odświeżacz

Czy zastanawialiście się kiedyś co tak naprawdę wdychamy gdy rozpryskujemy w domu zakupione w drogerii gotowe odświeżacze powietrza? Ja się na tym faktem w moim „poprzednim życiu” nigdy nie zastanawiałam, wystarczyło, że ładnie pachnie, a jedynym moim problemem było zapolowanie w drogerii na  nowy zapach jakiejś znanej marki i wypróbowanie reklamowanego właśnie w telewizji szałowego odświeżacza. No i tak sobie całymi latami wdychałam różne świństwa nie mając pojęcia co wdycham. Bo przecież jak ładnie pachnie to nie może być szkodliwe. Duży błąd!

Oto jakie między innymi „skarby” można znaleźć w komercyjnych odświeżaczach powietrza:

– limonene (limonen) – ma działanie alergizujące

– acetaldehyd – ma działanie niszczące na wątrobę

– aceton – podrażnia drogi oddechowe i skórę, szkodliwy dla systemu nerwowego, nerek i wątroby

– chlorometan – toksyczny gaz o działaniu odurzającym i otępiającym, prawdopodobnie taratogenny (szkodliwy dla płodu)

– 1,4-dioksan (powszechnie znany jako „rozpuszczalnik”) – toksyczne działanie układowe (wątroba, nerki), potencjalnie rakotwórczy

– 1.4 dichlorobenzen – szkodliwy (nerki, płuca), drażniący drogi oddechowe i potencjalnie rakotwórczy

– ftalany – związki toksyczne, zaburzające gospodarkę hormonalną (m.in. poziom testosteronu) i generalnie płodność oraz mające potencjalnie rakotwórcze

– toluen, formaldehyd, benzen – wszystkie te chemikalia są szkodliwe, zaburzające pracę systemu nerwowego i potencjalnie rakotwórcze (benzen podejrzewa się o powodowanie białaczki, formaldehyd o powodowania raka górnych dróg oddechowych)

– parfum! To już w ogóle czarna magia, bo producenci NIE mają obowiązku wykazywania na opakowaniu cóż to takiego konkretnie ten „parfum” za substancja, więc przyjąć należy, że może to być… dokumentnie wszystko.

 Dodatkowo bardzo często składu na odświeżaczu nie sposób uświadczyć, po prostu producenci nie mają obowiązku podawać składu na odświeżaczach powietrza. Na kosmetykach wchłanianych przez skórę mają, na odświeżaczach wchłanianych przez drogi oddechowe nie mają, tzn. mogą, ale nie muszą.  Zapewne dlatego, aby nie wystraszyć konsumenta nazwami związków, które normalnemu człowieku z trudem przyjdzie wymówić 😉

Jeśli chcemy mieć ładny zapach w domu to wcale nie musimy kupować drogich i toksycznych komercyjnych odświeżaczy, wystarczy zaopatrzyć się w zapas kuchennej sody oczyszczonej (5,99zł/kg) i wykorzystać jej naturalne właściwości. Soda mianowicie świetnie wchłania wszelkie zapachy. Nawet do lodówki nie kupuję już cud-odświeżaczy za ciężkie pieniądze, choć kusi mnie mini-ozonator (gdy go kupię i użyję na pewno się z Wami podzielę moją opinią). Póki co doskonale daje radę soda. Tanio i skutecznie, przyjemne z pożytecznym czyli to, co lubię najbardziej. 🙂

Co nam będzie potrzebne do wykonania nietoksycznego odświeżacza powietrza?

-soda oczyszczona

olejki eteryczne

– kawałki tkaniny o luźnym splocie lub dekoracyjny papier w którym szpilką robimy dziurki

– dekoracyjne tasiemki lub sznureczki do przytrzymania tkaninowego lub papierowego „wieczka”

– kilka minut wolnego czasu 😉

Przede wszystkim zaś jakieś małe pojemniczki. Co to może być? Mogą to być puste malutkie słoiczki np. po kosmetykach (kremach do twarzy), więc gdy skończy nam się krem nie wyrzucajmy słoiczka, bo śmiało można taki nawet maciupeńki i na pierwszy rzut oka do niczego nie przydatny słoiczek po kremie poddać recyklingowi  – jak to mówiła moja Mama „w tym domu nic nie ma prawa się zmarnować 😉

sloiczek2

Mogą to być puste niewielkie puszeczki metalowe po czekoladkach, pluszowym miśku czy innym gadżeciku jaki kiedyś dostaliśmy w prezencie.

domowy odświeżacz w puszce

Mogą to być w końcu puste solniczki (wersja dla leniwych lub zabieganych, którym nie chce się bawić w prace ręczne). W sklepach jest tyle cudnych solniczek ze szkła lub ceramiki o rozmaitych, czasem bardzo pociesznych kształtach. Korzystając z solniczki nie musimy już dbać o wykonanie wieczka, bo  dziurki już mamy. Dobrze jest gdy dziurki w solniczce są spore.

solniczkiSposób wykonania:

1. Do sody dodajemy kilka kropel naszego ulubionego olejku eterycznego (do lodówki dobrze sprawdza się cytrynowy, do pomieszczeń również inne olejki, np. lawendowy, bergamotowy, sosnowy itd., a można też mieszać tworząc własne kompozycje).

2. Mieszamy sodę z olejkiem, napełniamy taką pachnącą mieszanką nasze pojemniczki, przykrywamy je tkaninowym lub papierowym wieczkiem przewiązanym ładną tasiemką i gotowe!

3. Stawiamy tam, gdzie mają być pochłaniane zapachy niemiłe, a wyzwalane te miłe. W lodówce, szafach odzieżowych, szafkach na obuwie, w łazience, w samochodzie (tak, te samochodowe „choineczki” wyrzucamy tam gdzie ich miejsce, czyli do śmietnika: też są napakowane chemikaliami, żeby nie było), po prostu wszędzie gdzie nam przyjdzie na myśl taki słoiczek możemy postawić.

4. Co jakiś czas dolewamy tylko nową porcję olejku eterycznego, a raz na parę miesięcy dobrze jest sodę wymienić na całkiem nową, bo z biegiem czasu  żółknie, zbryla się i traci swoje właściwości pochłaniające.

5. Jeśli wyprodukujemy nadmiar odświeżaczy rozdajmy je bliskim i przyjaciołom, niech i oni oddychają ładnie pachnącym, lecz wolnym od szkodliwych związków powietrzem. Taki estetycznie wykonany odświeżacz to świetny pomysł na uniwersalny prezent, który każdego bez wyjątku ucieszy!

 Nigdy więcej jednym słowem chemicznych drogich „odświeżaczy”, które raczej powinny zwać się „zatruwaczami”. Te komercyjne zapachy są ładne, ale podstępnie zabierają nam zdrowie. Nie używajmy ich zatem ani w formie spray’u, ani w formie żelowych pojemników, ani w formie elektronicznych dyfuzorów. W żadnej formie, bowiem w każdym wypadku gdy używamy konwencjonalnych produktów tego typu, zawsze narażamy się na działanie zaburzających pracę naszego systemu chemikaliów – kupujemy kota w worku. 😉