Jaki olej olać, a jaki kupić?

Podobno sztućce, w szczególności noże, mają tendencje do dzielenia się na dwie kategorie: noże które naprawdę kroją oraz noże stołowe. Te ostatnie służą do leżenia na stole, stąd ich wdzięczna nazwa – stołowe. Kroić niekoniecznie nimi się coś uda. Ale cieszą oko i nazywają się noże.

Tak samo oleje w kuchni dzielą się na dwie kategorie: te do olania i te do spożywania. Zdrowe dla ludzkiego organizmu i posiadające własności odżywcze są jedynie oleje wyciskane na zimno, nierafinowane. Są najbliższe naturze, której jesteśmy jako istoty ludzkie częścią – olej po prostu wyciśnięto specjalną prasą z podstawowego surowca, dzięki czemu wszelkie cenne składniki są nietknięte. I o to właśnie nam chodzi. A co oznacza termin „z pierwszego tłoczenia”?

Oznacza niestety tylko tyle co oznacza, a więc że surowiec był tłoczony tylko raz, ale już niekoniecznie, że olej był tłoczony na zimno. Jest to marketingowa zagrywka producentów, umieszczają oni ten napis na butelkach kobylastymi literami, aby konsumentowi olej ten kojarzył się z czymś zdrowym i wysokiej jakości. Tymczasem tak jak w przypadku kosmetyków należy patrzeć na maleńkim druczkiem podany skład INCI, tak i w przypadku oleju należy dokładnie przyjrzeć się etykiecie, ponieważ olej z dużym napisem „z pierwszego tłoczenia” ma z tyłu drugą etykietę a na niej napis „olej rafinowany”

olej rafinowany

Czyli taki mniej więcej nóż stołowy – ładnie wygląda, do niczego się nie nadaje. Taki olej olewamy i zaraz wytłumaczę dlaczego. Mimo, że można go nabyć drogą kupna całkowicie po taniości.

Dlaczego oleje wyciskane na zimno są droższe?

Przyjrzyjmy się sekretom produkcyjnym: olej obrabiany na ciepło powoduje zwiększenie wydajności, zaś pozostałe wytłoczyny można również jeszcze raz obrobić i poprzez procesy filtracji i destylacji wydusić z nich jeszcze trochę więcej oleju , w związku z czym jest on tani. Niestety poddanie oleju wysokiej temperaturze powoduje obniżenie zawartości odżywczych poprzez zniszczenie kwasów tłuszczowych i witamin jakie posiadał pierwotny surowiec. Jednym słowem tanie mięso psy jedzą. My spożywajmy tylko pełnowartościowe prawdziwe oleje wyciskane na zimno. Lniany, kokosowy, z oliwek, z wiesiołka, z czarnuszki, z ostropestu plamistego, z orzechów różnego typu itd. – jest bardzo duży wybór, można robić oleje smakowe dodając czosnku lub papryczki, można mieszać i próbować do woli! Gdzie zakupić prawdziwe oleje? Najczęściej w dobrze zaopatrzonych marketach oraz w sklepach ze zdrową żywnością lub przez internet. Dokładnie czytajmy oznaczenia lub opisy.

Co to znaczy, że olej jest rafinowany?

To znaczy, że został oczyszczony – poddany obróbce w wysokiej temperaturze (powyżej 160 stopni Celsjusza). Z czego został oczyszczony? Ze wszystkiego. Nie tylko z zanieczyszczeń, wody i śluzów, ale też z jakichkolwiek substancji pożytecznych. Powstaje produkt ogołocony ze wszystkiego, nawet nie ma praktycznie smaku i zapachu. Ma za to bardzo zmieniony skład chemiczny, przede wszystkim zawarte w nim kwasy tłuszczowe zmieniły swoją konfigurację geometryczną (tzw. izomer) z konfiguracji „cis” (naturalnej) na izomer „trans” (nie występujący w naturze i w związku z tym biochemicznie nie rozpoznawany przez ludzki organizm, przez co dochodzi w organizmie do wielu reakcji niekorzystnych dla naszego zdrowia).

olej w plastiku

Zmutowane działaniem człowieka izomery trans powstają gdy człowiek dokonuje gwałtu na naturze i poddaje olej zarówno procesowi rafinacji czyli oczyszczania jak i procesowi uwodorniania czyli utwardzania (przy produkcji margaryn i tzw. tłuszczu cukierniczego). Produkty te nie nadają się co prawda do odżywiania organizmu, choć można na nich smażyć i mają długi termin ważności. Oleje robią się dzięki tym procesom kusząco klarowne, a margaryny seksownie smarowne. Prawie jak masło. Z tym, że prawie robi wielką różnicę. Dla naszego zdrowia oczywiście. Ale z margarynami rozprawię się w innym artykule. Dzisiaj ma być o olejach.

Jakie oleje kupować?

Przede wszystkim tłoczone na zimno. Musi to być wyraźnie zaznaczone na etykiecie. Na zimno! Poza tym musi zawierać jak najwięcej działających antyzapalnie kwasów tłuszczowych Omega-3, a jak najmniej Omega-6. Prawidłowe proporcje jakie powinniśmy na co dzień spożywać to stosunek 1:1 (jedna część Omega-3 do jednej części Omega-6). Niektóre źródła proponują 1:2 lub 1: 3. Może być nawet 5:1. A co się dzieje dzisiaj? W związku z powszechnym spożywaniem olejów będących bogatym źródłem kwasów omega-6 (np. popularne oleje roślinne: słonecznikowy i sojowy) stosunek ten jest całkowicie zaburzony! Spożywamy o wiele więcej Omega-6, a Omega-3 tyle co nic. Często zaburzenie proporcji w dietach niektórych osób (lubujących się w zawierających ogromne ilości Omega-6 potrawach smażonych, ciastach, wyrobach cukierniczych, fastfoodach itd.) potrafi sięgać nawet 1:30 czyli jedna część niezbędnych nam Omega-3 na trzydzieści części Omega-6! Są jeszcze Omega-9 ale nimi nie będziemy się dzisiaj zajmować.

Najbardziej zbliżoną do ideału proporcję Omega-3 do 6 ma olej lniany. Całkiem niezły choć już zdecydowanie nie tak zdrowy jak lniany jest też olej rzepakowy, pod warunkiem, że jest nierafinowany. Ja używam w swojej kuchni do sałatek i innych potraw na zimno oleju lnianego z uwagi na to, że Omega-3 stanowią w nim aż połowę zawartości wszystkich kwasów tłuszczowych. Lepiej być nie może.

Olej lniany – jaki kupić?

Niestety, kwasy omega-3 szybko ulegają rozpadowi, dlatego bardzo ważne jest aby olej lniany kupować najlepszej jakości, tzn. tylko taki, który w sklepie (a potem w domu) przechowywany jest w warunkach chłodniczych. Olej lniany powinien być z uwagi na dużą zawartość delikatnych Omega-3 dostarczany w ciemnej szklanej butelce (nie plastikowej!). Nie kupujmy więc olejów lnianych, które stoją poza lodówką w sklepie lub są pakowane w butelki z jasnego szkła. Są to oleje lniane kiepskiej jakości, mają nieprzyjemny rybi posmak od którego można się nawet zrazić na całe życie do oleju lnianego, a w skrajnych wypadkach jeśli kwasy tłuszczowe uległy utlenieniu – będą miały goryczkę  w smaku. Gorzki olej lniany nie nadaje się już do niczego jak tylko do celów technicznych w domu (naoliwienie skrzypiących drzwi lub konserwacja drewnianych powierzchni).

olej lniany

Dobrej jakości i nieprzeterminowany olej lniany jest smaczny, o delikatnym orzechowym jakby posmaku. Termin przydatności ma krótki (max. 3 mies.), więc nie warto kupować dużych ilości naraz i należy go bezwzględnie przechowywać w lodówce aby uchronić cenne Omega-3 przed utlenieniem. Dobrze jest zapytać w aptece lub sklepie zdrowotnym kiedy będzie świeża dostawa i wtedy kupić jak najświeższy. Spożywamy go TYLKO na surowo. Kupujemy w dobrych sklepach ze zdrową żywnością, aptekach lub przez internet bezpośrednio od producenta. Butelki o większej pojemności będą nam dostarczone opakowane w styropianowy termos. Te mniejsze opakowane w piankę termiczną.

Oliwa z oliwek – jaką kupić?

Tu jest ważne pierwsze i drugie tłoczenie. Oczywiście pierwsze tłoczenie i to na zimno jest lepsze niż drugie. 🙂 Produkt z pierwszego tłoczenia nazwany jest „extravergine”. Natomiast z drugiego będzie określony na etykiecie jako „Olio di sansa di oliva” czyli oliwa z wytłoczyn, z drugiego tłoczenia, rafinowana. Jest ona znacznie tańsza niż extravergine i ma znacznie gorsze parametry biochemiczne. Nadaje się jedynie do smażenia.

oliwa

Dobre marki oliwy z oliwek podają na opakowaniu również kwasowość – od 0,2 do 0,8. Im mniejsza tym znaczy się, że oliwa jest lepszej jakości (niestety również droższa, ale warto zainwestować). Wyższą ilość kwasów ma oliwa, która powstała z np. oliwek przejrzałych bądź uszkodzonych przez pasożyty. Unikajmy przede wszystkim zakupu taniej oliwy, która jest oznaczona jako „wytłoczona i butelkowana w UE”, najczęściej są to jakieś mixy i zlewki oliwy dobrej i byle jakiej – by wyszło taniej. To tak podobnie jak z miodem oznaczonym „mieszanka miodów pochodzących z krajów Unii i spoza Unii” – jest to zlewka miodu dobrego i taniej chińszczyzny. Oliwy włoskie najlepszej jakości oznaczone są na butelkach literkami DOP, co oznacza iż proces uprawy i produkcji jest ściśle określony i kontrolowany.

Oliwa z oliwek jest trwalsza niż olej lniany, można ją przechowywać dłużej i nie  w lodówce, wystarczy w szafce kuchennej. Wstawiona do lodówki mętnieje, lecz jest to odwracalne. Ze względu na wrażliwość na światło, oliwa powinna być przechowywana w butelkach z ciemnego szkła

Olej kokosowy jaki kupić?

Oczywiście również extravergin czyli nierafinowany. Tylko taki ma pełen zestaw kwasów tłuszczowych otrzymanych od natury, ma też właściwości antybakteryjne, przeciwgrzybicze i antyseptyczne. Olej kokosowy przydaje się w kuchni i do pielęgnacji ciała, twarzy oraz zniszczonych włosów. Jego ciekawą cechą jest to, że jest w postaci stałej, dopiero pod wpływem ciepła (ok. 25 stopni C) topi się do postaci płynnej. Najlepiej przechowywać go zatem w lodówce. Ma delikatnie kokosowy posmak oraz smakowity zapach.

olej kokosowy

Co prawda olej kokosowy ma bardzo dużo (ok. 90%) nasyconych kwasów tłuszczowych ale nie należy się tego obawiać, ponieważ mądry Stwórca umieścił w kokosie aż 44% kwasu laurynowego, dzięki czemu olej kokosowy nie zatyka nam arterii i nie powoduje wzrostu „złego” cholesterolu, a wręcz przeciwnie – ma silne działanie przeciwzapalne. Olej kokosowy nadaje się też świetnie do smażenia – ma wysoką temperaturę dymienia.

Teraz gdy już wiesz jaki olej olać, a jaki można z korzyścią dla zdrowia spożywać – możesz bez żalu wywalić do śmieci przemysłowo rafinowany olej i jego uwodornioną postać czyli margarynę, o ile wciąż walają się po Twojej kuchni „bo szkoda wyrzucić”. Szkoda to tylko nas, bo za krótko żyjemy (i za ciężko pracujemy na pieniądze, które producenci tych „cudeniek” wyciągają nam przy pomocy reklam z kieszeni). Inwestycja w dobry olej to samo zdrowie: piękna skóra, bystry umysł, witalność, energia i dobry humor. Pieniądze wydane na dobre naturalne oleje bardzo szybko zwrócą się również finansowo: wzrośnie nasza odporność, nie będziemy tyle wydawać na leki, suplementy i wizyty lekarskie.

Nie warto żałować pieniędzy na dobre oleje!

————————————————–

Aktualizacja 04.10.2013

W związku z wieloma powtarzającymi się pytaniami od czytelników o stosowanie siemienia i oleju lnianego, wskazania i przeciwwskazania, dzienne dawki a także przepisy kulinarne, które pozwolą na co dzień włączyć te cenne produkty do diety, na prośbę czytelników opracowałam materiał będący praktycznym kompendium wiedzy na temat siemienia i oleju lnianego „Siemię lniane: instrukcja obsługi”.

Po zaznajomieniu się z treścią książki każdy czytelnik zostanie ekspertem w temacie stosowania siemienia lnianego jak również wyciskanego z niego oleju oraz będzie umiał stosować je jako składnik codziennego wyżywienia.

Dowiesz się z niej m.in.

– skąd pochodzi moc tych małych ziarenek?

– czy to prawda, że siemię odchudza i dlaczego?

– na jakie dolegliwości pomaga siemię lniane?

– jak przygotować siemię lniane do picia?

– jak stosować siemię lniane przy różnych dolegliwościach?

– jak stosować siemię lniane do pielęgnacji urody?

– lepiej pić siemię czy olej lniany?

– jaki olej lniany wybrać?

– w jakich warunkach siemię może stać się toksyczne?

– które w końcu siemię jest lepsze: złociste czy brązowe i dlaczego?

– jak kupić najbardziej wartościowe odmiany siemienia aby czerpać z nich maksimum korzyści dla zdrowia i na co uważać przy zakupie?

– jak zapewnić sobie komplet kwasów Omega-3 (ALA, DHA i EPA) jedząc siemię zamiast polecanych powszechnie ryb, w których czai się rtęć?

… i wiele innych bardzo pożytecznych informacji jakie zebrałam dla czytelników.

Książka zawiera też zbiór 20 zdrowych, smacznych i szybkich przepisów  z użyciem siemienia oraz oleju lnianego, sprawdzonych przeze mnie i stosowanych w moim codziennym żywieniu (sałatki, zupy, koktajle, warzywa na parze, zdrowe desery, ciasta itd.).

Ponieważ jak już wiecie sama jestem mamą pracującą i nie mam czasu na długie przebywanie w kuchni, wszystkie moje przepisy kulinarne są niezmiernie szybkie i łatwe do wykonania, zazwyczaj czas wykonania nie przekracza kwadransa!

Opracowanie „Siemię lniane: instrukcja obsługi” zawiera 1 plik w formacie pdf: książka podzielona jest na osiem rozdziałów, razem 38 stron solidnej wiedzy, wszystko co powinniście wiedzieć na temat siemienia i oleju lnianego oraz 20 łatwych do wdrożenia, szybkich i zdrowych przepisów kulinarnych.

Cena opracowania to 10,90 zł.

dotpay

Jak zapłacić za opracowanie:

1. Zapłać online poprzez bezpieczną platformę płatniczą Dotpay – szybkim przelewem elektronicznym lub kartą płatniczą klikając tutaj (wpisz proszę ID sprzedawcy 33105, kwotę 10,90 zł oraz opis transakcji „Siemię lniane: instrukcja obsługi”), plik z materiałami zostanie wysłany na adres e-mail wpisany przez Ciebie podczas dokonywania płatności. Dostęp do pliku zostanie wysłany na Twój adres e-mail w ciągu 24 godzin po zaksięgowaniu wpłaty.

2. Zapłać klasycznym przelewem na konto autorki: Marlena Bhandari

50102055581111151408300033 wpisując w tytule przelewu nazwę pliku „Siemię lniane: instrukcja obsługi” oraz Twój adres mailowy na jaki mam Ci wysłać plik. Dostęp do pliku zostanie wysłany na Twój adres e-mail w ciągu 24 godzin po zaksięgowaniu wpłaty.

1 komentarz na temat “Jaki olej olać, a jaki kupić?

  1. ika pisze:

    Świetna strona, świetny artykuł. A co z olejem z pestek winogron, jakiś czas temu mówiło się, że zdrowy, że ulega spalaniu w wyższych niż rzepakowy temperaturach, przez co jest mniej toksyczny. Tymczasem ostatnio doszły mnie słuchy, że to również chwyty marketingowe. To jak jest na prawdę? spożywać czy olewać ?

    • Marlena pisze:

      Witaj, Iko! Olej winogronowy tak jak każdy inny musi być nierafinowany, wyciskany na zimno (musi to być wyraźnie podane na etykiecie!). Nadaje się do smażenia. Jego wadą jest duża zawartość Omega-6. Jego zaletą neutralny smak. Można używać, ale z umiarem, ponieważ to Omega-3 są nam potrzebne bardziej, a tu nie ma sobie równych olej lniany wyciskany na zimno.

    • Marlena pisze:

      Oprócz kokosowego używam oliwę z oliwek. Można też użyć oleju z pestek winogron. Generalnie odradzam smażenie, pamiętajmy że powyżej 160 stopni nawet w oleju nierafinowanym pojawiają się szkodliwe transizomery. Używajmy patelni z dużą rozwagą i nie smażmy niczego na silnie rozgrzanej patelni. Delikatne podsmażanie jest OK, smażenie głębokie lub na dużym ogniu już nie.

    • Rafał pisze:

      Do smażenia przede wszystkim należy używać olejów RAFINOWANYCH z jak najmniejszą ilością kwasów tłuszczowych wielonienasyconych oraz wysokim punktem dymienia – wg. mnie najlepiej nadaje się olej kokosowy oraz oliwa z oliwek. Jeżeli olej spożywamy na surowo to na odwrót – oleje nierafinowane zawierające jak najwięcej kwasów nienasyconych, szczególnie omega-3. Poprawcie mnie jeśli się mylę 🙂

    • Marlena pisze:

      A według mnie rafinowane oleje nie nadają się spożycia w żadnej formie z uwagi na zwyrodnienie kwasów tłuszczowych, które z naturalnej formy -cis przekształcane są w wyniku wysokiej temperatury (już przy ok. 160 stopniach) do formy -trans, której nasz organizm nie rozpoznaje, albowiem nie występuje ona nigdzie w naturze. A smażenia (szczególnie takiego na dużym ogniu lub na głębokim tłuszczu) nie polecam w ogóle – w naturze żadne żywe stworzenie nie jada smażenin, żaden rolnik nie doda też ich do paszy dla zwierząt (ani rafinowanego oleju, ani margaryny itd.) pomimo iż są śmiesznie tanie jako źródła energii i doskonale nadawałyby się do tuczu, ale rolnik wie, że by mu się zwierzaki pochorowały, a on sam poszedłby z torbami. 😉

    • Adam pisze:

      To nie jest prawda, że tłuszcze trans nie występują w naturze. Są tworzone w organizmach zwierząt przeżuwaczy. W związku z tym naturalnie występują w mleku i mięsie tych zwierząt. Z tym, że to nie te same, co w utwardzanych olejach.

  2. Anna pisze:

    Bardzo dobry artykuł, przejrzyście i prosto napisane, polecamy go na naszym FB. Pozdrawiamy z misiontek.pl !

  3. marta pisze:

    a jaki olej wybrac do smazenia?podobno kokosowy jest najzdrowszy a potem oliwa z oliwek,a jak to naprawdę jest???

    • Marlena pisze:

      Marto, tak NAPRAWDĘ to NICZEGO nie powinniśmy nigdy SMAŻYĆ. I zawsze odradzam smażenie, szczególnie w wysokich temperaturach. Czy coś smażonego wisi na drzewach? Nic smażonego NIE występuje w naturze 🙂

    • Marlena pisze:

      Zamiast smażeniny w postaci naleśników po prostu jeść pokarm żywy, który Matka Natura dla nas stworzyła i z którego nasz organizm coś skorzysta. Z naleśników mało co korzyści będzie miał. Wykonanie sałatki czy koktajlu poza tym trwa o wiele krócej, nie musisz też babrać się z mąką, myć tłustej patelni i stać przy niej godzinami. Nie dostarczasz do organizmu uzależniających gliadyn, akrylamidów ani tłuszczu trans. Tylko witaminy, minerały i żywe enzymy są nam potrzebne tak naprawdę do życia. Naleśniki niekoniecznie. 😉

    • Mrti pisze:

      Ok, nie smażymy na tłuszczu… ale obróbka termiczna potraw istnieje w naturze już od czasów pierwszych Homo sapiens, zatem moje pytanie… Czy obróbka termiczna na patelni beztłuszczowej (poza tym, że tracimy trochę wartości odżywczych) jest zła? Porównać to można do pieczenia – mniej odżywcza, ale czy zła?

    • Marlena pisze:

      Bez tłuszczu obrabiać termicznie jest sporo zdrowiej niż z nim. Z jednej strony przy obróbce termicznej tracimy pewne składniki odżywcze, z drugiej przy niektórych pokarmach pewne dobroczynne substancje się uwalniają (np. likopen w pomidorach).

    • Marlena pisze:

      Kartofle bez obierania jeśli są młode również można bez przeszkód spożywać, na przykład do zupy Hipokratesa wrzucamy je ze skórką. Starsze można obrać cienko. Nie polecam spożywać ziemniaków „z wody” czyli gotowanych bez skórki w osolonej wodzie. Dużo witamin i minerałów nam wtedy ucieka. Najlepiej gotować je na parze w mundurkach, piec w ognisku lub w piekarniku. Skórkę zdejmujemy po, a nie przed pieczeniem/gotowaniem.

  4. Agnieszka pisze:

    Witam! fantastyczna strona! Czytam z ciekawością 🙂 Interesuje mnie Twoje zdanie na temat oleju z avokado i orzechów pistacjowych. Pozdrawiam!

    • Marlena pisze:

      Avocado jest bardzo zdrowe i również olej (oczywiście ten wyciskany na zimno) zarówno do spożycia jak i na skórę. Pistacje mają dużo błonnika, a białka prawie tyle co migdały, ale w przeciwieństwie do nich lekko zakwaszają organizm, więc nie można z nimi przesadzać.

    • Agnieszka pisze:

      Dziękuję za szybką odpowiedź 🙂 Te oleje są bardzo drogie, więc myślę je stosować tylko jako dodatek i urozmaicenie smaków sałat, zaraz po oliwie z oliwek 😉
      A mam jeszcze jedno pytanie, co oznacza określenie Native w przypadku oliwy ? Mieszkam w Niemczech i większość oliw jest tak oznaczona, szukałam w necie informacji ale jakoś bezskutecznie.

    • Marlena pisze:

      W niewielkich ilościach można czasem go spożyć (nierafinowany rzecz jasna), niestety nie ma on wcale Omega-3, jedynie Omega-6 🙁 ma za to Wit.E oraz antyoksydant gamma-oryzanol, zatem coś za coś. Jest przydatny w celach kosmetycznych i raczej tak bym go używała głównie, a w kuchni tylko czasami. Reklamują go co prawda jako idealny do smażenia, lecz ja smażenia jako takiego w ogóle nie polecam.

  5. Agnieszka pisze:

    To znowu ja 😉 Temat olejów ostatnio mnie dość interesuje, a nie znam nikogo kto miałby taka wiedzę jak Ty pozwolę sobie więc na jeszcze jedno pytanie. Skład oleju powinien być 100 % olej czy oliwa. Co sądzisz o olejach mieszanych np o takim składzie: „olej rzepakowy, olej z nasion lnu,mono i diglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem cytrynowym, naturalny aromat masła,beta-karotenpaltyminian askorbylu, witamina E”, przy czym na etykiecie nie ma podanego procentowego udziału oleju lnianego w tej mieszance.

    • Marlena pisze:

      Agnieszko, ta mieszanka jest przetworzona, to nie jest naturalny wyciskany na zimno olej. Określenia „oliwa” używa się dla tłuszczu wyciskanego z oliwek. W pozostałych przypadkach stosuje się określenie „olej”.

    • Agnieszka pisze:

      Dziękuję 🙂 trochę źle się wyraziłam, chodziło mi o to że w składzie oliwy czy oleju nie powinno być nic innego niż 100% oliwy bądź oleju 😉 Ten skład który podałam pochodzi z produktu który jest zachwalany jako super zdrowy o wspaniałych walorach smakowych, osobiście w to nie wierzę ale chciałam jakby potwierdzenia. Bardzo żałuję, że nie trafiłam na Twoją stronę półtora roku temu, może bliska mi osoba jeszcze by żyła… w zdrowiu 🙁 To wspaniałe miejsce w sieci. Pozdrawiam serdecznie!

  6. Anna 540 pisze:

    Marlena, mam pytanie jeśli chodzi o oleje, zawsze mam problem przy zakupie. Kupuję zawsze olej tłoczony na zimno, ale wydaje mi się że to nie jest równoznaczne z tym że ten olej jest nierafinowany. Ostatnio kupiłam np oliwę z oliwek Extra Virgin. Na odwrocie pisze ekstra oliwa z oliwek pierwszego tłoczenia. Potem podany jest skład i informacja że oliwa uzyskana jest poprzez tłoczenie na zimno. A datę ważności ma aż do listopada 2014………………
    Kupuję również systematycznie olej lniany tłoczony na zimno. Na odwrocie jest informacja : przechowywać w temperaturze pokojowej….
    I co Ty na to? Pozdrawiam.

    • Marlena pisze:

      Anna, oleju lnianego tłoczonego na zimno nie przechowujemy w temperaturze pokojowej, ponieważ jest on bardzo bogaty w Omega-3, które są baaaardzo delikatne (szybko się utleniają). Olej lniany należy kupić „z lodówki” (w aptece czy sklepie zdrowotnym producent udostępnia swoje lodówki, gdzie olej jest trzymany do momentu sprzedaży) i trzymać w lodówce, ma o króciutki termin ważności (ok. 2 mies.).
      Natomiast oliwa z oliwek tłoczona na zimno extra vergine (pierwsze tłoczenie) jest bardzo bogata w Omega-6 i nie jest konieczne trzymanie jej w lodówce, wystarczy ciemne suche miejsce (szafka kuchenna), oliwa jest też dużo trwalsza niż olej lniany i ma dużo dłuższy termin ważności, Omega-3 jest w niej tyle co kot napłakał.

    • jaro pisze:

      Extra Virgin to NIE EXTRA VERGINE !!! Tesco stosuje taką literówkę, ostatnio się połasiłem na tani (11 zł za butelkę 750 ml, pod marką TESCO) – dopiero w domu wczytując się okazało się że jest z pierwszego tłoczenia i za pomocą metod mechanicznych ale ani słowa o tłoczeniu na zimno. Niby nie okłamali ale też nie powiedzieli wszystkiego.

    • Marlena pisze:

      Jaro, to jest dobra oliwa. Jeśli ma napis po włosku/hiszpańsku Extra Vergine lub po ang. Extra Virgin to według przepisów prawa unijnego musi to być jedynie tłoczona na zimno ( w temp. pokojowej) prasą czyli mechanicznie. Oliwa z kolejnego tłoczenia (czyli już z udziałem temperatury, bo inaczej wytłoczyny nie wycisną z siebie już ani kropli) nosi nazwę Olio di Sansa di Oliva czyli oliwa z wytłoczyn.

  7. slawomirg11 pisze:

    Osobiście najwięcej oleju jakiego używam, to rzepakowo-lniany goldendrop.
    Do niektórych potraw duszonych. Jak dla mnie smaczny i bardzo wydajny.

    • Marlena pisze:

      Niestety producent oleju Goldendrop nie jest uprzejmy pochwalić się, że jest to olej naturalny (nierafinowany, wyciskany na zimno), zatem nie ma podstaw aby sądzić iż jest to produkt sprzyjający zdrowiu. Należy postawić go na tej samej półce co „Kujawski” i inne rafinowane, mało wartościowe dla zdrowia (pozbawione rozkładających się w wysokiej temperaturze Omega-3), tanie oleje.

  8. Anna 540 pisze:

    Marlena, dzięki za odpowiedż. To wszystko co napisałaś to mniej więcej teoretycznie wiem, tylko z praktyką gorzej, bo mój olej lniany który jest podobno tłoczony na zimno , przechowuje się w temp. pokojowej, taka informacja jest na odwrocie butelki.No ale chyba będę musiała poszukać innego oleju, takiego o jakim piszesz, krótkoterminowego i przechowywanego w lodówce.
    Jeszcze raz dziękuję za cenne informacje i pozdrawiam.
    http://tinypic.com/r/26445cz/5

    • Marlena pisze:

      W opisie produktu skład jest taki: kw. tł. wielonienasycone (NNKT) – 66,4 g, w tym: omega-3 (kw. alfa-linolenowy) – 2,3 g, omega-6 (kw. linolowy) – 64,1 g. Czyli ten olej lniany z tej firmy to olej nisko alfa-linolenowy, ma bardzo mało Omega-3, zaledwie 2,5 % zamiast ponad 50%. Kup Olej tzw. Budwigowy, czyli taki z lodówki. Mój jest z firmy OLVITA. Poczytaj tutaj: http://www.olvita.pl/component/content/article/11-fakty-i-mity/55-kupic-olej-lniany-z-polki-czy-z-lodowki

    • Anna 540 pisze:

      Marlena, wielkie dzięki, wreszcie ktoś mnie oświecił. Tyle czytałam na temat oleju lnianego, wszędzie były tylko informacje że olej lniany zawiera duże ilości Omega-3. Zresztą na mój rozum wydawało mi się że tak musi być, przecież tłoczony jest z siemienia, które jest bogate w Omega-3, ale cóż, człowiek musi wszystko „ulepszać”
      Jak to dobrze że tu trafiłam.
      Już zaczynam rozglądać się za olejem Budwigowym.
      Pozdrawiam:)

  9. Julita pisze:

    Witaj. A jeśli na oliwie z oliwek jest napisane, że jest ona niefiltrowana i z pierwszego tłoczenia? to kupujemy czy olewamy?

  10. Iwona pisze:

    Cześć
    Ja ostatnio kupiłam olej od małego producenta, który zapewnia, że olej jest świeży i tłoczony na zimno i stwierdzam, że to był strzał w dziesiątkę-olej jest smaczny, wręcz pachnie świeżym siemieniem i nie jest wręcz cierpki od goryczki, jak to się zdarza w zakupionych w delikatesach olejach nawet z lodówki i znanej „dobrej” marki. Polecam http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=27887802

  11. Jola pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł, i blog, dziekuje. Mam problem z olejem lnianym, próbowałam już produktów wielu firm i wszystkie mają … rybi posmak, ktory mnie odrzuca. Zaczynam podejrzewać, że może z moim smakiem jest coś nie tak… Szukam produktu, który nie odrzuci mnie tym specyficznym zapachem i nie moge znaleźć. Pozdrawiam. J.

    • Marlena pisze:

      Witaj, Jolu! Ja osobiście używam olej lniany budwigowy Olvita. Przed zakupem dzwonię do mojego sklepu zdrowotnego aby zapytać kiedy będzie nowa dostawa. Chodzi o to by go kupić jak najświeższy. Ma 3 mies. terminu ważności, pani ze zdrowotnego wyciąga go na moich oczach z lodówki, opakowany w termoopakowanie ze styropianu i tak go targam do domu. Potem buch do lodówki i 500ml przez te 3 miesiące mi zejdzie przy mojej rodzinie 2+2. Rybiego posmaku niet. Powiedziałabym jest bezsmakowy ew. lekko jakimś orzechem jakby trąci. Rybami absolutnie nie.

    • Jola pisze:

      Marleno dziekuje za informacje. Ja równiez kupuje w zielarskich sklepach „prosto z lodowki”, patrze na date przydatnosci. Wczoraj kupilam olej budwigowy złoto polski, dostałam opakowanie termiczne, dojechalam do domu, sprobowalam i okazalo sie, że czuć lekko rybą, eh…Nie było oleju Olvity, bo własnie ten bym kupila. Musze go poszukac w innych sklepach (mieszkam w wawie). Jeszcze raz dziekuje za cenna wiedze, Pozdrawiam serdecznie. J.

  12. fila pisze:

    Ktoś tu pytał o oleje z własnych tłoczni. Polecam! Miałam przyjemność próbować taki od dwóch małych producentów i były pyszne, bardzo orzechowe. Budwigowy z oleofarmu może się schować, choć nie próbowałam tego z olvity.

    • Marlena pisze:

      Izo, olej lniany kupuję w sklepie ze zdrową żywnością. Jest firmy Olvita, pani wyciąga go z lodówki na moich oczach, zapakowany w styropianowy termosik.

  13. Magda pisze:

    Artykuł jest świetny! Choć zburzył moją dumę ze stosowania naturalnych kosmetyków, bo mój olej kokosowy, którego używam do nawilżania skóry jest rafinowany. Więc z niejaką jeszcze nadzieją pytam, czy rzeczywiście w celach kosmetycznych różnica jest tak odczuwalna dla ciała?

    • Marlena pisze:

      Na pewno ma to znaczenie, ponieważ olej uzyskany z kokosa przed rafinacją i ten sam olej po rafinacji, to pod względem biochemicznym dwie różne substancje. Ja zawsze używam oleju kokosowego w stanie naturalnym (nierafinowany, nie poddany procesom przetwórczym). I taki też polecam – tak jak Bozia stworzyła, na zimno wyciśnięty z kokosa.

  14. Heliodor pisze:

    Ponoć temperatura dymienia oleju kokosowego nierafinowanego to 177 stopni C, natomiast smażenia to 180 – czy to prawda? Nie byłaby to zatem zbyt wysoka temperatura.

    • Marlena pisze:

      Temp. dymienia oleju kokosowego to z tego co mi wiadomo ok. 240 stopni. Dla mnie osobiście ma to niewielkie znaczenie ponieważ ja niczego nie smażę i nie polecam jeść niczego smażonego. Nic smażonego nie rośnie na drzewie. 😉

    • Michał pisze:

      Jest wiele stron z tabelami punktu dymienia, chociażby wikipedia. I olej kokosowy nie ma aż 240st, a tym bardziej nie nierafinowany 😉
      Pozdrawiam

  15. Jol pisze:

    Ciekawy artykuł, szczególnie na temat lnianego dowiedziałam się więcej. A co sądzisz o oleju słonecznikowym, nierafinowanym? Ponoć też bardzo zdrowy. Ja co prawda używam głównie do ssania, ale czasem i do sałatki – ma bardzo dobry smak.

  16. Angie pisze:

    Witaj, od miesiaca podaje mojemu synowi preparat Eye Q zawierajacy olej z ryb morskich oraz olej z wiesiołka. Mój synuś ma problemy z koncentracją, nie może sie skupić przy odrabianiu lekcji. Jednak czytając artykuły na temat dobroczynnego wpływu oleju lnianego zastanawiam sie czy nie zmienic eye q właśnie na olej lniany. Może orientujesz sie czy istnieją kapsułki zawierające olej lniany, jeśli tak to doradź proszę jakiej firmy są to preparaty bo obawiam sie ze syn nie bedzie chętnie spożywał olej w płynnej postaci. Z niecierpliwoscią czekam na Twoją odpowiedź bo widzę że jesteś fachowcem w „olejowych” sprawach. Pozdrawiam serdecznie.

    • Marlena pisze:

      Witaj, Angie! Dużo taniej Ci wyjdzie jak pójdziesz do sklepu ze zdrową żywnością i zakupisz (np. z firmy Olvita mogę polecić) oba oleje zawarte w Eye Q: Olej Lniany (nieoczyszczony, do diety Dr Budwig) oraz olej wiesiołkowy (ten występuje w takich malutkich buteleczkach). Co do włączenia obydwu do diety to nie ma żadnego problemu, ponieważ lniany stosuje się jak każdy olej do przyprawiania potraw, sałatek, kasz itd. z tym że jedynie na zimno – niczego na nim smażymy, nie podgrzewamy. Robiąc dressing dodaj też kilka kropelek wiesiołkowego do lnianego. Kupując kapsułki 1. wykończyć się można finansowo, bo w kapsułce oleju tyle co kot napłakał i trzeba brać po kilka sztuk naraz, a to drogo wychodzi 2. może być w nich w nich oprócz substancji na których nam zależy również kilka substancji mniej fajnych (w otoczce). Poza tym odstaw mu wszystko co zawiera biały cukier (słodycze, napoje, dosładzane produkty nabiałowe), tłuszcze trans (margaryny, rafinowane oleje, smażeniny), sztuczne słodziki (gumy do żucia, napoje itd.), zamiast tego daj mu w dużej ilości naturalne warzywa i owoce, orzechy (włoskie mają dużo Omega-3), pestki (dynia, słonecznik) i kiełki (dodaj do zup, sałatek, jajecznicy itd.), a efekt będzie dużo szybszy. Zawarty w oleju lnianym kwas ALA jest prekursorem dla pozostałych kwasów z grupy Omega-3 (DHA i EPA czyli te zawarte w rybach), więc dziecko musi mieć dietę bogatą w witaminy i minerały aby jego organizm z ALA wytworzył sobie DHA i EPA (dołączając do ALA atomy węgla i wodoru).

  17. Angie pisze:

    Marleno, dziekuje za szybką odpowiedź. Właśnie zakupiłam olej budwingowy i zamierzam wprowadzić go do naszej diety na dobre. Mam jeszcze jedno pytanie czy mozna łaczyć olej lniany ze świeżym sokiem z cytryny? Czy może takie połaczenie pozbawi oleju cennych składników?

    • Jola pisze:

      Właśnie przeczytałam o Eye q, które też zalecono mojej córce. Zastanawiam się tylko, jak jej podać oleje lniany i wiesiołkowy, skoro na sam zapach wzdryga ją… ;( Próbowałam np. podawać w soku, polewać ziemniaki (do obiadu) i zdecydowanie wtedy jej to wszystko nie smakuje… Ile tego mogę jej podawać dziennie?

    • Marlena pisze:

      Może wmieszaj do dressingu sałatkowego razem z jakimś intensywnym olejem (polecam smakowity olej z pestek dyni tłoczony tradycyjnie, dostępny w sklepiku Akademii) lub oliwą tak aby nie wybijał smak. Ile tego dawać? To jest jedzenie, więc nie odmierzamy tego kroplomierzem, przecież to nie są leki. 😉

  18. Asia pisze:

    Witaj Marlenko,
    Wiele cennych informacji u Ciebie znalazłam więc podzielę się moimi doświadczeniami z olejami. Teraz używam lnianego budwigowego ale również i innych.
    Kiedyś uczęszczałam na weekendowe zajęcia jogi w mieście. PO jednych z takich zajęć były warsztaty nt. olejowania ciała i nt. olejów. Z przyjemnością z nich skorzystałam (choć od dawna stosuję część kosmetyków i leków z tz Bożej apteki – cukrowy własnoręcznie robiony krem do depilacji np). Jednak w tamtym okresie nie byłam do końca świadoma znaczenia również tego, że raczej nie powinno się nakładać na ciało niczego czego nie można spoży, przynajmniej wg ajurwedy…
    Pan prowadzący zajęcia podał wiele rzetelnych informacji, które pozwoliły mi w końcu otworzyć oczy (wyrzuciłam wszystkie swoje balsamy…) . Przy czym opowiadając o olejach faktycznie wymienił lniany jako najlepszy do spożycia, ale – uwaga – jako godny uwagi polecił też olej rydzowy. Jest to również tłoczony na zimno olej z lnianki siewnej, (lud.i „rydz”, „rydzyk”, „ryżyk”). W sumie wtedy pierwszy raz o nim słyszałam. I wydaje się być świetny: zawiera 90% kwasów nienasyconych, w tym 54 % omega 3 i omega 6, w stosunku 2:1. Ze względu na obecność naturalnych antyoksydantów (wit E) można go do ok 6 miesięcy najlepiej w lodówce. W przeciwieństwie do lnianego, dość neutralnego , olej z lnianki ma charakterystyczny korzenny posmak z wyraźną nutą cebuli i gorczycy i dość mocny aromat.
    Co na ten temat sądzisz Marlenko? To był ukłon w stronę Polski a ukłonem w stronę Azji jest np. olej sezamowy. Muszę przyznać pachnie obłędnie, chałwowo…. No też wydaje sie być darem samym w sobie: składa się z 14% nasyconych kwasów tłuszczowych, 41-43% kwasu oleinowego, 41-43% kwasu linolowego, 9-10% kwasu palmitynowego, 5-6% kwasu stearynowego, 0,5% kwasu linolenowego. Według Ajurwedy masaż całego ciała ciepłym olejem sezamowym oczyszcza organizm z toksyn oraz nadaje skórze blask i jedwabistą gładkość. Zastosowany w kuchni pozwala obniżyć ciśnienie tętnicze krwi. Jest bogatym źródłem antyoksydantów i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych oraz sezaminy – związku z grupy lignanów. Szkoda,że nasze portfele nie są aż tak zasobne jak nasze głowy i nasze serca:)
    PS. Marlenko napisz mi proszę, może być na priv, gdzie zaopatrujesz się w olej kokosowy i jaki on powinien de fakto być? Pierwsze kroki z tym olejem postawiłam tydzień temu. Kupiłam jeden o konsystencji kremowej nieraz mniej nieraz bardziej – sprzedawca twierdzi że organiczny…pachnie cudownie smakuje też dobrze. Ale właśne w międzyczasie dosłownie przed sekundą odebrałam paczkę od kuriera a w nim znajduję olej z innej firmy też organiczny extra vergin ale może dlatego że zimno jest na zewnątrz – twardy jak skała. Napisz mi sprawdzone źródło. I czy tybetańskie suszone na słońcu goji powinny być gorzkie?? Pozdrawiam gorąco.
    Asia

    • Marlena pisze:

      Asiu, bardzo dziękuję za podzielenie się wiedzą i doświadczeniami. Olej kokosowy nierafinowany kupuję w sklepie ze zdrową żywnością. W temperaturze pokojowej powinien być w miarę miękki, topi się w temp. coś koło 27 stopni, a przy takiej pogodzie jak teraz u kuriera w aucie mógł zrobić się twardawy. Ja kupuję Olvita. Goji są z natury nieco gorzkawe, a raczej nazwałabym to „mało słodkie”. Goji tybetańskie nie musiało koniecznie rosnąć w Tybecie, sprawdź kraj pochodzenia, nie wybieraj uprawianych w Chinach, ponieważ w tym kraju nie ma uregulowań odnośnie pestycydów.

    • Marlena pisze:

      Jeśli będzie to nierafinowany, nieoczyszczany, tłoczony na zimno olej lniany to nie widzę raczej przeszkód, można dodawać odrobinę do zupek od 8-9 miesiąca.

    • Marlena pisze:

      Uczniowie w szkole już się uczą w jakiej temperaturze zachodzą przemiany chemiczne, więc kto kłamie: nauczyciel czy producent oleju? Problem z tym pierwszym jest taki, że niczego nie chciał nam sprzedać. 😉 Resztę dopowiedz sobie sam, Tomku.

    • Marlena pisze:

      Sądzę, że jeśli jest na witrynie sponsorowanej przez producenta oleju rzepakowego to chyba wiadomo czego można się tam spodziewać? Nie szukaj tam wiarygodnych informacji 😉

  19. Tomek pisze:

    Być może racja o sponsoringu ale odnośnie metali ciężkich- cytat z owej strony i chyba jest w tym dużo racji-
    „Oleje roślinne wydobyte z nasion, a niepoddane oczyszczaniu zawierają tzw. substancje towarzyszące, które mogą mieć zarówno korzystne jak i niekorzystne działanie na zdrowie człowieka. Proces rafinacji ma na celu usunięcie lub maksymalne zmniejszenie stężenia substancji niekorzystnych pod względem jakościowym i zdrowotnym. Substancje te znaleźć się mogą w olejach roślinnych np. w wyniku asymilacji ich przez rośliny oleiste w czasie uprawy i suszenia. Mankamentem tego procesu jest to, że w jego trakcie tracimy również niewielką część substancji o działaniu korzystnym. Jakkolwiek w przypadku oleju rzepakowego ten uszczerbek nie jest aż tak wielki, a co najważniejsze nie wpływa on na profil kwasów tłuszczowych.

    Pełen proces rafinacji gwarantuje, że powstały w jego wyniku olej nie będzie zawierał szkodliwych metali ciężkich – ołowiu, arsenu, rtęci, kadmu czy zanieczyszczeń chemicznych, takich jak benzo(a)piren. Oleje rafinowane, np. rzepakowy, mają nawet kilkakrotnie mniej metali ciężkich i dwukrotnie mniej żelaza niż tłoczone na zimno. W przypadku tłoczenia na zimno i nie przeprowadzenia oczyszczania (rafinacji), wyeliminowanie pewnych niekorzystnych substancji nie jest już tak oczywiste, co nie oznacza jednak, że oleje te są dla nas szkodliwe.”

    • Marlena pisze:

      Sprytnie napisane! Niestety ten tak tutaj wychwalany pod niebiosa „pełen proces rafinacji” powoduje, że wylane jest dziecko z kąpielą. Pozbywając się metali ciężkich (osobiście jestem przekonana, że jest ich więcej w powietrzu, którym na co dzień oddychamy niż w tym rzepaku zebranym z pola) jednocześnie pod wpływem wysokich temperatur i dodanych podczas rafinacji związków chemicznych (np. heksanów, o czym producent nie raczył był wspomnieć co by klienta nie odstraszyć) powstaje szkodliwy dla ustroju twór, który nadal nazywa się „olej”. I nie „tracimy NIEWIELKĄ część korzystnych substancji” tylko praktycznie wszystkie tracimy, żeby była jasność. Więc niech producent nie mydli nam tutaj oczu metalami ciężkimi chcąc sprzedać nam swój marny produkt. Oryginał oleju jest tylko jeden: ten co wychodzi z nasienia przy poddaniu go działaniu prasy, a następnie wlewany do butelek i sprzedawany nam konsumentom. I tylko taki jest dla naszego ustroju korzystny. Reszta rafinowanych nowoczesnych dziwolągów to nędzny, nic nie warty przetworzony szajs, którego zadaniem nie jest nakarmić nasze ciało lecz długo stać na półce w sklepie. A, i jeszcze nadawać się do przyrządzania równie szkodliwych i pełnych chorobotwórczych związków smażenin wszelkiego typu.

      A jak ktoś bardzo w potrzebie z tymi metalami to polecam za 5 dych kupić sobie kilo kwasu L-askorbinowego i pozbyć się ich z ustroju stosując protokół dra Rusella Jaffe, zamiast dalej wsadzać do organizmu wynaturzone, „wolne od metali ciężkich” rafinowane oleje. Transkrypt wykładu dra Jaffe jak to się dokładnie robi dostępny jest tutaj: http://www.akademiawitalnosci.pl/odtruwajace-dzialanie-witaminy-c/

    • Marlena pisze:

      Nie sądzę. Olej kokosowy jest dobry na wszystko. 😉 Dlatego nie używam palmowego, nie jest on tak popularny (lubią go jedynie producenci słodyczy bo jest tani) ani nie jest tak zdrowy jak kokosowy.

    • Melia pisze:

      Witam p. Marleno!
      Napisalam wczesniej komentarz ale sie nie ukazal. Byc moze zawarlam w nim zbyt wiele linkow…
      Chcialam dodac cos od siebie. Niestety wiekszosc slyszac „olej palmowy” ma na mysli ten olej, ktory znajduje szerokie zastosowanie w przemysle spozywczym. Nie ma on pochlebnych opinii i prawidlowo, poniewaz jest to olej RAFINOWANY! Jak kazdy olej rafinowany jest szkodliwy. Natomiast olej palmowy NIERAFINOWANY, tloczony na zimno ma kolor czerwono-pomaranczowy i jest jak najbardziej zdrowy. Zawiera on:
      -karotenoidy (alfa, beta,) oraz likopeny, ktore razem w naszym organizmie wytwarzaja witamine A (zawiera wiecej karotenoidow niz marchew)
      -fitosterole
      -flawonoidy
      -kwasy fenolowe
      -glikolipidy
      -koenzym Q10
      -witamine E (wszystkie cztery tocotrienole)
      -witamine K
      Olej palmowy jest bardzo silnym atyoksydantem.
      Droga p. Marleno! Goraco zachecam do wyszukania szczegolowych informacji na temat czerwonego oleju palmowego, jestes w tym dobra! 🙂 Ja sama podam „na zachete” dwa linki (jest ich duzo wiecej, niestety raczej w j.ang.): http://draxe.com/benefits-of-palm-oil/ oraz
      http://www.coconutresearchcenter.org/article%20red%20palm%20oil.htm
      Mam nadzieje, ze sie pani do niego przekona i wkrotce napisze rozlegly artykul o jego dobroczynnych wlasciwosciach 🙂

      P.S. Moja klawiatura „nie pisze” polskimi znakami ;-), przepraszam.

  20. iza pisze:

    Jako,że mam nieograniczony dostep do oleju kokosowego rafinowanego,używam go do wszystkiego czyli do smażenia,gotowania, do ciast , do włosów ,mieszam go z kremami do twarzy jakiekolwiek mam i włosy wygladaja rewelacyjnie,twarz nawilzona,że nie powiem o ciele i stopach,wiec uważam,że rafinowane także zachowują jakies wlasciwosci…widze poprawe na sobie 🙂

    • Marlena pisze:

      „Jakieś” pewnie tak 🙂 choć do naturalnego nierafinowanego oleju (virgin) mimo wszystko mu daleko: pamiętajmy że każda rafinacja wiąże się z użyciem nie tylko wysokiej temperatury ale i chemikaliów, dzięki czemu olej staje się bezwonny i pozbawiony charakterystycznego smaku. Traci dziewictwo i magię, staje się zwykłym przetworzonym olejem. Jak wynika z badań jedynie nierafinowany olej kokosowy zdaje się mieć potencjał antyoksydacyjny, antybakteryjny i antywirusowy: http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0308814605006412

  21. m. pisze:

    A jaki olej wybrac do smazenia?

    Dotychczas po zaprzestaniu kupowania rzepakowego, uzywalem oleju ryzowego (Olitalia) wybralem go jako najbardziej polecany do wysokich temperatur.

    Oraz jaka masz opinie o oleju z pestek winogron? (na zimno do salatek)

  22. eve1 pisze:

    Najlepsza oliwa z oliwek extra virgin Frantoi Cutrera.
    Najsłynniejszy ekspert w dziedzinie oliw – Marco Oreggia, w swoim przewodniku Guida Flos Olei uznał oliwę Primo Frantoi Cutrera jako najlepszą oliwę na świecie. Wybrał ją spośród 600 innych oliw, 40 krajów .Najlepsza oliwa z oliwek extra virgin.
    lhttp://doppio.com.pl/oliwa.htm

  23. początkująca pisze:

    Witaj,
    od kilku dni piję olej lniany, naczytałam się również o wartościach innych olei i moje pytanie brzmi:
    Czy można dziennie pić np 3 różne olei? np. rano łyżkę lnianego, parę godzin później z wiesiołka a wieczorem kokosowy? lub w innej kolejności i inne oleje.
    Pytam bo się kompletnie (jeszcze) nie znam a nie chciałabym przesadzić z dostarczeniem tłuszczy, kwasów i tego co tam w olejach jest:)
    Pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      Zamiast pić oleje ja po prostu doprawiam nimi swoje potrawy (czy też inaczej: są one w składzie moich potraw). Nie muszę też koniecznie każdego dnia używać wszystkich trzech (choć zdarza mi się). W dressingu do sałatek mieszam oleje: oliwę z lnianym. Do kawy zbożowej dodaję łyżeczkę kokosowego albo robię z jego użyciem witariańskie desery. Natomiast jakoś nie wyobrażam sobie pić oleje, skoro jest tyle przyjemniejszych sposobów na to, aby je dostarczyć do ustroju: wraz z moim smakowitym jedzonkiem! 😉

  24. początkująca pisze:

    Uwierz mi, olej lniany kompletnie nie przypadł do gustu moim kubkom smakowym, więc od razu pomyślałam o tym by do czegoś go dodać zamiast pić solo:) i za pewne zacznę tak właśnie robić. Pytanie zadałam głównie dlatego, że zastanawiałam się czy dostarczanie mojemu organizmowi(który jest w stanie opłakanym) 3 różnych olei mi nie zaszkodzi, czy nie przesadzę. Aczkolwiek wnioskuję, że nie, skoro i Ty mieszasz je w swojej diecie.

    Dzięki za tak szybką odpowiedź 🙂

  25. bine pisze:

    Przypadkowo trafiłam na pani stronę internetową szukając info na temat olejów, trochę poczytam, porównałam i przyznam, że całkiem ciekawa, choć nie ze wszystkim się zgadzam jest to na pewno warta jest zainteresowania i zgłębienia swojej wiedzy.
    Taki mój sposób jedzenia oleju lnianego budwigowego to dla osób, którym przeszkadza ten smak polecam np jogurt naturalny, kefir (ja mam swój domowy, unikajmy tego z dodatkiem mleka w proszku), jabłko lub inny owoc, kilka orzechów, migdałów czy też pestek i oczywiście olej wszystko miksujemy i jemy. Smak oleju nie wyczuwalny, choć mi on osobiście nie przeszkadza i co ważne olej jest dobrze łączyć z chudym nabiałem wtedy lepiej się wchłania także mamy takie reklamowane 2w1.
    Co do oliwy to jaj jej unikam jak przysłowiowy diabeł święconej wody. To nie z powodu, że jest trująca tylko dlatego, że taką prawdziwą nie oszukaną to możemy sobie kupić w małych olejarniach np Włochy, Maroko, Turcja i najlepiej jak jest tłoczona na naszych oczach i taką zabieramy do domu. A wiedzę taką posiadam od osób, które obecnie mieszkają w Niemczech i żadna z nich nie kupuje tam oliwy, tylko przywozi ją ze swojego rodzinnego kraju i sprawdzonego miejsca, a także od pewnego eksportera oliwy. Oczywiście miałam też okazje je próbować i mogę to porównać do mleka sklepowego(„przemysłowego”) i takiego od krowy, która je siano i buraki pastewne. Niby to i to jest mleko ale smak i zapach nie ten sam, choć zapach kiszonek z mleka(„przemysłowego”)jest usuwany w mleczarni.
    Jakiś czas temu można było przeczytać o podrabianej oliwie z Włoch. I zarówno ta wiedza z artykułów jak i ta od znajomego eksportera idealnie się pokrywała.
    Od pewnego czasu sama się zastanawiam na ile te nasze oleje tłoczone są prawdziwe z racji tego, że spożywanie ich wzrasta. Chyba nie pozostaje nam nic innego tylko mieć zaufanie do producenta.

    • Marlena pisze:

      Takie certyfikowane produkowane w ilościach ograniczonych oliwy pochodzące z małych rodzinnych olejarni można też zakupić przez internet, lecz kosztują kilkadziesiąt zł za butelkę.

  26. ula pisze:

    Witam,

    Czy olejem lnianym moge polać ciepłe potrawy, np zupę czy ugotowane płatki owsiane ? Czy olej po zestknięciu z ciepłą lub bardzo ciepłą potrawą traci swoje właściwości ? Czy olej najlepszy jest na zimno czyli do sałatek ?

  27. ula pisze:

    Witam,

    Mam jeszcze jedno pytanie dotyczący oleju kokosowego, zakupiłam firmy Bioeden: skład – 100% olej kokosowy, produkt BIO z upraw ekologicznych, bez konserwantów, barwników, kraj pochodzenia – Holandia , ale nigdzie nie jest napisane czy jest rafinowany czy też nie. Obawiam sie ze się nabrałam na etykietę BIO. Jak można sprawdzić czy jest rafinowany czy nie ?

  28. Agata pisze:

    Witaj Marleno, gdzie można kupić olej kokosowy, żeby nie przepłacić, a kupić olej sprawdzony, dobrej jakości?
    Znasz może jakies sklepy internetowe godne polecenia?
    Jak najlepiej zastosować go w pielęgnacji ciała/włosów?

    Pozdrawiam:)

    • Marlena pisze:

      Agato, ja używam z dwóch firm: Biooil albo Olvita. Zamierzam niebawem wprowadzić olej kokosowy do oferty naszego sklepiku, bo dużo osób się pyta.

  29. ik pisze:

    najbardziej zainteresowala mnie kwestia oleju z pestek winogron tloczonego na zimno. to se ne da! ale gafa! czy aby na pewno jedyna? reszty info juz nawet nie czytam 😉

    • Marlena pisze:

      Chcesz powiedzieć, że olej z pestek winogron na zimno tłoczony nie istnieje? Może nie ma go w Twoim pobliskim sklepie, lecz można go normalnie w sklepie ze zdrową żywnością dostać, szukaj marki Olvita, ew. można kupić przez internet.
      To se da, jak widać! 😉

  30. klaudia pisze:

    Do tej pory korzystałam z oleju lnianego (Eurolen) – przede wszystkim do sałatek, teraz jednak wypróbowałam rzepakowo-lniany (Golden Drop), który nadaje się zarówno do smażenia, jak i pieczenia. Czym Was pewnie zaskoczę to używam go nawet do domowego spa, a więc kąpieli, czy masażu – ma on bardzo przyjemny zapach. Z tego co wyczytałam zawiera on beta karoten, który wpływa na koloryt skóry i przyspiesza odnowę tkane, witaminę E i nienasycone kwasy tłuszczowe, które zapobiegają utracie wody. Według mnie bardzo dobry produkt i mogę Wam go polecić. Pozdrawiam! 🙂

    • Marlena pisze:

      Niestety Golden Drop jest olejem rafinowanym. Nie polecam go więc nikomu, bo de facto nie jest nic wart. A kosztuje więcej niż dobry nierafinowany lniany olej (jest sprzedawany w sieci MLM i stąd jego niebotyczna cena, nijak się mająca do zawartości magicznej buteleczki).

  31. Joanna pisze:

    Witam. Zaczęłam pić olej lniany budwigowy oraz z czarnuszki. Czy ten zestaw nie powoduje niewłaściwej proporcji kwasów omega-3 i 6?

  32. Janek pisze:

    To teraz takie pytanie bardziej praktyczne. Załóżmy, że zjadłem jednego dnia 2g omega 3 i chce się trzymać idealnej proporcji więc mogę zjeść tylko 2g omega 6. Jaki rodzaj kwasów tłuszczowych pozostaje mi do zjedzenia w takim razie jeśli całego tłuszczu w ciągu dnia zjadam np 30g? Bo 4g tłuszczu całkowitego to jest praktycznie niemożliwe do utrzymania nawet jak nie mamy oleju w domu 🙂

  33. Janek pisze:

    Mam na myśli np 10g siemienia lnianego. Wychodzi 4g tłuszczu w tym 2g omega 3. Czy jeśli do tego zjem coś co mi da 2g omega 6 to już więcej nie powinienem jeść tłuszczu czy za każdym razem jak zjem więcej omega 6 to muszę też uzupełnić omega 3?

    • Marlena pisze:

      Odnośnie źródeł Omega-3 to doskonałym źródłem są zielonolistne warzywa. Gdy będziesz ich jadł dużo to nadmiar Omega-6 nie będzie spędzał Ci snu z powiek. Potrzebujemy obydwu Omega (i 3 i 6), a proporcje zostały chorobotwórczo zachwiane gdy człowiek zaczął w imię rozkoszy podniebienia po swojemu przetwarzać otrzymane od Matki Natury pokarmy. Przede wszystkim jedz więc zdrowo. Bozia nie stworzyła nas po to abyśmy siedzieli z kalkulatorem w ręku i jak idioci liczyli ile gram czego wrzuciliśmy do środka. Dała nam wszystko co potrzeba abyśmy byli zdrowi. Czerpmy zatem z tego, nie przetwarzajmy „po naszemu” (smażenie itd.), a na pewno będziemy zdrowi, bo w pokarmach jakie zostały dla nas przygotowane wszystko już jest doskonałe i w idealnych proporcjach, pod warunkiem, że nie będziemy przy nich kombinować.

  34. Babcia Basia pisze:

    bardzo ciekawy artykuł, brakuje tu dla mnie informacji o oleju z pestek dyni. Lubimy go do sałatek. Jest zdrowy ?

    • Marlena pisze:

      Jest zdrowy i smaczny, sama od czasu do czasu kupuję buteleczkę. Jest też dobry w roli kosmetyku, ładnie odżywia i nawilża skórę.

  35. ella pisze:

    Poczytajcie prosze na temat tego oleju Rapso .
    Sami zdecydyjecie co dla Was jest dobre,jedni wola olej kokosowy,inni lniany a jeszcze inni rzepakowy. Ja osobiscie nie lubie i nie uzywam oliwy z oliwek.Jej zapach mnie odrzuca. Dzięki Bogu ,mamy w czym wybierac,jest tak duzy wybor olejow i oliw ze kazdy cos dla siebie znajdzie.
    Ponizej link do oleju Rapso.
    http://agb.waw.pl/odchudzanie/index.php/zasady-zdrowego-ywienia/1399-z-mioci-do-natury-czyli-czysty-ekologiczny-olej-rzepakowy-marki-rapso

    • Marlena pisze:

      Opis tego eko-produktu to typowy bełkot marketingowy, nie dajcie się złapać na ten lep 🙂 Rapso to najzwyczajniej w świecie rafinowany olej, czyli ze zmienioną strukturą molekularną. Nie polecam ani smażenia ani tego oleju. On nie ma kompletnie nic wspólnego ze zdrowym odżywianiem! Tylko nierafinowane oleje powinny znajdować się w kuchni człowieka przewlekle zdrowego, na miano oleju naturalnego zasługują jedynie te oleje, które zostały wyciśnięte z nasion i bezpośrednio po tym wlane do butelki, bez żadnego kombinowania przy nim, usuwania kwasów tłuszczowych, rafinacji rzekomych zanieczyszczeń i podobnego „poprawiania” tego, co stworzyła Matka Natura.

  36. Justyna pisze:

    Bardzo bogata w cenne informacje strona- podziwiam:) Z ciekawością przeczytałam artykuł o olejach. Wiele się dowiedziałam, ale mam też dodatek od siebie. Wśród oliw z oliwek Extra Virgin – czyli tych najlepszych wyciśniętych w sposób czysto mechaniczny na zimno również są lepsze i gorsze. Te najlepsze mają poziom kwasowości poniżej 0,2. Oliwy hiszpańskie Casas de Hualdo mają poziom kwasowości od 0,1% do 0,18 %. Faktycznie są droższe niż marketowe – choć w dużych opakowania niekoniecznie- ale dlaczego?
    Ano dlatego, że litr oliwy powstaje z wyciśnięcia 10kg świeżych oliwek, ponieważ tam gdzie idą na ilość a nie na jakość używają oliwek przejrzałych, które owszem maja większa zawartość oleju, ale są też często uszkodzone, sfermentowane co daje wysoką kwasowość. Po badaniu laboratoryjnym okazuje się, że poziom kwasowości przekracza 0,8% dopuszczający do elitarnego grona Extra Virgin i taka oliwa jest Virgin, ale już nie extra. Co zatem robią? Kupują w cysternach oliwę od producentów dbających o jakość mieszają, podrasowując tym samym swój produkt i w ten sposób obniżają kwasowość- naklejając oczywiście etykietkę Extra Virgin. Mówię o tym dlatego aby zwracać uwagę na poziom kwasowości. Kupując oliwę w okolicy 0,2% a zwłaszcza poniżej mamy pewność, że to oliwa najwyższej jakości i ma w sobie świeżo wyciśnięty sok z oliwki.
    Bardzo ważnym aspektem jest też czas jaki upłynie od momentu zerwania świeżego owocu z drzewa do momentu wyciśnięcia z nich oliwy. W Casas de Hualdo jest to maksymalnie 6 godzin. To daje pewność, ze owoce są świeże, nie leżakują czekając na swoją kolej, nie fermentują-na co są bardzo podatne. Warto zatem zwrócić uwagę również na ten aspekt. jeśli producent ma się czym pochwalić o tym też można przeczytać na etykietce. Gwarancją jakości są również medale zdobywane na konkursach oliwnych.

    • Marlena pisze:

      To prawda, jakość surowca ma kolosalne znaczenie i trudno jest dostać w markecie naprawdę dobrą oliwę, mającą oznaczenie kwasowości. Te naprawdę pierwszoligowe są jednak bardzo drogie. Myślę, że producenci często myślą jak pogodzić przyjemne z pożytecznym: przystępną cenę z odpowiadającą jakością, i stąd to mieszanie oliw. Ale prawda jest taka, że taka naprawdę znakomitej jakości Extra Vergine nie kosztuje kilkanaście zł za butelkę lecz kilkadziesiąt.

  37. aga pisze:

    Witam
    proszę o informacje, czy każdy tłuszcz kokosowy nadaje się do smażenia długotrwałego?-chodzi mi o to, czy tylko tłuszcz kokosowy rafinowany nadaje się do tego?
    Moje pytanie wynika stąd, ze gdzieś czytałam, iz tylko tłuszcze rafinowane nadają się do smażenia, natomiast nierafinowane tylko do spozywania na zimno. Czy zatem tłuszcz kokosowy nierafinowany nadaje się do smażenia?
    pzdr

    • Marlena pisze:

      Nadaje się, ale należy liczyć się z posmakiem i zapachem kokosa. Generalnie ODRADZAM z całego serca smażenie. Jest to najgorszy z możliwych sposób potraktowania pokarmów jakie w swej hojności podarowała nam Matka Natura.

  38. hajnowiak pisze:

    Marleno wszedłe na strone olviyt i znalazłem tam olej z konopi . Jak on się ma do lnianego i oliwy ? Andrzej

  39. ula pisze:

    Witam, mam pytanie o olej z wiesiolka. Chciałabym go zakupic, jednak w kilku punktach sprawdzalam i zawsze podana jest informacja ze olej ten musi byc przechowywany w lodówce i termin przydatności ma ok 3 miesiące. U Pani olej ten ma trwałość 12 miesięcy i nie trzeba go przechowywać w lodówce. Proszę o wyjaśnienei od czego to zalezy ze jedne mogą byc przechowywane w temeraturze pokojowej a inne nie.

    Dziekuje.

    • Marlena pisze:

      Jedynie olej lniany musi być przechowywany musowo w lodówce i spożyty w ciągu kilku tygodni z uwagi na obecność dużej ilości (50% lub więcej) łatwo utleniających się kwasów Omega-3. Natomiast olej z wiesiołka zawiera dużo mniej Omega-3, a więcej dosyć odpornych na utlenianie Omega-6 i Omega-9. Dlatego ma dłuższy termin ważności niż olej lniany. Oliwę z oliwek też można trzymać w szafce a nie w lodówce, właśnie z uwagi na skład kwasów tłuszczowych.

  40. Agusia pisze:

    Witam i z góry dzikuję za tyle interesujcych informacji w Pani artykule.

    Mam jednak pytanie odnośnie oleju kokosowego. Mieszkam w Londynie i znalazłam oleje oznaczone „extra virgin” ale też” Raw Health Virgin Coconut Oil Organic” i nawet jeśli nie maja zonaczenia „extra virgin” a tylko samo „virgin” to jest na nich napisane ze są ekologiczne i tłoczone na zimno. Czy jest bardzo duża różnica między extra virgin a virgin (zauważyłam że jest różnica w cenie), oraz czy ma znaczenie plastikowe bądź szklane opakownie na jakość oleju?

    Dopiero zaczynam przygodę z olejami i ten którego do tej pory używałam, rzepakowy „ku…ki”, będzie musiał odejść do lamusa:) czas zacząć zdrowiej odżywiać rodzinę dlatego dziękuje za tę stronkę:)

  41. Asia pisze:

    Witaj Marleno,
    Wiem wiem, smażenie jest niezdrowe, 😉 ale Dr Ewa Dąbrowska ma w swoich ksiązkach przepisy na różne zdrowe kotlety. Chciałabym od czasu do czasu takie zrobić. Jeden ze sprzedawców na allegro ma olej kokosowy bezzapachowy czy takiego mogłabym spróbować do smażenia chyba nie zaszkodzę jaglanemu kotletowi że go potraktuję takim olejem?
    I jeszcze jedno… bardzo lubię popcorn, a ziarna kukurydzy chyba są zdrowe?
    Taki olej kokosowy bezzapachowy może mógłby również posłużyć do uprażenia popcornu?
    Miłego słonecznego dnia

    • Marlena pisze:

      Zdrowe kotlety to oksymoron. Również zwróciłam na te dania uwagę w książkach Dąbrowskiej i nieco mnie dziwi tam ich obecność. Kotlety smażone raczej nie należą do naturalnych pokarmów. To przetworzone jedzenie i należy je zachować na „okazje specjalne”. Ale jeśli już MUSISZ coś usmażyć/uprażyć, to tak – olej kokosowy będzie najlepszym rozwiązaniem.

  42. Margaret pisze:

    Wczoraj trafilam na Pani strone I spedzilam juz na niej kilka godzin. Mnostwo swietnych informacji. Dziekuje.
    Co mysli Pani o ssaniu oleju? Ostatnio metoda dosc modna, niemniej spotkalam sie z roznymi opiniami.

  43. elka pisze:

    witam i dziękuje za artykuł
    mam pytanie,moje dziecko jest na diecie bezglutenowej ,jaki olej będzie najlepszy i bezpieczny,oraz jakiego używać do pieczenia ciast
    pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      Oleje nie zawierają glutenu. Jednak są mniej i bardziej wartościowe oleje. Ja w domu używam głównie oliwy z oliwek, oleju kokosowego oraz oleju lnianego nierafinowanego wyciskanego na zimno tzw. budwigowego. Z tym że ja już przestałam ciasta piec, a robię jedynie witariańskie ciasta (bez pieczenia, tylko naturalne składniki 100%, bez cukru, mąki, sztucznych aromatów itd.).

  44. Marek pisze:

    Najważniejsze by olej był tłoczony na zimno, sporo kawasów omega 3 i 6 jest w oleju lnianym, naprawdę jest spory wybór, ostatnio odkryłem oleje, kupiłem właśnie olej z pestek dzikiej róży, a jest jeszcze wiele innych. Warto próbować i eksperymentować ze smakami i nowymi produktami tym bardziej że są zdrowe.

  45. iwona pisze:

    Marlenko,
    właśnie dzisiaj dotarła do mnie długo oczekiwana przesyłka ze sklepu akademii witalności, problem w tym że od wysłania ze sklepu do dzisiejszej dostawy minęło 5 dni a zamówiłam m.in. olej lniany i kokosowy – piszesz że bezwzględnie oleje te powinny być przechowywane w lodówce bo inaczej cenne kwasy Omega-3 ulegają utlenieniu tzn. dotyczy lnianego, więc obawiam czy te 5 dni w temperaturze blisko 30stC (bo przeciez nikt nie wsadził przesyłki do lodówki) nie uczyniły je bezwartościowe….

    • Marlena pisze:

      Niestety nie wiem, spróbuj czy nie zgorzkniał, a dobra rada na przyszłość: gdy zamawiasz olej lniany bierz ZAWSZE kuriera, a nie dostawę do paczkomatu.

  46. iwona pisze:

    Całe szczęście – nie zgorzkniał! Co do przesyłki kurier vs. paczkomat – w moim przypadku niewiele by to zmieniło ponieważ paczka została nadana w piątek wiec i tak kurier nie dostarczyłby jej na drugi dzień ani nie schował do lodówki na weekend, więc raczej dobra rada na przyszłość dla sklepu żeby nie wysyłał oleju lnianego w piątek szczególnie latem 🙂

  47. Rafał pisze:

    Dobry olej to podstawa smaczniej i zdrowej kuchni nei ma co się ograniczać do rzepakowego czy lnianego bo jest morze innych, dzięki olejom świata odkryłem nowe smaki, a moja kuchnia zyskała. Liczy się jakość tłoczenie na zimno to podstawa, zresztą kiedyś tak tylko wytwarzano oleje, później chęć zysków sprawiła że poszliśmy w złym kierunku.

    • Marlena pisze:

      Rafale, zgadza się, ja też stosuję „przerywniki” w postaci innych olejów, ale lniany, kokosowy i oliwa są w mojej kuchni zawsze, a inne oleje „gościnnie”, tzn. co rusz to inny. Wszystkie oczywiście na zimno tłoczone. Co rusz odkrywam nowe smaki, podobne jak Ty 🙂

    • Marlena pisze:

      W niewielkich ilościach tak, przy czym więcej ich jest jeśli zwierzę karmione jest naturalnie (trawą) niż sztucznie (paszami zbożowymi).
      Jednak struktura ich (szczególnie jeśli chodzi o podwójne wiązanie) jest inna niż tłuszcze trans pozyskiwane przemysłowo (np. w margarynach czy tłuszczu cukierniczym używanym w przemyśle do produkcji słodyczy) i dlatego jedne z drugimi (pomimo nazwy) nie mają wiele wspólnego. Te pierwsze nie szkodzą, podczas gdy te drugie tak. Tutaj jest to szerzej wytłumaczone: http://chriskresser.com/can-some-trans-fats-be-healthy

  48. ela pisze:

    Ja zawsze kupuję olej lniany w aptece ale w tej gdzie dostaję go tylko i wyłącznie z lodówki czy tej zasady mam się trzymać kupując olej kokosowy?

    • Marlena pisze:

      Nie, tylko lniany należy trzymać w lodówce ponieważ ma dużo łatwo utleniających się kwasów tłuszczowych Omega-3. Kokosowego oleju nie trzeba.

  49. Anna pisze:

    Dlaczego niektóre oliwy z oliwek mają gorzki, nie do zniesienia smak, mimo że kupowane w sklepach ze zdrową żywnością, a niektóre łagodny? Czytałam w internecie, że gorzka jest do 10 m-cy po wyciśnięciu, a potem traci swoją gorycz. Ale nie jestem pewna czy to prawda.

    • Marlena pisze:

      Myślę, że to zależy od rodzaju oliwek, nie słyszałam aby jakikolwiek olej był „dojrzewający” (pomijam procesy utleniania kwasów tłuszczowych).

  50. Beata pisze:

    Witam,
    Cieszę się że natknęłam się na tą stronę i już będę już jej stałą czytelniczką:) Właśnie chcę zakupić olej lniany i kokosowy w sklepie Olvita, ale robiąc zamówienie chcę zapytać co by Pani poleciła jeszcze zakupić bo widzę że mają mąki, nasiona, soki m.i. Noni itd. W co Pani się zaopatruje i co warto mieć w domu by zapewnić sobie i dzieciom zdrowie? Z góry dziękuje za odpowiedz…

  51. Beata pisze:

    Tylko teraz mam dylemat…Bo w komentarzach pisała Pani że poleca olej lniany Olvita i że sama Pani go stosuje i już się do jego zakupu przymierzałam a w podanym przez Panią linku sklepu jest olej lniany firmy BIOOIL… więc teraz nie wiem na jaki się zdecydować…

  52. Iza pisze:

    Pani Marleno, na wstępnie dziękuję za tak wspaniałego bloga z taką dawką informacji 🙂
    W nawiązaniu do stosunku Omega6 do Omega3, chciałabym przytoczyć kilka cytatów z książki Pana Jerzego Zięby „Ukryte terapie – czego Ci lekarz nie powie”. Książka powstała w 2013 roku po analizie badań medycznych czy innych publikacji, które nawet w środowisku medycznym są zupełnie nieznane, nie mówiąc już o przeciętnym obywatelu. Poniżej cytaty:
    „Przez bardzo długi okres zalecano spożywanie dużej ilości Omega 3 ze względu na to, że spożycie Omega 6 jest zbyt duże w stosunku do Omega 3. Twierdzono, że prawidłowy stosunek Omega 6 do Omega 3 powinien być jak 2:1, podczas gdy efektem standardowej diety jest stosunek 10:1 a nawet 40:1. Zaczęto zalecać spożywanie dużej ilości Omega 3, żeby zrównoważyć stosunkowo duże ilości Omega 6.”

    „Przez wiele lat twierdzono, że tłuszcze Omega 6 są niezdrowe. W 2009 roku, Amerykańska Fundacja ds. Chorób Serca (American Heart Foundation) formalnie już stwierdziła, że podejście to nie było niczym uzasadnione.
    Debata jaka prowadzono, była spowodowana tym, że jeden z kwasów pochodnych Omega 6, a mianowicie Kwas Arachidonowy (AA) jest podstawowym budulcem potrzebnym do wytwarzania substancji prozapalnych. To prowadziło do powstania obawy (niczym jednak nie potwierdzonej), że spożycie Omega 6 mogłoby prowadzić do większego ryzyka wystąpienia wielu chorób.
    powiedział dr William S. Harris, dyrektor Centrum Badania Żywności i Metabolizmu uniwersytetu Dakoty Południowej i Szkoły Medycyny Stanford w USA, szef zespołu naukowego, który wydał swój raport w najbardziej znanym periodyku kardiologów „Circulation” stwierdzając, że: ”

    „Dr DF Horrobin, prawdziwy ekspert w dziedzinie tłuszczów zauważył z kolei, że:
    A) Po spożyciu Pierwotnego Omega 6, organizm wytwarza właściwą ilość Pochodnej GLA, a z niej substancję silnie przeciwzapalną oznaczana jako PGE1 mającą bardzo ciekawe własności np.:
    – rozszerza naczynia krwionośne, a co za tym idzie obniża ciśnienie krwi,
    – wstrzymuje tzw. agregacje płytek krwi, przez co krew znacznie łatwiej przepływa przez układ krwionośny,
    – hamuje syntezę cholesterolu,
    – reguluje działanie układu odpornościowego,
    – hamuje wydzielanie enzymu odpowiedzialnego za uwalnianie kwasu arachidonowego (AA) w stanie zapalnym,
    Co więcej…
    B) Utworzenie PGE1 powoduje, że wyraźnie spada przetwarzanie AA w szkodliwe substancje
    C) Nie ma żadnego dowodu na to, że kwas arachidonowy (AA) jest szkodliwy, tak długo jak nie podlega on przemianie w szkodliwe metabolity
    D) Kwas arachidonowy (AA) jest niezbędnym i jednym z głównych składników błon komórkowych. Odpowiednie ilości GLA powstałe z Pierwotnego Omega 6 (organizm wie sam ile potrzebuje GLA) utrzymują AA w błonach komórkowych bez pozwalania im na zamianę w szkodliwe metabolity.
    E) Pierwotne Omega 6 odgrywają w organizmie człowieka znacznie większą, ważniejszą rolę niż Omega 3.
    F) Kwasy Omega 3 mają duże znaczenie biologiczne, ale nie są dla zdrowia człowieka tak ważne jak Omega 6.
    G) Kiedy i zwierząt czy też ludzi, celowo wywoła się stan niedoboru Omega 6, wtedy łatwo i stosunkowo szybko występują negatywne efekty takiego żywienia na poziomie biologicznym i biochemicznym. Trudno jednak w podobnie łatwy i szybki sposób wywołać negatywne efekty niedoborów Omega 3 pomimo, że są ważne dla organizmu człowieka.
    H) Żeby wywołać widoczne, biologiczne efekty Omega 3 muszą być podawane razem z Omega 6. Natomiast Omega 6 wykazują aktywność biologiczną, nawet wtedy, kiedy były podawane bez Omega 3.
    I) Kiedy u zwierząt wywołano JEDNOCZEŚNIE niedobory Omega 3 i Omega 6 wywołując negatywne skutki, ich korekcji dokonano łatwo i szybko podając tylko Omega 6. Kiedy usiłowano usunąć negatywne skutki podając tylko Omega 3, żadnego pozytywnego rezultatu nie osiągnięto. Wręcz przeciwnie. Zastosowanie Omega 3 w takim przypadku doprowadziło np. do zmniejszonej wytrzymałości naczyń krwionośnych.
    J) W mleku matek karmiących i większości tkanek człowieka stosunek Omega 6 do Omega 3 jest od 3:1 do 9:1 (w mleku człowieka 10:1, w większości tkanek od 4:1 do 7:1, a w zmagazynowanym tłuszczu nawet więcej). Nawet jeśli tłuszcze typu Omega w diecie są w większości w postaci Omega 3, to organizm preferencyjnie zachowuje większość tłuszczy w postaci Omega 6.”

    „Mózg człowieka w ok 14% wagowo składa się z pochodnych Omega 3. Kwasy tłuszczowe Omega 6 stanowią dominującą frakcję tłuszczów z jakich składa się człowiek. W związku z tym uważa się, że prawidłowy stosunek Omega 6 do Omega 3 powinien wynosić ok. 11:1. To oznacza, że powinnyśmy spożywać znacznie więcej kwasów Omega 6. No ale…przecież mówi się, że już teraz spożywamy ich zbyt wiele. Gdzie jest problem?
    Tutaj dochodzimy do sprawy kluczowej. Tłuszcze Omega 6 występują w żywności w dużych ilościach, szczególnie w olejach. Jednakże proces produkcji olejów wymaga kilkukrotnego poddania ich działaniu wysokiej temperatury (nawet do ok 300 st. C).
    Efektem tego jest to, że tak olej jest już biologicznie uszkodzony. Dobroczynne własności Pierwotnych NNKT, są bezpowrotnie usunięte.
    Przerażającym jest fakt, że tak niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne to jest dla naszego zdrowia”

    „Od dziesiątek lat, zupełnie bezpodstawnie ostrzega się nas przed pożyciem tłuszczów nasyconych, czyli zwierzęcych, ponieważ (jak się do dziś twierdzi) powodują one powstawanie blaszki miażdżycowej, co doprowadza do zawału serca i wielokrotnie do natychmiastowej śmierci. Twierdzono tak od lat, mimo, że nikt nie dokonał badań składu blaszki miażdżycowej z odpowiednia dokładnością. Blaszka miażdżycowa jest jak wiemy powodem tragedii milionów ludzi na świecie. Nikt wtedy (np. 30 czy więcej lat temu) nie wiedział z czego tak naprawdę składa się blaszka miażdżycowa. Z postępem technologii i metod badawczych można było już zbadać skład blaszko miażdżycowej bardzo dokładnie. I co się okazało? W składzie blaszki miażdżycowej znaleziono ponad 12 substancji, ale…NIE BYŁO WŚRÓD NICH NAWET ŚLADU tłuszczów zwierzęcych. Można to przeczytać jeszcze raz…lub wiele razy…do woli! Opublikowano to w słynnym , a w świecie publikacji medycznych już się nie da. Inny naukowcy również potwierdzili to zjawisko. Niezależnie od siebie”

    • Marlena pisze:

      Zarówno Omega-3 jaki i Omega-6 są nam potrzebne i nikt nie mówi, że jest inaczej. Pan Zięba myli się jednak pisząc „proces produkcji olejów wymaga kilkukrotnego poddania ich działaniu wysokiej temperatury (nawet do ok 300 st. C).” Nie, nie wymaga. Nie wrzucajmy wszystkich olejów roślinnych do jednego worka. Oleje wyciskane na zimno wymagają jedynie użycia dobrej prasy, nie wymagają ani użycia heksanów ani podgrzewania do wysokich temperatur. Wyciśnie się mniej oleju wtedy z surowca i dlatego oleje tłoczone na zimno są drogie. Mam wrażenie, że p. Zięba postawił sobie w tej książce jedno zadanie: gloryfikację tłuszczów odzwierzęcych, co jako były nałogowy mięsożerca rozumiem i gdybym nadal była od moich starych nawyków żywieniowych uzależniona, to też pewnie taką książkę bym napisała.

      Książki o ukrytych terapiach jeszcze co prawda nie czytałam, ale z zacytowanych fragmentów wnioskuję, że nie mam czego żałować: jest napisana jak się zdaje dosyć naiwnym językiem. To, że w blaszce miażdżycowej nie ma tłuszczu w formie takiej jak go zjadamy to jest oczywiste: tłuszcze podczas trawienia zostają rozbite z pomocą enzymów na kwasy tłuszczowe, więc trudno byśmy w tętnicach szukali smalcu, śmietany czy masła, bo go tam nie znajdziemy. Miażdżycę tworzą głównie złogi cholesterolowe (LDL, ten „zły”, utleniony, to właśnie LDL jest głównym prekursorem procesu aterogenezy czyli tworzenia blaszki miażdżycowej w naczyniach wieńcowych prowadzącego do choroby niedokrwiennej serca).

      Dla równowagi psychicznej zanim ktokolwiek po przeczytaniu książki p. Zięby zdecyduje się żyć na cudownej i całkowicie nieszkodliwej słoninie oraz jakże dobroczynnych jajkach poprawiając na deser porcją bitej śmietany, polecam zaznajomić się też z badaniami, które potwierdzają jeszcze jeden fakt, o którym p. Ziębie pewnie niezręcznie byłoby napisać: po spożyciu tłuszczu pochodzącego od zwierząt na parę godzin rośnie w ludzkim ustroju poziom endotoksemii ponieważ pokarmy te rozszczelniają jelita, każdy pojedynczy posiłek zawierający większą ilość tłuszczu pochodzenia zwierzęcego powoduje na długie godziny podwyższony stan zapalny w ustroju o czym już pisałam tutaj http://www.akademiawitalnosci.pl/mleko-i-jego-koslawe-pociotki-jak-nie-dac-sie-zauroczyc-profesorskiemu-bajaniu/

      Badania jakie naukowcy przeprowadzili na ten temat przedstawił dr Michael Gregger na swojej witrynie nutritionfacts.org – filmik jest do obejrzenia tutaj https://www.youtube.com/watch?v=p_uy4kfQDkA i artykuł do przeczytania tutaj http://nutritionfacts.org/2012/09/20/why-meat-causes-inflammation/
      Naprawdę warto takie rzeczy wiedzieć! 🙂

      Dr David Horrobin, tłuszczowy ekspert na którego p. Zięba się powołuje, w wieku raptem 64 lat odszedł z tego świata pokonany przez raka http://en.wikipedia.org/wiki/David_Horrobin. Chyba raczej wolę pożyć sporo dłużej i bez raka, aczkolwiek doceniam wkład dra Horrobina w badania nad kwasami tłuszczowymi. Polecam też przeczytać książkę dra Campbella „Niskowęglowodanowe oszustwo” o tym komu zależy na promowaniu diet wysokotłuszczowych i opartych generalnie na tłuszczach odzwierzęcych http://selkar.pl/aff/a-w/niskoweglowodanowe-oszustwo

  53. Beata pisze:

    Wczoraj zamówiłam polecany olej lniany BIOOIL prosto od producenta, dzisiaj przyszedł, data tłoczenia dzień przed zamówieniem ( w co średnio wierzę), do tego temp. na zewnątrz ok 4 stopnie mimo to olej ma posmak rybi czego się obawiałam bo już kiedyś miałam podobną historię z drugą partią zamówionego oleju firmy oleofarm (pierwszy był ok dlatego mam porównanie)
    Znalazłam tą stronę bo szukałam lepszego oleju innej firmy…ale ten też smakuje trochę jak tran…
    Poza rybim posmakiem dodatkowo po spróbowaniu oleju na samym końcu czuć smak goryczki, CZY TAK MA BYĆ ? Kupiłam olej ze względu na 6 letnią córkę z silnym atopowym zapaleniem skóry by jej podawać ale sama nie wiem co mam myśleć, nie chcę jej też dodatkowo zaszkodzić bo jak wiadomo zjełczały olej jest szkodliwy więc nie wiem czy wybrać mniejsze zło i w ogóle go nie stosować….Pani ma dłuższe doświadczenie z tym olejem więc jak on powinien smakować? Z góry dziękuje za odpowiedz.

    • Marlena pisze:

      Beato, jeśli masz wątpliwości to zapytaj producenta lub złóż reklamację. Każdy olej lniany ma zawsze bardzo delikatnie wyczuwalny posmak goryczki „na końcu języka”, bo samo siemię ją ma. Zaś jeśli chodzi o smak, to raz jest bardziej neutralny jakby orzechowy a raz nieco bardziej „tranowaty” (być może zależy to od partii siemienia lnianego), ale jeśli jest wyraźnie zepsuty (odpychająco gorzki i o bardzo wyraźnym rybim posmaku) to wskazuje na zjełczenie i wtedy nie należy go spożywać. Ja osobiście używam go do sałatek, nie piję „z łyżki”, więc te naturalne właściwości oleju lnianego mi nie przeszkadzają, a jeśli przegapię termin ważności to z bólem serca lecz wyrzucam, bo robi się niesmaczny i bardzo gorzki.

  54. Katarzyna pisze:

    Witam,

    przeczytałam zdanie pewnej dietetyczki, która absolutnie neguje olej kokosowy i jego działanie. Pisze, że artykuły w internecie piejące nad tym olejem są sponsorowane przez producentów oleju kokosowego i odpoera czyjesz argumenty:


    * w 98 % olej kokosowy to tłuszcze nasycone a spożywanie takich tłuszczy to prosta droga do miażdżycy i chorób układu krążenia
    * olej kokosowy jest mocno promowany przez przemysł spożywczy bo ze względu na dużą zawartość tłuszczy nasyconych, jest to tłuszcz o postaci stałej – genialny do wyrobów spożywczych bo nie trzeba go utwardzać, jest więc tani i łatwo dostępny. Poza tym dzięki bardzo małej zawartości NNKT (a to ze względu właśnie na niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe jemy oleje roślinne) jest odporny na utlenianie i może leżeć poza lodówką. Dla przemysłu spożywczego to same plusy. Trzeba więc mocno go promować aby konsumenci się go nie bali jak przeczytają na etykiecie że jest w składzie produktu.
    * kwasu laurynowego ma ok. 45 % i nie ma się z czego cieszyć bo kwas laurynowy podnosi pozom cholesterolu i wpływa miażdżycy. Owszem czytałam o jego dobroczynnych właściwościach ale są inne zdrowe tłuszcze które nie podnoszą poziomi cholesterolu. Choroby krążenia są na pierwszym miejscu w Polsce jeśli chodzi o umieralność więc jeśli mnie chodzi nie będę się faszerować tłuszczem nasyconym bo kwas w nim zawarty niszczy drobnoustroje. Wolę budować odporność i niszczyć drobnoustroje innymi produktami,nie budując sobie przy tym płytki miażdżycowej.
    * W MLEKU MATKI JEST TYLKO 4 % kwasu laurynowego”

    i jeszcze:

    „Lobby „kokosowe” jest ogromne i wyciąga się drobne plusy żeby przyćmić wielkie minusy”

    Tak jak z wypadku mleka, jeden lekarz mówił mi jakie to jest zdrowe a inny,że absolutnie. Komu wierzyć…? Gdzie szukać WIARYGODNYCH informacji. Skąd mam samodzielnie wiedzieć, że to akurat jets informacja subiektywna, a nie np. opłacona?

    Ostatnio np. na jednym dość „poważnym” blogu przeczytałam (zawierającym w 99% treści z którymi się zgadzam, które sprawdziłam, które pokrywają się w innych miejscach) o tym, że detoks organizmu (sokami np.) może nas otruć:

    „Sok pozbawiony błonnika faktycznie będzie detoksem dla wątroby, ale pozbawione włókna toksyny dostaną się do jelita i zamiast wydalone z kałem, będą z powrotem wchłaniane przez ścianki jelita do krwi. Nastąpi kumulacja zatrucia”
    Nie jestem lekarzem, dietetykiem, jestem normalna kobietą ciekawą świata i pragnącą być zdrową, więc skoro treści zawarte na danym np. blogu w tych 99% uważam (i sprawdziłam) za słuszne to jak przeczytałam cytat powyżej to zdębiałam…

    • Marlena pisze:

      Jak świat światem każdy produkt ma swoje „lobby”, na przykład mają je też producenci oliwy z oliwek, która wcale aż taka najzdrowsza znowu nie jest, bo ma w sobie za dużo kwasów Omega-6, a za mało Omega-3 (w zasadzie wcale). Ale czy któryś dietetyk odradzi jej spożywania, z powodu tego, że ten produkt jest przereklamowany czy też „przelobbowany”? Ależ skąd! 😉 Za to będzie wciskał zatrute rtęcią ryby jako źródło Omega-3. I sałatki przyprawiać oliwą doradzi jako opcją „najzdrowszą”. Nie mówię, że oliwa zdrowa nie jest, ale znam zdrowsze rzeczy (np. olej lniany). Ponadto oliwę z oliwek kupisz nawet w małym osiedlowym spożywczaku, czego już nie można powiedzieć o oleju kokosowym. Więc które „lobby” jest silniejsze? Odpowiedź jest chyba oczywista.

      Owszem, w mleku matki jest 4% kwasu laurynowego, ale noworodki nie piją oleju kokosowego zamiast mleka matki. A dorośli nie piją mleka matki i nie mając skąd wytrzasnąć kwasu laurynowego sięgają po olej kokosowy, bo tam go akurat natura umieściła. A pani dietetyczka jak by była bardziej oświecona, to by wiedziała, że w oleju kokosowym mamy średniołańcuchowe triglicerydy kwasów tłuszczowych (tzw. MCT) w przeciwieństwie do smalcu czy masła, więc choć jest on nasycony, to jednak sporo mniej od szkodliwy od zwierzęcego tłuszczu nasyconego. I dlatego właśnie NIE buduje płytki miażdżycowej. A badania tutaj: http://agris.fao.org/agris-search/search.do?recordID=PH1997011100
      Warto też zapoznać się z badaniami dra Westona Price’a, który przemierzył całą planetę w poszukiwaniu wpływu diety na zdrowie i odkrył, że w społecznościach o klimacie tropikalnym gdzie obfituje kokos (i jest w związku z tym głównym źródłem kalorii pobieranych w postaci tłuszczu) nie są znane tym ludziom choroby serca, miażdżyce i zawały http://www.westonaprice.org/

      O „trujących sokach” przypuszczam, że autorka sobie nawyciągała wnioski z czapki: terapia dra Gersona jest oparta na 13 sokach dziennie i ludzie dzięki niej wychodzą z terminalnych nowotworów (są to najczęściej ci, którym konwencjonalna medycyna odmówiła już pomocy i rozłożyła bezradnie ręce). Rzecz jasna sokowa terapia jest wtedy połączona z lewatywami kawowymi odtruwającymi jednocześnie wątrobę, ale to nie dlatego że to soki są trujące, lecz dlatego, że pod wpływem dużego ładunku substancji odżywczych zawartych w sokach układ odpornościowy dostaje takiego kopa, że następuje tak szybki rozpad guza, że pacjent może wykorkować jeśli będzie unikał lewatyw. Charlotte Gerson zawsze bardzo wyraźnie podkreśla NIEZBĘDNOŚĆ lewatyw gdy ma się guzy rakowe.

      Natomiast ludziom zdrowym soki krzywdy nie zrobią, a nawet ludziom lekko chorym też nie. Wręcz przeciwnie – substancje odżywcze wyciśnięte z wodniczek (wakuoli) rośliny są jak najlepsza pigułka multiwitaminowa, takiej w żadnej aptece nie znajdziesz, bo przepis na nią ma jedynie sam Najwyższy. A dzięki temu, że właśnie brak jest błonnika, to wszystko nam się wchłania doskonale i o to chodzi. Tego nie osiągniesz jedzeniem całych warzyw czy robieniem z nich zblendowanych koktajli, po prostu błonnik część substancji odżywczych zatrzyma. Więc owszem, błonnik jest potrzebny jako taki, ale są sytuacje gdy chcemy go unikać. Wtedy dziękujemy błonnikowi, a bierzemy tylko to co w wakuolach. Wszystko należy robić z głową. I nawet lewatyw nie potrzeba jak nie masz guza a pijesz soki. Autorce treści zacytowanej przez Ciebie jak również i Tobie polecam serdecznie obejrzenie dokumentalnego filmu „Fat, Sick And Nearly Dead” https://www.youtube.com/watch?v=8o0pSnp0Xs8 film dokumentuje 60 dni na sokach i niezwykłą podróż bohatera, który jak sam tytuł mówi był gruby, chory i prawie martwy. Soki przywróciły mu zdrowie zamiast go „zatruć” 😉
      W tej chwili bohater ten, Joe Cross, prowadzi witrynę http://www.rebootwithjoe.com i jak ktoś chce to może zapisać się na kolejny 7- lub 15- lub 30-dniowy sokowy „reboot” i sokować razem z Joe i jego ekipą. Albo się nie zapisywać, tylko zrobić sobie w domu. Na witrynie brak doniesień o przypadkach zatrucia się sokami, natomiast utworzyła się cała społeczność, gdzie ludzie dzielą się doświadczeniami, przesyłają swoje fotki „przed i po”, dyskutują i przesyłają przepisy na ciekawe soki.

  55. Grażyna pisze:

    Witam! Własnie mąż kupił mi olej lniany dziewiczy firmy Szarłat. Nigdy nie probowałam oleju lnianego,więc jest mi trudno ocenić czy smak jest własciwy…jak dla mnie lekko gorzkawy z lekką „nutą”orzechową.Niestety na stronie firmy nie dowiedziałam się więcej niż z etykiety,a na etykiecie napisane jest..”..z pierwszego tłoczenia na zimno”. Ani słowa o rafinacji.W składzie-wielonienasycony kwas tłuszczowy- linolenowy Omega 3- 59,2g na 100g produktu,a linolowy Omega 6-16,3g na 100g produktu;nasycone 7,9g a jednonienasycone-15,5g w tym oleinowy-15,0g na 100g produktu.
    W związku z tym pytanie-czy jest to dobry olej? a moźe ktoś z „forumowiczów” już go próbował i może go polecić?

  56. Anna Maria pisze:

    Czy olej kokosowy nadaje sie do suchej skóry ? Bo wszyscy mi mówią, że nie bo nie wsiąka. Ktoś stosował?

  57. Anna Maria pisze:

    Ja tez kiedys padlam ofiarą poglądu żeby trzymać sie z daleka od kokosu…
    Nie bardzo też wiem jak można wprowadzić olej kokosowy do diety, bo skoro ma działanie antyzapalne i uspokajaące to warto by było… Czy moze pani powiedzieć troche jak i gdzie można go stosować,do jakich rzeczy dodawać a do jakich nie?

    • Marlena pisze:

      Kokosowy ma u mnie zastosowanie zarówno w kuchni jak i kosmetyczne. Zastępuje mi masło czy margarynę generalnie w kuchni. Robię z jego użyciem domowe desery, dodaję też do szejków albo do kawy zbożowej.

  58. Jadwiga pisze:

    Dziekuje! A co pani sądzi o mące kokosowej tj czy jest zdrowa to używania.
    Pytam bo znalazłam taki przepis wegański na ciasto :
    Ciasto jest lekkie, wilgotne i bardzo czekoladowe, a przepis – błyskawiczny i banalnie prosty. Nie wymaga nawet użycia piekarnika. Lista składników sprowadza się do 4 produktów: bananów, kakao najlepszej jakości jakie tylko uda Ci się zdobyć, mąki kokosowej i orzechów. Ciasto nie zawiera glutenu, cukru ani laktozy. Jest też wegańskie.
    SKŁADNIKI na 10 porcji:
    3 duże dojrzałe banany
    125 g gorzkiego kakao
    50 g orzechów włoskich
    50 g mąki kokosowej
    1. Banany obierz ze skóry i rozgnieć widelcem na papkę.
    2. W robocie kuchennym wymieszaj kakao, mąkę i banany. Odpowiednio wyrobiona masa powinna utworzyć lepką, dość elastyczną kulę ciasta.
    3. Do ciasta dodaj orzechy w dużych cząstkach. Jeśli wolisz, możesz je rozdrobnić (posiekać albo np. rozetrzeć w moździerzu). Wmieszaj orzechy w ciasto, ugniatając je dłońmi.
    4. Płytkie ceramiczne naczynie (tu: o wymiarach 17×17 cm) wyłóż pergaminem (papierem do pieczenia), przełóż masę na papier, wyrównaj dłońmi i starannie dociśnij. Ważne, by masę rozprowadzić równomiernie, tak by była możliwie równej grubości w całym naczyniu.
    5. Naczynie z ciastem wstaw na noc do lodówki.
    6. Wyjmij papier z ciastem z naczynia i ostrym nożem potnij ciasto na porcje (tu: 10 sztuk po ok. 50 g). By porcje były ładniejsze, możesz odciąć nierówne zewnętrzne krawędzie.
    Dojrzałe banany są wystarczająco słodkie, ale jeśli wolisz słodsze smaki, możesz dodać 1-2 łyżki cukru lub miodu.

    Które kakao by pani polecała ?

  59. Radek pisze:

    Witam serdecznie, chciałem wtrącić swoje „trzy grosze” do dyskusji o moim ulubionym oleju. Mam bzika na punkcie stosowania wszystkiego co mozna otrzymać z siemienia lnianego – oleje, wytłoki, mączka, mazidła, miażdżone siemię lniane… i.t.d.
    Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to polecam mój olej lniany. Tłoczę go sam na zimno, mam małą prasę ślimakową, której się nie podgrzewa. Siemię, które wykorzystuję to oleista odmiana Golda. Robię to tylko na zamówienie zwykle w poniedziałki lub wtorki. Potem zostawiam w lodówce na 24 godziny żeby opadł osad i dopiero wtedy po wyklarowaniu oferuję w ciemno zielonej butelce, w zabezpieczonym termicznie opakowaniu klientom. Tak więc jest zawsze świeżutki.
    Jeśli ktoś jest zainteresowany to opowiem więcej o uprawie, tłoczeniu i stosowaniu. Zacząłem go produkować w moim gospodarstwie w Nałęczowie na własne potrzeby, a potem dla rodziny, potem też dla znajomych i tak już wyszło, że co tydzień tłoczę tak 2-3 litry. Jest smaczny, czysty, ma ładny zapach i smak, tak jakby lekko orzechowy, niektórzy mówią, że oregano…
    Ludzie biorą go ode mnie do potraw, do diety odchudzającej, do budwigowej, do picia na czczo, na maseczki na twarz, na trądzik, na włosy i.t.d. W buteleczkach 0,25 lub 0,5 l.
    Jeżeli chodzi o jego trwałość, to ja zawsze mówię, że nie 3 miesiące, nie 2 i nie 10 dni, ale tyle ile utrzymuje się ładny orzechowy zapach. Jak zniknie ładna woń i czuć tłuszcz, to znaczy, że zaczął już jełczeć i nadaje się jedynie do smarowania drzwi lub malowania mebli w ogrodzie.
    Zainteresowanych innymi informacjami, degustacją lub zakupem zapraszam do kontaktu np. przez facebook’a, szukajcie: Gospodarstwo Rolne Kisielewskich

  60. bruce_leee pisze:

    Witam.Dermatolog polecił mi zakup oleju z czarnuszki. Powiedział tylko ,żeby się zorientować odnośnie producenta.I jakież jest moje zdziwienie…Znajduję w jednej aptece 500ml za 73zł a w innej 250ml za 94 zł.Czy różnica wynika z jakości? Czy to wszystko ten sam olej tylko marża sklepu wpływa na różnicę.

    • Radek pisze:

      Witam, ja myślę, że w przypadku oleju z czarnuszki, tak jak i w przypadku oleju lnianego należałoby zrobić krótkie śledztwo.
      Na moim przykładzie widzę, że różnica w cenie może pochodzić od :
      * źródła nasion (gatunek, pochodzenie, czystość i.t.d. np. len złoty polski może kosztować ok. 5 zł. za kg a rosyjski 3 zł. a jak ktoś ma własne pole to ma ziarna niemal gratis),
      * sposobu produkcji (duży zakład czy mały, czy wykorzystuje maszyny o dużej wydajności czy małe, a także czy przygotowuje produkt z krótkim terminem przydatności czy z długim, bo jeżeli z długim terminem, to wymaga już taśmy produkcyjnej i zasilenia oleju np. witaminą E, aby zachować na dłużej trwałość NNKT). Słyszałem również o tym, iż można olej lniany zimnotłoczony mieszać z rafinowanym i sprzedawać taniej podając krótszy termin przydatności, wtedy skład będzie ten sam, a jedynie ilość i trwałość NNKT będzie niższa. Browary w ten sposób sprzedają piwo I i II gatunku).
      * rodzaju opakowań i sposobu dystrybucji,
      * i na końcu marży sprzedawcy.
      A zatem żeby powiedzieć skąd te różnice cenowe, należałoby przeanalizować krok po kroku pochodzenie produktu.

    • Radek pisze:

      Jeśli mogę wtrącić moje „3 grosze” do Pani zapytania, to wg mnie dobrze byłoby poznać skład tego oleju. Bo jeżeli producent tłoczy na zimno, przechowuje w ciemnym i chłodnym pomieszczeniu i w takich samych warunkach oferuje do sprzedaży, to olej powinien być dobry i zdrowy (dobrze byłoby poznać też datę tłoczenia). Jeżeli jednak oferuje długi termin przydatności i nie zwraca uwagi na sposób transportowania i przechowywania, to pewnie „wzmocnił” olej pewną dawką witaminy E, mieszaniną tokoferoli, której raczej dla produkcji przemysłowej nie pozyskuje się naturalnie, ale w sposób syntetyczny. Gdyby jeszcze można było poznać ile tej mieszaniny tokoferoli zaaplikuje do butelki, to można byłoby określić czy olej jest dobry, neutralny czy może już szkodliwy dla zdrowia. 🙂

  61. biochemik pisze:

    Chcialbym zauwazyc ze wbrew temu co pisze wszędzie ( a co jest wiedzą juz nieaktualna jak sie poszuka najnowszych badan w temacie) do smazenia nadaja sie tylko i wylacznie oleje nasycone czyli z roslinnych – kokosowy i zwierzece np smalec. Tylko te oleje nie utleniają sie w wysokiej temperaturze smazenia bo nie ma tam wolnych podwojnych wiązan, z ktorymi moglaby sie polaczyc czasteczka tlenu. Natomiast dzialanie cieplem na kazda forme oleju jedno lub wielonienasyconego jest niczym innym jak procesem lawinoego powstawania wolnych rodników, ktore niestety spożywamy smażąc na olejach roslinnych. A to najszybszy sposób na …..zmiany nowotworowe i nie tylko. A co do mitu wpływu tłuszczy zwierzęcych na miazdzyce. Nie tak dawno zrobiono bardzo dokładne badanie blaszki miażdżycowej i o dziwo sposrod 12 substancji które wchodzą w skład owej nie było śladu tłuszczu zwierzęcego (wyniki opublikowano w najbardziej prestiżowym magazynie naukowym „Science”. Wcześniej nikt tego nie badał tak szczegółowo – a jak wiadomo jest to temat milionów nieszczęść ludzi na świecie. Ogólnie miażdżyca ma bardzo silny związek ze zbytnim użyciem rafinowanych olejów roślinnych,nadmiarem wapnia i niedoborem magnezu sodu i potasu w organizmie – ale to inny temat. Prawda jest ze nasz organizm potrzebuje kwasów wielonienasyconych min do prawidłowej wyściełania błon komórkowych z tym iż więcej potrzebujemy Omega 6 niz Omega 3 – z prostej przyczyny – w ludzkich tkankach naturalny stosunek omega 6 do omega 3 wynosi od 3:1 do 9:1. i niedobór omega 3 nie tak szybko odbije sie na zdrowiu człowieka jak niedobór omega 6. Z wielu najnowszych badan wynika tez jasno iż omega 3 sa aktywne biologicznie podawane tylko razem z omega 6 , natomiast te drugie radzą sobie dobrze bez tych pierwszych. To tak w skrócie. Aha najlepszym olejem do spożycia oczywiście tłoczonym na zimno jest… olej słonecznikowy ( bron Boze rafinowany)

    • Marlena pisze:

      Biochemiku-dietetyku 😉 W ludzkich tkankach będzie tyle Omega-3 ile człowiek ich dostarczy z pożywieniem – nie jesteśmy w stanie od zera wyprodukować sobie Omega-3, musimy dostarczyć co najmniej prekursor (ALA), wtedy z niego ustrój jest w stanie wytworzyć EPA i DHA. Nie rozumiem też biochemiku Twojego zdziwienia, że blaszka miażdżycowa nie zawiera tłuszczu zwierzęcego. A zawierała kiedykolwiek? Na pewno jednak wiemy, że zawiera izomery trans – czyli właśnie te śmieciowe izomery ze śmieciowego pseudożarcia – margaryn, ciastek, lodów, rafinowanych olejów „spożywczych”: http://czasopisma.viamedica.pl/aa/article/view/9952
      Taka mała ciekawostka: żaden rolnik nie doda nigdy margaryny ani rafinowanego oleju do paszy dla zwierząt (choć jako źródło energii to prawdziwa taniocha), bo wie, że by padły. Tylko ludzie są takimi idiotami, że zwyrodniałe pokarmy wkładają do swojego wnętrza.

      Z tym olejem słonecznikowym jako „najlepszym do spożycia” (mnóstwo Omega-6) to niestety nie masz racji – już wiadomo, iż tylko Omega-3 mają własności antyzapalne natomiast Omega-6 prozapalne, choć rzecz jasna obydwu potrzebujemy do funkcjonowania. Spożywanie jednak nadmiernej ilości takich bogatych w Omega-6 olejów jak słonecznikowy przy jednoczesnym niedoborze Omega-3 stymuluje rozwój nowotworów, podczas gdy tłuszcze wielonienasycone Omega-3 maja odwrotne, pozytywne działanie: http://pl.wikipedia.org/wiki/Olej_s%C5%82onecznikowy

      Dr Max Gerson o tym wiedział. To dlatego w gersonowskiej terapii antynowotworowej jest zakaz jakiegokolwiek rodzaju tłuszczu z wyjątkiem oleju lnianego, który jako jedyny nie powoduje nawrotu guza ani jego rozrostu czy przerzutów.

      Słonecznika cenię z uwagi na wysoką zawartość wit. E i lecytynę, ale wolę jednak zjadać całe ziarenka 🙂

  62. Evab pisze:

    Przecztalam prawie cala strone i sie zastanawiam nad jednym pytaniem:
    mianowicie – dlaczego dopuszczalna jest sprzedaz tak ochydnej i nic nie wartej oliwy jadalnej dla spoleczenstwa ?
    Gdzie jest jakas „granica” nad naszym zdrowiem i bezpieczenstwo
    skoro kupujemy w sklepch takie produkty, ktore sa bez wartosci odzywczej i „nafaszerowane” chemia niewiadomego pochodzenia?
    Kto za to odpowiada i kto dopuszcza do sprzedazy tego typu
    produkty za ktore placimy duze pieniadze a dostajemy w zamian tylko RAKA lub inne chorobska ?????
    Prosze mi odpowiedziec na to pytanie.
    Z gory dziekuje.

    • Marlena pisze:

      Evab, nikt nikomu nie każe kupować przetworzonych przemysłowo margaryn i olejów. Ich głównym atutem jest cena: margaryna jest tańsza od masła, a olej rafinowany tańszy od nierafinowanego (pozyskanego w wyniku wyciskania ziaren na zimno). Jeśli ktoś chce być zdrowy to powinien wybierać naturalne produkty, a nie przemysłowo przetworzone artefakty.

  63. aga pisze:

    Interesuje mnie wszystko co dotyczy oleju sojowego surowego. A w szczególności:
    -czy filtrowanie wpływa na jakość oleju?
    -i czy podgrzanie takiego oleju do temp 120/130 stopni wpływa na olej i jego właściwości spożywcze?
    Proszę o odp

  64. bruce_leee pisze:

    Witam.Chciałbym poznać pani opinię na temat oleju cedrowego.
    Chciałbym się dowiedzieć czy rzeczywiście jest taki wspaniały.

    • Marlena pisze:

      Nie stosowałam jeszcze tego oleju, więc nie mam na jego temat zdania. W domu mam tylko eteryczny olejek cedrowy z młodych gałązek (igieł) drzewa cedrowego, ale to nie jest to samo co wyciskany olej z nasionek i nie służy do spożycia.

  65. Witek pisze:

    Chyba to jednaki zależy od zastosowania. Przy stosowaniu oleju na zimno do sałatek i na skórę OK., ale jak ktoś go chce solidnie podsmażyć to extra virgin będzie się szybko utleniał ( bodajże z temperaturą do potęgi trzeciej o ile dobrze pamiętam wiedzę sprzed 30 lat) i produkował wolne rodniki – te rakotwórcze itd.. Do smażenia chyba lepiej się przeprosić z tłuszczami nasyconymi (nie wiem jak z olejem kokosowym i o tym info szukam). Oczywiście najlepiej jest nic nie smażyć, ale… lubię smażone, mniam

  66. ell pisze:

    Witam 🙂
    mam kolejne pytanie, googlując natrafiłam na różne sprzeczne informacje na temat oleju kokosowego co mnie zmartwiło

    zakupiłam ostatnio nieoczyszczony, tłoczony na zimno… jest biały i pachnący kokosem
    … ale właśnie przeczytałam że nierafinowany jest w kolorze żółtym
    a rafinowane są białe…

    ale sama na zdjęciach olejów kokosowych różnych firm nigdy nie widziałam żółtego.
    czy biały olej kokosowy może być nierafinowany ?

    chciałam go stosować w dużych ilościach
    „Z przeprowadzonych badań dr. Mary Newport wynika, że terapeutyczna dawka średniołańcuchowych trójglicerydów wynosi 20 g dziennie. Z wyliczeń dr. wynika, że ponad 2 łyżki oleju kokosowego (ok. 35 ml lub 7 płaskich łyżeczek) dostarczy 20 mg tych trójglicerydów. Chorym z AZS zaleca się 4 – 5 łyżek dziennie, w dwóch porcjach: rano i wieczorem podczas posiłku. Po podaniu oleju kokosowego już na piąty dzień zauważono znaczną poprawę u chorych z Alzheimerem.”
    https://www.facebook.com/jagan50/photos/a.489195787865699.1073741827.489184777866800/716018288516780/?type=1&fref=nf

    🙂 ma kłopoty z koncentracją, pamięcią i miałam nadzieję się tym wspomóc 🙂

    ale nie chciałabym w takich ilościach jeść rafinowanego oleju :-O

    pytanie brzmi 🙂 czy olej nierafinowany, nieoczyszczony może być w kolorze białym ?

    serdecznie pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      A dlaczego miałby być żółty skoro wnętrze kokosa z którego wyciska się ten tłuszcz jest przecież białe?

      Nie wierz wszystkiemu co znajdziesz w necie, bo można dostać fioła, naprawdę. Nigdy nie widziałam żółtego oleju kokosowego, jest on zawsze biały (no, jak się kto uprze to można to nazwać kolorem lekko wpadającym w kremowy). Gdy robię domowe mleko kokosowe (z suszonego miąższu kokosa), to mój blender odwirowuje ten tłuszcz kokosowy i on się osadza na ściankach blendra. I również całe życie jest biały – tak jak surowiec z którego pochodzi.

  67. Ewa pisze:

    Chciałabym zapytać o pastę dr. Budwig . Olej lniany do tej pasty można kupić a co z chudym twarogiem? Nie mam dostępu do świeżego mleka . Czy twaróg chudy sprzedawany w sklepach będzie odpowiedni?

  68. Krzysztof pisze:

    Chciałbym dodać kilka informacji na temat oleju kokosowego tak obecnie popularnego. Kopra kokosowa nie zawsze jest biała. Może mieć kolor od lekko kremowej do prawie różowej, zależy to od miejsca pochodzenia kopry. Jej kolor nie wpływa na barwę oleju.
    Często w sklepach można kupić olej kokosowy zimno tłoczony wyglądający jak smalec innym razem ma on strukturę ala kryształów. Jeden jak i drugi to ten sam olej jednak przy szybkim schładzaniu będzie wyglądał jak smalec , przy wolnym schładzaniu będzie wyglądał jakby powstał z kryształów im wolniejsze schładzanie tym struktura ala kryształów większa.

    Jak sprawdzić jakość oleju kokosowego:
    – olej kokosowy zimnotłoczony bardzo mocno pachnie kokosem ( półrafinat pachnie słabo, rafinowany nie pachnie)
    – olej kokosowy stawiamy na grzejniku i czekamy aż sie roztopi, po roztopieniu olej musi być przeźroczysty jak woda, czysty i klarowny bez zawiesin i osadów ( jest to bezwzględny wymóg!!!!), na rynku roi się od różnych podróbek i mieszanin, jeżeli po roztopieniu widać osady lub zawiesiny to mamy do czynienia z produktem kiepskiej jakości bo dodano do niego odpadów technologicznych tak aby potanić produkt.
    – jeżeli widzimy na dnie w słoiku żółte smugi na białym tle oleju kokosowego to są to właśnie osady i lepiej odstawić taki olej zpowrotem na półkę sklepową.

    Czym są osady: osady w tym przypadku to pozostałości kopry kokosowej ( w innych olejach będą to inne pozostałości nasion, w oleju rzepakowym rzepach, w lnianym len itd) która zawiera znaczne ilości białka, wszędzie zaś towarzyszy nam woda która jest także obecna w oleju ale w bardzo małej ilości poniżej 0,1%. Już po 72 godzinach od momentu wytłoczenia oleju następuje rozpoczęcie procesu gnilnego pomiędzy białkiem i wodą. Dlatego w przypadku oleju kokosowego będzie się on psuł od dołu ( od dna słoika).
    Mitem jest że osady, śluzy i zawiesiny w oleju świadczą o jego naturalności, świadczą jedynie o tym że producent dodał odpad technologiczny do produktu w celu potanienia go.

    osad, śluz, zawiesina = odpad technologiczny

    Wszystkie dobrze wykonane oleje zimno tłoczone będą miały wyśmienity smak nasion , orzechów lub pestek wytłoczonych roślin. Oleje te nie będą gorzkie , gorzki smak oleju oznacza utlenienie kwasów tłuszczowych i nie należy ich już spożywać.

    – oleje kokosowe zimno tłoczone będą różniły się smakiem i jest to uzależnione od miejsca pochodzenia kopry kokosowej. Szanujący się producent szuka najlepszej w smaku kopry kokosowej następnie bada ją w labolatorium potwierdzając jej skład i dopiero przystępuje do tłoczenia.

    Większość oleju kokosowego pochodzi w Polsce z importu z różnych zródeł stąd ich jakość jest tak różna.
    – olej kokosowy nie musi stać w lodówce należy on do grupy olejów nie jełczejących
    – olej kokosowy zimno tłoczony ma na pewno termin przydatności 1 rok

  69. Justyna pisze:

    Witam!
    Na początek dziękuję Ci Marleno,że stworzyłaś tego bloga oraz, że uświadamiasz ludziom co media i wielkie koncerny robią nam zwykłym konsumentom. Naprawdę teraz, żeby cos kupić trzeba wszędzie chodzić z „lupą” i dopatrywać się na ile prawdziwy jest dany produkt, a potem jeszcze w domu szukać na internecie, czy aby na pewno nikt na nas nie chce zarobić i oszukać, straszne w jakim kierunku ten świat zmierza 🙁
    Jestem mamą trójki małych dzieciaczków (4,5 roczku, 1,5 roczku i 5 miesięcy ) i ciągle na zmianę chorujemy, teraz wiem, gdzie leży problem i w każdej wolnej chwili czytam namiętnie Twojego bloga i malutkiemu kroczkami wprowadzam zmiany w nasze życie 🙂 Kupiłam też polecane przez Ciebie książki i właśnie zaczynam czytać dra Joela Fuhrmana „zdrowe dzieciaki” i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie tych chorób będzie chociaż o polowe mniej a najlepiej wcale 🙂
    Aha, mam jeszcze pytania, bo trochę się pogubiłam :/ jak to jest z tą oliwą z oliwek, ma temperaturę dymienia 160 stopni, tak ? Potem tworzą się szkodliwe substancje trans, dobrze zrozumiałam ? W związku z tym, dlaczego w jednym z Twoich przepisów ( ziemniaki pieczone w piekarniku z rozmarynem ) jest napisane, że wstawiamy do piekarnika na temp. 180 stopni, czy to nie jest szkodliwe ?
    Kolejne moje pytanie dotyczy oleju rzepakowego, uwielbiam jego smak i jak trochę o nim poczytałam, jedna ze stron: http://m.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/olej-tloczony-z-rzepaku_37607.html Ma te kwasy omega 3 i w związku z tym czy powinien stać w lodówce ? W sklepach też stoi na półkach i nic nie pisze, żeby trzymać go w lodówce, dlaczego skoro zawiera te kwasy ?
    Serdecznie pozdrawiam,
    Justyna

    • Marlena pisze:

      Rzepakowy zawiera znikome ilości Omega-3 i dlatego nie musi stać w lodówce. W piekarniku jak nastawisz na 180 stopni to to jest temp. powietrza, a nie samego produktu. Samego produktu będzie o jakieś 20-30 stopni niższa.

  70. Rambo pisze:

    Witam, a czy mozna gdzies kupic na polskim rynku olej ryzowy extra vergine czyli ńierafinowany? Pytam dlatego ze nigdzie cos takiego nie widzialem i naprawde duzo szukalem…

  71. Urszula W. pisze:

    Witam Marleno,

    Wiem, ze olej lniany jest wyjatkowym olejem. Ale co sadzisz o oleju konopnym.
    Czytalam, cyt.:
    „Olej konopny to skarbnica witaminy K, niezbędnej do syntezy ważnych białek i enzymów. Witamina K ma właściwości przeciwkrwotoczne i odpowiada za krzepliwość krwi, działa przeciwgrzybicznie, antybakteryjnie, przeciwzapalnie i przeciwbólowo oraz bierze udział w formowaniu tkanki kostnej.

    Olej konopny jest bogatym źródłem kwasów tłuszczowych omega-3 i 6(80% jego składu). Dzięki tak wysokiemu wskaźnikowi plasuje się w ścisłej czołówce olejów roślinnych. Jest słynny z wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych takich jak kwas oleinowy, linolowy i linolenowy, jak również gamma-linolenowego. Kwasy tłuszczowe to pożądany składnik w codziennym menu, dzięki swojemu działaniu. Niestety nasz organizm sam ich nie produkuje, dlatego tak ważne jest, aby dostarczać ich optymalną ilość w codziennej diecie.
    Olej konopny jest tłoczony na zimno z wyselekcjonowanych odmian konopi siewnej. Eksponuje typowo orzechowy smak z przyjemnym delikatnym posmakiem. Jest słynny z wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych takich jak kwas oleinowy, linolowy i linolenowy, jak również gamma-linolenowego, obecnych w kompozycji unikalnej dla oleju konopnego pośród wszystkich olejów najlepszych dla ludzkiego odżywiania. Nie zawiera cholesterolu i wspomaga zarówno metabolizm komórek jak i systemu odpornościowego. Jest niezbędną częścią zdrowej pełnowartościowej diety.
    Ze względu na swoją strukturę nie nadaje się do smażenia.”

    Marleno, Ja uzywam go do wzbogacenia swoich sokow, szejkow, …salatek. Mieszkam obecnie w USA. Jedyne zrodlo dostawy jakie moglam znalezc, to producent z Kanady (Manitoba Harvest Hemp Foods Winnipeg).
    Pozdrawiam Urszula

    • Marlena pisze:

      Olej konopny ma wiele dobrych cech, pod warunkiem, że spożywamy ten nierafinowany. Jako jeden z nielicznych zawiera GLA (czyli podobnie jak olej w nasion wiesiołka czy ogórecznika lekarskiego).

  72. Urszula W. pisze:

    Dziekuje za odpowiedz.
    Tak,wiem Marleno, ze powinien byc nierafinowany, tloczony na zimno, by zachowal swoje wlasciwosci.Tutaj w Santa Clarita kupuje go z chlodziarki (lodowki). Mysle, ze skoro sprzdawca przechowuje go w niskiej temperaturze, to podbnie jak olej lniany, powinien takze byc przechowywany w lodowce. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  73. Jaro pisze:

    Witam, Marleno czy mogła byś napisać jaką oliwe z oliwek sama kupujesz , chodzi o konkretną nazwę , co pójdę do marketu i kupię taki sam , zanim pęknie mi mózg od tego wybierania , dzisiaj poszedłem kupować oliwę i wróciłem bez oliwy……….
    pozdrawiam Jaro.

  74. ankaanka2 pisze:

    Witam Pani Marlenko.Mam pytanie zwiazane z niedoborami witamin-a,b,c,e. Jesli chodzi o uzupelnienie niedoboru witaminy E, to zamiast suplementacji wystarczy mi olej z kielkow pszenicy? A jakie sa najwieksze zrodla witaminy b i e? Chce zaznaczyc, ze mam straszne niedobory wymienionych powyzej. pozdrawiam Pania serdecznie

    • Marlena pisze:

      Olej z kiełków pszenicy jest dobrym źródłem naturalnej witaminy E. Generalnie jeśli masz niedobory to musisz jednocześnie zmienić dietę oraz dodać suplementację.

  75. ankaanka2 pisze:

    acha, mam jeszcze rowniez niedobory magnezu, czy moczenie nog z dodadkiem chlorku magnezu oraz uzywanie dezodorantu magnezowego uzupelni moje tak duze niedobory?

  76. ankaanka2 pisze:

    slyszalam, ze suplementacja doustna magnezu nie jest dobrym rozwiazaniem, wiec czy wystarczy mi tylko ten dezodorant i moczenie nog?
    Chcialam jeszcze zapytac i wit. A oraz E, jaki suplement poradzilaby Pani? Jesli chodzi o wit.B to B-complex, lecz A i E to nie wiem. Prosze o podpowiedz
    I jeszcze jedno, czy te wszystkie witaminy w postaci suplementow oraz L-glutamina i lecytyna-to mozna brac w tym samym okresie?

  77. Jusi pisze:

    Witam, mam w kuchni dwa oleje kokosowe – jeden bezzapachowy i bez informacji, czy jest rafinowany (więc pewnie jest), drugi extra virgin,,o pięknym kokosowym zapachu (o połowę droższy). No i ten drugi jest bielszy niż pierwszy, a powinno być chyba odwrotnie – czy się mylę?
    Drugie pytanie dotyczy przechowywania oleju kokosowego: czy nic mu się nie dzieje, jeśli przechowuję go na przemian w ciepłym i zimnym?
    Będę wdzięczna za udzielenie odpowiedzi:)

  78. Monika pisze:

    Marleno, dzisiaj byłam na pobliskim placu gdzie Pan sprzedawał olej lniany oraz rzepakowy „własnej roboty” tłoczony na zimno, filtrowany. Wprawdzie nie stał w chłodni itp., ale butelka była ciemna, szklana, a Pan dość wiarygodny. Co o tym sądzisz ?

    • Marlena pisze:

      Nie wiem, ale gdyby było coś nie halo (nie daj Boże) z tym olejem, to kupując w normalnym sklepie przynajmniej wiem gdzie iść z reklamacją, podczas gdy pan z placu może zniknąć na zawsze z pola widzenia.

  79. Janusz pisze:

    Witam – teraz w tym miejscu 🙂

    W swojej książce „ukryte terapie” /ale tez podczas wykładów/ Jerzy Zięba rekomenduje nieco inne proporcje Omega 6 do Omega 3 i tłumaczy tez dlaczego takie, a nie inne proporcje /jak zawsze powołując się na bogatą literaturę i badania/.
    Dodatkowo – pisze o efektach smażenia na oliwie i o tym dlaczego olej kokosowy jako jedyny nadaje się do smażenia.

    Pozdrawiam
    J.

    • Marlena pisze:

      Jerzy Zięba rekomenduje też jadanie świńskich skórek i nóżek w celu pozyskania kolagenu. To czy w takim razie powinnam zacząć te świńskie produkty wkładać teraz do mojego drogocennego wnętrza bo pan Zięba tak rekomenduje? No bo jak to się stało, że nie ja spożywając ani pikograma świńskiego pokarmu jakimś cudem pozbyłam się mimo wszystko zmarszczek? Jak w takim razie mój organizm wyprodukował sobie ten kolagen? Albo z czego go robi organizm Anette Larkins, która ma 70 lat a wygląda na 40, max 50? Ano z warzyw i owoców, orzechów, nasion, świeżo wyciskanych soków itd. Spożywanie świńskich skór ponadto na nic się zda jeśli nie będzie witaminy C, która jest kofaktorem niezbędnym do syntezy kolagenu z dostarczonych aminokwasów. Naprawdę nie musimy zabić stworzenia i ściągnąć jego skórę, odrąbać mu racice i zjadać to wszystko. Cóż za obrzydliwość… My przecież jesteśmy ponadto, mamy dane od natury tak naprawdę wszystko abyśmy mogli sobie wyprodukować kolagen, Omega-3 i miliony innych substancji. Pod warunkiem dostarczenia komponentów do produkcji i utrzymywania fabryki w nienagannym stanie 🙂

      Powołując się na literaturę można wytłumaczyć mnóstwo rzeczy. Na przykład to, że owszem MOŻNA smażyć na oliwie.
      Zdaję sobie sprawę, że funkcjonuje tu i ówdzie przekonanie, że nie powinno się na niej smażyć, jednak jak się wydaje jest ono błędne. Badanie opublikowane cztery lata temu w Journal of Medicinal Food (S.Farnetti, „Food Fried in Extra-Virgin Olive Oil Improves Postprandial Insulin Response in Obese, Insulin-Resistant Women” Med. Food 14 (1) 2011) rozwiewa długoletnie wątpliwości i wskazuje, że oliwa z oliwek extravergine może być używana do smażenia. Na 100 g oliwy jednonienasycone kwasy tłuszczowe (głównie oleinowy czyli Omega-9) to średnio 73,7 gramów (w rzepakowym tak polecanym do smażenia nota bene jest ich mniej). Kwasy tłuszczowe te nie podlegają szybkiej degradacji podczas domowej obróbki cieplnej, nie utleniają się tak łatwo, mogą być zatem spokojnie używane do smażenia. A najbogatszą w te kwasy jest właśnie oliwa z oliwek. Oprócz tego oliwa jest bogata również w antyutleniacze (m.in. w witaminę E), które sprawiają, że jest ona podczas obróbki cieplnej przyzwoicie stabilna. Temperatura dymienia oliwy (moment, w którym produkt pod wpływem temperatury zaczyna się rozkładać: palić, wyzwalając przy tym szkodliwe substancje rakotwórcze) wynosi ok. 210 stopni Celsjusza, czyli bardzo zbliżona np. do klarowanego masła i wyższa o ok. 30 stopni od zalecanej temperatury smażenia (180°). Najstabilniejsze jednak w smażeniu są tłuszcze nasycone (np. kokosowy i ten polecam w pierwszej kolejności). A generalnie bez smażenia można żyć, a nawet trzeba jak chce się być przewlekle zdrowym! 🙂

  80. Janusz pisze:

    Witam

    Pozyskuję wiedzę z różnych źródeł (Twoje źródło bardzo doceniam i żałuję, że tak późno tutaj trafiłem) ale nie odważyłbym się deprecjonować publikacji i wykładów Jerzego Zięby tylko dlatego, że obok ogromnej merytorycznej wiedzy na temat witamin i minerałów poleca jedzenie kilku jajek dziennie czy wspomnianych świńskich skórek /o tym nie słyszałem/. Nie wszyscy są (będą) witarianami i nie wszyscy (jak ja) zdecydują się odstawić mięso, pomimo, ze jedli go od okazji do okazji 🙂
    Walkę Jerzego Zięby z koncernami medycznymi i lekarzami – akwizytorami tych koncernów należy wspierać a nie negować poprzez przywoływanie mało istotnego epizodu na tle jego znakomitej roboty. To nie jest właściwa metoda, bo wygląda to jakbyś traktowała J.Z. jako konkurenta a nie – jakby nie było – autorytet w dziedzinie witamin i minerałów.
    Co do smażenia na oleju. Jeśli masz książkę Zięby – polecam przeczytaniu a raczej przestudiowaniu rozdział:
    „Ukryte terapie, strona 287, „Tłuszcze sprawa prosta ale mało znana” oraz na stronie 290-291 i 302 fragmentów dotyczących smażenia. Ty piszesz, że olej z kokosa ma „wysoką temperaturę dymienia” ale nie piszesz dlaczego nadaje się do smażenia a inne nie. Zięba dokładnie to opisuje. To się nazywa „uzupełnianie niepełnej wiedzy” – sama z tego korzystasz bo przecież powołujesz się na wiele źródeł. Bo napisanie – najlepiej NIE SMAŻYĆ nie jest odpowiedzią dla tych co jednak czas od czasu chcieliby cos usmażyć. 🙂
    Taka uwaga.

    Pozdrawiam

    J.

    • Marlena pisze:

      Jakoś dziwnie mam wrażenie, że odmawiasz mi prawa do posiadania swojego własnego zdania na temat Omega-3 i Omega-6. 😉
      Pomimo niezwykłego medialnego szumu jaki wokół siebie zrobił autor „Ukrytych terapii” nie czuję się zobowiązana do czołobitności wobec autora ani do podzielania jego WSZYSTKICH poglądów (aczkolwiek owszem doceniam jego wysiłki w celu edukacji szerszej publiczności odnośnie znaczenia witamin i minerałów). Tak jak wspomniałam – żyjemy w czasach w których odpowiednio żonglując źródłami (czyli powołując się na wybrane badania naukowe, dobierając je odpowiednio, tzw. cherry picking) można udowodnić dosłownie WSZYSTKO. Wszyscy chyba to znamy z autopsji: witaminy mogą pomóc w zapobieganiu lub leczeniu chorób, w tym raka – mówią jedne badania. Nie, nie, lepiej żadnych suplementów bo dostaniecie szybciej od tego raka – mówią inne badania. Kawa jest zdrowa i chroni przed rakiem mówią jedne badania. O nie, kawa jest istotnym czynnikiem ryzyka w zachorowaniu na raka – mówią inne badania. Omega-3 chronią przed rakiem mówią jedne badania. Nie, to właśnie od Omega-3 można dostać raka mówią inne badania. Tłuszcze nasycone są ryzykowne dla zdrowia mówią jedne badania. Podczas gdy inne stwierdzają, że tak nie jest, bo nie stanowią one żadnego ryzyka.

      Tak naprawdę ludzie już nie wiedzą co mają jeść, czy mają brać suplementy (i jakie) oraz tak w ogóle komu mają wierzyć. Dlatego właśnie najlepszym wyjściem jest owszem posłuchać zdanie innych, ale robić SWOJE. Bo jeśli taki bardzo słynny, poważany i szalenie medialny (a zatem wpływowy) autor mówiąc o kolagenie (że najlepszy sposób na jego pozyskanie to jest pożreć go w postaci świńskich skór oraz długo gotowanych racic) na pytanie prowadzącego „a czy jest wersja jakaś bardziej dla wegetarian?” słyszy od takiego eksperta szyderczy śmiech (https://www.youtube.com/watch?v=WJvVW70l0bA w dziewiątej minucie i trzydziestej czwartej sekundzie pada to pytanie) i słyszymy odpowiedź „to jest problem z tym właśnie, takkk, ekhm…” to jakie on o swojej „wiedzy” wystawia świadectwo, skoro ja wiem i mnóstwo innych ludzi wie, że to PROBLEM żaden nie jest, bo kolagen NIE jest substancją egzogenną, lecz endogenną i ludzki ustrój jest w stanie wyprodukować ją NIEKONIECZNIE ze świńskich źródeł kolagenu, bo jest TAK GENIALNY, że zrobi ją z czegokolwiek, nawet ze źródeł roślinnych? Z kolei w 10:20 słyszymy: „parówki to jest jeden z najlepszych elementów naszego pożywienia”, a w 12:24 stwierdza „o, to jest śniadanie dla dziecka!” tłumacząc jak grubo swojemu dziecku na śniadanie smarował pasztetową. Bo tam jest „dużo kolagenu”. Nadal jednak prowadzący audycję się upiera „będę cię męczył jednak o jakąś wersję wegetariańską” (14:22) i znowu słyszymy wybuch gromkiego śmiechu, po czym pan ekspert zgrabnie zmienia wątek. Widocznie nie ma nic do powiedzenia prowadzącemu w tym temacie.

      Więc umówmy się na tę chwilę, że w kwestiach żywieniowych – bazując na swoich własnych doświadczeniach życiowych, w tym także w kwestii owego kolagenu – pozwalam sobie „pięknie się różnić” z panem Ziębą (aczkolwiek jego chęć niesienia kaganka oświaty w zakresie witamin jednocześnie oczywiście doceniając), a nie konkurować czy współzawodniczyć (zresztą o co, o jakąż to palmę pierwszeństwa mogę bić się z kimś tak medialnym jak on? Nie jestem nikim sławnym, jestem tylko skromnym blogerem). 😉

  81. Janusz pisze:

    Dziękuję za odpowiedź. Wszystko jasne – nie patrzyłem na to z takiej perspektywy. Pozdrawiam Cię serdecznie.
    Na marginesie – dla mnie nie jesteś tylko skromnym blogerem :).
    Jesteś osobą, która przewróciła moje życie – i to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dodatkowo – kolportuję do wszystkich znajomych linka do Twojego bloga mając nadzieję, że dzięki Tobie uda im się (jeśli będą mieli tyle determinacji co ja) coś zmienić w swoim zabieganym biznesowym życiu.

    Pozdrawiam gorąco
    J.

  82. Janusz pisze:

    Witam

    Z jakichś powodów nie pojawiła się moja odpowiedź – szkoda, bo miałem wenę 🙂
    Chciałem podziękować Ci za powyższą odpowiedź – patrzyłem na to z innej perspektywy. Nie jesteś tylko skromnym blogerem, jesteś „dziełem sztuki”, bo „nawracasz” ludzi do życia i pokazujesz bardzo rozsądny kierunek poparty własnym doświadczeniem. Ten blog to zjawisko w kosmosie – przekazuję linki znajomym i namawiam by czytali. Jeśli będą tak zdeterminowani jak ja, by coś w swoim życiu zmienić, może to zrobią i będzie więcej pozytywnej energii do walki z tym co nastało po „godzinie ZERO” – zatrutym powietrzem, zatrutym jedzeniem, lekarzami-konowałami, politykami celebrytami – itd. – wymieniać można bez końca. Twój blog, to Zero „ściemy” jak mówią szkolniaki. Moje życie przewróciłaś do góry nogami – w pozytywnym znaczeniu :). Za jakiś czas pewnie opowiem jakie są efekty, kiedy zmienia się w sposób radykalny dietę (wg zawartych na blogu sugestii i porad) i dokłada suplementację witaminami. Czytam kolejne książki i odkrywam kolejne pokłady wiedzy jakiej nie znałem.

    Pozdrawiam gorąco.

    J.

    Ps. Co do kolagenu – czy mogłabyś wskazać konkretne źródła (jeśli były na blogu) lub inne gdzie dowiedziałbym się jak go i skąd pobierać:). Bardzo mnie to interesuje ze względu na dosyć poważny problem związany z moimi stawami.

    • Marlena pisze:

      Januszu, komentarze moderuję w miarę posiadanego wolnego czasu – dziękuję z góry za cierpliwość. Nie musisz jeść kolagenu, ponieważ jak wspomniałam ludzki ustrój potrafi sobie sam go wyprodukować. Potrzebuje do tego aminokwasów (głównie lizyny i proliny) oraz witamin (głównie witaminy C) i minerałów (np. siarki). Synteza kolagenu to jedno głównych przedsięwzięć „produkcyjnych” ludzkiego organizmu, ponieważ ludzkie ciało kolagenem stoi. Dlatego proces wytwórczy trwa nieustannie. Nic nam nie da zjadanie gotowego świńskiego czy kurzego kolagenu z nadzieją IŻ MAGICZNIE NAM SIĘ ON WBUDUJE W KOŚCI, OCZY, STAWY CZY ZĘBY, ponieważ najpierw będzie on tak czy inaczej w fizjologicznym procesie trawienia rozbity na poszczególny „cegiełki”, a dopiero POTEM dojdzie do syntezy „swojego” kolagenu pod warunkiem posiadania odpowiedniej ilości czynników biorących udział w syntezie (kofaktorów), z których najważniejszym jest witamina C. Tak czy inaczej więc – jak chcesz być piękny, zdrowy i młody to bez warzyw i owoców się NIE obejdzie (a tam jest wszystko: i lizyna, i prolina i witamina C). 😉

  83. Wisia pisze:

    Marleno, mam pytanie o olej bezzapachowy w Twoim sklepie, czy jest on z pierwszego tłoczenia, nierafinowany? Czy Ty go używasz prywatnie?

    • Marlena pisze:

      Używam go czasami gdy nie chcę mieć kokosowego zapachu (np.robiąc smarowidło do chleba z cebulką, które moja rodzina lubi). Nie jest rafinowany. Do wytrącenia zapachu kokosowego wykorzystano parę wodą. Nie zastosowano procesu uwodornienia.

  84. Rafał pisze:

    Czy nierafinowany=tloczony na zimno? Podkreślasz Marleno, że naetykiecie powinien byc napis „tłoczony na zimno”. Często takiego napisu brak, ale jest napisane, że olej jest nierafimowany.na wielu stronach są porównania olei tloczonych na zimno i rafinowanych, tak jakby to byly odwrotne procesy.

  85. aska pisze:

    Witam, jaki olej byłby najlepszy dla 7 miesięcznego niemowlaka do zupek obiadków itp? pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      Myślę, że takiemu maluchowi dodane tłuszcze nie bardzo są potrzebne, ale jak już to odrobina lnianego lub rydzowego (z lnianki) od 8-9 miesiąca.

  86. Annabella pisze:

    Witam,
    A jak to jest z olejem z czarnuszki? Oczywiście tłoczonym na zimno.

    W domu mam właściwie tylko olej kokosowy, olej lniany i olej z czarnuszki.
    Ten z czarnuszki piję codziennie jedną łyżeczkę rano. Nie pasuje mi do sałatek.
    Czy można by było zmieszać w jednej sałatce i olej lniany i z czarnuszki?

    Pozdrawiam

  87. Marta pisze:

    Marleno,
    czy można „przesadzić” z dostarczaniem tłuszczy do organizmu w ciągu dnia? Używamy w domu oleju lnianego, słonecznikowego, kokosowego, oliwy z oliwek i od czasu do czasu z pestek dyni i konopnego. Dodajemy je w zasadzie do każdego posiłku, polewamy sałatki, kaszę jaglaną, i inne. Uzbiera się tego kilka łyżek dziennie różnych olejów na głowę. Czy to za dużo?
    I czy faktycznie nawet takie tłuszcze, nieoczyszczone, tłoczone na zimno – mogą w nadmiarze szkodzić? Czy organizm umie sobie te tłuszcze zamienić na energię czy niekoniecznie?

    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    Marta

    • Marlena pisze:

      Każdy nadmiar zdrowiu nie służy, dotyczy to również olejów roślinnych. Dużo zdrowiej ponadto jest zjeść pokarm całościowy, np. ziarno lnu, orzechy, nasiona (np. słonecznika), oliwki, awokado czy kokosa niż tylko lać sobie łyżkami do potraw wydobyty z nich sam tłuszcz (9 kcal/g). Jeśli tłuszcze te nie zostaną spalone podczas aktywności fizycznej, to zostaną zamienione w tkankę tłuszczową.

  88. Danita pisze:

    Ja uzywam olej ze slodkich migdalow zimno tloczony jako kosmetyk do ciala I wlosow.jestem b.zadowolona ,cialo jest zawsze dobrze natluszczone ale nie tluste,a wlosy odkad uzywam tego oleju zmienily mi sie,sa blyszczace, elastyczne slowem zdrowe.Czasami „popijam” sobie tego oleju.Co pani sadzi o tym oleju?A w kuchni juz od dwoch lat uzywam tylko I wylacznie „ORGANIC COCONUT OIL” ,virgin,cold-pressed,firmy Carrington Farms.Ale czasami ten olej uzywam tez jako kosmetyk.Ciekawi mnie jakie jest Pani zdanie na temat oleju ze slodkich migdalow,oczywiscie zimno tloczonego.

  89. Monika pisze:

    Pani Magdaleno, nikt z czytelników nie wymienił jeszcze oleju Holle (kombinacji 3 różnych olejów) , przeznaczonego konkretnie dla dzieci, zastanawiam się nad jego zakupem, co Pani o nim sądzi?
    Z góry dziękuję za odpowiedź,
    Monika

  90. Mroczarka pisze:

    Droga Marleno od pewnego czasu staram się unikać smażenia, jednak mój małżonek bardzo lubi naleśniki lub placki ziemniaczane, do tej pory kupowałam w dość przyzwoitej cenie olej rzepakowy tłoczony na zimno w Lidlu, koleżanka jednak mi powiedziała że rzepak w Europie jest modyfikowany czyli GMO , czy wiesz coś na ten temat, czy to prawda.? Powoli zaczynam załamywać się tym czego człowiek nie zrobi żeby się nachapać pieniędzy, nie myśląc o szkodzie dla zdrowia ludzi 🙁

  91. Raidou pisze:

    Marlena, kurde, masz niesamowita wiedze ogolna o tych olejach i wogole o zywieniu 😛 ~ ! Gratuluje i pozdrawiam:>~ !

  92. DarekM pisze:

    Witam,
    Mam dwa pytania.
    1. Czy olej, przykładowo Kujawski zawiera izomery trans kwasów tłuszczowych w jakichś dużych, przekraczających normy ilościach? – czy przeprowadzono badania tego typu, określające szczegółowo skład – póki co producent reklamuje olej rafinowany jako zawierajacy NNKT.
    Czy można tak bezczelnie okłamywać konsumentów, czy prawo jest w takich przypadkach bezradne?

    2. Czy dodatki do pieczonego we własnym zakresie chleba, w postaci nasion lnu, słoncznika, czyli produktów zawierających w swym składzie wysoce reaktywne nienasycone kwasy tłuszczowe, nie jest przypadkiem strzałem ,,samobójczym” – przecież oddziałowujemy wysoką temperaturą.

    uprzejmie proszę o opinię,
    pozdrawiam,
    Darek

    • Marlena pisze:

      Owszem, można bezczelnie okłamywać konsumentów i każdego dnia jesteśmy oszukiwani i wpuszczani w maliny przez producentów przetworzonej, że tak powiem, „żywności”. Oraz bardzo fajnie pachnących kosmetyków i niezwykle „skutecznie” zwalczających próchnicę fluorowanych past do zębów – wszystko jest cholernie „bezpieczne” dla nas. Śmiało możemy się tym wszystkim truć. Za nasze własne pieniądze, żeby było śmieszniej. Ale to tak na marginesie. 😉

      Naukowcy nie mają żadnych wątpliwości: rafinowane oleje uszkadzają wyściółkę naszych arterii i robią mnóstwo innych szkód w ludzkim ustroju. Dlaczego? Bo „takie rzeczy” jak PRZETWORZONE TERMICZNIE tłuszcze na drzewie nie rosną i Matka Natura ich NIE stworzyła, jeno człowiek sobie umyślił wyprodukować rafinowany, oczyszczony olej – bez zapachu i smaku. Idealny do smażenia rzecz jasna (tak jakby SMAŻENIE było też czynnością niezbędną człowiekowi do przeżycia??). I do sałatek jakby co też. Taki pic na wodę fotomontaż 😉

      Dodatek nasion do ciasta chlebowego nie jest jak się wydaje rzeczą mocno szkodliwą, ponieważ temperatura wewnątrz bochenka jest niższa niż temperatura ustawiona na termostacie piekarnika.

  93. DarekM pisze:

    Dzięki za odpowiedź.

    Jeżeli chodzi o punkt drugi to jestem coś jednakowoż nieufny – przecież krytyczna dla oleju lnianego temperatura jaka towarzyszy tłoczeniu to max 50 st. C, o ile nie jeszcze trochę niżej.
    Tak więc 160 stopni, czy 140 wewnątrz wypiekanego bochenka to i tak dramatyczna przesada.
    Może łupina nasienna, czy nasiono jako całość zawiera jakieś ,,bufory” zapewniające homeostazę, ale już w przypadku słonecznika trudno byłoby w taką interpretację podążać.
    Gdzieś słyszałem, że ryby smażone ,,zachowują się” podobnie, jak wyżej podnoszone uwagi (pytania) odnośnie reakcji omega-3?

    Darek M.

  94. kawaler pisze:

    Drogie Panie!

    Z obecnych tutaj komentarzy dowiedziałem się, że jeśli potrzeba już coś usmażyć to najlepszy będzie olej kokosowy albo smalec.Czy ten olej kokosowy to też musi być wersja nierafinowana + tłoczona na zimno? Jak to jest ze smalcem, jaki najlepiej wybrać?

    I kolejne ważne pytanie.. jak to jest w przypadku pieczenia najróżniejszych ciast? W wielu przepisach wymagana jest bardzo niezdrowa margaryna (kostka, pół kostki.. itp). Czym można ją zastąpić? Co dodawać do ciasta zamiast tej trucizny?

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie cenne wskazówki!

    • Marlena pisze:

      Najlepiej jest w ogóle nie smażyć, nic smażonego nie rośnie na drzewie. Ciasta to też nie jest naturalny pokarm, w naturze nie występuje połączenie cukrów i tłuszczów – albo coś jest słodkie (ale wtedy nie jest tłuste) albo tłuste (ale wtedy nie bardzo jest słodkie). Za jedzenie smażenin, ciast i innych podobnych wynalazków organizm każe sobie po latach płacić wysoką cenę, a jest nią nasze zdrowie. Najlepiej więc traktować te pokarmy rekreacyjnie, od święta – nie na co dzień, bo to się po prostu na dłuższą metę nie opłaca.

      Olej kokosowy nierafinowany ma zapach kokosa. Rafinowany już nie ma. Isteniej też olej kokosowy nierafinowany z którego usunięto zapach działaniem pary wodnej (bez procesu rafinacji) i jest bezzapachowy (nie w każdej potrawie potrzebny nam jest zapach kokosa).
      Smalec z tego co się orientuję jest tylko jeden i będzie raczej śmierdział tym, z czego pochodzi czyli wieprzem 😉

  95. Magda pisze:

    Nurtuje mnie jedno pytanie: czy podczas smażenia każdy olej staje się rafinowany? Moja świadomość wzrasta od jakiegoś czasu, jednak ciągle mam wiele pytań 🙂 Czasami zmuszona jestem coś tam usmażyć. Moja młodzież negocjuje ze mną w ten sposób np. wypicie zakwasu z buraków. Zależy mi jednak, aby maksymalnie zminimalizować szkodliwość tego procesu. Do głowy mi przyszło, że po poddaniu tłuszczu wysokiej temperaturze, która wydziela się podczas smażenia, staje on się rafinowany. Czy wobec tego jest uzasadnione używanie nierafinowanych do smażenia? (np. kokosowy)

    • Marlena pisze:

      Jeśli już MUSISZ coś usmażyć (aczkolwiek nie polecam tego sposobu obróbki pokarmu) to wybieraj tylko tłuszcze nasycone (np. olej kokosowy, klarowane masło), chyba że mówimy o delikatnym przeszkleniu cebulki na maciupeńkim ogniu – wtedy można użyć oliwy z oliwek.

    • Magda pisze:

      Czy wobec tego mogę użyć rafinowanego oleju kokosowego do smażenia czy lepiej poprzestać na nierafinowanym?

    • Marlena pisze:

      Najlepszy jest extra virgin (nierafinowany), a jeśli potrzebujemy wersję bez zapachu kokosa, to najlepiej wybrać taki, który został pozbawiony zapachu z użyciem pary wodnej, a nie procesu rafinacji.

  96. marta pisze:

    Mam pytanie, niedawno po raz pierwszy kupiłam olej kokosowy, w markecie na dziele z żywnością ekologiczną, nazywa się olej kokosowy ekologiczny, producentem jest eko wital, nie ma na nim zamieszczonej informacji na temat tego czy jest rafinowany czy nie, jest bezzapachowy i smakuje jak tłuszcz po prostu, czy kupiłam bubel????

    • Marlena pisze:

      Olej kokosowy extra virgin (nierafinowany) poznać po tym, że delikatnie pachnie kokosem. Rafinowany nie pachnie. Jest jeszcze bezzapachowy, w którym zapach usunięto poprzez działanie pary wodnej, nie używając procesu rafinacji – trzeba czytać etykiety lub w razie wątpliwości zapytać sprzedawcy.

  97. Aneta pisze:

    Proszę o odpowiedź – czy jest jakaś różnica w używaniu oleju np. lnianego (czy z pestek dyni lub kokosowego) a jedzeniem bezpośrednio ziaren, pestek czy orzecha w całości ub po zmieleniu?

    • Marlena pisze:

      Tak, całe pestki i orzechy zawierają pełen zestaw witamin, minerałów, błonnik itd. natomiast wyciśnięty z nich olej to jedynie czysty tłuszcz (kwasy tłuszczowe), reszta cennych związków zostaje w wytłokach.

  98. Maja pisze:

    Sluchajcie, a moze ktos powie mi ile czasu suplementowac olej z wiesiolka? Jest cudowny,wspanialy na wszystko ale czy to tak na zawsze moge go brac?

  99. Beata pisze:

    Dobry wieczór Marleno.
    Właśnie dzisiaj w promocji w Auchan (w dziale eco) kupiłam pierwszy raz olej kokosowy -i nie mam pojęcia jaki olej kokosowy kupiłam rafinowany czy nie.
    Producentem tego „100% oleju bio uzyskanego z miąższu kokosa (cocus nucifera) pochodzącego z kontrolowanych upraw ekologicznych metodą tłoczenia na zimno” -jest Look Food.
    Niestety nie zwróciłam uwagi, że na etykiecie jest informacja że olej jest bezwonny.

    Po otwarciu spróbowałam oleju i rzeczywiście nie wyczulam ani kokosowego zapachu ani smaku. 
    I nie wiem czy brak zapachu i smaku to sprawka rafinacji, czy też jest to spowodowane dzialaniem (rozumiem że nieszkodliwej) pary wodnej.
    W sieci nie udało mi się znaleźć żadnej informacji , a oczywiście z rafinowanego oleju nie zamierzam korzystać.
    Jeśli Tobie Marleno, albo komuś z Czytelników udałoby się uzyskać informacje na temat mojego nabytku- to bardzo proszę o podzielenie się wiedzą.
    Z góry dziękuję za informację.

  100. Beata pisze:

    Przedstawiciel firmy przesłał mi (będące odpowiedzią na czyjąś reklamację) pismo o treści:

    „(..)olej z kokosa Bio 200ml.(..)

    Olej z kokosa tloczony na zimno nie zawsze posiada zapach. Olej firmy Look Food uzyskany jest poprzez tłoczenie suszu miąższu kokosa organicznego i późniejsze pozbawienie go zapachu poprzez odparowywanie. Oba powyższe procesy wykonywane są w temperaturze do 38°C. 

    Technologia pozyskiwania olejów w takiej temperaturze jest tloczeniem na zimno, co też ujęliśmy na etykiecie. Oleje z kokosa zapachowe posiadają w swojej nazwie słowo „vergin” , które wskazuje że dany olej również jest tłoczony na zimno, ale inną technologią i nie przeszedł procesu odparowywania. 

    W celu uniknięcia na przyszłość podobnych reklamacji do kolejnej partii produkcyjnej dodamy zwrot na etykiecie „bezzapachowy” co będzie jednoznaczne dla konsumentów. ”

    Co o tym sądzisz Marleno? 

  101. Beata pisze:

    Marleno, przedstawiciel/dystrybutor firmy przesłał mi pismo z lookfood (będące odp. na czyjąś reklamację) o treści:
    Olej z kokosa Bio 200ml, tloczony na zimno nie zawsze posiada zapach. Olej firmy lookfood jest uzyskiwany poprzez tłoczenie suszu miąższu kokosa organicznego i późniejsze pozbawianie go zapachu poprzez odparowywanie. Oba powyższe procesy są przeprowadzane w temperaturze do 38°C. Technologia pozyskiwania olejów w takiej temperaturze jest tloczeniem na zimno, co też ujeliśmy na etykiecie. Oleje z kokosa zapachowe posiadają w swojej nazwie słowo „vergin”, które wskazuje że dany olej również jest tloczony na zimno, ale inną technologią i nie przeszedł procesu odparowywania. 

    W celu uniknięcia na przyszłość podobnych reklamacji, od następnej partii produkcyjnej dodamy zwrot na etykiecie „bezzapachowy”, co będzie jednoznaczne dla konsumentów. 

    Co o tym sądzisz Marleno? 

    I czy mozliwe jest w tak niskiej temperaturze do 38°C pozbyć się smaku i zapachu kokosa, nie zamieniając jednocześnie oleju w bezwartosciowy produkt?
    Z tego co czytam, to zapach i smak oleju jest usuwany w procesie dezodoryzacji, w bardzo wysokiej temperaturze.

  102. Itka1975 pisze:

    A co z zanieczyszczeniami przy „nierafinowaniu”…? Ołów, rtęć, kadm, arsen czy benzo (a) piren ?

    • Marlena pisze:

      To samo co z witaminami, białkami, karotenoidami czy związkami mineralnymi: ulegają usunięciu. Rafinacja usuwa wszystko jak leci. Powstaje produkt bezwonny i bezsmakowy, w którym oprócz zniszczonego procesami przetwórczymi tłuszczu w zasadzie nic już nie ma. No, może z wyjątkiem pozostałości heksanów czy innych środków chemicznych użytych przy procesach produkcyjnych.

  103. Ewa pisze:

    Dlaczego ceny olejów nierafinowanych są tak rozbieżne? Jest olej rzepakowy nierafinowany za 7 zł i jest i za 22 zł? czym one się różnią?

    • Marlena pisze:

      Może jeden jest bio, a drugi z pryskanego rzepaku? Cena zależy też od pojemności, od kraju pochodzenia jak również od kosztów marketingu i reklamy.

  104. Wolanda pisze:

    Pani Marleno, napisała Pani, że nie używa Pani masła Ghee. Przyznam, że po wysłuchaniu reportażu w polskim radiu jestem nieco zdziwiona. A Pani mąż na nim również nie smaży? W kulturze indyjskiej, to ceniony produkt, prawda? Zarówno kulinarnie jak i sakralnie.

    • Marlena pisze:

      Ja nie jestem moim mężem a on nie jest mną, więc nie wiem czym jesteś zdziwiona. Ja nie używam ghee, on zaś go używa tam, gdzie w przepisach na ichnie tradycyjne dania ghee jest jednym ze składników. Dla ciekawskich wyjaśnię, że oprócz różnych preferencji kulinarnych i lifestylowych jesteśmy też różnego wyznania, różnych poglądów politycznych, mamy też osobne ubrania, osobne obuwie, osobne kosmetyki i szczoteczki do zębów oraz jednego wspólnego syna, a to dzięki temu, że jesteśmy różnej płci. 😀

    • Itka1975 pisze:

      Pani Marleno. ..
      Pytałam o zanieczyszczenia, które ( rzekomo ) pozostają gdy nie oczyszczamy….a nie o skutek rafinacji…
      Poza tym nie ma się co zastanawiać, który olej jest dobry do smażenia. .Wystarczy spojrzeć na etykietę i porównać proporcje kwasów jednonienasyconych do wielonienasyconych…Tych pierwszych ma być znacznie więcej. .Ot i cała filozofia 🙂
      Tak czy siak pełne uznanie dla Pani Akademii..
      I proszę sobie wyobrazić scenę , w której stoję boso na trawniku , przypomnę , że mamy koniec listopada. .i neutralizuję wolne rodniki 🙂 Miny przechodniów bezcenne B-)
      Pozdrawiam 🙂

  105. yield pisze:

    Kupiłam olej kokosowy – tłoczony metodą na zimno, bezzapachowy. Nie ma informacji czy jest nierafinowany czy rafinowany.Teoretycznie jeśli tłoczony metodą na zimno powinien być nierafinowany ale skoro jest bezzapachowy znaczy się jest rafinowany. Czy ktoś mi to wyjaśni? Proszę 🙂

    • Marlena pisze:

      Zapachu można się pozbyć działaniem pary wodnej w przypadku oleju kokosowego. Dobry bezzapachowy olej powinien mieć taką informację na opakowaniu, że użyto pary wodnej a nie procesu rafinacji. W razie wątpliwości można zgłosić zapytanie do producenta.

  106. Wolanda pisze:

    Nie jestem ciekawska tylko ciekawa innych ludzi. Nie zaglądam Pani do łóżka tylko do kuchni, bo w większości o jedzeniu prowadzi Pani swojego bloga. Jest Pani osobą medialną, internet, radio. To Pani pierwsza wyszła ze swoją prywatnością do ludzi. Ja nie pytałam w jakiej pozycji zrobiliście syna tylko zaledwie o ghee…
    Zastanawiam się skąd tyle złośliwości w Pani odpowiedziach? Li tylko wyłącznie z roślin?

    • Marlena pisze:

      Taka mała prośba do Ciebie: bez napinki, proszę, OK? 😉 Odróżnić należy złośliwość od poczucia humoru, pytałaś o ghee i uzyskałaś odpowiedź, co do reszty wypowiedzi nie była ona personalnie do Ciebie przecież skierowana lecz do ciekawskich i nie była podyktowana złośliwością. Jeśli ktokolwiek tak to odczuł to z góry przepraszam, lecz nie było to moim zamiarem. A moja prywatność lub medialność… cóż, nie mam nawet konta na Facebooku czy innym portalu społecznościowym (nie licząc profilu tej witryny) i tak ogólnie rzecz biorąc raczej nie obnoszę się ze swoją osobą za bardzo. Moja dieta zawiera nie tylko rośliny FYI, więc daruj sobie proszę te roślinne przytyki 😉

  107. ella pisze:

    Marlenko,
    stosuję olej kokosowy od dawna, m.in. przez Twoją rekomendację, a tu wczoraj czytając dr Różańskiego (dla nieznających doktora, to nie lekarz, ale sława, autotytet od roślin i fitoterapii ), trafiłam na wpis, w którym dr niezbyt pochebnie pisze o nim http://rozanski.li/1253/tluszcz-olej-kokosowy-kokosfett-coconut-oil-jako-skladnik-lekw-pokarm-i-pasza-nieco-o-przemianach-tluszczw/
    Trochę się podłamałam, i aż mi się nie chce wierzyć, ale dr ma solidną wiedzę. Marlenko, proszę przeczytaj, ten artykuł będzie na pewno bardziej zrozumiały dla Ciebie, niż dla mnie, bo masz podstawy wiedzy z biochemii, i proszę skomentuj, co myślisz o tym.
    Pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      No nie da się ukryć, że to w 90% tłuszcz nasycony. 1 łyżka to 116 kcal, 14 g tłuszczu ogółem, z czego 12 g nasyconego. Niektórzy ładują go w siebie beznamiętnie „bo przecież jest taki zdrowy”. Ja nie mówię, że nie jest czasem przydatny w kuchni (bo jest), świetnie się też czasem sprawdza w celach terapeutycznych. Doskonały jako kosmetyk do włosów i ciała! Nie wyobrażam sobie nie mieć oleju kokosowego w domu. Natomiast z pewnością nie warto go nadużywać. Dlaczego? Bardzo podoba mi się artykuł dr Aldony Pulde na ten temat: http://www.forksoverknives.com/is-coconut-oil-healthy-or-hazardous/

  108. Adam pisze:

    Tak nieco żartobliwie – jakie produkty gotowane lub poddane obróbce na parze rosną na drzewach? To a propos uwag, że nic smażonego nie rośnie na drzewach 😉 Sam też nie smażę zresztą…
    A co do oleju kokosowego – Olvita i Biooil można sobie darować (lniany tak, kokosowe nie). Wszak oliwy też w Polsce się nie produkuje, bo oliwki u nas nie rosną. Olej kokosowy powinien być produkowany w kraju, gdzie rosły orzechy kokosowe użyte do produkcji oleju, dlatego trzeba się przemóc i kupić czasem coś z kraju trzeciego świata – Made in Sri Lanka albo Thailand 😉

    • Marlena pisze:

      Adamie, te firmy konfekcjonują w Polsce, nie zbierają orzechów kokosowych pod Świdnicą czy Zieloną Górą, tylko importują olej kokosowy z kraju pochodzenia w dużych kontenerach i tutaj pakują do słoiczków.

  109. Michał pisze:

    Witam. Nie chciałbym nikogo obrazić ale mam wrażenie że autor nie ma pojęcia trochę o czym pisze. Pani Marlena jest znawcą wszystkich olei ale ciekawy jestem czy była przy produkcji tych produktów. Jestem producentem oleju lnianego i rzepakowego tłoczonego na ciepło i nie zgodzę się w paru kwestiach. Po pierwsze „Z czego został oczyszczony? Ze wszystkiego. Nie tylko z zanieczyszczeń, wody i śluzów, ale też z jakichkolwiek substancji pożytecznych. Powstaje produkt ogołocony ze wszystkiego, nawet nie ma praktycznie smaku i zapachu” to niech Pani wybierze się na jakikolwiek stragan w powiecie garwolińskim i spróbuje prawdziwego oleju tłoczonego na ciepło czy on nie ma smaku i zapachu? cały jego urok polega na zapachu i smaku. Następna sprawa to z jego datą przydatności , życzę wam zdrowia w jedzeniu oleju z 3 miesięczną datą przydatności , prawdziwy olej tłoczony na ciepło jest smaczny tylko miesiąc a potem ma smak taki jak twierdzi autorka.
    Diabeł tkwi w czym innym. rzeczywiście więcej wyprodukuje się oleju z 100 kg lnu tłoczonego na ciepło niż na zimno. Ale do uzyskania pozwolenia od sanepidu na tłoczenie na ciepło jest niemożliwe bo niby nie chigieniczne. A tłoczenie na zimno jest za to tańsze. I z której strony by nie patrzeć koszt produkcji się wyrównuje. Nawet tłoczenie na ciepło jest bardziej ryzykowne bo nie naprodukujesz go na zapas. I jak jest taki niezdrowy to jak to jest że „ciemnota” z połowy województwa mazowieckiego i połowy lubelskiego od 50 łat go spożywa i wszyscy go chwalą że taki zdrowotny.

Comments are closed.