntetyczne witaminy (których w innym miejscu witryny zdecydowanie nie zaleca się), mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, wybielacze czy w końcu sztuczne aromaty mające oszukać nasze zmysły,  iż oto właśnie jemy prawdziwe masło. To wszystko czyni margarynę odrażającym dla naszych tkanek sztucznie wytworzonym mutantem, syntetycznym produktem jedzeniopodobnym i jest skandalicznym nieporozumieniem polecanie go jako elementu zdrowego żywienia w profilaktyce antynowotworowej na portalu promującym społeczną akcję edukacyjną o zasięgu ogólnopolskim! Rolnicy nie dodają zwierzętom margaryny do pasz (choć tania jak barszcz) bo wiedzą, że by pozdychały. W sporze masło kontra margaryna lepiej w dzisiejszych czasach jak widać zaufać krowie niż lekarzom, chemikom i przetwórcom żywności. Biorąc pod uwagę fakt, że porada znajduje się na witrynie uświadamiającej m.in. jak nie dostać raka i być długo zdrowym wyrok brzmi: nie, nie i nie. Do kosza.

Punkt siódmy: Warzywa i owoce, najlepiej krótko gotowane, należy jeść kilka razy dziennie. Zawierają niewielkie ilości białka i tłuszczu a dużo wody i błonnika wspomagającego perystaltykę jelit oraz są bogate w witaminy i składniki mineralne.

Półprawda. Warzywa i owoce należy i można jeść bez ograniczeń, jednak mają z drobnymi wyjątkami największą wartość odżywczą na surowo, a nie „najlepiej krótko gotowane”. Potrafią i owszem zawierać mnóstwo białka (i wszystkie aminokwasy egzogenne) i całkiem sporo tłuszczu (kokos, siemię lniane, słonecznik, orzechy, awokado). Są „bogate w witaminy” ale tylko dopóki ich „krótko nie pogotujemy” powodując rozpad tych najcenniejszych. Po gotowaniu robią się w te witaminy jakby ciut biedniejsze, szanowny autorze. Poradniczy śmieć. Do widzenia – kosz.

Punkt ósmy: Zachowaniu zdrowia sprzyja graniczenie spożycie soli (do około jednej płaskiej łyżeczki dziennie we wszystkich jedzonych w ciągu dnia posiłkach). Nie dosalaj! Nadmiar soli podnosi ciśnienie tętnicze krwi i powoduje zatrzymywanie wody w organizmie.

Półprawda. Nie ma ani jednego badania, które wykazywałoby korzyści wynikające z samego ograniczenia spożycia soli w tradycyjnej diecie. Może inaczej: ciśnienie spada równie efektywnie przy ograniczeniu cukru jak przy ograniczeniu soli. Zatem nadciśnienie może być zarówno winą nadmiernego spożywania cukru jak i soli. Poza tym bardzo wiele zależy od tego JAKIEJ soli używamy. Ta zwykła najtańsza rafinowana sól (chlorek sodu) występująca w produktach przetworzonych lub w marketach po kilkadziesiąt groszy za kilo jest zwykłą trucizną, podczas gdy mamy jeszcze naturalną stworzoną przez Matkę Naturę sól: różową sól himalajską, sól celtycką i morską, o niższej zawartości sodu, bogate w mikroelementy (ok. 16% w przeciwieństwie do najtańszej soli mającej max. 1% czyli sztucznie dodane i szybko ulatniające się związki jodu). Naturalne sole są cenne ze zdrowotnego punktu widzenia. Nie każda sól jest ultraszkodliwa. Porada do bani.

Punkt dziewiąty: Dorosła osoba powinna jeść cztery do pięciu posiłków dziennie, tak by przerwy między nimi wynosiły około 3,5 – 4 godzin. Nie podjadaj między posiłkami! Jedz przynajmniej jeden ciepły posiłek w ciągu dnia. Kolację spożywaj nie później niż dwie godziny przed snem.

Nieprawda. Jeść należy wtedy gdy jest się głodnym, a nie dlatego, że akurat wybiła godzina. Nie ma żadnego związku pomiędzy jadaniem przynajmniej raz dziennie czegoś gotowanego a zachowaniem pełni zdrowia przez bardzo długie lata – patrz punkt pierwszy. Badania „naukowe” by to udowodnić są w tym wypadku nawet niepotrzebne, bo na dowody (w żywej postaci) można sobie popatrzeć, a w czasach internetu nawet z nimi pogadać przez Skype’a. Porada wędruje do śmieci.

Punkt dziesiąty: Ograniczaj spożywanie produktów ciężkostrawnych (grzybów, orzechów) i wzdymających (nasion fasoli, grochu i bobu, kiełków soi, kapusty, cebuli, kalafiora, brokułów, świeżego ogórka).

Nieprawda. Niczego z tych rzeczy nie należy ograniczać (w przeciwieństwie do tak reklamowanych przez autora porad mięsa, nabiału i większości zbóż). Pokarmy wyliczone tu jako niezalecane zawierają cenne aminokwasy (w tym egzogenne), mnóstwo witamin i minerałów, mnóstwo chemoprotekcyjnych antynowotworowych związków bioaktywnych (glukozynolany, sulforafan, kwas elagowy, isoflawony, kwercetyna, polifenole,  selen, Omega-3 itd.), a skoro porada ta znajduję się na witrynie związanej z rakiem to można zakwalifikować ją jednoznacznie: FAIL! Epic fail. Czyli totalna porażka i brak elementarnej wiedzy.

To nie są porady co robić by być bardzo długo i bezwzględnie zdrowym, tylko co robić by być jako-tako i przez jakiś bliżej nieokreślony czas, bardzo względnie i bardzo umiarkowanie na chodzie. Wszak ktoś na następnej imprezce tego typu musi się pojawić – każdy teatr potrzebuje widzów, spijających słowa z ust tych co na scenie.

O tym, że widzowie są chyba jednak w tym przedstawieniu najmniej ważni można przekonać się na stronie poświęconej pytaniom i odpowiedziom (pisownia oryginalna):

Pytanie dodane 2013-05-10: W „Zasadach zdrowego odżywiania” nie zaleca się spożywania brokułów. Przecież brokuły zawierają sulforafan, związek o silnych właściwościach przeciwnowotworowych.

Odpowiedź: Sądze ża jest to błąd merytoryczny autora i powinien byc sprostowany

Akcja trwała od 9 do 16 maja, po dwóch tygodniach od zadania pytania nadal merytorycznie błędna porada odradzająca jedzenie brokułów (i innych warzyw krzyżowych) NIE została sprostowana i jest nadal wystawiona na widok publiczny. Tych błędów merytorycznych znajdziemy nawiasem mówiąc na tej witrynie co nie miara.

Pytanie dodane 2013-05-10: Czy ktoś czyta te teksty przed opublikowaniem? Tak dużo tu błędów: „Napromieni się sam guz lub miejsce o jego usunięciu…” albo: „O skuteczność leczenia decyduje moment jego rozpoczęcia.” Przecież czytają to zazwyczaj ludzie chorzy o wysokiej adrenalinie i trudno zrozumieć taki tekst!

Odpowiedź: Faktycznie wpadł tekst bez korekty przepraszamy!

Zdaje się, że tekstami „bez korekty” strona już sieje dezinformację nie od dzisiaj:

Pytanie dodane 2010-07-25: Uprzejmie proszę o informację ,czy w okresie leczenia chemoterapią można jeść słodycze, ciasta,używać cukru?

Odpowiedź: W trakcie chemioterapii nie ma przeciwwskazań do spożywania słodyczy i ciast.

doktor radzi spożywajcie cukier

Nie wiem na jakiej uczelni w tym kraju mogą jeszcze dzisiaj uczyć, że „cukier krzepi” czy też dodaje siły. Może autor odpowiedzi studiował przed wojną gdy hasło reklamowe Melchiora Wańkowicza było na topie (dzisiaj już wzbudza ono śmiech).

nie żałuj dziecku cukru

Zdaniem lekarza odpowiadającego na pytanie pacjentki jak jesteś chory na raka to jedz sobie cukier i słodycze do woli, bo nie ma przeciwwskazań! Dziwne, bo ten pan sądził jednak coś całkiem przeciwnego i nawet Nobla za to dostał. Po raz kolejny EPIC FAIL! Czyli totalna porażka, brak elementarnej wiedzy i poszanowania zasady primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić).

Ale oto uwaga – jest postęp! Pada sformułowanie „można ograniczyć” w odpowiedzi udzielonej innej pacjentce przez lekarza (nie wiem czy tego samego) kilkanaście miesięcy później na bardzo podobne pytanie:

Pytanie dodane 2012-12-15: Witam Już jestem niestety ściśle związana z tematem. Adenocarcinoma płuc z meta do węzłów nadobojczykowych . Dziękuję za poradnik – mam wrażenie, ze lekarze boją się mówić o wszystkich możliwych skutkach ubocznych, a to poważny błąd. W chwili rozmowy z lekarzem, gdy dotarła do mnie prawda o zdrowiu- nie myslałałam nawet o takich sprawach . Jutro pierwsza chemia, dzięki temu poradnikowi wiem czego moge się spodziewac (obalony znany był stereotyp wypadanie włosów, mdłości) i jak temu przeciwdziałać, jak się przygotować. Nie znalazłam – a może nie doczytałam: niektóre produkty – a „chemia” – np. przeczytałam na innej stronie, że soja – produkty sojowe nie wskazane są przy jednym ze środków, albo grupy „chemii”?, nadto nurtuje mnie temat rola cukru w kontekście: myślę o zwiększonym zapotrzebowaniu komórek rakowych na „cukier” i jednoczesnym również niemałym takim zapotrzebowaniu przez mózg i serce – jak to pogodzić by nie „paść” raka. Jestem pełna nadziei, ze wykorzystam każdą szansę by żyć długo i szczęśliwie z poważaniem

Odpowiedź: Cukier można ograniczyć a pozostałe produkty prosze spożywać normalnie. Czeka Panią wyczerpujące leczenie i musi Pani być silna.

Od „nie ma przeciwwskazań” doszliśmy do „można ograniczyć”. Lepsze to niż nic. Nic tylko się cieszyć, prawda?

in case of emergency

Witryna jest ogólnie rzecz biorąc tak pełna „merytorycznych błędów”, mętnych, banalnych lub zaprzeczających sobie informacji oraz tekstów, które „wpadły bez korekty”.  Jeśli chodzi o wpływ żywienia na ludzki ustrój przedstawia stan wiedzy co najmniej sprzed 25 lat, ignorując najnowsze wyniki badań w tej kwestii. Czy można witrynę ową uznać za wysoce pożyteczną i wzbudzającą wyjątkowe zaufanie? Patrząc na opis witryny (Policzmy się – chcemy przełamać lęk i poczucie bezradności w obliczu raka.) obawiam się, że na samym chceniu się tutaj skończyło.