Jak szybko i tanio usunąć pestycydy z warzyw i owoców

Jeśli nie mamy dostępu do warzyw i owoców hodowanych bez chemii (z upraw organicznych albo od działkowiczów nawożących naturalnym kompostem), musimy dla własnego dobra pozbyć się toksycznych chemikaliów z powierzchni jarzyn i owoców po przyniesieniu ich do domu z warzywniaka. Sama woda nie zda tutaj egzaminu i zaraz wyjaśnię dlaczego.

W sklepach ze zdrową żywnością są co prawda specjalne płyny służące do tego celu, lecz są one drogie – na 500-600 ml takiego „specjalnego” płynu musimy wyłożyć 20-30 zł. Czy jest sposób aby drogi „płyn do mycia warzyw i owoców” zastąpić tańszym rozwiązaniem? Oczywiście, możemy zrobić to samo a nawet o niebo lepiej za grosze!  Dzisiaj opowiem jak to zrobić. W 5 minut.

Większość drogich zagranicznych (polskich nie spotkałam) płynów do mycia warzyw i owoców dostępnych w sprzedaży to marketingowa ściema. Receptury oparte na kwasach (jabłkowy, mleczny, cytrynowy itd.) pomagają pozbyć się co prawda szkodliwych bakterii (E.coli, Listeria czy Salmonella) ale nie usuwają większości pestycydów. Gdzie jest haczyk?
haczyk
Otóż większość pestycydów stosowanych dzisiaj w uprawach przemysłowych ma skład opracowany tak, aby był wygodny dla rolników, czyli aby opady atmosferyczne nie zmywały ich z powierzchni opryskanych płodów rolnych. Jednym słowem są oleiste. Dotyczy to np. szeroko dzisiaj stosowanych karbaminianów czy pestycydów organofosforanowych (inaczej fosforoorganicznych). Nie są to jednak te połyskliwe woski, którymi pokryte są często np. jabłka. Oleiste pestycydy nie są ani widoczne gołym okiem ani też wyczuwalne na powierzchni warzyw i owoców w dotyku. Substancje te zobaczymy dopiero rozpuszczone w wodzie o odczynie alkalicznym, ponieważ dopiero w takich warunkach dochodzi do hydrolizy tych substancji.
Zatem przystępujemy do działania! Oto szybka i super tania metoda mycia warzyw i owoców:
Krok 1. Usunięcie szkodliwych bakterii (E.Coli, Listeria, Salmonella itp.). Płuczemy warzywa i owoce najpierw w wodzie o odczynie kwaśnym przez 2-3 minuty. Na 1 litr wody dodaj  ok. pół szklanki octu (najlepiej winnego lub jabłkowego, jak nie masz może być zwykły) albo 2-3 łyżki kwasku cytrynowego (ten kupujemy w dużych torbach, 1 kg za ok. 8-10 zł). Jeśli masz w domu jonizator czyli maszynę do produkcji wody o żądanym odczynie (typu Leveluk, Chanson, Biontech itp.) nastaw maszynę na kwaśne pH (2,5-3,5).
Krok 2. Usunięcie pestycydów. Po wyjęciu warzyw z wody kwaśnej płuczemy je w wodzie o odczynie alkalicznym przez kolejne 2-3 minuty. Na 1 litr wody dodaj 1 czubatą łyżkę sody kuchennej (również kupujemy w dużych torbach 1 kg ok. 4-6 zł). Jeśli masz w domu jonizator czyli maszynę do produkcji wody o żądanym odczynie (typu Leveluk, Chanson, Biontech itp.) nastaw maszynę na pH maksymalne (pH 10-11,5).
Woda po płukaniu warzyw zmieni tym razem swój wygląd: w zależności od użytych do oprysku substancji stanie się mętna lub przybierze odcień żółtawy, na powierzchni często pokaże się tłustawy film.
Krok 3. Opłukujemy warzywa w czystej wodzie (neutralne pH 7).
Całą operację możemy wykonać korzystając z dwukomorowego zlewu (lub dwóch dużych misek) w ciągu 5 minut i kosztuje to w dodatku grosze!
Czy zdrowie Twoje i Twoich bliskich jest warte 5 minut,  odrobiny octu lub kwasku cytrynowego i kuchennej sody? Teraz bez wymówek typu „nie mam czasu”. Po prostu wyrób sobie nawyk oczyszczania warzyw i owoców z pestycydów od razu po przyniesieniu zakupów do domu. Pięć minut! Potem umyte owoce i warzywa włóż do lodówki. Należy zjadać je na bieżąco nieco szybciej niż te niemyte, ale przynajmniej w lodówce nie będą razem się walać warzywa skażone chemikaliami i te czyste. Umyte w ten sposób warzywa i owoce są dużo smaczniejsze niż pokryte pestycydami (czyli umyte np. w samej wodzie lub wodzie z octem), więc znikną z lodówki w mgnieniu oka :)
A kiedy tylko macie okazję pamiętajcie, że zawsze warto zakupić warzywa uprawiane na zdrowej i nieskażonej chemią ziemi. Część chemikaliów która dostała się do warzyw z ziemi – po prostu już w nich zostaje, a tych nie da rady po prostu zmyć. To co można uprawiajcie sami na balkonie lub kuchennym parapecie, tym bardziej, że np. zioła czy zieleninę warto zawsze mieć pod ręką.

166 komentarzy na temat “Jak szybko i tanio usunąć pestycydy z warzyw i owoców

    • Marlena pisze:

      Olu, w dużych opakowaniach szukaj tych produktów na portalach aukcyjnych, w sklepach internetowych z art. ekologicznymi lub przyprawami, a naziemnie w hipermarketach MAKRO Cash& Carry. Ja kupuję przez internet, od razu 3 lub 5 kg, płacę raz kuriera i mam spokój na długo. Kwaskiem odkamieniam też czajnik elektryczny i parowar w którym gotuję na parze moje warzywa (1-2 czubate łyżki na 0,5 l wody, jak się zagotuje wyłączyć i zostawić, potem wypłukać) ponieważ w przeciwieństwie do odkamieniaczy z drogerii jest nietoksyczny i do tego śmiesznie wręcz tani.

    • kamila pisze:

      dodatkowo stosuję kwasek cytrynowy do czyszczenia pralki – raz na miesiąc/dwa wsypuję 3 -4 małe torebki i nastawiam pranie na wysoka temperaturę – pusta pralka .

    • Marlena pisze:

      Bardzo dobry sposób, dziękuję Kamilo! :) Działa dokładnie jak reklamowany Calgon, a jest mniej toksyczny dla nas i środowiska. Kwas cytrynowy kupuj w kilogramowych torbach, w saszetkach wychodzi drogo.

    • bohandas pisze:

      Ja kwasek cytrynowy stosuje do odkamieniania ekspresu do kawy i parowaru. Ma tą zaletę, że w przeciwieństwie do octu nie ma zapachu.

    • Marlena pisze:

      Agnieszko, sodę oczyszczoną można kupić już za 4-5 zł /kg a nie 8,59 ;) a najtaniej jest w serwisach aukcyjnych od sprzedawców specjalizujących się w sprzedaży odczynników. Najtaniej wychodzi kupić torbę 3 kg za 12 zł i mieć spokój na długi czas.

    • Yackowski pisze:

      Sodę polecam w tierraverde.pl Tam mają 1kg za ok 10 zł. Tam mają same ekologiczne produkty do prania, naczyń i sprzątania. Używam i wychodzi taniej od paskudnych proszków od mosanto.

    • KryKryKry pisze:

      Ja kupuję w http://www.wtwoimdomu.com/ , jest tu bardzo tanio robię to już od pół roku czy nie więcej i szczerze nie bierze 5 minut, bo kiedy się kupuje sporo owoców i warzyw cała logistyka zawiera mi godzinę, ale jest to dla naszego zdrowia, więc warto.

    • Marlena pisze:

      Z cytrusów lub bananów na pewno należy zdjąć skórkę (zanim wyrzucisz skórkę od banana potrzyj jej wewnętrzną częścią zęby bo bardzo ładnie wybiela z uwagi na wysoką zawartość potasu – musi to być dojrzały banan, nie na wpół zielony). Tam gdzie nie musimy ściągać skórki jadajmy dary natury w formie w jakiej je ona stworzyła, czyli ze skórką. Często poukrywane są tam prawdziwe skarby :)

    • Ewelady pisze:

      niektórzy nie obierają też marchewek, szczególnie tych „mytych”. Ja zawsze je obieram, jak inne korzenie warzyw… ale jak jest lepiej? Może zostawić skórkę, ale za to zafundować im kąpiele kwaśno-zasadowe? :) a może kąpać, a później obierać?

    • Marlena pisze:

      Ja nie obieram (gdy nie muszę) niczego co natura stworzyła. Ostatnio wyczytałam, że np. w skórce kiwi jest dużo cennych związków. Tylko jakoś skórka taka włochata mi nie wchodzi :D ale już np. do wyciskarki wrzucam wszystko, nawet kiwi, razem ze skórką. Oczywiście odpowiednio „wykąpane”.

    • hajduczek pisze:

      A ja kupuję ekologiczne niewoskowane cytrusy bezpośrednio z Sycylii, więc nie zwsze obieram cytrusy (ale banany tak, obieram zawsze:-) Zdarza mi się do koktajlu wrzucić pomarańczę wraz ze skórką… A cytrynę – to już zawsze ze skórką używam, czy to w herbacie, czy w kokltajlu. A gdy potrzebny jest tylko sok (do sosu sałatkowego na przykład) – z żółtej części skórek robię wyciąg alkoholowy do aromatyzowania różnych potraw albo do wykonania likieru typu limoncello. Muszę jeszcze poszukać sposobu na obniżanie ciśnienia tętniczego krwi, bo żółta część skórki cytryny obniża to ciśnienie, ale nie wiem, jak tę wiedzę mogę wykorzystać. Może Ty, Marleno, podpowiesz mi jakiś sensowny i bezpieczny sposób?

    • Marlena pisze:

      W skórce jest więcej witamin i flawonoidów niż w samym owocu podobno. Ja dodaję w sokach wyciskanych razem ze skórką.

  1. Ania pisze:

    Witam , a nie lepiej zanurzyc owoce-warzywa w wodzie z dodatkiem wody utlenionej tez ma takie działanie …gdyz woda utl. zabija iles tys. bakteri itp.

    • Rafal pisze:

      Marlena, a co sądzisz o ozonatorach żywności? Ponoć również bardzo skutecznie usuwają wszelkie bakterie, pasożyty, antybiotyki itp z żywności, a z opinii które czytam, to ludzie często są w szoku, jak widzą, co wypływa z takiego kurczaczka po godzinie ozonowania.

    • Marlena pisze:

      Ha ha. Nie, Piotrze, nie warto, można od razu walnąć się na linę :) Jeśli szkoda Ci 5 minut aby nie tylko owoce ale i całe życie nabrało lepszego smaku, to wolna wola, jedz z pestycydami. Ale nie polecam. :D

    • heja pisze:

      nie warto! warto za to dalej pochlaniac pestycydy, poczekac i pomeczyc sie w czasie leczenia rakow,noszenia workow stomicznych po wycieciu jelit i innych fascynujacych stron zycia lacznie z chorym genetycznie potomstwem :D

    • dorota pisze:

      Myślę, że prostszym rozwiązaniem jest kupowanie jarzyn z ekologicznych upraw ;-). Przy okazji zrobimy dobry krok w stronę „wypierania” pestycydowego rynku. Trzeba wierzyć.

    • Marlena pisze:

      Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić – gdyby w każdym warzywniaku oprócz „zwykłych” warzyw leżały droższe organiczne to OK, ale niestety organiczne się dzisiaj „załatwia” jak kiedyś papier toaletowy za komuny. :)

  2. Agatta pisze:

    Proponowalabym jednak nie podejmowac prob wybielania zebow skorka bananowa, jesli nie sa to banany bio (a w Polsce sa trudno dostepne z tego co wiem). Owoce egzotyczne nie dosc, ze pryskane na plantacjach, to jeszcze potem w celu zabezpieczenia przed trudami podrozy i dystrybucji.

    • Marlena pisze:

      Agatta, zgadza się, banany organiczne w Polsce to trudno dostępny towar. Jednak można usunąć pestycydy z powierzchni skórki, a używa się wewnętrznej części tak czy inaczej.

  3. Ania pisze:

    Zastosowałam Twój sposób (tylko roztwory zrobiłam „na oko” bo nie spisałam wcześniej proporcji) i rzeczywiście na powierzchni wody z sodą była lekko tłustawa warstwa. Tak więc wszystko się zgadza. Dzięki! ;)

  4. Gosia pisze:

    Jeszcze jedno pytanie. A takie z kolei warzywa, ktorych sie nie obiera, np. natka pietruszki, brokul itp.Je tez tak myc?

    • Marlena pisze:

      Jak najbardziej, wszystkie myjemy, również drobnolistne (rukola, roszponka, szpinak) – nie ma przeszkód :)

  5. Ania pisze:

    A czy takie mycie nie pozbawia warzyw i owoców także sporej części cennych witamin? Albo czy soda i ocet/kwasek nie wchodzą w jakąś reakcję ze składnikami owoców/warzyw?

    • Marlena pisze:

      Nie, myjemy przecież je tak jak są czyli w skórce, woda nie przenika przez skórkę. Chodzi o to w tym myciu, by zmienić pH wody. Kwaśne pH zabija bakterie bytujące na powierzchni warzyw i owoców, zasadowe zaś rozpuszcza pestycydy (co prawda tylko fosforoorganiczne, a nie chloroorganiczne, jednak na szczęście te ostatnie nie są już prawie wcale używane, są bardzo małe szanse że trafimy na nie). Jedynie światło, tlen lub wysoka temperatura powodują rozpad witamin.

    • Ania pisze:

      dziękuję za rozwianie wątpliwości :-) Jeszcze jedno pytanie: czy soda kuchenna różni się od tej czystej do analizy? To samo z kwaskiem/kwasem cytrynowym – są jakieś, które się nie nadają do mycia?
      P.S. wiem, wiem strasznie głupie pytania zadaję :-)

    • Marlena pisze:

      Czysta do analizy jest po prostu mocniej oczyszczona niż ta ze spożywczego. Do mycia warzyw nie musi być CZDA, tak samo kwasek. Natomiast CZDA jest polecana gdyby chciało się te substancje doustnie przyjmować lub robić z sodą kosmetyki domowej roboty (pasta do zębów, dezodorant itd.)

    • Marlena pisze:

      Z kranu ;) A odczyn robisz dodając octu (lub kwasku cytrynowego) dla odczynu kwaśnego oraz sodę kuchenną dla odczynu zasadowego.

    • Mati pisze:

      Dziękuję, a jeszcze tak spytam ile dodać octu mniej więcej, a ile tej sody oczyszczonej?
      Ps. Bardzo dobry blog.

    • Mati pisze:

      Ale jestem głupi, przecież pisze :) Przepraszam zakręcony jestem za dużo informacji na raz :)

    • Marlena pisze:

      Mati przeczytaj artykuł uważnie jeszcze raz, tym sposobem zmywamy z powierzchni oprysk. Jeśli jednak chcemy mieć 100% pewności, że warzywa nie zawierają żadnych innych kontaminantów to musielibyśmy założyć własną hodowlę w dobrze odżywionej naturalnym nawozem ziemi i mieć nad nią pełną kontrolę.

    • Mati pisze:

      Tak też myślałem. A co pani sądzi o jedzeniu jajek (oczywiście takich ze wsi)? Bo krążą już różne teorie na temat jedzenia jajek i chciałbym poznać Pani opinie.

    • Marlena pisze:

      Jajka są nieprzetworzonym produktem sprawdzonym przez poprzednie pokolenia, a odsądzonym od czci i wiary dopiero w latach 70-tych, kiedy nagle wrogiem numer jeden stał się cholesterol, w napadzie cholesterolofobii producenci margaryn zaczęli nam wciskać swoje syntetyczne smarowidełka, zaś jajka i masło popadły w niełaskę. Tymczasem zdrowy człowiek nie ma „problemu z cholesterolem” i jeśli zje raz na jakiś czas jakieś jajko od kury ze wsi to wyjdzie mu to raczej na zdrowie (jajka ze wsi zawierają wiele cennych substancji), najważniejsze jest by było jedynie delikatnie poddane działaniu temperatury (gotowane na małym ogniu na miękko lub w koszulkach, aby to co najcenniejsze czyli żółtko ocalić w miarę możliwości od denaturacji temperaturą), natomiast takie jajko smażone na rafinowanym oleju na wściekłym ogniu może przynieść więcej szkody niż pożytku.

  6. Marta pisze:

    Chcialam spytac o suszone owoce. Gdzies czytalam, jak je „oczyszczac”, ale nie pamietam dokladnia jak ani gdzie tej informacji szukac.

    • Marlena pisze:

      Jeśli masz owoce suszone naturalnie to nic nie musisz robić, natomiast jeśli zdarzy się kupić owoce suszone siarczkowane to związki te są łatwo rozpuszczalne w wodzie. Wystarczy namoczyć owoce i parę razy zmienić im wodę, aby pozbyć się związków siarki.

    • Marlena pisze:

      Ja myję moje owoce w podany sposób usuwając z nich pestycydy i zjadam je zawsze ze skórką, co jest zdrowsze. Oczywiście oprócz takich, które wiadomo że należy obrać jak cytrusy, banany itd.

  7. Paulina pisze:

    Zrobiłam zgodnie z instrukcją dwa razy i powątpiewam, czy to w ogóle cos daje… W wodzie z sodą nie było ani oleistego osady, ani woda nie zmieniła koloru… Chyba, że coś robię nie tak…

    • Marlena pisze:

      Paulino, woda może zmienić kolor lub posiadać tłusty film na powierzchni ale nie musi, to zależy od tego skąd warzywa i owoce pochodzą, czym były traktowane (lub nie), jak długo miały kontakt z wodą z dodatkiem sody itd.. Ponadto spróbuj raz użyć (tak z czystej ciekawości) miski z przezroczystego szkła, być może w zlewie trudno jest wychwycić zmiany.

    • Marlena pisze:

      Ph skóry nigdy nie mierzyłam, jest naturalnie kwaśne co chroni nas przed bakteriami. Odnośnie płynów to polecam paski lakmusowe, można też użyć elektronicznego miernika pH.

    • Marlena pisze:

      Nie, mój artykuł opublikowałam 1 maja, a ten jest z 13 maja. Widać jakiś bloger zrobił sobie tłumaczenie i opublikował u siebie. To miłe, że ktoś aż z dalekiej Australii zainteresował się moim artykułem. Dzięki za info! :)

    • Marlena pisze:

      To zależy od stopnia zabrudzenia. Nie zawadzi wyszorować niektórych (np. korzeniowe albo bulwiaste). Oczywiście delikatnych nie szorujemy (jagodowe itp.)

    • Katarzyna pisze:

      Dziękuję za szybką odpowiedź :-)
      Chodziło mi raczej jednak nie tyle o szorowanie warzyw korzeniowych i nie-traktowanie w ten sposób owoców delikatnych, lecz o kwestię płukania owoców/warzyw (poruszania ich w wodzie) czy raczej zostawienia ich w spokoju jako zwyczajnie zanurzonych w ww. roztworach.
      Czy ta ostatnia forma wystarczy jeżeli owoce/warzywa zostaną, przed zadziałaniem na nie roztworami kwaśnym i zasadowym, dokładnie umyte i wyszorowane?

    • Marlena pisze:

      Ja gdy płuczę to merdam w misce ręką :D Robię tak bez względu na to czy płuczę praną ręcznie bieliznę czy płuczę warzywa. Płukanie to nie jest namaczanie. Gdybym chciała powiedzieć aby zostawić warzywa w roztworze w spokoju tak zwyczajnie na chwilę zanurzone, to użyłabym raczej słowa „namaczamy warzywa”. Ale nie użyłam. ;)

    • Katarzyna pisze:

      Rozumiem co zostało napisane przez Panią powyżej w artykule.
      Mając jednakże nadzieję (może i nikłą, ale zawsze jakąś) na to, że jednak zwykłe wrzucenie (bez merdania) do roztworów wystarczy chciałam pomęczyć ten temat.

  8. m pisze:

    Pani Marleno, czy fasolę np czerwoną (taką z torebki do namaczania przez około 10-12 godzin, a następnie do gotowania przez około 60-90 minut) też przed namaczaniem 10-godzinnym najpierw najlepiej płuczemy w roztworze o odczynie kwaśnym, a następnie zasadowym dla usunięcia pestycydów?

    • Marlena pisze:

      Wydaje mi się, że nie ma takiej potrzeby w stosunku do łuskanych roślin strączkowych: nasiona takiej np. fasoli znajdowały się w strąkach, jeśli był robiony oprysk to na strąkach, a nie na znajdujących się wewnątrz nich nasionach. Najlepiej jednak kupować organiczną fasolę.

  9. anka pisze:

    Uważam, że pozbycie się z powierzchni owoców i warzyw resztek pestycydów i innych oprysków to tylko mały procent tego co jest złe w tych warzywach i owocach. Przecież większość przenika do środka i nie pomoże żadne mycie… Do części gatunków różne środki są wstrzykiwane w łodygi…

    • Marlena pisze:

      Dlatego napisałam, że gdy tylko mamy możliwość sięgajmy po organiczne warzywa, wyrosłe na zdrowej i nie traktowanej żadną chemią ziemi. W przeciwieństwie do Ciebie uważam jednak, że lepiej pozbyć się oprysku z ich nawet choćby powierzchni niż wcale nie jeść warzyw, w sytuacji, gdy dostępu do organicznych na daną chwilę nie mamy. To o czym wielu ludzi nie wie, to że warzywa zawierają tak potężne ilości fitochemikaliów, że jeśli nawet pozostaną jakieś śladowe ilości pestycydów to one są w stanie ich negatywny wpływ na nasz organizm zniwelować. Polecam Ci obejrzeć film, nagranie wykładu dr. Jerzego Gubernatora, biochemika pracującego na Uniwersytecie Wrocławskim na Wydziale Biotechnologii, w którym przedstawia on dowody swoich badań na ten temat: http://www.youtube.com/watch?v=UlFovpPuIXM

    • Marlena pisze:

      Rozumiem. Jednak czytelnik czytający twój komentarz mógł odnieść wrażenie, że skoro pryskane jest złe (bo i tak nie usuniemy tego co w środku), a na organiczne nie ma szans (bo np. nie ma do nich dostępu, zważywszy, że dzisiaj takie rzeczy się „załatwia” jak papier toaletowy za komuny, o ile nie mieszka się w wielkim mieście gdzie można je gdzieniegdzie zakupić), to nie będzie jadł wcale warzyw, bo to niebezpieczne. Dlatego wyjaśniam raz jeszcze: lepsze warzywo pryskane jak żadne. A najlepsze niepryskane – co jest oczywistą sprawą.

      Nota bene nie spotkałam badań mówiących na temat znajdujących się „w środku” skażeń pryskanych warzyw, więc jeśli ktoś ma linki to będę wdzięczna. Sama jestem ciekawa jak to z tym jest. Sama nie zawsze mam dostęp do organicznych, jednak szkód zdrowotnych z tego tytułu nie notuję żadnych.

    • miou pisze:

      przyznam, że mam opory przed kupowaniem warzyw i owoców właśnie bardziej ze względu na tę całą chemię,która w nie wnika kiedy sobie rosną… warzywa i owoce z upraw ekologicznych też nie są w 100% czyste i wolne od szkodliwej chemii… te trucizny znajdują się np. w deszczu, zy w wodzie gruntowej… problem był dla mnie beznadziejny ;) także bardzo ucieszyło mnie info, że same roślinki pomagają niwelować te trutki :)

    • Marlena pisze:

      A jak z oporem przed kupowaniem mięsa, nabiału i przetworów zbożowych? Przeanalizujmy to przez chwilę. O wiele gorsza przecież sytuacja jest jeśli chodzi o zboża, mięso i nabiał. Dlaczego? Z dwóch przyczyn. Pierwsza to taka, że stamtąd pestycydów, antybiotyków i hormonów (mięso i nabiał zawierają wszystkie 3, a zboża tylko te pierwsze) nijak usunąć nie idzie, czy to ze środka czy to choćby z wierzchu. Druga to taka, że produkty te niosąc ze sobą potężny ładunek substancji nie sprzyjających zdrowiu jednocześnie nie zawierają innych – które by zdrowie chroniły i szkodliwy wpływ tych pierwszych substancji w jakikolwiek sposób niwelowały. A warzywa i owoce mają ich natomiast mnóstwo (fitozwiązki, enzymy, antyoksydanty, błonnik itd.). Dlatego wolę zjeść nawet i pryskane (ale umyte w occie i sodzie) warzywo niż mięso czy nabiał (chyba że te „eko”, od gospodarza, a i to raczej w ilościach symbolicznych je jadam) lub zboża (choć z nich wszystkich to jeszcze najmniejsze zło, bo jednak gdy sięgniemy po pełne ziarno to ono zawiera błonnik i jakieś antyoksydanty – szczególnie dużo tych ostatnich mamy w ręku gdy ziarno skiełkujemy).

    • Marlena pisze:

      Niektórzy myją nawet płynem do naczyń, ale nie sądzę aby była to lepsza opcja niż neutralna soda oczyszczona. Detergenty zawierają przecież substancje dodatkowe.

  10. Stancje pisze:

    Hej, zrobiłem tak jak napisałaś. Wymoczyłem marchewki od siebie z działki, jabłka z targu, ze sklepu oraz banany. Na końcu było widać może minimalnie zmienioną barwę wody w wiaderku. Mimo wszystko wypróbuję sposób jeszcze kilka razy:)

  11. Sylwia pisze:

    Hej, przede wszystkich chciałam napisać, że fajna prowadzisz stronę:) ja dopiero zaczynam uczenie się i stawiam malutkie kroczki w tym kierunku jako że całe życie raczej prowadziłam mało higieniczny tryb życia i w końcu postanowiłam coś zmienić.
    Wypłukałam owoce i warzywa zgodnie z Twoja instrukcją, woda zabarwiła się na delikatny kolor fioletowy. Znaczy sie, że chyba coś działa:)
    Pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      Pozdrawiam Sylwio wzajemnie i cieszę się bardzo, że zrobiłaś ten pierwszy krok w kierunku poprawy jakości życia. Nie przestawaj – nawet małymi kroczkami można dojść do celu :)

  12. Ja.Mariusz pisze:

    Wspaniała strona. Kompendium wiedzy. Osobowość prowadzącej blog jawi się jako osoba przyjazna, otwarta na dyskusje. Minusem dla mnie jest ta działalność komercyjna (oferty partnerów), żałuje że nie dzielisz się swoją wiedzą bezinteresownie, wtedy mógłbym napisać: to jest moim ideałem. Stało się. A tak napiszę, że będę tutaj często zaglądał.Mam 37 lat, odżywiałem się niezdrowo (mięso, białe pieczywo, twarde sery, słodycze), paliłem i stosowałem chemiczne kosmetyki. I jeszcze 4 miesiące temu nie spodziewałbym się, że zmienię moje życie o 180 stopni. Przestałem palić, zmieniłem dietę na ajurwedyjską, czuje wielki spokój i wewnętrzne szczęście. Jestem dziś wolnym człowiekiem. Być może mój wywód jest zbyt długi, ale chciałem to napisać, że warto zmienić swoje odźywianie, aby zmienić całe swoje życie na lepsze. A Twój blog ma sens i jest potrzebny.

  13. Ada pisze:

    Mam pytanie skoro pierwsza kãpiel uwalnia od bakterii typu salmonella, to czy mogę rowniez wymoczyc w niej jajka i nie obawiac sie salmonelli? Przepraszam za brak pooskich liter ale pisze z telefonu i nie chca „wchodzic”

    • Marlena pisze:

      Myślę, że nie ma przeszkód, czynność najlepiej wykonać tuż przed spożyciem jajek. Można też przelać skorupki gorącą wodą, pałeczki salmonelli giną już w temperaturze 60-65°C,

    • Marlena pisze:

      Najlepiej zastosować dwie metody: umyć w wodzie o zasadowym pH, wyszorować i dodatkowo sparzyć gorącą wodą. Jeszcze skuteczniejsza jest kąpiel w ultradźwiękach (jeśli masz w domu taką wanienkę do czyszczenia biżuterii) przez ok. 20 minut. Ten fungicyd dosyć ciężko się usuwa i ciężko jest go usunąć w całości: http://www.kirj.ee/public/Chem/2007/issue_3/chem-2007-3-3.pdf ale można w dużym stopniu zredukować jego ilość. To co się mimo wszystko dostanie do ustroju, zostanie jednak usunięte przy okazji najbliższego postu jak wszystkie inne śmiecioszki nazbierane po drodze z powietrza, wody i żywności.

  14. Monika pisze:

    Witaj,
    jakiś czas temu natknęłam się na Twoją stronę i wszystko już przeczytałam. Chapeau bas, naprawdę :-) Dzisiaj jednak przeszukując strony na powyższy temat (czy są jakieś badania, że to usuwanie pestycydów jest skuteczne?) natknęłam się na Twój tekst podpisany innym nazwiskiem. A ponieważ wkurza mnie przywłaszczanie cudzych tekstów niniejszym donoszę:
    http://zanim-kupisz.blogspot.com/2013/05/usuwanie-pestycydow-z-owocow-i-warzyw.html

    I wszystkiego najlepszego w Nowym Roku życzę!!!

    • Marlena pisze:

      Moniko, badania nie wiem czy znajdziesz bo to jest podstawowa wiedza z zakresu chemii (reakcja podwójnej wymiany, hydroliza przebiegająca w obecności zasadowego katalizatora), poziom liceum mniej więcej. A co do moich tekstów na innych blogach to można ich używać z podaniem źródła, w przeciwnym razie jest to kradzież własności intelektualnej. Nie poradzimy raczej nic na to, że niektóre blogi są jedynie kalkami tekstów ukradzionych od innych blogerów.

  15. Paula pisze:

    Znam inną metodę – 13 sekund moczenia w wodzie z sodą, podobno sprawdzane wahadełkiem, że działa ;)…no ale naukowo sprawdzone bardziej mnie przekonuje. Tylko w jakiej wodzie moczyć – przegotowanej, filtrowanej?

    • Marlena pisze:

      W przemyśle spożywczym i owocowo-warzywnym stosuje się systemy (komory) ozonowania w celu dezynfekcji i neutralizowania etylenu obniżającego trwałość, więc i w użytku domowym pewnie taki ozonator będzie przydatny. Są też wersje domowe takie malutkie na baterie (do lodówki, łazienki, samochodu czy małego pomieszczenia). Niestety nie posiadam takiego urządzenia, więc nie wypowiem się. No i soda tańsza ;)

    • mikep13 pisze:

      Ja mam taki i bardzo sobie go chwalę: http://allegro.pl/ozonator-generator-ozonu-500mg-h-wyprzedaz-53-i3739577118.html

      W 100% usuwa brzydkie zapachy nawet takie które nawet pozostawały po praniu. Po malowaniu mieszkania w 2 godziny usunąłem zapach farby.
      Jest podobno również skuteczny w usuwaniu pestycydów i grzybów z pożywnienia. Tak chwalą się wszyscy producenci, ale nie wiem czy to prawda. Profilaktycznie jednak ozonuje wszelkie pożywnienie. Na pewno zauwżylem że żywność dłużej zachowuje świeżość.

      pozdrawiam

  16. Luna pisze:

    A co ze smakiem nawozu w warzywach? Mamy ogród więc latem nie ma problemu, jednak w zimie też miewam ochotę np. na zielonego ogórka, niestety dla mnie żaden sklepowy nie jest zdatny do spożycia, po prostu śmierdzi nawozem zamiast pachnieć ogórkiem, czy da się z tym cokolwiek zrobić?

    • Luna pisze:

      Niestety mi się organizm buntuje i nie mogą jeść takiej chemicznej sklepowej surowizny, ani pić soków ze sklepowych warzyw, zaraz czuję coś na wątrobie, ciężko mi albo mnie paskudnie wysypie, dlatego zimą jem warzywa głównie gotowane, mam nawet trochę własnych mrożonek, no i jadam też wtedy mięso (zima łatwiej o wiejskie mięsko niż o wiejskie warzywa) … choć tęskno mi za sałatką ….

  17. Sylwia pisze:

    Próbowałam opisanego sposobu mycia kilkanaście razy do różnych warzyw i owoców (kupowanych w hipermarketach i dyskontach) i nie zauważyłam, aby cokolwiek się w użytych roztworach zmieniło/wytrąciło. Woda nie ma koloru, nie ma osadu, nie ma tłuszczu.
    Jak to rozumieć?

  18. Sylwia pisze:

    Jedyny komentarz, który pasuje do mojego pytania to ten:

    „Paulino, woda może zmienić kolor lub posiadać tłusty film na powierzchni ale nie musi, to zależy od tego skąd warzywa i owoce pochodzą, czym były traktowane (lub nie), jak długo miały kontakt z wodą z dodatkiem sody itd.. Ponadto spróbuj raz użyć (tak z czystej ciekawości) miski z przezroczystego szkła, być może w zlewie trudno jest wychwycić zmiany.”

    Z tego wniosek, że albo kupowane przeze mnie warzywa i owoce nie są traktowane pestycydami albo, że są to takie środki, których opisany przez Ciebie spobób nie jest w stanie usunąć.

  19. Sylwia pisze:

    Jeśli chodzi o ilość sody i czas kontaktu z wodą alkaliczną – to wszystko zgodnie z instrukcją.
    Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że nie ma czego usuwać…

  20. bine pisze:

    Czytając ten tekst nigdzie nie natknęłam się na źródło takiego sposobu mycia warzyw i owoców, a także na ich działanie sprawdzone w laboratorium, jakieś prace naukowe, a nie tylko po mętnej wodzie czy na podstawie osadu, czy też na podstawie jakiś ekologicznych płynów?
    Czytając komentarze natrafiłam, że u niektórych osób woda nijak się nie zmieniła, co wg mnie nie koniecznie wyznacznikiem, że pestycydy nie zostały użyte czy też były ozonowane. Podam na przykładzie ziemniaka, który został porażony tzw zarazą ziemniaczaną, do zwalczania mamy spory wybór środków chemicznych działających różnie: powierzchniowe, systemiczne, wgłębne, wgłębno-systemiczne. czyli one „wchodzą” w roślinę, a nie tylko są na powierzchni. To co na powierzchni jest takiej rośliny to jest środek zapobiegający spływaniu oprysku (środek zwilżający) np stosuje się np przy opryskiwaniu, kapusty, cebuli, gdyż ich liście są pokryte nalotem. także podejrzewam, że to możemy zmyć, ale same pestycydy to śmiem powątpiewać. One co najwyżej mogą się „rozłożyć” w roślinie z biegiem czasu i zostać wydalone, pozostać na stałe w mniejszej lub większej ilości. Powinniśmy też pamiętać, że teraz takie warzywa jak cebula, czosnek marchew, ziemniak jest pryskana stoperem, żeby nie wypuszczała kiełków, liść szczypioru do późnej wiosny. Także pozostaje zaopatrywanie się u sprawdzonych producentów.

    • Marlena pisze:

      Prac naukowych na temat tego, że cukier jest substancją rozpuszczalną w wodzie też nie znajdziesz. Z pewnością pestycydy fosforoorganiczne rozpuszczają się w wysokim pH i to o nich jest mowa w artykule. To są wiadomości z ogólniaka z lekcji chemii ;)

      Ten artykuł nie został napisany dla tych, którzy mają dostęp do warzywek organicznych, bo oni takiego artykułu nie potrzebują. Natomiast potrzebują go ci, którzy na co dzień zaopatrują się w sklepie i są to miliony osób w tym kraju. Nie ulega wątpliwości, że najzdrowsze jest hodowane organicznie. Nie ulega też wątpliwości, że jeśli pod ręką nie mamy akurat organicznego to lepiej zjeść konwencjonalnie uprawiane i umyte w occie i sodzie niż nie zjeść warzyw wcale „bo pryskane to może być trujące”. A dlaczego to już komuś wątpiącemu w siłę roślin wyjaśniałam wcześniej. Na wszelkie natomiast ewentualne zanieczyszczenia kumulujące się w ustroju genialnie działa post, tylko ten kto nigdy nie pości może się obawiać ich kumulacji w swoim systemie.

  21. bine pisze:

    To, że cukier rozpuszczalny jest w wodzie to mnie uczono już w szkole podstawowej na lekcji biologi i chemii i w tym przypadku nie oczekuję prac naukowych, a w przypadku tego środka to rozpuścić może tylko to co znajduje się na powierzchni, a co ze środkiem? Co do pestycydów fosforoorganicznych, a dokładniej stosowany glifosat, który głównie używany jest w znanym Roundupie (a kiedy stosuje się ten środek to każdy może sobie poczytać) pozostaje nam jeszcze spora innych środków chemicznych, nawozów sztucznych. Także nikt mi nie wmówi, że poprzez usunięcie jednej grupy pestycydów, a w tym wypadku dokładniej herbicydu i tak nie w całości bo to nie zostało przebadane w laboratorium taka żywność staje się żywnością mniej lub bardziej organiczną.
    Co do postu to też nie jest lek na całe zło (nie mówię, ze jest zły bo sama stosuję nie tylko jednodniowe). U mnie w domu nadal praktykuję się postne dni, a nie tylko piątki takie same ja za czasów moich dziadków (gównie jada się produkty roślinne).

    • Marlena pisze:

      Fosforoorganicznych środków (czyli tych które ulegają hydrolizie w w warunkach podniesionego pH) jest mnóstwo, nie tylko Rundup. Od chloroorganicznych się natomiast odchodzi. I nie napisałam nigdzie, że myjąc w occie i sodzie otrzymujemy żywność organiczną ;) Oczywiście że z powierzchni usuwamy oprysk a nie ze środka i dokładnie o tym pisałam w artykule. Jeszcze raz powtórzę: lepiej zjeść warzywo pryskane ale umyte w podany sposób niż nie zjeść żadnego. A najlepiej wybierać niepryskane kiedy tylko mamy taką możliwość. I O TYM TEŻ NAPISAŁAM. Jeśli znasz badania naukowe o tym jak to pestycydy przenikają do środka warzyw to proszę podziel się z nami, tak przy okazji.

    • bine pisze:

      http://www.agro.basf.pl/agroportal/pl/media/migrated/pl2014/broszury_2014/Adexar_Plus_broszura.pdf choćby tutaj jest pokazane działanie fungicydu. Takich broszur można znaleźć więcej. Nie jestem jakimś chemikiem, biologiem z wykształcenia, ale z lekcji technologii żywności pamiętam jak substancje przenikają między przestrzeniami błon komórkowych do wewnątrz i tam zostają na przykładzie produkcji żywności (niestety nie mogę sobie przypomnieć czego to dokładnie dotyczyło). Mieszkam na wsi prowadzę małe gospodarstwo rolne i widzę ile obecnie używa się chemii w produkcji rolnej ( i tak z obserwacji na przestrzeni ok 20 lat tendencja jest znacznie wzrostowa, aż strach pomyśleć co będzie za kolejne 20 lat), chodzę na szkolenia dotyczące ochrony roślin także jako taką wiedzę posiadam także w praktyce. Co do badań naukowych to tutaj jest ukłon np do chemików czy biologów. Co do tego, że przez to mycie otrzymuje się żywność organiczną to trochę mnie poniosło i tutaj należą się przeprosiny.

    • Marlena pisze:

      Z roślinami jest jak z ludźmi: zdrowa (posiadająca czysty i dobrze odżywiony system) matka urodzi zdrowe i silne niemowlę. Matka mniej zdrowa, zatruta toksynami i nie posiadająca rezerw potrzebnych substancji jak ta pierwsza, nie urodzi tak samo silnego malucha jak ta pierwsza, lecz bardziej chorowitego. We krwi pępowinowej noworodków naukowcy znajdują dzisiaj ponad 200 różnych związków! Jeszcze pół wieku temu nie do pomyślenia.

      Kobieta prowadząca tradycyjny styl życia i odżywiająca się pokarmem przetworzonym musi potrzebować wielu chemicznych kosmetyków aby jakoś wyglądać, podczas gdy inna, prowadząca higieniczny styl życia, odżywiona pokarmami naturalnymi i oczyszczona ze śmieci – niemal wcale nie będzie potrzebować kosmetyków, bo tak czy inaczej jej buzia będzie wyglądać promiennie i świeżo (i to mogę z czystym sumieniem potwierdzić jako swoje osobiste doświadczenie).

      Pewien znajomy rolnik powiedział mi kiedyś coś bardzo ciekawego, o czym ja jako mieszczuch nie miałam pojęcia. Otóż kiedy ziemia dostaje wszystko to co jest jej potrzebne do szczęścia, to rodzi zdrowe plony, nie potrzebuje też aż tylu chemicznych „wspomagaczo-poprawiaczy”, a za ochronę przez szkodnikami chętnie przyjmie naturalne i nietoksyczne preparaty. Więc to nie jest tak, że „musimy” stosować chemię. Tylko po prostu mamy w d*pie ziemię, chcemy mieć szybko, dużo i z wierzchu ładne, bo jak nie to nie kupią. To nic, że mało wartości odżywczych, rolnikowi nikt nie płaci za wartości odżywcze tylko za kilogram. Owszem jest coraz więcej ludzi świadomych, którzy chcą „niepryskane” (choćby i wizualnie brzydsze) i rolnicy też takie produkują ale tylko „dla swoich” czyli jakby bardziej nieoficjalnie. Doszliśmy jednym słowem do takiego punktu braku normalności, że „niepryskane” (czyli uprawiane po Bożemu jak czynili to nasi pradziadowie) przeznaczone do sprzedaży płody rolne hoduje się dzisiaj w specjalnych „gettach”, które zapłaciły za znaczek z zielonym listkiem i symbol EKO.

      Czyli to co kiedyś było normalne stało się nienormalnym ewenementem, specjalnie oznakowanym, podlegającym kontroli urzędasów, licencjonowanym dobrem. I odpowiednio droższym, bo licencje kosztują, a urzędasy biorą słone pensje. A to co NIEnormalne czyli chemiczny syf stało się oficjalnie normalne i wypełnia sklepowe półki. Macie i żryjcie, hołoto. Przynajmniej macie dużo i tanio. Dla mnie to wszystko jest niepojęte po prostu, jakich czasów dożyliśmy :(

    • bine pisze:

      „Pewien znajomy rolnik powiedział mi kiedyś coś bardzo ciekawego, o czym ja jako mieszczuch nie miałam pojęcia. Otóż kiedy ziemia dostaje wszystko to co jest jej potrzebne do szczęścia, to rodzi zdrowe plony, nie potrzebuje też aż tylu chemicznych „wspomagaczo-poprawiaczy”, a za ochronę przez szkodnikami chętnie przyjmie naturalne i nietoksyczne preparaty. Więc to nie jest tak, że „musimy” stosować chemię. Tylko po prostu mamy w d*pie ziemię, chcemy mieć szybko, dużo i z wierzchu ładne, bo jak nie to nie kupią.” I tutaj miał rolnik rację z małymi wyjątkami. Podam pewien przykład. Moja babcia zasadziła jabłoń odmiana popularna- po mojemu papierówka bardziej oficjalnie zielona oliwka. drzewo zostało posadzone w czasie I wojny światowej. Jest piękne, okazałe i rodzi pyszne zdrowe jabłka. Obok tej jabłoni posadzone są nowe odmiany, o które trzeba dbać, a w czasie nie sprzyjających warunków atmosferycznych ochrona naturalna nie wiele pomaga i trzeba sięgnąć po większą „chemie” bo inaczej nie będzie owoców, a i drzewo też będzie chore. I tak samo z pozostałymi nowoczesnymi roślinami, które nie dość że są mniej odporne to jeszcze zawierają o wiele mniej witamin i minerałów ( im nowsza odmiana tym bardziej uboższa). Tutaj możne ktoś napisać, że można zakupić nasiona np pomidorów, które moją „wrodzoną” odporność na różne choroby, tak można, ale jak one smakują? dla mnie to styropian w kształcie pomidora koloru czerwonego. Niestety świtem rządzi pieniądz, liczy się ilość a nie jakość…. i tutaj przypomniała mi się przypadkowa rozmowa z entomologiem, który rzucił nowe światło na funkcjonowanie natury z jego naukowego punktu widzenia.

  22. Hermesia pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł, dziękuję za lekturę :)
    Urodziły mi się w związku z nim dwa pytania.
    Jak długo roztwory sody i octu są skuteczne? Chodzi mi o to, że zazwyczaj nie mam zaplanowanego menu na cały dzień, a robienie obu roztworów za każdym razem, kiedy przyjdzie mi ochota na jabłko czy marchewkę, trochę mnie przerasta. Czy można zrobić roztwór i używać go przez cały dzień? Może dwa :)))
    Drugie pytanie dotyczy mycia suszonych owoców, które po namoczeniu suche być przestaną. Jak rozumiem, trzeba całość umytej porcji zjeść? – bo nie bardzo wyobrażam sobie ponowne ich suszenie :)
    pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      Owoce suszone moczymy tuż przed spożyciem, a świeże myjemy od razu wszystkie po przyniesieniu zakupów do domu i czyste wkładamy do lodówki, a potem sięgamy po nie kiedy mamy na to ochotę.

    • Kasia pisze:

      też jestem ciekawa.. czy wody kwaśnej i zasadowej można używać przez cały dzień do mycia róznych produktów? oczywiście w miarę czystych, bo po ziemniakach to wiadomo – wymiana.

  23. Kasia pisze:

    dodam, że nie zawsze tzw. zdrowe produkty bez pryskania są faktycznie nie pryskane.
    Znam jedną osobę, co ma warzywa na sprzedaż i dla siebie. Na sprzedaż oficjalnie nie pryskane, ale faktycznie jednak coś tam było z nimi robione. Dla siebie – bez żadnych oprysków.
    Więc jeśli nie macie swojej działki i swoich owoców i warzyw, to nie macie stuprocentowej pewności, że te kupowane warzywa i owoce są „czyste”.

  24. Baśka pisze:

    Super pomysl :)
    tylko czy trzeba non stop plukac te warzywa/owoce pierwsze przez 3 minuty i potem znowu ? tzn trzeba ciagle nimi ppruszac przez te 3 minuty czy wystarczy np przez 1 minute to robic a na 2 minuty zostawic zeby sie same moczyly ?:P ja do tej pory moczylam owoce w sodzie na 3 minuty ale tylko je zostawialam same osbie potem przeplukiwalam woda i tyle a to jednak chyba nie wystarczy prawda?:P trzeba sie troche natrudzic widze hehe :P:P

    • Marlena pisze:

      Ja robię tak, że wrzucam wszystkie, chwilę posiedzą, potem sztuka po sztuce myję je w dłoniach i następnie płuczę pod strumieniem czystej wody.

  25. K pisze:

    Bardzo dziękuję za przydatną stronę i informacje.

    Mam jedno pytanie – bo zdaje się także używa Pani wyciskarki do soków…

    Czy zdarzyło się Pani, że na wnętrzu wyciskarki (śruba, sitko) powstała delikatna, błyszcząca, zielono-niebieska warstwa? Zdarza się przy niektórych warzywach/owocach, zastanawiam się czy to w jakiś sposób naturalne czy właśnie wyłażące pestycydy czy inna chemia??

    Pozdrowienia!

    • Marlena pisze:

      Taki filmik powstaje, ale nawet gdy wyciskam organiczne, więc to prędzej bym powiedziała że od zawartych w darach natury kwasów czy innych substancji, ale od chemii raczej nie, nie zauważyłam związku.

  26. Ewelina pisze:

    A ja dziś zrobiłam kąpiel owocom i warzywom i… woda się nie zabarwiła.. może coś zrobiłam nie tak?? woda powinna być ciepła, zimna? ja wlałam zimną.. i nic.. nie bardzo wiem o co chodzi :(

    • Marlena pisze:

      Ja stosuję wodę letnią. Zmiana zabarwienia nie zawsze zachodzi. Czasem jest, a czasem woda po prostu staje się mętna i pływa po wierzchu taki jakby tłustawy film.

  27. Kuba pisze:

    Witam

    Super każdy artykuł. Sporo tego a jeszcze więcej komentarzy :). Po przeczytaniu to się chyba postaram przełamać i pozmieniać :). Pytanie mam co do czyszczenia. Wszystko można w taki sposób czyścić od ziemniaków po cebule i listne warzywa?
    Chętnie się do wiem i czekam na odpowiedź może być na @.

    Dziękuję i miłego dnia :)

    • Marlena pisze:

      Hm.. ten podpisany pod artykułem niejaki Wojciech Dydymski cosik niebezpiecznie zniewieściał skoro pisze w artykule np. „nie spotkałam” ;)

  28. Mariola pisze:

    Czy w przypadku obierania warzyw na sok też płukać w roztworze wody i sody, pytam ponieważ z artykułu wynika, że toksyny można usunąć tylko z zewnątrz.

  29. M@łgorz@t@ pisze:

    Chciałam dodać informację na temat mojej obserwacji. Od czasu, kiedy trafiłam na Twoją stronę Marleno (a było to właśnie mycie warzyw i owoców) – myję w ten sposób owoce i warzywa. Kiedy robiłam to za pomocą octu i sody – czasami woda wyglądała na prawie czystą a czasami to aż gruby tłusty kożuch pojawiał się na powierzchni, więc nie ma reguły z tą czystością wody. Od pewnego czasu wodę, w której są warzywa/owoce ozonuję wierząc w informacje z netu i producenta, że to również niszczy bakterie i usuwa pestycydy.
    Zarówno w pierwszym i drugim przypadku mam potwierdzenie skuteczności w postaci braku alergii kontaktowej skórki owoców cytrusowych (a raczej tych świństw, którymi są opryskane) z moimi dłońmi. Ta obserwacja to właśnie to, że kiedyś, gdy tylko myłam w H2O to musiałam wyciskać cytrusy tylko w jednorazowych rękawiczkach – inaczej pojawiał się tzw. wyprysk alergiczny, który nie rzadko musiałam leczyć maściami sterydowymi (uff – czas przeszły). Teraz wyciśnięcie nawet 2 kilo pomarańczy gołymi rękoma nic mi nie robi !!! I z wielką przyjemnością mężowi i synom wyciskam po szklaneczce soku przed wyjściem do pracy i szkoły – taki zastrzyk witamin z rana. Później to oczywiście jest więcej czasu i można odpalić wyciskarkę z korzeniowymi. Niestety juniorzy nadal wolą tylko marchew (cóż trzeba dorosnąć), ale my z mężem dodajemy i buraki i jabłka i seler naciowy lub nać pietruszki.
    Wracają do tematu: myślę, że to ozonowanie też jest OK. Jakoś sałata, czy rukola bardziej smakują mi ozonowane niż moczone w sodzie, ale może to tylko kwestia świadomości bo przecież po sodzie i tak są porządnie spłukane czystą wodą.
    A mój ozonator (powietrza i cieczy) jest również jonizatorem powietrza – po prostu ma 2 niezależne funkcje i jestem z niego bardzo zadowolona. Super likwiduje przykre zapachy – to też sprawdziłam, a przy infekcjach można wyjątkowo też zdezynfekować pomieszczenie. No ale to już nie na temat mycia warzyw – przepraszam.

    pozdrawiam Marlenko i wybieram się po lecytynę sojową do sklepu bo już Wit C mam od Ciebie i wanienkę do czyszczenia biżuterii kupiłam – a mnie na wiosnę jak dopada alergia wziewna to muszę borykać się z brzydkim katarem – mam zamiar tym razem zlikwidować go wg twoich zaleceń z wit C liposomalną
    pozdrawiam,
    M@łgorz@t@

  30. Hania pisze:

    Witam,
    ja natomiast obawiam się pasożytów i ich jajeczek, które są zostawiane np przez koty, jest ich pełno, wchodzą na grządki .., .jak postąpić wtedy z sałatą, czy pietruszką by nie zjeść niechcianych gości :(

  31. zaanka1 pisze:

    Hejka, A co z warzywami przeznaczonymi do gotowania na parze albo tymi do zupki? Też je myjesz w sodzie i occie? A taki jarmuż z Biedronki (pojawił się niedawno, na opakowaniu napisano „umyty, gotowy do spożycia” Myć czy nie?

    • Marlena pisze:

      Wszystko wrzucam jak leci. Płuczę, wykładam do obsuszenia (liściaste wiruję w suszarce do sałat) i idę robić swoje rzeczy. Potem jak już jest suche wkładam wszystko do lodówki albo na paterę z owocami i papu czeka na spożycie, czyściutkie i gotowe. :)

    • Gosia pisze:

      Jak cudownie , że Jarmuż jest w Biedronce! Dziś Mąż zakupił 2 opakowania, pierwszy raz jedlismy, dosc ciekawy powiem ;) dzieciom dodalam do świeżo wyciskanego soku:) bo z sałat i kapust jedzą na razie tylko kapustę kiszoną:) ale są małe- 2 i 4 latka, więc myślę, że niedługo zaczną jeść i inne, bo cały czas im proponujemy.

  32. Michał z Nowej Soli, lat 44 pisze:

    Od dawna wiem, i nie jest to dla mnie żadną tajemnicą, że wszystkie warzywa i owoce są – bardziej lub mniej – nasiąknięte pestycydami, ale nie wiedziałem, że istnieje sposób na usunięcie pestycydów z warzyw i owoców. O tym, jak szybko i tanio usunąć pestycydy z warzyw i owoców, dowiedziałem się po raz pierwszy z pewnego filmiku, jaki ukazał się na stronie YouTube. Oto link do tego filmiku: http://www.youtube.com/watch?v=2EPqd7a6qjI Pozdrawiam wszystkich miłośników zdrowego jedzenia.

    • Marlena pisze:

      Michale, na filmiku pani radzi płukać tylko w wodzie zakwaszonej (ocet jabłkowy), co usunie bakterie, drobnoustroje. Natomiast aby doszło do hydrolizy związków fosforoorganicznych musimy użyć pH zasadowego (minimum 10). Niestety pestycydy są też w nabiale i mięsie (chyba, że zwierzaki żarły trawę i organiczne pasze, ale po wyrobach sklepowych ciężko takich cudów oczekiwać), tylko że stamtąd nie ma sposobu aby je w jakikolwiek sposób usunąć.

  33. Hania pisze:

    Witam, ponownie!
    Mam jeszcze jedno pytanko, jak myć maliny jagody poziomki, itp po takich 2 kąpielach nic z nich nie zostanie ;(

    • Marlena pisze:

      Próbowałaś? Ja spokojnie myję nawet delikatne owoce w ten sposób. Dla ułatwienia kładę je podczas kąpieli na durszlak lub sitko aby mi nie pouciekały, bo zbieranie tej drobnicy wrzuconej luzem do zlewu trochę trwa. ;)

    • Marlena pisze:

      Teoretycznie tak, może zastąpić fazę drugą mycia. Jednak grom jego wie jakie tam w płynie do naczyń są chemikalia. Soda jest tak naprawdę bezpieczniejsza, łatwiej się spłukuje (nie pieni się) no i jest tańsza.

  34. hajduczek pisze:

    Marlenko, zakładam, że w ten sposób myje się wszystkie warzywa i owoce, kupione w sklepie. Czy ziemniaki, cebulę (suchą, taką z łuskami, a nie dymkę) i czosnek też? I czy ma sens mycie w ten sposób owoców, które przed spożyciem obiera się z grubej skóry (banany na przykład)?
    No bo chyba nie trzeba całej tej procedury stosować wobec własnych ogródkowych plonów – przecież są bez nawozów i środków ochrony roślin:-)) A może się mylę? Może jednak też trzeba?

    Będę bardzo wdzięczna za wyjaśnienia. Pozdrawiam!

    • Marlena pisze:

      Własne plony warto potraktować kąpielą kwaśną w celu zabicia ew. bakterii. Cebuli z łuskami czy też czosnku ja osobiście nie myję. Cebulę kupuję bio (jest w Lidlu), czosnek mam od działkowicza (na pewno nie traktowany). Ziemniaki kupuję bio (znów w Lidlu) a jak nie mam bio to myję w podwójnej wodzie normalnie jak wszystko.

  35. Michał z Nowej Soli, lat 44 pisze:

    Czy 2-3-minutowe moczenie warzyw i owoców to wystarczający czas? Pytam, bo wydaje mi się, że to chyba za mało. A jeśli nie, to czy nic się nie stanie jak będę moczył warzywa i owoce nieco dłużej, np. do 5 minut? Proszę o szczerą i konkretną odpowiedź, za co z góry dziękuję.

    • Marlena pisze:

      Michale, spokojnie można i dłużej. Podany czas 2-3 minuty to taki minimalny czas. A dłużej też można, nie ma przeszkód. Zdarza się czasem, że po wrzuceniu warzyw zadzwoni telefon albo muszę nagle pilnie wyjść i tak sobie się moczą aż nie wrócę i nic im się nie dzieje.

  36. karo pisze:

    Witam
    Super inspirujący blog!! Ale zastosowałam się do wskazówek dotyczących oczyszczania warzyw i nie do końca pomogły, bo zjedzeniu brokuła (z hipermarketu) dostałam strasznego rozstroju żołądka, chyba pestycydy w nowalijkach są zbyt mocne dla kwasku i sody…

    • Marlena pisze:

      Jeśli warzywa są potraktowane związkami chloroorganicznymi to ta metoda nie zda egzaminu. Na dzień dzisiejszy odchodzi się od nich na rzecz fosforoorganicznych (i te właśnie ulegają hydrolizie w pH 10 i więcej), ale być może ten brokuł był właśnie chloroorganicznymi potraktowany. Albo powodem rozstroju była inna rzecz, niekoniecznie sam brokuł, bo warzywo to nie jest nowalijką – jest dostępne przez cały rok (głównie import z Hiszpanii).

  37. Karo pisze:

    Dzięki za odpowiedź, albo też był nieświeży, a mam jeszcze pytanie czy gotowanie na parze nie jest w tej sytuacji bardziej ryzykowne i należałoby jednak gotować tradycyjnie? Ale czy po gotowaniu warzyw przez około pół godziny pozostaną w nich jakiekolwiek substancje odżywcze?

    • Marlena pisze:

      Gotowanie na parze zawsze jest zdrowsze. Poza tym nie jest powiedziane, że substancje, które chcemy usunąć są rozpuszczalne w wodzie i gotowanie w wodzie je usunie.

  38. adkaf pisze:

    zastosowałam to płukanie przy marchwi z warzywniaka, i mam teraz dylemat, bo marchew zrobiła się czarna….

    • Marlena pisze:

      Pojęcia nie mam dlaczego, ale ja kupuję marchewkę z rozmaitych sklepów i nigdy nie zrobiła się czarna. Ani marchew ani w ogóle nic.

  39. Ewa pisze:

    A owoce, których się z reguły nie powinno myć jak np. maliny?
    Od ok 20 lat warzywa gotuję wyłącznie na parze, są dużo smaczniejsze i zostaje na nich więcej witamin, to dla Karo…
    Ewa ostatnio opublikował…Day 8My Profile

  40. Gosia pisze:

    a mi się tez często robi czarna
    zazwyczaj kupujemy po 10 kg z makro
    ale z innych sklepów tez tak było
    i przy myciu mialam wrazenie ze warzywa są sliskie

  41. anna1987 pisze:

    Kochane, ja ostatnio na wrocławskim jarmarku ekologicznym kupiłam czyścik do warzyw i owoców, to taki płyn w którym wystarczy umyć warzywa i owoce, rozpuszcza pestycydy i to cale swinstwo, ktorym nas karmia. woda po takiej kąpieli jest biala, mleczna lub zolta – to dopiero uswiadomilo mi, jaka chemia karmie swoje dzieci. firma nazywa sie kaas-med. w ogole z tego, co widzialam maja wszystko 100% eko i bez chemiii

    • Marlena pisze:

      Nigdzie nie znalazłam składu tego tajemniczego płynu. A 25 zeta za buteleczkę starczającą na 10 myć to po prostu zdzierstwo. Ocet (nawet swojej roboty z ogryzków jabłek lub kwas cytrynowy) i soda kuchenna wychodzą duuuużo taniej. Kwaśne pH zabija drobnoustroje. A pestycydy fosforoorganiczne tak czy siak ulegają hydrolizie przy pH ok. 10 i inaczej nie będzie, więc żadne tam magiczne płyny za 25 zeta tylko ocet i soda i po zawodach ;)

  42. paulaOd ja pisze:

    Od jakiegoś czasu funduję warzywom i owocom takie kąpiele. Przedłużam do ok 10 min w jednym i drugim, bo gdzie indziej wyczytałam, że można. Po takiej kąpieli pięknie czerwone marchewki wyciągam prawie zupełnie czarne! Obieram zatem tę czarną skórkę, ale niepokoi mnie to zjawisko. Pytałam już tylu osób, ale w odpowiedzi słyszę, by zaprzestać kąpieli marchewek, bo potruję dzieci. Proszę o pomoc. Czy ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego piękna marchew czernieje po tych kąpielach???

    • Marlena pisze:

      Ewidentnie pod wpływem wysokiego pH wody tworzą się jakieś związki na powierzchni skórki. Nie ma potrzeby trzymania warzyw aż 10 minut, naprawdę krótkie płukanie 2-3 minuty wystarczy + opłukanie czystą wodą i gotowe. Mnie się nie zdarzyła czerniejąca marchew, ale ja płuczę moje warzywa w roztworze sody krótko, no i być może zależy to od odmiany marchwi, czym tam była traktowana itd. Muszę raz spróbować potrzymać marchew długo w roztworze i zobaczyć czy mi sczernieje skórka ;)

  43. Sylwia pisze:

    Artykuł świetny, muszę spróbować takiego sposobu :) Mam tylko jeszcze pytanie – co mogę to kupuję bio – i czy takie też powinnam płukać przynajmniej w occie? Chodzi mi o to, czy takie bio, które nie mają chemii w celu zwalczania np robactwa czy czegokolwiek tam innego właśnie nie mają jakby predyspozycji do gromadzenia się szkodników niewidocznych gołym okiem na powierzchni skórki? Pytam dlatego, bo ostatnio na botwince i w kalafiorze z bio bazarku znalazłam ślimaczki to i pewnie inne też mogą być… i też zastanawia mnie to, czy takie ślimaczki mogą coś ze sobą „roznosić” po roślince i czy sama woda wystarczy do ich umycia czy lepiej też w occie i/lub w sodzie?

    • Marlena pisze:

      Z organicznych warto usunąć bakterie i ślimaczki (czyli pH kwasowe). Sodę można sobie darować skoro nie były pryskane.

  44. Nutka pisze:

    super tani i efektywny sposob, mysle, ze dla przekonania rodziny musze podszkolic sie z chemii, by wyjasnic dokladnie, w wyniku jakich reakcji i procesow pestycydy sa zwalczane ;) ale chcialabym zapytac, o Pani odswiadczenia w usuwaniu pestycydow w ten sposob np z salaty, czy owocow miekkich jak maliny, w moim przypadku 3-5 min w kazdym roztworze powoduje rozmiekczenie lisci czy malin, w/w produkty oczyszczalam tylko raz, wiecej nei probowalam, czy zauwazyla Pani rowniez cos podobnego?

  45. Iw pisze:

    A ja mam pytanie o mycie/czyszczenie ziaren/nasion typu słonecznik/dynia/siemię lniane: czy takowe również można oczyszczać w opisany sposób?

  46. Patrycja pisze:

    Pani Marleno, mam pytanie natury technicznej. Czy w jednej partii wody z kwaskiem i wody z sodą mogę umyć większą ilość warzyw i owoców? Nie wiem czy jasno to napisałam, więc zobrazuję. Mam miskę z miksturą wody z kwaskiem, oraz drugą z sodą, wkładam do danej miski tyle produktów ile się zmieści, wyjmuję je i czy do tej samej wody mogę włożyć kolejną partię produktów czy już lepiej wymienić wodę na nową? Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź.

    P.S. Strona pochłonięta w całości, na prawdę robi Pani kawał dobrej roboty. Mimo tego, że od 15 roku życia, czyli już 10 lat jestem wegetarianką i staram się dobrze odżywiać to dowiedziałam się wielu bardzo istotnych dla mnie rzeczy.

    Popijając herbatkę z czystka gorąco pozdrawiam :)

    • Marlena pisze:

      Możesz śmiało. Woda cały czas ma swoje pH. Wymień jednak wodę jeśli będą w niej nieczystości (piasek itd.)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge