witaminy

Wiele osób uważa, że suplementowanie diety preparatem witaminowym pomoże ochronić ich zdrowie. Obawiając się niedoborów łykają więc najrozmaitsze preparaty multiwitaminowe typu Centrum, Vigor, Vita-miner i tym podobne. Reklama przekonuje jakie to dla nas zdrowe i dobre, a poza tym kosztuje grosze dziennie i tak dalej. Dzieciom od najmłodszych lat podaje się „na wszelki wypadek” rozmaite Vibovity i Kinder Biovitale. Producenci kuszą kolorowymi pigułkami, a dla najmłodszych są owocowe żelki i zabawne Marsjanki. Powszechnie uważa się, że na wszelkie niedobory wystarczy łyknąć kolorową pigułkę. Szczególnie gdy nas coś dopadnie, np przeziębienie, ale również „tak na wszelki wypadek” czyli „dla zdrowotności”. To dobrze czy źle?

Tymczasem to tak nie działa.

Czy warto kupować preparaty multiwitaminowe? Pomyślmy chwilę: człowiek nigdy nie będzie w stanie stworzyć doskonale tego samego i w takiej samej formie jak stworzyła natura i jest niepodobna wymagać od ludzkiego tworu, aby był identyczny jak naturalny i robił dokładnie to, co naturalny.

 

Studium CARET (Test skuteczności betakarotenu i retinolu – Caroten And Retinol Efficiency Test) oraz późniejsze badania fińskich naukowców dowiodły, że podawanie 20 mg beta-karotenu w formie tabletki powoduje wzrost zachorowań na nowotwory, gdy tymczasem spodziewano się, że spowoduje spadek i będzie chronić. NIE CHRONI. Eksperyment miał trwać 10 lat, lecz przerwano go po 4 latach, gdy okazało się, że podawanie syntetycznego betakarotenu osobom palącym (narażonym na większe ryzyko raka płuc) powodowało u niektórych z tych osób więcej przypadków zapadalności na raka płuc niż w grupie osób dostających przez ten czas placebo. Gdyby przez te 4 lata palacze ci jedli zwyczajne marchewki zamiast łykać syntetyczny betakaroten – pewnie byliby zdrowi do dziś! Podając im sam beta-karoten zapomniano o tym, że antyoksydanty działają zespołowo. Podawanie tylko jednego i to w oderwaniu od warunków w jakich występuje w naturze nie zawsze musi wyjść na dobre. Jest też kwestia ilości: badacze podawali za mało beta-karotenu tym palącym osobom, aby wystąpił efekt ochronny. Gdyby dostawali kilka razy więcej w formie naturalnej – mogłoby to uchronić ich przed rakiem. Zawsze badania deprecjonujące siłę witamin są robione na śmiesznie małych dawkach.

Weźmy inny przykład: powszechnie wiadomo, że witamina C chroni przed przeziębieniami, wzmacnia organizm, ma działanie antynowotworowe. Kiedy się przeziębimy biegniemy do apteki po witaminę C. Czy tak naprawdę wiemy, co bierzemy do buzi?

Kwas askorbinowy (witamina C) to de facto jeden z izomerów czyli kwas L-askorbinowy i występuje on  naturalnie w warzywach i owocach. Jest w pełni przyswajalny przez nasz ustrój. Natomiast to, co kupujemy w aptece dopóki nie jest wyraźnie określone na opakowaniu jako „witamina C” może być równie dobrze mieszanką izomerów, której przyswajalność jest dużo niższa. Czytajmy oznaczenia na opakowaniach. Jedna tableteczka Rutinoscorbinu ze swoimi marnymi 100 mg witaminy C (nie podano izomeru na opakowaniu, jedynie nazwę związku: „kwas askorbowy”) to kropla w morzu potrzeb (nawet dla profilaktyki, a już szczególnie gdy jesteśmy przeziębieni).  A najlepiej zamiast łykać zapobiegawczo tabletki – pić sok z cytryny, herbatkę z dzikiej róży lub zjeść owoce kiwi. Chyba, że będziemy potrzebować megadawek, ale o tym w innym artykule.

Nota bene najlepszy sposób na „drapanie” w gardle: gdy tylko zauważymy podrażnione gardło natychmiast łyknijmy świeżo wyciśnięty sok z cytryny (łyżkę lub dwie) – żadna infekcja nie rozwinie się, a ból przechodzi jak ręką odjął pod warunkiem, iż zareagowaliśmy wystarczająco szybko. Sprawdzone – działa!

Przyswajalność sztucznych witamin nie zawsze będzie równać się przyswajalności naturalnych witamin zawartych w świeżych warzywach i owocach. Czasem może nawet bardziej zaszkodzić niż pomóc. Nie warto zatem „na zapas” wydawać pieniędzy na preparaty multiwitaminowe. Najpierw zadbajmy o doskonałą dietę. Jedzmy więc „na zapas” i w  ramach profilaktyki świeże warzywa i owoce, pijmy świeżo wyciskane soki i róbmy szejki i surówki. A po suplementy sięgajmy jedynie wtedy gdy zaistnieje taka potrzeba. Natury nie da się oszukać 🙂