pioro

Edyta napisała do mnie piękny list. Opisała w nim jak udało jej się w naturalny sposób pozbyć przypadłości, z którą boryka się dzisiaj wiele kobiet (i to w coraz młodszym wieku), a mowa o torbielach (cystach) jajników.

Temat jest mi szczególnie bliski, jako że ja sama przez to przed laty przeszłam: w drodze operacji w trybie pilnym (ratującej życie) straciłam prawe przydatki. A jak wiadomo te organy to nie włosy czy paznokcie i niestety nie odrastają. Gdybym wiedziała to, co wiem dzisiaj (tzn. że tych torbieli mój organizm nie produkuje aby zrobić mi na złość lecz są mu potrzebne np. w roli składowiska toksyn, których nie jest w stanie gdzie indziej upchać), to nigdy by do tego okaleczenia nie doszło. Mamy dzisiaj środowisko przesycone estrogenami (substancjami mającymi działanie estrogenopodobne) – są w pożywieniu (szczególnie mięsie zwierząt przemysłowo hodowanych), wodzie i konwencjonalnych kosmetykach oraz lekach. Na naszą delikatną równowagę hormonalną ma wpływ niespotykana dotąd w historii ludzkości ilość stresu – emocjonalnego, chemicznego i fizycznego. W takich warunkach łatwo może dojść do zaburzenia równowagi hormonalnej i nabawienia się związanych z nią dolegliwości. Torbiele są właśnie jedną z nich. Myślę, że list Edyty i jej historia może  z pewnością pomóc wielu kobietom.

Oto jej sposób na torbiele jajników:

„Dzień dobry Pani Marleno!

Chciałabym z Panią, a także innymi kobietami podzielić się moim doświadczeniem, jakie przeżyłam w związku z torbielą jajnika, którą zdiagnozowano u mnie w trakcie standardowego badania ginekologicznego.

Podczas badania USG Pani ginekolog stwierdziła, że mam torbiel na jajniku, o wymiarach prawie 6 cm na 4 cm. Pani doktor powiedziała, że torbiel ma lite przegrody i niestety nie ma szans, by się sama wchłonęła. Dostałam zalecenie wykonania badania CA 125 – markery nowotworowe (wyszły niestety powyżej normy).  Badanie USG powtórnie wykonałam po 2 tygodniach i wówczas dostałam skierowanie do szpitala. W szpitalu ponownie wykonano USG, które potwierdziło poprzednie diagnozy. Wyznaczono mi termin zabiegu – za 3 miesiące. To były bardzo owocne trzy miesiące w moim życiu.

W pierwszej chwili, gdy dowiedziałam się, że mam iść do szpitala, zaczęły się kotłować we mnie najróżniejsze emocje. Czułam smutek, strach, poczucie bezradności, żal. W szpitalu byłam jako pacjentka tylko raz, kiedy rodziłam moją córeczkę.  Pozwoliłam sobie na bycie z tymi uczuciami, nie próbowałam ich stłumić, ani zagłuszyć. Pozwoliłam sobie na płacz. To był czas potrzebny mi do tego, żebym się wysmuciła i trochę poużalała nad sobą. Nie trwało to zbyt długo, wkrótce nadszedł czas refleksji. Zaczęłam się wyciszać, uspokajać i bardzo wsłuchiwać w siebie. Co ta choroba chciała mi powiedzieć, a może nawet wykrzyczeć? Zaczęłam się wsłuchiwać w swoje ciało.

 Zaopatrzyłam się w fachową literaturę, zwłaszcza chciałabym polecić książkę dr Christiane Northrup „Ciało kobiety, mądrość kobiety”. Uważam, że jest to pozycja niezbędna w biblioteczce każdej kobiety, która chce być świadoma swego ciała i zachodzących w nim procesów. Nie chciałam przybrać biernej postawy, potulnie kiwać głową i nie zadawać pytań lekarzowi. Dotychczas niestety tak było. Teraz postanowiłam to zmienić. Zresztą nie tylko to. Postanowiłam zająć się sobą, zaopiekować i przytulić.

116360pl_1Moja kuracja wyglądała następująco:

  1. Codziennie zaparzałam dzbanek krwawnika, wypijałam napar w trakcie czytania książki, i nawet polubiłam jego smak. Ponieważ trzymiesięczny okres oczekiwania na zabieg miał miejsce w miesiącach listopad – styczeń, więc mi jako zmarźluchowi bardzo odpowiadały takie gorące herbatki. Ksiądz Kneipp w swoich pismach stwierdził, że: „Kobiety uniknęłyby wielu cierpień, gdyby od czasu do czasu stosowały krwawnik”.
  2. Codziennie (oprócz dni w których miałam miesiączkę), brałam kąpiel w ziołach. Stosowałam do kąpieli zioła krwawnika, macierzanki i skrzypu. Napar przygotowywałam w następujący sposób: w dniu poprzedzającym kąpiel w garnku 5 l. namaczałam zioła (torebka 50g), zalewałam je zimną wodą (powinny stać tak kilka godzin). Następnego dnia, przed kąpielą zagotowywałam je, ale tylko doprowadzając do wrzenia, następnie przecedzałam przez sito i wlewałam napar do wanny. Kąpiel trwała minimum pół godziny.

Ponieważ uznałam, że to krwawnik powinien być dominującym ziołem w mojej kuracji, stosowałam następujący schemat kąpieli : 1 dzień krwawnik, 2 dzień macierzanka, 3 dzień krwawnik, 4 dzień skrzyp polny i powtarzałam cały cykl od początku.

  1. W ciągu tygodnia przez trzy dni robiłam okład z oleju rycynowego. Wybrałam piątek, sobotę i niedzielę, bo taki okład należy trzymać przez około półtorej godziny, więc potrzeba wygospodarować na to trochę czasu. Potem następowała czterodniowa przerwa. Okładów nie należy stosować w czasie miesiączki. Okład przygotowywałam w ten sposób, że na flanelową szmatkę, złożoną na trzy wlewałam olej rycynowy, kładłam na brzuchu, tam, gdzie jest jajnik, przykrywałam wszystko woreczkiem foliowym, ręcznikiem i kładłam na to gorący termofor.
  2. Czas kiedy brałam kąpiel, a także kiedy leżałam w łóżku z ciepłym termoforem był dla mnie czasem wsłuchania się w siebie. To był czas głębokiego relaksu.
  3. Z diety całkowicie usunęłam nabiał. Nie jem mięsa, ale myślę, że dla osób, które jedzą mięso wskazane jest, aby znacznie ograniczyły jego spożycie. Chodzi głównie o wyeliminowanie hormonów i antybiotyków podawanych zwierzętom, które są obecne w mięsie i nabiale.
  4. Czułam się całkiem dobrze fizycznie, więc zapewniałam sobie codziennie odpowiednią, niezbyt intensywną dawkę  ruchu.
  5. Rzeczą niezwykle ważną dla mnie była codzienna modlitwa. Dla osób niewierzących może to być np. medytacja. Chodzi o znalezienie właściwej formy, która odnosi się do części duchowej i która będzie niosła ukojenie, uspokojenie i wyciszenie. Stres musi iść w odstawkę.

Na dzień 31 stycznia  została wyznaczona data zabiegu. Miałam spakowaną torbę, w której był między innymi nowy szlafrok, koszula nocna i reszta przedmiotów z listy, którą dostałam wraz ze skierowaniem na zabieg. Wykonałam wszystkie zalecone badania, byłam na wizycie u anestezjologa. Kupiłam kilka sztuk kisielu, bo przez dwa dni przed pójściem  do szpitala obowiązywała dieta ścisła i mogłam jeść jedynie kisiel, zupę i pić wodę. W szpitalu, w którym zabieg miał być wykonany, jest zwyczaj, że dwa dni przed przyjściem do szpitala, jest spotkanie pacjenta z ordynatorem. O godzinie 7.00 stawiłam się na umówioną wizytę. Najpierw badał mnie Pan ordynator, potem drugi ginekolog, wreszcie zaprowadzono mnie na USG, gdzie usłyszałam, że guz zniknął. To była dla mnie bardzo szczęśliwa chwila, choć nie ukrywam, że miałam nadzieję taką diagnozę usłyszeć.  

Co mi pomogło? Nie wiem tego na sto procent. Może wszystkie elementy po trochu przyczyniły się do efektu końcowego. Może moja wiara, że jest to możliwe. Może  modlitwa przez wstawiennictwo pewnego świętego? (Tak, w tym czasie pewien święty „zaglądał” do mnie a to z jakiegoś artykułu w gazecie, z jakiejś książki, z internetu. Nie znałam go wcześniej, nic o nim nie słyszałam, nawet nie wiedziałam jak wymawia się jego imię. Ale ponieważ On do mnie tak nienatarczywie, ale regularnie „zaglądał”, to postanowiłam o Nim poczytać, dowiedzieć się jak najwięcej i pomodlić się). Wierzę, że nie wszystko da się wytłumaczyć naukowo. Warto zaufać mądrości natury, pozostawić przestrzeń dla tajemnicy, czy nawet cudu. Proszę posłuchać swojego głosu wewnętrznego, intuicji, to naprawdę świetny doradca.

Ponadto chciałabym zwrócić uwagę, że jeśli ktoś ma problem, to warto o nim mówić, nie zamykać się w swoim smutku, bo być może ktoś z kim podzielisz się tym problemem, będzie wiedział jak pomóc. Tak było w moim przypadku. O kąpielach w ziołach dowiedziałam się od koleżanki, gdy w ostatniej chwili postanowiłam opowiedzieć o tym, co było dla mnie trudne. Miałam kiedyś przekonanie, że o smutnych rzeczach lepiej nie mówić innym, bo ich to w jakiś sposób obciąża, burzy ich poczucie dobrostanu. Wyszłam poza mój schemat myślenia i zyskałam cenną wiedzę. Bardzo jestem mojej koleżance wdzięczna za informację o kąpielach. Muszę przyznać, że zazwyczaj brałam szybki prysznic i szkoda było mi czasu na wylegiwanie się w wannie. Te kąpiele ziołowe spodobały mi się tak bardzo, że stosuje je nadal, już nie z taką częstotliwością, ale weekendy to dla mnie czas kąpielowy!

Pomyślałam, że warto się tym doświadczeniem podzielić, bo być może komuś ono pomoże w odzyskaniu  zdrowia i uniknięciu operacji. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to, co początkowo uznałam za wyrok i niesprawiedliwość, ostatecznie przyjęłam jako pewnego rodzaju dobro. „Trudne momenty w życiu są zawsze naszymi najlepszymi przyjaciółmi.” R. Rohr. Okres trzech miesięcy, kiedy oczekiwałam na zabieg był dla mnie czasem niezwykłego wglądu w siebie. Wsłuchiwałam się mocno w siebie, miałam czas na naprawdę głębokie przemyślenia i refleksję. I naprawdę uzyskałam odpowiedź dlaczego i po co ta choroba do mnie przyszła, i co mój perłowy przyjaciel (tzn.  jajnik, bo dowiedziałam się że jajniki są koloru perłowego) chciał mi powiedzieć. To czego się dowiedziałam było trudne, bolesne, ale bardzo potrzebne. To był również czas zmiany pewnych schematów myślowych, wyjścia ze strefy komfortu i spojrzenia prawdzie w oczy. Warto popatrzeć na rzeczy z różnych perspektyw, bo wówczas mogą przyjść do głowy różne pomysły, rozwiązania. Dowiedziałam się również, że mam oddanych przyjaciół, na których mogę liczyć w czasie ewentualnej choroby. Bardzo im za to dziękuję. Wierzę, że wszystko w życiu jest po coś. Warto z tego co nam się przydarza czerpać naukę i wyciągać wnioski.  Życzę wszystkim pogody ducha i dobrego zdrowia.

Edyta„.

Od siebie dodam jeszcze tylko, że po wykonaniu okładu z olejku rycynowego (łacińska nazwa: Oleum Ricini, Oleum Palmae Christi – dłoń Chrystusa) skórę poddaną zabiegowi zaleca się po zdjęciu okładu zmyć za pomocą wodnego roztworu sody kuchennej (na 1/2 szklanki wody 1/2 łyżeczki sody), a następnie umyć wodą z mydłem. Okłady z olejku rycynowego są pomocne przy wielu dolegliwościach z przebiegającym stanem zapalnym. Przeciwwskazaniem do ich stosowania są ciąża, miesiączka, diety oczyszczające.