Jak stosować siemię lniane?

Siemię lniane to super food czyli „superpożywienie” i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. A do tego kosztuje dosłownie grosze! Każdy kto się dowie o właściwościach siemienia lnianego takich jak niebywale wysoka zawartość Omega-3, zdrowego błonnika i wielu minerałów i witamin (w tym witaminy młodości czy wit. E), to zazwyczaj prędzej czy później idzie do sklepu i kupuje torebkę tych cudownych ziarenek. Torebka 400 gram to wydatek ok. 5 zł.

Jednak po przyniesieniu ich do domu mamy dylemat: jak to stosować? Czy przechowywać w lodówce? Ziarenka spożywać całe czy mielone? Gotowane czy na surowo? Siemię lnianie się pije czy się je?

siemie lniane

Siemię lniane jest oleiste  – z nasion wyciska się olej lniany. Jest to jedyny olej, który  doktor Max Gerson określił jako bezpieczny nawet dla pacjentów chorych na ciężkie schorzenia jak np. nowotwory (nie powoduje nawrotów po wyleczeniu), ma on zastosowanie lecznicze w protokołach leczniczych zarówno doktora Gersona jak i doktor Budwig dla osób chorych na raka.

Olej na zimno wyciskany z nasion jest bardzo cenny: należy przechowywać go w lodówce, ma on bardzo krótki termin ważności (kilka tygodni), wolno spożywać go jedynie na zimno (nie nadaje się do smażenia). Olej lniany gdy stanie się gorzki nie nadaje się już do spożycia, ale nie wyrzucajcie go: przyda się w domu do celów technicznych (konserwacja drewna, naoliwienie skrzypiących zawiasów itd.)

Jakie siemię kupić – całe czy mielone?

Związki zawarte w siemieniu łatwo się utleniają, toteż nie warto kupować siemienia mielonego fabrycznie, najlepiej kupować siemię w całych ziarenkach i na bieżąco mielić tuż przed spożyciem w zwykłym młynku do kawy. Siemię całe przechowujemy w temperaturze pokojowej w zamkniętym pojemniku. Nie wymaga warunków chłodniczych. Zmielone należy spożyć możliwie szybko ponieważ zawarte w nim tłuszcze szybko jełczeją.

Ile spożywać siemienia lnianego?

Jeśli chodzi o dzienne spożycie to ja czuję się witalnie spożywając 2-3 łyżki mielonego siemienia dziennie. Możecie spożywać na początek nieco mniej a potem nieco więcej, jest to kwestia indywidualna i zawsze zalecam słuchać swojego organizmu. Dla mnie optymalna ilość to 2-3 łyżki dziennie. Kiedy mój organizm nudzi się siemieniem to nie naciskam – robię przerwę, czekając aż mu się znowu zachce :)

Jak mielić siemię lniane?

Najlepiej zrobić to tuż przed spożyciem w elektrycznym udarowym młynku do kawy lub mocnym blenderze (typu Vitamix). Jeśli będzie to młynek do kawy to warto zwrócić uwagę na to, aby nie służył on jednocześnie do mielenia i kawy i siemienia z uwagi na to, iż kawa posiada bardzo silny aromat, którego ciężko się z młynka pozbyć. Wystarczy zatem kupić nawet najtańszy młynek za ok. 25-30 zł byle osobny. Podczas mielenia w młynku udarowym produkty się nagrzewają. Dlatego mielenia siemienia w młynku należy dokonać krótkimi pulsacyjnymi przyciśnięciami guzika aby nie rozgrzewać cennej zawartości.

Jak spożywać siemię lniane?

Na pewno nie polecam jeść ziaren na sucho ponieważ mogą nam zatkać przewód pokarmowy. Najpierw ziarenka jak wspomniałam mielimy. Po zmieleniu można sypać je (dosłownie!) gdzie popadnie, co z chęcią czynię każdego dnia! Do porannego musli, do jogurtu, do szejka owocowego, do sosu, do posypania kanapki lub sałatki, do zupy, do pieczenia chleba lub ciasteczek owsianych. Smak siemienia jest tak łagodny i neutralny, że z niczym się nie „gryzie”. Dlatego Twoja rodzina często nawet nie będzie mieć pojęcia, że jada codziennie bardzo zdrowe siemię, na które „tak normalnie” to pewnie spojrzeć by nawet nie chciała (jakieś dziwne, drobne, mało apetyczne, brązowe ziarenka!?). Siemię lniane możne też pić a nie tylko jeść.

Kisiel z siemienia dobry na schorzenia!

Gdy dopadnie Cię biegunka dobrym naturalnym remedium jest kisiel z siemienia lnianego, które oprócz Omega-3 i błonnika zawiera więcej lignanów niż jakakolwiek inna roślina na naszej planecie. Należy 2-3 łyżki siemienia zalać szklanką dobrze ciepłej wody i pozostawić na minimum godzinę, a następnie odcedzić i pić powstały kisiel 2 lub 3 razy dziennie aż biegunka ustąpi. Natomiast dodatek naturalnego pszczelego miodu do kisielu będzie pomocny przy chorobach górnych dróg oddechowych. Taki kisielek spożywamy wtedy z całymi ziarenkami, nawilży on śluzówki i wzmocni układ immunologiczny, ułatwiając szybki powrót do zdrowia.

Siemię lniane na włosy

Wywar z siemienia to znakomita maseczka na włosy. 2-3 łyżki siemienia (całe ziarenka) zalewamy szklanką wody i gotujemy kilka minut. Powstały preparat odcedzamy i nakładamy na umyte, jeszcze wilgotne włosy, wmasowujemy i trzymamy taką maseczkę przez 30-40 minut, po czym dokładnie spłukujemy. Taką maseczkę warto powtarzać przez kilka kolejnych myć głowy. Już po pierwszym użyciu jest różnica, ale po kilku użyciach włosy stają się po prostu boskie: lśniące, puszyste, zdrowe i błyszczące jak u modelek z reklam szamponu do włosów. Jeśli jednocześnie z maseczką spożywasz siemię mielone codziennie, to włosy również dużo szybciej rosną!

Siemię lniane na paznokcie

Jeśli zostanie trochę kisielu warto wlać go do małej miseczki i pomoczyć w nim przez ok. 10-15 minut paznokcie. Po kilku takich zabiegach stają się mocne, twarde, a mam wrażenie jakoby nawet i szybciej rosły podobnie jak włosy (choć nie mam pewności czy spożywanie siemienia nie przyczyniło się do tego bardziej). Ale jak by nie było to naprawdę nie warto wydawać pieniędzy na drogie odżywki do paznokci lub zabiegi wzmacniające paznokcie w gabinetach kosmetycznych, skoro ten sam efekt można bardzo tanim kosztem osiągnąć w zaciszu własnego domu. I dużo zdrowiej, bo naturalnie!

Jakie siemię kupić?

To, że w całych ziarenkach, a nie mielone-  to już wiemy. A co z odmianą? Najbardziej popularne w sprzedaży jest siemię lniane brązowe. Czasem jednak można dostać złociste siemię lniane tzw. budwigowe. Jest ono ponoć bogatsze w składniki aktywne od brązowego (co nie jest tak do końca prawdą). Z pewnością ma nieco delikatniejszy  smak. Jest jednak nieco od niego droższe. Kiedy tylko jest ono dostępne – wybieram właśnie siemię lniane złociste, jest idealne do porannych płatków. Niestety dość trudno je dostać. Najczęściej bywa w sklepach ze zdrową żywnością.

Niebezpieczne związki

Czy siemię zawiera niebezpieczne związki? I tak, i  nie. Na przykład fitoestrogeny zawarte w siemieniu regulują kobiece sprawy, są nieocenione przy oznakach menopauzy (także tej przedwczesnej) i mogą nawet być stosowane zamiast tak zwanej HTZ (coraz bardziej kontrowersyjnej „hormonalnej terapii zastępczej”, która jest niczym innym niż nieudolną próbą sztucznego poprawiania natury  farmaceutykami).  Z drugiej jednak strony właśnie z powodu fitoestrogenów siemienia spożywanego w większych ilościach powinny raczej unikać kobiety ciężarne i karmiące oraz dzieci – podobnie jak powinny one unikać soi i innych pokarmów lub ziół bogatych w fitoestrogeny.

Siemię zawiera też w składzie 0,5-1,5% glikozydów  cyjanogennych (linustatyna i neolinustatyna) z których po roztarciu lub namoczeniu nasion może się uwalniać kwas cyjanowodorowy (kwas pruski) i aceton. Jednak nie ma czego się obawiać, ponieważ jest to ilość tak niewielka, że należałoby chyba po prostu nie jeść kompletnie nic innego jak tylko mielone lub namoczone siemię aby doszło do zatrucia. W tak małej dawce jak 1-2 a nawet 3 łyżki dziennie substancje te działają na nasz organizm wręcz dobroczynnie – przeciwzapalnie i odkażająco.

Wszystko w nadmiarze jest szkodliwe, można zatruć się również innym superpożywieniem jak na przykład czekoladą gdyby nie jeść nic oprócz niej na śniadanie, obiad i kolację, prawda? Na korzyść siemienia przemawia też to, że siemię lniane spożywane regularnie powoduje naturalne odmładzanie ponieważ jednocześnie alkalizuje organizm zamiast go zakwaszać jak czyni to czekolada.

Siemię lniane zamiast suplementów B12

Najlepszym dowodem na to, że siemię nie tylko nie jest toksyczne ale wręcz leczy, jest antynowotworowa dieta Dr Budwig dzięki której powróciło do zdrowia wielu terminalnych pacjentów, którym tradycyjna medycyna odmówiła już pomocy. Dieta ta jest oparta na mielonym siemieniu i oleju wyciskanym na zimno z ziaren lnu. Siemię nie jest przy tym nigdy podawane samodzielnie lecz w połączeniu z sokami owocowymi, miodem, owocami lub nabiałem (surowe mleko lub wykonany z niego w domu twaróg), co powoduje że potencjalnie niebezpieczne reakcje chemiczne nie mają miejsca, a zamiast tego siemię obdarza nas korzyściami zdrowotnymi. Dlaczego tak się dzieje?  Otóż Dr Budwig odkryła, że obecny w tkankach (oraz w naszej wątrobie) enzym rodanaza w obecności związków siarki przekształca cyjanki w cyjanokobalaminę czyli witaminę B12. Jest to ważna informacja dla wegan i witarian. Nie  musicie przyjmować syntetycznej B12 w tabletkach, spożywajcie zmielone siemię w owocowych sokach lub posypcie nim sałatkę w której są cebula i czosnek. Wasz organizm sam wyprodukuje B12 w wystarczającej ilości.

Na świecie jak do tej pory nie odnotowano ani jednego przypadku śmierci z powodu przedawkowania siemienia lnianego, więc wcinajcie śmiało.

Na zdrowie! :)

————————————————–

Aktualizacja 04.10.2013

W związku z wieloma powtarzającymi się pytaniami od czytelników o stosowanie siemienia i oleju lnianego, wskazania i przeciwwskazania, dzienne dawki a także przepisy kulinarne, które pozwolą na co dzień włączyć te cenne produkty do diety, na prośbę czytelników opracowałam materiał będący praktycznym kompendium wiedzy na temat siemienia i oleju lnianego „Siemię lniane: instrukcja obsługi”.

Po zaznajomieniu się z treścią książki każdy czytelnik zostanie ekspertem w temacie stosowania siemienia lnianego jak również wyciskanego z niego oleju oraz będzie umiał stosować je jako składnik codziennego wyżywienia.

Dowiesz się z niej m.in.

– skąd pochodzi moc tych małych ziarenek?

– czy to prawda, że siemię odchudza i dlaczego?

– na jakie dolegliwości pomaga siemię lniane?

– jak przygotować siemię lniane do picia?

– jak stosować siemię lniane przy różnych dolegliwościach?

– jak stosować siemię lniane do pielęgnacji urody?

– lepiej pić siemię czy olej lniany?

– jaki olej lniany wybrać?

– w jakich warunkach siemię może stać się toksyczne?

– które w końcu siemię jest lepsze: złociste czy brązowe i dlaczego?

– jak kupić najbardziej wartościowe odmiany siemienia aby czerpać z nich maksimum korzyści dla zdrowia i na co uważać przy zakupie?

– jak zapewnić sobie komplet kwasów Omega-3 (ALA, DHA i EPA) jedząc siemię zamiast polecanych powszechnie ryb, w których czai się rtęć?

… i wiele innych bardzo pożytecznych informacji jakie zebrałam dla czytelników.

Książka zawiera też zbiór 20 zdrowych, smacznych i szybkich przepisów  z użyciem siemienia oraz oleju lnianego, sprawdzonych przeze mnie i stosowanych w moim codziennym żywieniu (sałatki, zupy, koktajle, warzywa na parze, zdrowe desery, ciasta itd.).

Ponieważ jak już wiecie sama jestem mamą pracującą i nie mam czasu na długie przebywanie w kuchni, wszystkie moje przepisy kulinarne są niezmiernie szybkie i łatwe do wykonania, zazwyczaj czas wykonania nie przekracza kwadransa!

Opracowanie „Siemię lniane: instrukcja obsługi” zawiera 1 plik w formacie pdf: książka podzielona jest na osiem rozdziałów, razem 38 stron solidnej wiedzy, wszystko co powinniście wiedzieć na temat siemienia i oleju lnianego oraz 20 łatwych do wdrożenia, szybkich i zdrowych przepisów kulinarnych.

Cena opracowania to 10,90 zł.

kup teraz siemię

dotpay

Jak zapłacić za opracowanie:

1. Dodaj książkę do koszyka i postępuj dalej zgodnie z instrukcjami (płatność online poprzez bezpieczną platformę płatniczą Dotpay – szybkim przelewem elektronicznym lub kartą płatniczą) – plik otrzymasz w ciągu kilku minut od potwierdzenia płatności przez platformę płatniczą Dotpay.

2. Zapłać online poprzez bezpieczną platformę płatniczą Dotpay – szybkim przelewem elektronicznym lub kartą płatniczą klikając tutaj (wpisz proszę ID sprzedawcy 33105, kwotę 10,90 zł oraz opis transakcji „Siemię lniane: instrukcja obsługi”), plik z materiałami zostanie wysłany na adres e-mail wpisany przez Ciebie podczas dokonywania płatności. Dostęp do pliku zostanie wysłany na Twój adres e-mail w ciągu 24 godzin po zaksięgowaniu wpłaty.

3. Zapłać klasycznym przelewem na konto autorki: Marlena Bhandari

50102055581111151408300033 wpisując w tytule przelewu nazwę pliku „Siemię lniane: instrukcja obsługi” oraz Twój adres mailowy na jaki mam Ci wysłać plik. Dostęp do pliku zostanie wysłany na Twój adres e-mail w ciągu 24 godzin po zaksięgowaniu wpłaty.

207 komentarzy na temat “Jak stosować siemię lniane?

  1. Krzysztof pisze:

    Siemię lniane od setek lat wykorzystuje się leczeniu różnych dolegliwości. W postaci nasion korzystnie wpływa na trawienie,wzdęcia ,zaparcia Mielone siemię lniane zalecane jest w leczeniu dróg oddechowych ,z kolei olej lniany ma zastosowanie w oparzeniach odmrożeniach,w europie zachodniej stosowany jest jako lek i występuje w lekospisie.

  2. ewa pisze:

    Czy to źle, jeśli do surówki lub sałatki wsypuję 1-2 łyżki niemielonego siemienia? Sałatkę robię codziennie wieczorem do pracy na drugi dzień, siemię jest rano trochę napęczniałe.

    • Marlena pisze:

      Witaj, Ewo! Z mielonego siemienia odniesiesz większe korzyści niż z całych ziarenek. Podczas mielenia uwalniają się bowiem te wszystkie cenne substancje, na których nam zależy. Do posypywania sałatek polecam też rewelacyjny przysmak sól sezamową czyli gomasio: delikatnie na patelni należy na sucho podprażyć niełuskane ziarenka sezamu z odrobiną soli morskiej lub himalajskiej. Fajnie chrupie, super smakuje i bardzo efektownie dekoruje sałatki :) Ja robię zawsze zapas gomasio i trzymam w słoiczku.

    • Adam pisze:

      Jeśli nie mielisz siemienia to odniesiesz tylko korzyść mechaniczną (także istotną, zwłaszcza na początku zmiany sposobu żywienia) – niewielkie nasionka przelecą (i przeczyszczą) przez układ pokarmowy, a soki trawienne nie zdążą naruszyć okrywy nasionek. Przez to stracisz bardzo cenne źródło świetnie zbilansowanych kwasów Omega 3 i 6.

    • edyta pisze:

      Witam. Wg. mnie pora dnia nie ma znaczenia, ważne jest tylko by robić odstępy czasowe dotyczące posiłków, a mianowicie siemię należy pić przynajmniej 0,5-1 godz. przed lub po jedzeniu, gdyż uszczelnia ścianki żołądka i wtedy składniki z żywności mogą być nie wchłaniane , podobnie jak i leki.

    • wayra pisze:

      a nie lepiej zrobić wywar ze zmielonych ziarenek? Pewnie trochę więcej roboty z przecedzeniem, ale może warto się pofatygować?

    • milenka pisze:

      Nie lepiej:) Nie przecedzisz. Dla koni najcześciej zalewam wrzątkiem siemię mielone na świeżo i czekam aż ostygnie do podania. Robi się jednolity glut:)) Nie chciałabym mieć tego na włosach… Ale całe ziarenka gotują się bardzo ładnie i glut przejrzysty da się łatwo oddzielić od ziarenek. Mój wujo pił codziennie siemię na wrzody a ja najbardziej lubiłam wyjadać ziarenka:) Siemię dobra rzecz! I len można sobie zasadzić….i kwitnie ładnie…:)

  3. Marcinek pisze:

    Właśnie zmieliłem sobie trochę brązowego siemienia lnianego w blenderze, z końcówką 0,5 L, taką do shejków i dobrze się mieli, wychodzą takie płatki delikatne niczym mielone otreby przenne co są w sklepach, i nawet smaczne. Mógłbym to jeść tak bez niczego, ktoś też tak ma?

    • Marlena pisze:

      Nie wiem, nigdy nie próbowałam. Najtańszy młynek do kawy kosztuje dwadzieścia parę złotych, a przyda się także do wielu innych rzeczy (m.in. ostropest, cynamon, orzechy itd.), więc polecam młynek.

    • L pisze:

      200 zl?! bez przesady! :) ja mam mlynek clatronica, kupiony za ok. 60 zl i jestem bardzo z niego zadowolona.

    • Adam pisze:

      Prażenie pozbawia Cię kwasów tłuszczowych Omega, bardzo nietrwałych. W wyższej temperaturze po prostu wyłączasz ich biologiczną przydatność. Jeszcze wyższa temperatura powoduje że tłuszcze przekształcają się w związki szkodzące zdrowiu, dlatego oleju lnianego absolutnie nie używa się do smażenia.

    • Marlena pisze:

      Siemię nie ma ograniczeń wiekowych. Śmiało można, lecz oczywiście w mniejszych ilościach niż dla dorosłych. W takim wieku zacznij powiedzmy od 1/2 łyżeczki dziennie. Ponieważ siemię nieco wzmaga pragnienie (zawiera błonnik i lignany) podawaj dziecku więcej wody do picia.

  4. zaradna pisze:

    czy ktoś z Was próbował zmiażdżyć siemię w moździerzu? Chyba wolałabym używać takiej metody, która nie rozgrzewa ziarenek… tylko pytanie, czy wystarczy mi siły na rozgniecenie i czy nie potrwa to wieczność? :)

    • mela pisze:

      Miażdżenie siemienia w moździerzu zmienia go w pastę, zmielenie w młynku – w praktyczną w stosowaniu posypkę. Dodam jeszcze, że siemienia nie powinno się spożywać w obecności tłuszczów nasyconych, gdyż te, jako „silniejsze” od zawartych w siemieniu (oleju lnianym) szybciej wchodzą w reakcje w organizmie, unieczynniając słabsze, czyli Omega 3

  5. Gabriela pisze:

    Genialny artykuł! Tez uzywam siemienia, miele w mlynku i dosypuje do czego sie da. A kisiel stosujemy na biegunke i problemy z gardlem, krtania.
    Chyle czola przed twoją wiedza.
    Pozwolilam sobie udostępnic na naszej str na fb (multisupermama).
    Bede tu zagladac i podsylac art dalej.
    Gratuluje!

  6. Tobi pisze:

    Z tego co wiem Witaminę B12 produkują bakterie w jelicie grubym, a przyswajanie zachodzi w jelicie cienkim, natomiast Ty piszesz, że jej produkcja zachodzi w tkankach, w których ?

  7. molooko pisze:

    Kwestia b12.
    „Niektóre zwierzęta gospodarskie narażone na działanie cyjanowodoru pochodzącego z roślin (np. koniczyna, liczne trawy), wykształciły ciekawy mechanizm detoksykacji:
    CN- + S — enzym rodanaza ——> CNS-
    Enzym rodanaza przekształca więc jon cyjankowy w tiocyjanian za pomocą siarki odłączonej od kwasu beta-merkaptopirogronowego HSCH2COO2H.”
    Czyli mamy tiocyjanki, a nie b12? :P
    źródło: http://luskiewnik.strefa.pl/biochemia/biochemia_ogolna.htm

    • Marlena pisze:

      Tak, mamy tiocyjanki ale na tym nie kończy się proces przemian, bowiem „tiocyjanki służą do kolejnych korzystnych dla zdrowia transformacji”. Działanie siemienia jest podobne do letrilu (amigdaliny) zawartego w pestkach moreli. Poczytaj też tutaj: http://www.cancertutor.com/Cancer/Laetrile.html „One of the good side-effects of laetrile therapy is that more Vitamin B12 is made in the body.”

  8. Karola pisze:

    Spotkałam się z opinia ze siemie powinno sie wylacznie zalewac ciepla woda aby uniknac wydzielenia kwasu cyjanowodoru. Jaka dawke powinny przyjmowac male dzieci?

    • Marlena pisze:

      Z mielonego jest więcej korzyści, ale całe też można, tylko że przelecą przez przewód pokarmowy i tyle. To co najcenniejsze jest w środku ;)

  9. Roman Torkowski pisze:

    Ja siemię stosuję na gardło, bo bardzo szybko mi siada (tak jakbym miał przesuszone struny głosowe) i po prostu nie mogę mówić. Kiedy spożywam zaparzone siemię jest lepiej i dłużej to moje gardło wytrzymuje.

    Moje pytanie, jak dużo siemię traci po zaparzeniu? (zalewam je wrzątkiem a jak ostygnie zjadam łyżeczką dokładnie przeżuwając) Czy w ogóle takie zaparzone siemię ma jakąkolwiek wartość?

    • Marlena pisze:

      Można i tak, na gardło ma taki kleik działanie kojące (ulubiony sposób śpiewaków operowych na zdarte gardło). Natomiast jeśli chcesz wykorzystać całe bogactwo ziarenek (w tym cenne kwasy Omega-3) to stosuj równocześnie jako dodatek do potraw siemię mielone na bieżąco w młynku do kawy, Kwasy Omega-3 są bardzo wrażliwe na temperaturę i łatwo się rozkładają.

  10. Piotr pisze:

    Witam, bardzo fajny artykul, mam tylko pytanie odnosnie przygotowania „preparatu” do wlosow: jak dlugo trzeba nasiona gotowac? Na oko do momentu kiedy zrobi sie kleik? Oraz jak Pani radzi sobie z odcedzaniem? Ja zrobilem to przez sitko i jest raczej ciezko ;) pozdrawiam.

    • Marlena pisze:

      Garść siemienią zalej szklanką wody i gotuj kilka minut, powiedzmy do 15 minut maksymalnie, dłuższe gotowanie nie jest potrzebne. Odcedzam normalnie przez sitko, pomagam sobie merdając łyżeczką w ziarenkach, kleik spływa na dół, ziarenka zostają na sitku. :)

    • Roman Torkowski pisze:

      Ja wymiękłem z odcedzaniem kleiku przez sitko (takie duże do herbaty miałem) i dlatego zacząłem po prostu zalewać wrzątkiem i wcinam kleik z nasionami ;)

      Mam pewną drobną radę (ten fragment można oczywiście wyciąć z komentarza).
      Logując się na gravatar -> http://pl.gravatar.com/ można dodać do swojego konta zdjęcie lub obrazek i na blogu zamiast tego „G” pojawi się ten obrazek. Mała rzecz, a jednak pozwoli to błyskawicznie rozpoznawać Twoje komentarze, a często na blogach filtruje się komentarze i szuka tych autora by zobaczyć np. jak odpisuje i co ciekawego jest w jego odp. :)
      Gravatar działa na podstawie emaila, czyli jeśli email na blogu to xyz to na podstawie tego emaila w swoim systemie wyświetla zdjęcie, stąd można dodać np. 3 emaile tam i komentując na cudzym blogu można podać inny email by wyświetlił się inny obrazek. W momencie zmiany obrazka na gravatarze zmienia się też obrazek wyświetlany w komentarzach na blogach (własnych i cudzych).

      Pozdrawiam

  11. Damian pisze:

    Siemię lniane jest świetne przy w prowadzaniu zmian w diecie w kierunku redukcji tkanki tłuszczowej. Dzieję się tak z powodów opisanych w artykule i z powodu dużej zawartości aminokwasów rozgałęzionych; waliny, izoleucyny i leucyny. Dzięki temu wszystkiemu, siemię lniane dobrze odżywia organizm i świetnie tłumi głód, pozwalając ograniczyć ilość przyjmowanych kalorii i jednocześnie utrzymać organizm w dobrej formie.
    Smacznego ;)

  12. Kasia pisze:

    Witam !

    Proszę o pomoc mam straszne problemy z gardłem.
    Jest napisane, że ziarenka należy zalać ciepła wodą, gdzie indziej jest napisane, że zimną . Jak to jest ? I czy spożywanie tego kleiku wraz z ziarenkami bez odcedzania nie zaszkodzi?

    Dodatkowo chciałabym również stosować siemię na jelita również mam problemy, zgadzam się z tym, że można mielić dodadawać do potraw, a jak ma się sprawa w przypadku picia wywaru?
    Należy zalać ziarenka zimną wodą zagotować odcedzić i pić ?

    Gdzieś czytałam, że zmielone siemie powinno zalewać się ciepła wodą, a ziarenka tylko zimną.

    Będę bardzo wdzięczna za odpowiedz.

    • Marlena pisze:

      Kasiu tak – wywar uzyskujemy gotując. Natomiast kisiel zalewając ciepłą wodą. Jak używać i do czego opisałam w artykule.

  13. -kasiarek- pisze:

    Witam! Gdzies przeczytałam ze picie 2 razy dziennie siemienia lnianego leczy miesniaki macicy(nawet Tombak to zaleca). Czy to prawda i w jaki sposob siemie pomaga??? Dlaczego po zalaniu ziarenek gorącą wodą nic się nie dzieje, nie powstaje zaden kleik ? Po zagotowaniu takie siemie to juz chyba nie ma za duzo walorow leczniczych … Pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      Bardzo możliwe z tymi mięśniakami, ponieważ siemię lniane reguluje kobiecą gospodarkę hormonalną. Kleik powstaje ale nie od razu, musisz uzbroić się w cierpliwość. Wszystko jest opisane w artykule. Wywar też ma właściwości zdrowotne tak jak opisałam w artykule.

  14. -kasiarek- pisze:

    Dziękuję za odpowiedz. Chyba jednak coś tym moim siemieniem jest nie tak. Parzyłam je juz chyba 3 czy 4 razy z kolei i za kazdym razem jest bardzo płynne, praktycznie sama woda. Za pierwszym razem zalałam
    ciepłą wodą (nie gorącą)zeby zachowac jak najwięcej składników odżywczych, przkryłam i po jakimś czasie sama woda. To następnym razem juz dałam gorącej wody, przykryłam i zostawiłam na noc a z rana znowu praktycznie woda tylko na dnie między ziarenkami troszke było kisielkowo ale naprawde nie znacznie. Ostatnio to juz pogotowałam no i było troche gęsciejsze ale i tak bardzo zadkie, wydaje mi sie ze powinien byc taki troche kisiel. Zresztą nie chcę go za każdym razem gotowac bo to troche mija się z celem. Mam to siemię złociste budwigowe (moze trafiłam na jakies stare, pszesuszone i nie ma juz w sobie tylu tch sluzów, nie wiem nie mam pojęcia ale chyba nie powinien byc taki problem z uzyskaniem tej kislowej konsystencji). No nic chyba zakupię nową paczke i będę próbowała dalej :)
    Przy okazji chciałam pogratulowac i podziękowac za cudownego bloga, „zakochuję” się w nim coraz bardziej :). Mozna wyczytac naprawde duzo cennych ciekawostek, tym bardziej ze większosc wiadomosci popartych jest Pani doswiadczeniem. Od jakiegs czasu intresuję się medycyną naturalną, zdrowym odzywianiem, bardzo cenię sobie rady Tombaka, J. Goreckiej, M. Treben. Staram sę wcielac w zycie te mądrosci i przyznam ze nie raz mi pomogły. Ostatnio to juz nawet zaraziłam mojego Męzusia Pani blogiem (Jego hit to dezodorancik „magnezowy” nie wspomnę o super lodach z bananów i deserku czekoladowym, bylismy w szoku takie proste a tak genijalne! Oby jak najwięcej takich przepisow). Stwierdzilismy ze jak by było takich ludzi jak Pani więcej i takich blogów to swiat był by lepszy bo ludzie zdrowsi a tym samym pewnie szczęśliwsi. Pozdrawiamy!!!

    • Marlena pisze:

      Faktycznie coś jest nie tak z tym siemieniem, może spróbuj ciemne siemię? Nigdy nie używałam jasnego siemienia na ciepło, ale ciemne tak i kisielek tworzył się wyraźny. Bardzo dziękuję za słowa uznania, cieszę się ogromnie, że moje porady są dla Was przydatne i przynoszą korzyści. Pozdrawiam cieplutko Ciebie i męża. :)

  15. stop nwo pisze:

    Marlena, pochwal się może jakiej firmy masz młynek do mielenia siemienia lnianego? :) Taki ręczny masz, tak? Nabyłem dziś i mielone i ziarniste, a w aptece ostropest plamisty. Ten to tez tani, 3,80 za 200 g, a ziarenek z jakiegoś względu zaleca się szamać w ilości 15-30. Ale weź, nie chce mi się ich liczyć. Takie ostropestowe ziarneczka też wartościowe będą po przemieleniu, Marlena? Pozdrawiam Cię!

    • Marlena pisze:

      Ja mam BOSCH młynek, pojemny i mocny, mogę polecić. Siemię i ostropest spożywaj mielone, ostropestu tak na oko łyżkę, nie ma co się bawić w liczenie ziarenek ;)

    • stop nwo pisze:

      znalazlem taki MKM 6003 z opcjami mielenia pulsacyjnego lub ciągłego. Myślałem, że to taki na korbkę, ale skoro polecasz to to musi byc taki…Lubię Cię, pomocna jestes.

  16. anna pisze:

    mam takie pytanie bo troszke mnie nurtuje, czy spozywanie zagotowanego wywaru z siemienia + nasiona ( 2lyzeczki) dziennie ma jakis wplyw na stosowana antykoncepcje hormonalna (tabletki)?

    • Marlena pisze:

      Anno, 2 łyżeczki od herbaty nie sądzę. Ale nie jestem lekarzem, mogę się mylić. Poza tym doradzam gorąco wybrać inną metodę antykoncepcji niż pigułki hormonalne. Ja przez nie zostałam okaleczona na całe życie – wycięto mi całe prawe przydatki.

  17. jacek pisze:

    Ja osobiscie mowie do kazdego o magi siemienia lnianego ,czy tez mniejszej oleju , ale kazdy podejmnie sam decyzje jesc czy nie ,mam 62 lata ,moje zdrowie bylo w oplakanym stanie od 1984 a to skutki bardzo ciezkiej pracy fizycznej od najmlodszych lat, duzo stresu ,palenie papierosow do 2 paczek dziennie ,kawa za kawa no i imprezowanie obzarstwo,piwo ,wodka b,czesto . Po wypadku maluchem uszkodzenia kregoslupa w krzyzu ,miedzy lopatkami i kregi szyjne, Od lekarza do lekarza bez nadziei na lepsze jutro, ogromne problemy z poruszaniem .Dzieki herbalife zgubilem 25 kg w 3 miesiace przestalem pic kawe ,pic wode ,jezeli tak to pije 1-2 lampki czerwonego wina do obiadu i przestalem palic papierosy .Ale kiedy 2 bliskie kolezanki poszly na druga strone z powodu raka trzustki w przeciagu 2 miesiecy ,bylem zaszokowany dlaczego ? kliniki i lekarze wchloneli tyle pieniedzy a ze to bylo w Nowym Jorku i Chicago to sumy przekroczyly setki tysiecy dolarow,a kiedy pieniadze zaczely sie konczyc i ubezpieczenie jednej juz przestalo placic rachunki a drugiej z ich placeniem robilo ogromne problemy ,odeszly z tego swiata. No i cos mnie natchnelo ,zeby powaznie podejsc do sprawy profilaktyki,by ustrzec sie raka nie tylko ja ale i prawie cala moja rodzina i w Polsce. No i pijemy ,czy tez jemy siemie mielone. Tak jak dr Budwig podawala pacjentom slyszalem o niej i rezultatach jej pacjentow od 1996 roku . Te informacje jakos przeszly w ciagu ostatnich lat w niepamiec i te ostatnie 2 przypadki kolezanek obudzily mnie jakby ze snu i poszperalem na internecie. Pierwszy artykul na jaki sie natknalem to to ,ze czlowiek ktory sie wyleczyl z raka siedzi w wiezieniu poniewaz sprzedawal pestki moreli,to bylo pokazywane na glownych stacjach telewizyjnych w USA i podawane z wielkim czacunkiem do niego a oburzeniem przeciwko FDA departamentowi d.s kontrolii zywnosci i lekow . Nic dodac nic ujac. Przepraszam za dlugi opis ,ale mysle ze teraz to da niektorym wielki obraz i sens szukania drogi do zdrowego odzywiania i samoterapii . Z pozdrowieniami Jacek

    • Marlena pisze:

      Dziękuję Jacku za odwiedzenie naszej witryny i za wyczerpujący komentarz. Jak najbardziej – lepiej zapobiegać niż obudzić się z ręką w nocniku. Pamiętajmy też, że tylko w bajkach są cudowne mikstury czy zaczarowane nasionka po których nagle ktoś chory zdrowieje. W życiu jest tak, że cokolwiek wkładamy poprzez usta do naszego wnętrza to i „wyjmujemy” w postaci efektów – nie od razu, ponieważ organizm mamy od Matki Natury wyposażony w wiele mechanizmów obronnych przed naszą głupotą, obżarstwem i pijaństwem. Ale w pewnym momencie gdy już wszystkie mechanizmy obronne się wyczerpią lądujemy z niemiłą diagnozą u lekarza. Nie pomogą wtedy pestki moreli ani siemię i nie wierz w to, że temu panu same pestki pomogły. Potrzebna jest diametralna zmiana stylu życia, bycia i myślenia. Raka nie „dostajemy” jak grypy tylko hodujemy go sobie całymi latami i tak samo nie pozbędziemy się go jak grypy tylko łykając jakieś magiczne pesteczki ale nie zmieniając całego trybu życia (w tym diety).

  18. petrus33 pisze:

    @Marlena…..mam pytanie do Ciebie, dotyczące ilości spożywanego siemienia lnianego. Spożywam dziennie około 100g w postaci świeżo mielonych ziaren, dodanych do sałatek, zup itp. Zawsze mielę na bieżąco, aby nic się nie utleniało. Czy ta ilość jest OK według Ciebie i czy nie powoduje wręcz odwrotnego, szkodliwego działania ? Czuję się doskonale w wieku 48 lat. Wzrost 185cm, waga 98kg (zbyt mało ruchu, a zbyt dużo zacnych piw niestety), żadnych problemów ze zdrowiem.nie posiadam, chociaż przyznaję się, że u lekarza byłem ostatnio podczas komisji wojskowej w 1986r. Pozdrawiam serdecznie – Marek

    • Marlena pisze:

      100 g to trochę dużo, ale jeśli masz odpowiednie nawodnienie i taka ilość nie powoduje zatwardzeń i dobrze się z taką ilością czujesz to chyba nie ma powodu do niepokoju. Jednak część tego siemienia zastąpiłabym zielonolistnymi warzywami, doprawdy nie ma potrzeby spożywania aż takiej ilości siemienia dziennie.

  19. petrus33 pisze:

    @Marlena………bardzo dziękuję za szybką odpowiedż :) Oczywiście zjadam mnóstwo sałatek, zarówno z zieleniny, jak z kapusty kiszonej naturalnie. Praktycznie zerowe spożycie mięsa (po prostu jakoś nie przepadam za nim) zupełnie mi nie przeszkadza w dostarczaniu pełnowartościowych posiłków organizmowi. Mam tylko jeden podstawowy kłopot – mam problemy ze znalezieniem warzyw i owoców organicznych z certyfikatem tejże organiczności :(((( Na hasło Bronisze odwracam się na stopie. Byłem tam wielokrotnie i niewiele tam znalazłem. Dobre 95% produktów nie posiada w ogóle żadnych certyfikatów. Supermarkety Nasze także nie zachwycają.
    pozd

  20. Ewelina pisze:

    Marlenko, mam do Ciebie pytanie… Czy siemię lniane może tuczyć? Przeczytałam w internecie, że zawiera bardzo dużo kalorii i jeśli nie stosuje się odpowiedniej diety, to można sporo przytyć. Chciałabym też wiedzieć, czy sposób przyrządzania/spożywania siemienia może mieć na to jakiś wpływ? Podobno lepiej nie jeść całych ziarenek, tylko pić wywar z mielonego siemienia, jeśli nie chce się przytyć. Czy to prawda?

    • Marlena pisze:

      Siemię lniane nie tuczy lecz wręcz przeciwnie pomaga utrzymać stabilną wagę. Najlepszy sposób spożywania siemienia to zmielić go w młynku do kawy i od razu zajadać (np. dodane do musli czy do jogurtu).

  21. annaj pisze:

    dobry wieczor!
    Artykul jest SWIETNY- jak i zreszta cala reszta.
    Czuje sie czytajac, jakbym byla u kolezanki.
    Moja przyjaciolka dermatolog zaleca picie na surowo,po wzieciu ew. lekow -lyzke oleju lnianego i oleju z pestek winogron. ja moge bez problemow- maz musi sobie rozdzielac.
    Od miesiaca jestem na diecie wegetarianskiej i odzywiam sie wg grupy krwi- dodaje zmielone siemie do zalanych wrzatkiem otreb owsianych, gdzie razem z jagodami Joji miekna 10 minut, poczem wlewam jogurt sojowy i takie sniadanie mnie trzyma 3-4godziny.
    Siemie jest cudowne, bo ma wszelkie zalety juz opisane przez poprzednikow i nie rujnuje kieszeni.
    pozdrawiam.
    anna

  22. zas pisze:

    Proszę link do badań na temat B12 u wegan, to bujda jakaś. Nie powinno się podawać takich niebezpiecznych informacji..

  23. mag pisze:

    Siemie jest zdrowe to fakt, ale jak każda roślina oleista i kaloryczne baraaaardzo, po półrocznym stosowaniu – 10 kg hop na wadze

    • Marlena pisze:

      Zawarte w siemieniu kwasy tłuszczowe Omega-3 raczej sprzyjają utracie wagi a nie przybieraniu na wadze, zatem to nie ta marna garstka siemienia dziennie jest winna, lecz Twoje błędy dietetyczne. ;)

  24. gucio pisze:

    Synek ma 16 miesiecy i straszne zaparcia. Czy można siemie zmielić od razu z zupa (wyjdzie krem) i ile łyzeczek dla takiego szkraba? Z gory dziękuję za odpowiedz :)

    • Marlena pisze:

      Koniecznie należy zmienić dziecku dietę, musi być bogata w błonnik (warzywa, owoce, pełne ziarno) oraz pokarmy fermentowane (kiszonki, jogurty), co naturalnie reguluje jelita. Prawidłowo człowiek powinien wypróżniać się po każdym posiłku (tak jak pracują jelita u niemowląt), ale raz dziennie to minimum. Siemię można zmielić w młynku do kawy i wsypać maluchowi 1 łyżeczkę do zupy, jogurtu itd. przy czym należy pamiętać o dobrym nawodnieniu przez cały dzień, bowiem siemię podawane bez dobrego nawodnienia ma działanie nie rozluźniające stolec lecz odwrotnie ;)

  25. Darek pisze:

    Marleno, mam pytanie co myślisz o spirulinie i chlorelli? Czy stosujesz, może mogłabyś napisać artykuł jak to się stosuje, kiedy, jak często itd.?

  26. jola pisze:

    Po pierwsze NIE MIELIĆ a MLEĆ (bo miele się a nie mieli) po drugie: po co mleć te ziarnka? Przecież oczywiste jest, że przez mielenie ulatniają się właściwości, a noże młynka niszczą następne właściwości bo to metal. Nie bez powodu przeciez np. sałatę każą rwać a nie kroić, to samo z liśćmi żyworódki.

    • Marlena pisze:

      Słowniki poprawnej polszczyzny w nowych wydaniach zaaprobowały już potoczne formy mielić, mielił itd. Podczas mielenia to nic się nie „ulatnia”, wręcz przeciwnie, dopiero po rozbiciu skorupki mamy dostęp do cennej zawartości ziaren lnu. Połykanie ich w całości nie daje tego samego efektu zdrowotnego. Noże młynka są z nierdzewnej stali, która nie reaguje z niczym, więc nie ma co sobie zaprzątać tym głowy.

  27. Ola pisze:

    Nasiona lnu (podobnie jak i łodyga oraz liście) zawierają dwa związki cyjanogenne należące do grupy glikozydów nitrylowych (inaczej: nitrylozydów): linustatynę oraz neolinustatynę. Dopóki ziarno jest nienaruszone, związki te są stabilne i nie ulegają przemianom chemicznym. Dzieje się tak, ponieważ glikozydy i aktywujące je enzymy umieszczone są w różnych częściach ziarna i nie stykają się ze sobą. Dopiero w momencie pęknięcia łupiny i naruszenia struktury ziarna, następuje aktywacja enzymów, które rozpoczynają przemianę glikozydów w cyjanowodór. Proces ten nazywamy cyjanogenezą (produktami pośrednimi cyjanogenezy linustatyny i neolinustatyny są: linamaryna oraz lotaustralina).

    Cyjanogeneza nie zachodzi, jeśli zmielone nasiona zalejemy gorącą wodą, lub gdy je zagotujemy w wodzie, ponieważ enzym aktywujący przemiany jest białkiem, i jak każde białko w wysokiej temperaturze ulega denaturacji i traci swoje właściwości.

    Znalazłam na stronie: http://www.primanatura.pl

    I gdzie tu leży prawda???

    • Marlena pisze:

      To doczytaj dokładnie: dr Budwig podawała właśnie ZMIELONE siemię pacjentom. Nie samo, ale zawsze w towarzystwie soków lub twarogu (związki siarki). Siemię całe przelatuje przez układ pokarmowy nietknięte i wychodzi drugą stroną w takiej samej postaci jak weszło, co można z łatwością stwierdzić w toalecie ;)

    • Marlena pisze:

      Owszem, właśnie należy jak najbardziej na surowo ale należy zwracać uwagę z czym je spożywamy. Natomiast gdy zależy nam uzyskać do jakiegoś celu związki śluzowe zawarte w łupinie wtedy zalewamy całe siemię gorącą wodą i otrzymujemy kleik. Jako zastępnik jajek w kuchni (np. do ciasta) należy z kolei zalać gorącą wodą zmielone siemię, aby otrzymać kleikowatą papkę zastępującą jajko. Resztę doczytasz w moim e-booku: http://www.akademiawitalnosci.pl/siemie-lniane-instrukcja-obslugi/

  28. Lidia pisze:

    A co sądzisz o gryzieniu całych ziarenek siemienia zamiast ich mielenia? Ja biorę łyżkę siemienia do ust, gryzę dokładnie a potem popijam szklaną wody lub innego płynu.

  29. Malwa pisze:

    Marlenko, mam pytanie, bardzo lubię jeść całe ziarenka siemienia, po prostu biorę łyżkę siemienia w ziarenkach i gryzę dokładnie w buzi a dopiero potem przełykam, nie zalewam niczym przed, czy to bezpieczny sposób na spożywanie siemienia?

    Bardzo proszę o odpowiedź, bo martwię się o tą cyjanogenezę, a strasznie nęka mnie wypadanie włosów. Pozdrawiam Cię serdecznie,
    Malwina

    • Marlena pisze:

      Malwino, trupem się od tego nie pada. A jeśli koniecznie chcesz zneutralizować substancje z cyjanogenezy to potrzebna jest albo wysoka temperatura (bo to są białka) czyli zalanie gorącą wodą zmielonego siemienia, albo spożywanie go w towarzystwie związków siarki (nabiał, owoce) – wszystko opisałam w artykule.

  30. Marzena pisze:

    Stosuję siemię lniane mielone do różnych posiłków, ale czasami próbuję zalać wodą, zgodnie z opisem na opakowaniu. Ale zupełnie mi nie wychodzi. Tam jest napisane, żeby łyżeczkę siemienia zalać 3/4 szklanki gorącej wody i odstawić na kilka minut, często mieszając, aż się zrobi kleik. Ale mi się nie robi kleik! Nic nie gęstnieje. Nie mam pojęcia, co robię źle.

    • Marlena pisze:

      Marzeno, woda musi być gorąca, wtedy szybko uwalniają się związki śluzowe. Albo zalać zimną i zostawić na noc.

    • Marzena pisze:

      Ależ jest gorąca, nawet bardzo, zaraz po zagotowaniu. I jak bym nie mieszała, cały czas mam wodę z pływającym siemieniem…

    • Marlena pisze:

      Marzenko, w ciągu minut to kleik się robi ale ze zmielonego siemienia. Jak zmielone zalejesz gorącą wodą to bardzo szybko ono wchłania wodę i dosłownie w ciągu minut masz kleik (świetny np. jako maseczka albo jako zastępnik jajek do pieczenia ciasta). Natomiast całe siemię należy trochę poczekać aż zacznie wodę wchłaniać, bo związki śluzowe się uwalniają powoli gdy skorupka jest cała.

    • Marzena pisze:

      Yyyy… aż musiałam przeczytać jeszcze raz swoją wiadomość. :) Ale wyraźnie napisałam: „Stosuję siemię lniane mielone…” :)

    • Marlena pisze:

      To może masz jakieś trefne siemię. ;) Innego wyjścia nie ma, ja jak zaleję gorącą wodą to mi się paciajka robi dosyć szybko taka klajstrowata, nic mi nie pływa po wierzchu.

    • Marzena pisze:

      A u mnie pływa po całości… Chyba rzeczywiście coś z tym siemieniem nie tak.

  31. spinqq pisze:

    Jeśli przygotowuję siemię lniane tak jak jest napisane na opakowaniu,to gdy po przecudzeniu powstaję żel i na sitku zostają nasionka co należy zjeść ? Proszę o odpowiedź ;))

  32. Monia pisze:

    Witam, chciałam się dowiedzieć czy głównie w celu stracenia na wadze można jeść wyłącznie siemie lniane? Bez żadnych dodatkowych posiłków. Moja mama gdy za dziecka poważnie chorowała to przez trzy miesiące jadła wyłącznie siemie lniane w formie kleiku bo nic innego nie potrafiła przełykac a o gryzieniu juz nie wspominajac i w zadnym stopniu jej to nie zaszkodziło, z głodu nie umarła.

  33. Kasia pisze:

    Poczytałam sobie i mam takie pytanie… czy jak zaleję siemię ciepłą lub gorącą wodą, a po chwili miksuję je blenderem to robię dobrze, czy źle? dodam, że od razu podczas miksowania robi się gęsty kisiel. Czyli można powiedzieć, odwrócona kolejność mielenia i zalewania gorącą wodą ;)
    Później dodaję mus owocowy własnej roboty lub łyżeczkę miodu i takie coś jem. Ewentualnie miód i 2 łyżki jogurtu naturalnego.
    Takie coś zjadam od kilku dni zaledwie, ale zamierzam jeść siemię systematycznie, bo ogólnie mam problemy z żołądkiem (w ub. roku zapalenie żołądka, do tego refluks).

  34. Kamila pisze:

    Witam. Chciałabym spożywać siemię lniane w postaci kiełków. Czy jest to dobry sposób spożywania? I czy nie muszę się obawiać cyjanowodoru jedząc w takiej postaci?

    • Marlena pisze:

      W ogóle nie należy obawiać się cyjanowodoru, bo należałoby pożreć naprawdę niesamowite ilości siemienia aby się zatruć. Ja od czasu do czasu jadam kiełki z siemienia. Żyję i mam się dobrze :)

  35. Beata pisze:

    Chcialabym prosic o wyjasnienie, jak to jest – olej lniany nalezy spozywac koniecznie na zimno, a jest on tloczony z siemienia lnianego. W takim razie gdy zalewamy siemie wrzatkiem lub gotujemy przez jakis czas, to czy nie traci ono swoich dobroczynnych wlsciwosci pod wplywem wysokiej temperatury ?

    • Marlena pisze:

      Kwasy Omega-3 są bardzo delikatne i ulegają rozkładowi pod wpływem temperatury, natomiast z reszty dobroczynnych składników siemienia możemy śmiało korzystać (śluzy, błonnik itd.). Jeśli zaś zależy nam na Omega-3 to siemię spożywamy świeżo zmielone na zimno lub spożywamy wyciskany na zimno olej z nasion.

  36. AGNIESZKA pisze:

    Ja tez dołączyłam do grona picia sielienia lnianego…jestem zachwycona,ale…no wlasnie uważam ze luczy siemię..ja gotuje je codziennie wieczirem ok godz 20:00 i wypijam te”glutki”..nie mam problemu ze smakiem,ale mam problem z brzuchem…tzn po wypiciu widze,ze brzuch robi się coraz większy,a jestem drobna osoba,bez nadwagi i powiem szczerze ze zastanawiam się co jest nie tak,czy pora wieczorna,czy rzeczywiście to kalorie….co robic?????????/nie chce rezygnować z picia go….

  37. Bibog pisze:

    Niestety wiadomość o B12 muszę potraktować jako plotkę. Nie udało się znaleść źródła takiej rewelacji.. Mam ścisły umysł i informacje z internetu staram się weryfikować. O tej rewelacji nie wspomina strona domowa (sklep jak wszystkie) http://www.dr-johanna-budwig.de/dr-johanna-budwig/biografie.html
    Rodanaza neutralizuje cyjanki
    http://luskiewnik.strefa.pl/biochemia/biochemia_ogolna.htm
    (info pod koniec części cyjanogeneza).
    B12 produkują bakterie. Popatrzcie jak wyglada jej struktura chemiczna w wikipedii. Kobalamina z tymi cyjankami daje cyjanokobalaminę więc to co robi rodanaza może mieć w tym udział, ale skąd cała kobalamina z kobaltem w środku? to robią bakterie!, ktore u człowieka występują tylko w dolnej części przewodu pokarmowego skąd już się niewiele wchłania.
    Bardzo polecam artykuł :
    http://www.vegepolska.pl/witamina-b12/ – to jest źródło któremu ufam jeśli chodzi o fakty.

    Przed erą higieny zjadało się zawsze trochę „brudu” i to wystarczało. Ekologiczne warzywa, nie umyte w 100%tach mogą działać jak dieta hinduskich wegan, która nie wymagała suplementacji. Ale ma to inne ryzyka więc kto dziś się odważy? Ja nie zachęcam.

    PS. Najnowsze technologie przede wszystkim internet, sprowadzają na ludzkość nowe średniowiecze – ktoś powiedział, ktoś napisał więc tak jest. Może warto czasem sprawdzić kto napisał, czym się podparł… niż szerzyć wiadomości jak plotki.

    • Marlena pisze:

      Informacje o wytwarzanej B12 zaczerpnęłam z witryny: http://www.primanatura.pl/czy-siemie-lniane-jest-toksyczne/ poświęconej diecie dr Budwig i sprawiającej wrażenie witryny zaufanej.
      Cytuję fragment: „Wątroba – najbogatszy rezerwuar rodanazy w organizmie człowieka – w miarę potrzeby przekształca cyjanek w wit. B12 (cyjanokobalamina), która dla pacjentów – szczególnie tych chorych na nowotwory – ma ogromne znaczenie, a której przecież brakuje w bezmięsnej, antynowotworowej diecie.”

      Jest na witrynie kontakt do autorki, można zapytać z jakiego źródła pochodzą jej informacje.

  38. Aurelia pisze:

    Witam, bardzo interesujący artykuł. Mam pytanie, stosuję len na problemy z zaparciami, mielę na bieżąco każdego wieczoru i zalewam ciepłą wodą i zostawiam pod przykryciem do rana i tu moje pytanie – czy do rana wszystkie wartości odżywcze zostaną zachowane? Z góry bardzo dziękuję.

    • Marlena pisze:

      Aurelio, do likwidacji zaparć potrzebny jest błonnik. Nic mu się nie stanie oprócz tego, że spuchnie pod wpływem wody ;)

  39. Aurelia pisze:

    Oczywiście że błonnik! a w siemieniu jest go naprawdę dużo :-) Bardzo mi pomaga, tylko chciałam mieć pewność że oprócz błonnika czerpię z niego wszystkie super właściwości. Dziękuję za odpowiedź :-)

  40. Jola pisze:

    piszesz Marleno, że zmielone siemię lniane korzystnie jest zjadać w obecności soków owocowych lub nabiału, czy może być też sok pomidorowy?

  41. basia pisze:

    Zastanawiam sie jescze nad jedna rzecza: jezeli wysoka temperatura niszczy wartosc kwasow omega a zimna woda pobudza mielone siemie do wydzielania subst. toksycznych (cyjanowodor), jaka woda nalezy zalewac mielone siemie? wrzatek odpada, zimna woda rowniez. Jaka temperatura jednoczesnie nie „wylaczy” kw. omega ani nie sprawi ze siemie zacznie szkodzic?

  42. basia pisze:

    I jeszcze jedno pytanie: utlenianie sie kw. omega w SZCZELNIE zamknietym pojemniku to nadal kwestia godzin? Czy moge mielic je na przykład na 3 dni? Przepraszam za brak polskich znakow i pozdrawiam :)

  43. Agnieszka pisze:

    Bardzo lubię siemię lniane ( w moim przypadku mielone), doceniam walory zdrowotne ponieważ zawsze widzę poprawę pracy mojego układu pokarmowego, za każdym jednak razem widzę również, że przybywa mi tkanki tłuszczowej. Zastanawiam się jakie błędy żywieniowe mogą powodować, że tak się dzieje.

    • Marlena pisze:

      Trudno powiedzieć, ale ponieważ siemienia nie zjada się kilogramami, to tak mała ilość dziennie jak łyżka czy dwie nie powinna stanowić jakiegoś zabójstwa dla naszej szczupłej sylwetki.

  44. Smerfeta1985 pisze:

    Ja stosuję siemie lniane tak: gotuję w garneczku wodę ok.2 kubków, jak się gotuję to dodaję ok.2 łyżek (nie łyżeczek) siemia i chwilę to gotuję, czasem mieszam i przez sitko do kubka, wychodzi ok.3/4 kubka bądź cały kiśla (rzadszy lub gęsty), jak sotygnie to wypijam przeważnie na jakiś czas przed obiadem lub przed południem jak dziś, od 13dni straciłam 1,5kg, nie wiem czy to efekt samego siemienia czy on pomaga mi utrzymać regularne jedzenie z unikaniem węglowodanów i nie jedzeniem wieczorami, ale efekt jest, mam pcos (insulinoodporność, nadmiar androgenów) więc naturalnie bardzo ciężko mi w ciągu dnia/wieczora nie jeść węglowodanów, słodyczy, teraz łatwiej mi to przychodzi. Udaje mi się jeść bardziej regularnie, ostatni raz po 20tej ( po ostatnim karmieniu bliźniaczek moich), tylko ciemne pieczywo, obiady normalnie [póki karmie tym bardziej, że unikam nabiału z uwagi na fakt, że ja za dziecka miałam skazę, a moje córeczki na buzi wysypuje, owoce (one też zawierają cukry-banan, jabłko, nektarynka, śliwka)], nie cukruje, nie pije słodkich napoji, gazowanych itp.i popęd na to wsio jest zdecydowanie mniejszy i czuję się często najedzona.

  45. deka87 pisze:

    W 49 minucie tej audycji (http://www.polskieradio.pl/9/304/Artykul/857420,Dieta-w-cukrzyce-Po-dwoch-miesiacach-widac-bardzo-wyrazne-efekty) trochę nieścisłości – Pani mówi, żeby zalewać siemię lniane wrzątkiem przed spożyciem, bo bez tego oblepia jelita i wywołuje stan zapalny. Tylko że omega-3 są bardzo wrażliwe na wysoką temperaturę więc po zalaniu wrzątkiem za dużo omegi-3 nie zostanie, a mogą powstać szkodliwe formy trans.
    Jak to w końcu jest?

    • Marlena pisze:

      Formy trans powstają w temp. 160 stopni, więc zalanie wrzątkiem nie spowoduje ich powstania. To czy siemię użyjemy na zimno czy na gorąco zależy od tego co chcemy uzyskać. Jeśli Omega-3 to jedynie na zimno, czyli tak jak czyniła to dr Budwig (w połączeniu z pokarmami zawierającymi siarkę, np. twarożek czy sok owocowy), a jeśli zależy nam tylko na substancjach śluzowych czy błonniku to zalać można wrzątkiem.

  46. Klaudyna pisze:

    Witam,

    Bardzo ciekawy artykul. Siemie lniane spozywam codziennie w owocowych lub warzywnych koktajlach. Zainteresowalo mnie stwierdzenie, ze spozywanie siemnia lnianego dostarcza organizmowi witaminy B12, co jest niezbedne dla wegan. Pisze przede wszytskim wlasnie w kwesti zdrowego odzywiania sie i dostarczania niezbednych witamin i mineralow organizmowi bedac na diecie wegankiej. Osobiscie nie stosuje zadnych suplementow diety, jezeli chodzi o lekarstwa to unikam ich jak ognia, a jednak nie jestem pewna czy dostarczam mojemu organizmowi wszystkiego co niezbedne. Zyje na tropikalnej wyspie, korzystam z dobrodziejstwa natury i dostepnosci wszelakich owocow i warzyw. Ponadto uprawiam sporty i stosuje sie do wielu cennych wskazowek znalezionych na tej stronie, po to aby zdrowo zyc. Produktow przetworzonych nie kupuje oraz nie jem nic co pochodzi od zwierzat oprocz jaj.

    Bede wdzieczna jesli w przyszlosci ukazalby sie artykul uswiadamiajacy co nalezy koniecznie jesc bedac na diecie weganskiej badz wegetarianskiej.

    Pozdrawiam serdecznie z wyspy Hainan w Chinach.

    • Marlena pisze:

      Klaudyno, samo siemię nie ma w sobie B12, ale zjadając je zajść mogą w ustroju reakcje prowadzące do powstania cyjanokobalaminy – tak jak się wydaje twierdziła dr Budwig.

  47. marcin pisze:

    Witam,
    od wielu lat mam problemy z żołądkiem (częste wzdęcia, bóle/kłócie, zgaga itd.). Prosił bym o radę w jakiej formie powinienem przyjmować siemię. Przeczytałem sporo opinii i rzeczywiście wiele z nich się wyklucza.
    Czy np jeżeli wsypię do szklanki łyżeczkę lub dwie i zaleję gorącą, dopiero co przegotowaną wodą, a następnie po wystygnięciu wypiję wodę, to czy będzie to skutecznę, czy może lepiej wypić razem z nasionami.
    Jak to jest z tym gotowaniem, czy trzeba gotować 15 min. a następnie po wystygnięciu wypić sam kisiel czy razem z nasionami?
    Proszę o rade bo zakupiłem torebkę i chciałbym rozpocząć kurację

  48. jola pisze:

    Skoro podczas obróbki siemienia w wysokiej temperaturze powstają szkodliwe tłuszcze trans, to czy w takim razie dobrze jest wrzucac go do chleba? Czy to ma jakies znaczenie, skoro potem i tak wychodzi z nas w całości? A co w takim razie z ziarnami, np.słonecznika, dyni, i orzechami – czy w nich podczas pieczenia także powstają tłuszcze trans? Bardzo mnie to nurtuje. Chleb (żytni na zakwasie) piekę już czwarty rok, zawsze z siemieniem :) Pozdrawiam i bardzo dziękuję za tę fenomenalną witrynę!

    • Marlena pisze:

      Już odpowiadałam na to zapytanie: „To zależy jaką temperaturę ciasto osiągnie w środku. Bo to że w piekarniku jest 200 stopni nic nie znaczy, ważne jaka temperatura panuje w środku chleba. Czy ziarno siemienia po upieczeniu chleba też jest spieczone? Nie, nie jest: podczas pieczenia paruje z ciasta woda, a to obniża temperaturę. Natomiast gdy zaczniemy na sucho prażyć ziarna, wtedy tak – cenne kwasy tłuszczowe mogą prędzej ulec zniszczeniu.”

  49. jola pisze:

    Dziękuję! Mam wrażenie, że przeczytałam wszystkie komentarze, ale tego nie widziałam :( A może wiesz, co pomaga na żołądek? Ponoć mam chroniczne zapalenie, stwierdzono też obecność bakterii Helicobacter Pylori. Lekarze oferują mi jedynie antybiotyki, a ja nie chcę ich brać, na dodatek to działa na krótko – potem i tak jest nawrót. Ostatnio znowu bardzo boli mnie żołądek mimo, iż nie mam żadnych stresów, nie jem też mięsa ani smażonego. Ten ból doprowadza mnie do rozpaczy.

  50. jola pisze:

    Dziękuję! :)
    Pani Marleno, jakiś czas temu trafiłam na Pani forum i od tego czasu zaglądam tu regularnie. Jestem pełna podziwu dla Pani zapału oraz ogromu pracy, jaki Pani wykonuje. Cieszę się też, że zagląda Pani do źródeł, które dla przeciętnego śmiertelnika są niedostępne z powodu bariery językowej (z drugiej strony – coś do tej 90-tki trzeba robić, więc może i tam dotrę ;) ). U mnie – podobnie jak kiedyś u Pani – problemy zaczęły się spiętrzać, a lekarze tylko wzruszali ramionami i mówili „w tym wieku coś MUSI boleć” !! Dosłownie! A JA SIĘ Z TYM NIE ZGADZAM!!! (nie mam jeszcze 40-tki!!) Postanowiłam poszukać pomocy gdzie indziej, bardziej „na własną rękę” i w ten sposób znalazłam Panią :) Z czego się niezmiernie cieszę :)
    Z kręgosłupem powoli jest lepiej (teraz codziennie olej lniany, ponoć po 6 tygodniach widać poprawę, a ja ją widzę JUŻ :) )
    Został mi jeszcze żołądek, gardło, astma i alergia, a jakże! :) Pełen komplet! ;) Dodam, że etykiety czytam już dawno (15lat?), mięsa praktycznie nie jem też od lat kilku (wcześniej sporadycznie, teraz wcale), niesamowicie do mnie przemawia ideologia żywego pokarmu, zaczęłam uprawiać kiełki w domu. Wiem, że długa droga jeszcze przede mną, ale spokojnie – powoli uczę się i zmieniam swoje nawyki :) Dlatego też zaglądam na Pani stronę systematycznie, ale czytam mało, żeby przyswoić, zapamiętać, przemyśleć, wdrożyć :)
    Dziękuję za wszystkie rzetelne opracowania, za bezcenne informacje i za natchnienie :)
    I proszę o wyrozumiałość, jeśli jeszcze czegoś nie wiem, a Pani o tym pisała, bo jestem tu nowa ;) i słabo znam się :)
    Życzę pobicia rekordu długowieczności (ile to było? 256?), oczywiście cały czas w pełni sił witalnych :)
    Pozdrawiam!
    Jola G

    • Marlena pisze:

      Dziękuję, Jolu za Twój przemiły komentarz i bardzo się cieszę z powolnej acz konsekwentnej poprawy Twojego zdrowia. Tak trzymać, nie zbaczaj z kursu! :)

  51. Małgorzata pisze:

    Marleno, masz niesamowitą cierpliwość w nieustannym objaśnianiu i rozwiewaniu wątpliwości czytelników. Ja tak nie potrafię :-)
    Czytam tu wpisy, większość z ich autorów jest, jak się zdaje, niemal przerażona obecnością związków cyjankowych, wiec śpieszę donieść i pocieszyć niepewnych, że związki cyjankowe to nie cyjanek potasu! Litości! Po drugie wątpliwości można rozwiać m.in. na przytaczanej tu wielokrotnie stronie http://www.primanatura. ( Nie zapominając oczywiście o istniejącej w świecie dezinformacji, prowadzącej do tego, że ludzie szukają dłużej prawdy, nawet jej nie znajdując.) Po trzecie ja sama jadłam surowe, mielone siemię lniane przez prawie trzy lata w sporych ilościach, około pół szklanki – codziennie! Dzień w dzień. Dodawałam do posiłków lub pasty budwigowej. Nie miałam żadnych problemów. Nie zatrują Was te wspaniałe ziarenka. Inna sprawa, że faktycznie producenci umywają od wszystkiego ręce i umieszczają niekiedy na opakowaniach zalecenia ostrożności, albo żeby nie jeść surowego. Smutne to i coraz częściej widywane w odniesieniu do produktów roślinnych (vide zioła jak glistnik, wrotycz). Jak tak dalej pójdzie to i witamina C będzie szkodliwa.
    Natomiast dziwi mnie Marleno, że nie zostało w tym wspaniałym tekście podkreślone, by zmielone siemię lniane robić koniecznie na bieżąco. Niezwykle szybko się utlenia i staje się niezdrowy! Przygotowaną porcję należy zjeść niezwłocznie, max w przeciągu 20-30 minut. O tym też jest mowa na stronce http://www.primanatura.
    Natomiast poruszana kwestia witaminy B 12 wydaje mi się jednak nieco dyskusyjna. Ja jestem zmuszona zażywać ją w postaci suplementu, poleconego zresztą przez mojego doktora naturopatę. Doskonałym, źródłem B12 jest wątróbka, rzecz oczywiście nie dla wegetarian. Zdrowa flora jelitowa też ją produkuje, ale nie sądzę, że w wystarczającej ilości. Jest to temat moim zdaniem jeszcze do przeanalizowania.
    Może Marleno znasz dra Pawlaka? Polecam zapoznać się choćby z tematem B12 w jego ujęciu. Dla mnie jest przekonujący. http://blog.siegnijpozdrowie.org/2013/09/witamina-b12-fakty-i-mity.html?m=1
    Można też sobie zrobić badanie krwi oceniające poziom B12 i zobaczyć ile jej mamy i chwilowo wesprzeć się suplementacją, (lub modyfikacja diety) choć uprzedzam, ze ciężko jest dostać w Polsce suplementy o odpowiednich dawkach.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Marlena pisze:

      Już kiedyś się wypowiadałam na temat dra Pawlaka. Ja wychodzę z założenia, że nasz Stwórca nie zaplanował dla nas biegania do apteki po JAKĄKOLWIEK substancję od której zależy nasze przeżycie. On dał nam wszystko co nam jest potrzebne. Dlatego jeśli ktoś mówi, że jakaś dieta jest super zdrowa ALE będę musiała przy tym biegać do apteki bo jednego związku nie dostarcza tyle ile trzeba, to zapala mi się czerwona lampka, która mówi mi, że takie coś NIE jest zgodne z zamysłem Stwórcy. Nie mam natomiast nic przeciwko B12 jako takiej w przypadku niedoborów. Najlepiej przyjmować ją (tak, wiem, że to zabrzmi śmiesznie) jako suplement do nosa. Poprzez śluzówki nosa wchłania się najefektywniej, po prostu dlatego, że jest to naprawdę olbrzymia molekuła: http://www.doctoryourself.com/nasal.html więc żadne tam doustne czy podjęzykowe nie dorównają przyjmowaniu przez śluzówkę nosa jeśli chodzi o absorpcję i wszyscy dobrzy lekarze ortomolekularni to wiedzą.

      Poza tym razi mnie namolne upieranie się dra Pawlaka, że nadmiar witaminy C powoduje podobno raka (tzn. co? nadmiar C miałby być niby toksyczny, choć nadmiar B12 to już nie? przecież obie są rozpuszczalne w wodzie i nadmiar jest wydalany), choć źródeł nie chce on podać ani statystyk, jestem bardzo ciekawa ileż to przypadków śmierci spowodowały witaminy – z tego co mi jest wiadomo żadnego na przestrzeni ostatnich 30 lat. Ani C ani B12 nie są toksyczne dla nas w żaden sposób. Żaden! Dalej: jego lęk przed niacyną – ojej! przy normie 16 mg dodajmy: ustalonej z czapy, jak weźmiesz 30 mg to w/g niego to już jest „przedawkowanie”! A pan dr nie wie, że przykładowo wypicie sobie alkoholu tak samo niszczy B12 jak i niacynę, jak i wit. C więc nie ma czegoś takiego jak jedna dawka niacyny dobra dla każdego, zaś minimalna dawka 16 mg jest jedynie dawką chroniącą przed jedną chorobą, przed pelagrą czyli tą najgorszą chorobą z kompletnego niedoboru, ale przed innymi chorobami już nie – brawo panie doktorze. Dalej: informowanie użytkowników, iż witamina C podobno „niszczy” witaminę B12 (czyżby? jak na razie fenomen stwierdzono in vitro, ale nigdy in vivo – nie mamy dowodów, iż zachodzi w organizmach żywych, więc po co rozpowszechniać nieprawdę? brawo, panie doktorze). I niestety nie jest pan dr zorientowany jeśli chodzi o B12 w pokarmach, tylko powiela banały pod tytułem „B12 jest tylko w produktach odzwierzęcych, nie ma jej wcale w produktach roślinnych”. Otóż jest, na przykład koreańscy naukowcy badając swoich stulatków przypadkowo odkryli, że spożycie kiszonej kapusty (kimchi), fermentowanej soi (natto, miso, tempeh) i roślin morskich (seaweed) daje całkiem niezłe poziomy B12: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20607069 „In conclusion, several plant-origin foods including seaweed, soybean-fermented foods, and kimchi, may contribute significantly to good vitamin B(12) status in very old elderly Koreans.”
      I dodam, że koreańscy stulatkowie nie żrą suplementów z B12. Popatrz jakie mają poziomy B12 we krwi, kurczę jak oni to zrobili, że dożyli setki (wiek średni 127 badanych to 98 lat, zawierał się w przedziale 85-108 lat): „The average serum vitamin B(12) concentration was 450.5 pg/mL bez suplementów! Ale za to żarli kiszonki, morskie glony i raczej symboliczną ilość produktów odzwierzęcych: „The average ratio of plant food to animal food consumption was 87.5:12.5 in weight.”. A może dr Pawlak nam to wyjaśni? Jak ci ludzie to zrobili? 108 lat bez suplementowania B12? Prawie nie jedząc produktów odzwierzęcych? No jak widać da się ;)

      No i takie tam. Włosy mi ogólnie rzecz biorąc stanęły dęba jak poczytałam komentarze w podanym przez Ciebie linku (sam wykład słuchałam kiedyś, bardzo dawno temu). Taki sobie. Ja nie suplementuję B12, zajadam się za to domowymi kiszonkami. Poziom produktów odzwierzęcych w diecie podobnie jak u Koreańczyków ok. 10% czyli raczej symbolicznie. Siemię też jadam, ale nie wiem jaki ma wpływ na mój poziom B12. Póki co miewam się znakomicie.

  52. Rene pisze:

    Marlenko, a jak uważasz w jakiej ilości można używać siemienia lnianego dla 3latka i dla karmiącej piersią? Właśnie jestem karmiąca, zapewne potrwa to u mnie jeszcze ok 2 lat. Do tej pory dość sporo używałam siemienia (ok 2 łyżek) tak właśnie jak Ty posypując co popadnie. Teraz trochę zaniepokoiłam się fitoestrogenami. Synkowi 3latkowi oprócz siemienia podaję jeszcze czasami serek tofu, no i codziennie używamy ok 2 łyżek oleju budwigowego. Czy Olej też zawiera fitoestrogeny? Nie chciałabym całkowicie zrezygnować z siemienia a tym bardziej z oleju lnianego , przyzwyczaiłam się do niego. dziękuję

    • Marlena pisze:

      Nie ma co moim zdaniem niepotrzebnie niepokoić się fitoestrogenami. Jeśli do tej pory siemię w ilości 2 łyżek dziennie nie wyrządziło Tobie szkody to i nie wyrządzi.

  53. gosia pisze:

    Witam Pani Marleno,
    od jakiegoś czasu czytam Pani bloga, i muszę Pani powiedzieć że wiele w moim życiu się zmieniło, na dobre oczywiście :) . Dlatego też dziękuję za Pani zaangażowanie w uświadamianie ludzi :)
    Mam takie pytanie, natknęłam się na ten artykuł: http://www.red-ox.pl/index.php?id_cms=11&controller=cms ; czy znalazłaby Pani chwilę, aby poświęcić temu tematowi, co Pani myśli o tym oleju?
    Pozdrawiam.
    Gosia.

    • Marlena pisze:

      Nic nie myślę, ponieważ nie używam olejów lnianych z długim terminem ważności, choćby były ulepszane nie wiem jak kosmiczną technologią. Olej lniany jadam tylko świeży, taki prosto z natury.

  54. Jadwiga pisze:

    Odkryłam ze mam paczke siemienia już po dacie przydatnosci do spozycia. I mam pytanie jak dlugo w ogóle len jest do spożycia? Kilka miesięcy czy lat?

  55. Kasia pisze:

    Witam :-) Bezpiecznie jest zalać zmielone siemię gorącą wodą – wówczas nie uwalnia się kwas cyjanowodorowy. Mam pytanie: czy prawdą jest, że co jakiś czas należy zrobić przerwę w jedzeniu siemienia? Jem od kilku lat łyżkę dziennie (dodaję do owsianki ugotowanej na wodzie ze świeżymi owocami i dwoma łyżkami jogurtu greckiego) i nie czuję, aby mi szkodziło. Wręcz przeciwnie, gdy nie zjem swojej dziennej porcji mam problem z trawieniem…

  56. Kinga pisze:

    Dzień Dobry pani Marleno ;)
    Mam 18 lat i cały czas zmagam się z problemem tego że jestem zbyt chuda względem swojego wzrostu. Mam 1.57 wzrostu i ważę zaledwie 40 kilogramów, więc mam niedowagę. Jedząc normalnie, pełnowartościowe obiady itd. Usłyszałam, że picie siemienia lnianego powoduje przyrost wagi, szukałam wiele w internecie i wpadłam na Pani bloga oraz zamieszczony tutaj artykuły, jestem pod ogromnym wrażeniem jaki wysiłek wkłada Pani tutaj.
    Piszę do Pani z pytaniem jaką dietę powinnam stosować, jaką dawkę pić siemienia, aby pomógł i czy wgl pomoże? W jakiej formie go pić?
    Zdania są niestety podzielone, a mnie bardzo zależy aby troszkę przytyć. Z góry bardzo dziękuje za odpowiedź ;))

    • Marlena pisze:

      Nie mam informacji czy samo spożywanie siemienia lnianego może zwiększyć masę ciała. Moim zdaniem zamiast szukać jednej magicznej substancji, która pozwoli Ci zwiększyć masę ciała powinnaś może bardziej zastanowić się nad tym, czy prawidłowo wszystko wchłaniasz z tego co zjesz i wypijesz, czy doskonale wszystko żujesz, czy dobrze trawisz, czy masz dobry poziom kwasów żołądkowych i prawidłową florę jelit, czy nie ma pasożytów itd. Na masę ciała bardzo dobre są ponadto ćwiczenia fizyczne – po prostu zwiększasz masę swoich mięśni, a nie tylko samej tkanki tłuszczowej.

  57. rafał pisze:

    istnieje jeden problem, zalanie ziaren siemienia lnianego powoduje uszkodzenie struktury nnkt omega 3 i 6, niezaprzeczalnym natomiast jest iż kisiel pomaga na żołądek i jelita jednak nie jest do końca zdrowy
    pozdrawiam

    uszkodzone molekuły omega 3 budują np niewłaściwą osłonę komórki ludzkiego ciała

    • Joanna pisze:

      a masz jakies linki do tych rewelacji ? bo moze to dotyczy tylko goracej wody albo wrecz gotowania ?

  58. Gosia pisze:

    Witam.Od dluzszego czasu czytam Pani bloga,od poniedzialku zaczynamy jesc wit.C.No ,ale nie o tym mialam pisac.Przeczytalam bardzo dokladnie ten wpis i wszystkie komentarze,ale zastanawia mnie czy ten olej lniany naprawde jest taki zdrowy.Juz mowie o co chodzi,pijemy go juz pare lat z malymi przerwami i co jakis czas mialam problemy z bolacymi guzkami w lewej piersi,robilam rozne badania i nic zlego nie wykazywaly,nawet jeden z lekarzy polecil mi olej z wiesiolka i problemy sie skonczyly.Od poczatku miesiac znow zaczelismy pic olej lniany i problemy z piersia znow sie nasilily i wtedy przez przypadek wpadlam na ten wpis https://hipokrates2012.wordpress.com/2015/01/17/top-10-fatalnej-zywnosciwszedzie-reklamowanej-jako-bardzo-zdrowa/ chcialabym sie dowiedziec co Pani sadzi na temat tego wpisu o oleju lnianym?Po przeczytaniu tego odstawilam olej lniany i po paru dniach problemy z piersia ustapily.Przepraszam za brak polskich znakow.Pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      Mnie osobiście olej lniany (oraz siemię jak najbardziej też!) służy i to bardzo. A Tobie jeśli nie służy to zmień na co innego, Gosiu. :)

  59. endzi pisze:

    Witam! Chciałabym zacząć pić siemię lniane, ale boję się… wiem, że SL jest świetne dla włosów, skóry, paznokci. Ale co robić kiedy tych włosów mam zbyt dużo (szczególnie twarz: policzki, broda, wąsik, ręce, nogi – mam zamiar wybrać się do endokrynologa, bo ilość włosów mnie niepokoi, boję się, że to może być hirsutyzm)? Czy jest zalecane pić siemię przy nadmiernym owłosieniu?
    Z góry dziękuję za odpowiedź, ponieważ ta kwestia chodzi już za mną od bardzo dawna i chciałabym ją rozwikłać :-)

  60. Agnieszka pisze:

    Gratuluję artykułu, poprostu świetny!Jestem „tu” poraz pierwszy ale na pewno nie ostatni.Od miesiąca codziennie dodaję do posiłków po łyżeczce ostropestu i siemienia (mielone).Przeczytałam wszystkie powyższe komentarze, również w moim przypadku nie wychodzi kleik. Kilka razy zalewałam siemię lnianie mielone gorącą wodą (3 małe łyżeczki na szklankę + woda). Czekałam godzinkę a nawet raz dwie, zaden kleik nie powstał, zwykła woda. Zastanawiam się, czy ja też kupiłam jakiś „felerny bubel” czy może coś źle robię jak kilka moich „przedmówców”? Dodam, że siemię lniane kupiłam w sklepie ze zdrową żywnością, próbowałam z tą złocista i brazową odmianą. U mnie żaden kisiel nie powstaje. Może ktoś ma pomysł? Co robię źle?

  61. Tomasz pisze:

    Witam
    zalezy mi na piciu siemienia lnianego po to by organizm dostal jak najwiecej kwasow omega 6 i 3
    prosze o dwie informacje
    1 zmielone siemie lniane zalewac goraca woda najlepiej w jakiej temperaturze i ile zaparzac przed wypiciem
    2 nie zmielone całe ziarna jaka temperaturą wody zalewać i ile parzyć przed wypiciem. Ta metoda mi odpowiada, ponieważ lubie zaparzone ziarna gryzc ;)
    prosze bardzo o wiadomosc zaznaczam że pije to po to by organizm dostawała kwasy omega 6 i 3 pozdrawiam

  62. Tomasz pisze:

    Czytałem marlenko , jak i wiele innych i mam przerózne za i przeciw i własnie ponieważ Twoj jest superowy stwierdziłem ze zapytam Ciebie .Jezeli chodzi o temperature nie jest nigdzie napisane jaka bedzie dobra taka by „zabic ” ten wytwarzajacy sie cyjan… a jednoczesnie nie „dobic” kwasow omega 3 i 6 dlatego pozwoliłem sobie zapytać Ciebie
    pozdrawiam i plis o wiadomosc ;)

    • Marlena pisze:

      Siemię zawiera w składzie raptem 0,5-1,5% glikozydów cyjanogennych, co nam tylko wychodzi na zdrowie. Nie ma co się ich bać (chyba że ktoś by żywił się codziennie kilogramami samego siemienia). Tak jak napisałam w artykule – 2 czy nawet i 3 łyżki dziennie nikogo nie zabiły i nie zabiją.

  63. Agata94 pisze:

    Witaj Marlenko:-) chciałabym się dowiedzieć czy mogę stosować siemię lniane, piłam je ostatnio około rok temu i chciałam to niego wrócić bo byłam bardzo zadowona, ale aktualnie staramy się z mężem o dziecko, a w Twoim artykule przyczytała, że nie powinno się spożywać siemienia w ciąży. Jak sądzisz może mogę jeść siemię w małych ilościach czy odradzasz?

  64. Arek pisze:

    Witaj Marlenko.
    Przeczytalem wszystko, i nigdzie nie doczytalem, wiec pozwole sobie zapytac: bardzo lubie wypic rano szklanke zimnego mleka. Czy moge zatem dwie lyzki swiezo zmielonego siemia wypic z tym zimnym mlekiem?

    Pozdrawiam

    Arek

    • Marlena pisze:

      Jeśli masz takie prosto od krowy to możesz. Sklepowego przetworzonego mleka (pasteryzowane, UHT itp.) pod żadnym pozorem nie polecam. Najlepiej jednak siemię spożywać w postaci pasty budwigowej (biały chudy ser zmiksowany z olejem lnianym), do której możesz dodać co chcesz: siemię, owoce w wersji na słodko, albo na pikantnie szczypiorek, rzodkiewkę.

  65. Rita pisze:

    Witam.

    Czy kisiel z siemienia można stosować na paznokcie u stóp zajęte grzybicą? (Czarne plamy, zgrubienie płytki – leczone lekami od ponad 2 lat z lepszym lub gorszym skutkiem, w końcu niewyleczone). Poleciłam taką kurację, ale mój „pacjent” boi się, że to może zaszkodzić, a mi brak przekonujących argumentów. Widocznie, jeśli coś jest zdrowe i ulecza, to za mało…
    Proszę o pomoc.

    • Marlena pisze:

      Grzybica bardziej szkodzi niż siemię lniane ;)
      Bardziej niż siemię pomógłby tu jednak jak sądzę chlorek magnezu, stosowany zewnętrznie jak kąpiel stóp oraz spray (oliwka magnezowa) z dodatkiem olejku eterycznego z drzewa herbacianego lub z oregano. Plus kuracja „od środka”: dieta alkaliczna bezcukrowa, wzmocnienie systemu odpornościowego, poprawienie flory jelit – aby ustrój miał siłę do zwalczenia „obcego”.
      Samo działanie „po wierzchu” zazwyczaj nie daje dalekosiężnych rezultatów.

  66. Rita pisze:

    Bardzo dziękuję. Niestety muszę zacząć od uzdrawiania zewnętrznego, bo „pacjent” jest dość oporny ;-) ale ciszę się, że poleciłaś mi chlorek magnezu i drzewo herbaciane, bo pierwsze mam, a drugie zamierzam kupić.

  67. ewa pisze:

    Witam Pani Marleno
    Przypadkiem trafiłam na Pani bloga jest cudowny, jestem w niebie jak czytam
    takie mądrości(od niedawna)Chce włączyć siemię lniane do swojej diety.
    Mam problem z jelitem grubym (uchyłki) biały nalot na języku i kandydozę jamy ustnej.Piję ostropest ,czystka ,herbatę z dzikiej róży co dzień do tego wypijam na tydzień 3l mleka zsiadłego i 1,5 l maślanki (od krowy)Chcę też włączyć kiszonki
    ale nie wiem czy dobre w I fazie leczenia.
    Świetna robota Pani Marleno dla nas mało wiedzących
    Serdecznie pozdrawiam
    ewa

  68. Agnieszka pisze:

    Witam, przeczytałam artykuł i juz niby cos wiedziałam, ale gdy zaczelam czytać komentarze to znowu zgupialam :-) czy mogłaby Pani wyjaśnić jak mam stosować siemię lniane nie zmielone głownie w celu schudniecia, ale również żeby nie traciło swoich wartości. Młynka jeszcze nie mam ale juz zamowilam. Chciałabym wiedzieć:
    – jak gotować siemię lniane w ziarenkach, żeby to później wypić i czy ziarna tez się zjada czy nie?
    – czy można całe ziarna zalać wrzątkiem czy lepiej ciepła lub zimna woda?
    – czy zmielone ziarna zalac wrzątkiem czy letnia woda?
    Bardzo proszę o odpowiedz bo naprawdę nie wiem jak najlepiej je stosowac .

  69. Vienio pisze:

    Witam
    Chciałbym zacząć stosować siemię lniane. Wyczytałem na necie w niektórych artykułach, iż zmielone siemię, bez przegotowania jest niebezpieczne – a konkretnie nitrylozydy w nim zawarte. Co Pani o tym sądzi??

    • Marlena pisze:

      To nie jest tak że jest „niebezpieczne” a wręcz przeciwnie – ma działanie prozdrowotne, np. dr Budwig podawała właśnie ZMIELONE siemię pacjentom. Nie samo, ale zawsze w towarzystwie soków lub twarogu (związki siarki). Metoda nr 2 to użycie wody (gorącej) – jeśli chcesz zneutralizować substancje z cyjanogenezy to potrzebna jest albo wysoka temperatura (bo to są białka) czyli zalanie gorącą wodą zmielonego siemienia, albo spożywanie go w towarzystwie związków siarki (nabiał, owoce) – wszystko opisałam w artykule.

    • Marlena pisze:

      Ja mielę siemię w młynku do kawy, nie odnotowałam zjawiska nagrzewania (mam młynek BOSCH). Temperaturę ciała co najwyżej osiąga, więc śmiało moim zdaniem można mielić.

  70. pawel pisze:

    siemie lniane kiedys jak moja mama pila to i mi robila szklanke, 3 lyzeczki zalac zagotowana woda, pozostawic do wystudzenia, w sumie takiego, ze mozna swobodnie pic i sie nie poparzyc. cala filozofia. nie trzeba nic moczyc w lnie ani robic zadnych masek, jedzenie w zupelnosci wystarczy do w szystkiego bo i tak bedzie w organizmie.

  71. Alicja pisze:

    Dzień dobry, droga Marleno mam do Ciebie pytanie odnośnie spożywania siemienia. Mój synek obecnie prawie 4,5 roku, miewa zaparcia. Potrafi nie robić kupki nawet przez 4 dni, a już kilka razy zdążyło się, że zrobił dopiero piątego dnia :( dieta, dietą. Zdaję sobie z tego sprawę. Synek bywa owybredny i nie lubi jeść wielu rzeczy, bo mu nie smakują lub przeszkadza konsystencja, np. nie zje surówki z tartej marchewki z jabłkiem. Z owoców je porzeczkę, lubi bardzo borówkę. Wciskam mu Kiwi. Słodyczy je niewiele. Teraz od trzech dni żadnej czekoladki, czy wafelka. Wiem, że nie może pieczywa pszennego. Tak mi powiedział lekarz. Dlatego ostatnio zrobiłam gofry z mąki żytniej i wsypalam dwie łyżki mielonego, odtłuszczonego siemienia złocistego sante. Syn zjadł, więc myślę, że choć trochę była to zdrowsza wersja. Podaję synkowi Soczki ze śliwki takie dla niemowląt, pije wodę mineralną niegazowaną lecz nie ma jakiwjazd wielkiej poprawy. Gotuję zupy, daję mu danonki z deseriem owocowymze sśliwki, jabłka i gruszki. Gdy je je codziennie to jest lepiej. Pomyślałam jeszcze o tym oleju lnianym. Dziś do ciasta na gofry chciałam wsypać całe brązowe ziarenka siemienia, ale się powstrzymałam, gdyż przeczytałam, że siemie zawiera kwas pruski. I już po prostu zgłupiałam. Czy mogę to mielone jak i ziarenka wrzucać do ciasta na gofry? Czy mogłabym mu dawać olej lniany do picia? Z góry dziękuję za pomoc!

    • Marlena pisze:

      Odstaw wszelkie słodycze i przemysłowo przetworzone dosładzane nabiały. To nie jest jedzenie, to jest podróbka, która je udaje. Nie ucz dziecka, że to jest jedzenie. Jego kubki smakowe będą od małego zmanierowane i nie będzie chciał jeść potem nic naturalnego, tylko wszystko będzie musiało być wściekle słodkie, słone albo tłuste.

      Zamień podróbki na prawdziwe jedzenie czyli warzywa i owoce. Jeśli nie chce w formie surówek, a lubi słodycze to proszę bardzo – niech je słodycze nawet i codziennie (na deser oczywiście, a nie zamiast posiłku), pod warunkiem, że będą zrobione w domu z pełnych błonnika składników naturalnych i bez dodatku cukru, np. zrób mu domowe lody, nie znam dziecka, które nie lubiłoby lodów. Posyp po wierzchu rodzynkami, sezamem, siekanymi orzechami czy co tam lubi. Możesz też zmiksować owoce i zamrozić je w foremkach na lody z patykiem, dzieci to uwielbiają.

      Zrób mu krem czekoladowy z awokado i banana, na pewno nie pogardzi (tylko wybierz dojrzałe awokado i również bardzo dojrzałego bana, takiego już z plamkami). Zrób mu batoniki musli albo czekoladowe trufle. To wszystko ma mnóstwo błonnika! Dobre są też koktajle bo można w nie upakować to czego nie widać i w smaku nie czuć, a dziecko to spożyje i nawet nie będzie wiedzieć kiedy. Jeśli lubi borówki, to możesz np. zrobić mu koktajl borówkowy: dać do blendera banana lub mango, borówki, garść szpinaku (nie bój się, nie będzie czuć ani widać), do tego dorzucić np. mielone siemię lub błonnik witalny, dodać jakiś płyn np. naturalny kefir (dobry na zaparcia, szczególnie przy florze jelitowej zaburzonej spożywaniem słodyczy) albo domowe mleko migdałowo-kokosowe (nie używaj krowiego słodkiego mleka, bo sprzyja zaparciom) i po dokładnym zmiksowaniu podać w pięknej szklance ze słomką (dzieci uwielbiają pić przez słomkę). Mnóstwo przepisów na kolorowe różniste koktajle znajdziesz w internecie.

      Przy każdej okazji możesz tak naprawdę małemu wepchnąć błonnik. Kanapki na przykład (tylko z pełnoziarnistego pieczywa) zamiast masłem (zero błonnika) posmaruj mu „smalcem” z fasoli z dodatkiem jabłka lub śliwki (mnóstwo błonnika!), i dodaj ogórek kiszony, przepis na smarowidło jest tutaj: http://www.jadlonomia.com/2013/12/wegetarianski-smalec-z-jabkiem.html – zresztą na tym blogu znajdziesz całe mnóstwo inspiracji i to nie tylko na smarowidła do chleba. Krótko mówiąc każdy posiłek powinien być okazją do przemycenia mu niezbędnego do prawidłowej pracy jelit błonnika. Przydatne mogą być też kiszonki, ponieważ poprawiają florę jelitową, bez której układ pokarmowy nie pracuje jak należy. Laktobakterie z kiszonek można też przemycać w zupie: wystarczy sok z kiszonki dodać do zupy jak już nieco przestygnie i mamy probiotyczną, pobudzającą pracę jelit zupę (w przypadku barszczu domowy zakwas buraczany wystarczy doprawić ulubionymi przyprawami i po prostu podgrzać, ale nie za mocno aby tych dobrych bakterii nie zabić).

      Do tego konieczne jest dobre nawodnienie (ale nie soczki z cukrem) i zaparcia przejdą do historii. Bądź kreatywna, podawaj mu w różnych formach całą tęczę tego co natura dla nas stworzyła, tłumacz mu dlaczego coś jest dla nas dobre, a coś złe itd. – zobacz w jaki sposób nowe nawyki żywieniowe wdrożyła swoim nie lubiącym warzyw i owoców dzieciom Emilia: http://www.akademiawitalnosci.pl/historia-emilii-zdrowa-mama-i-zdrowe-dzieciaki/ Potrzebne są 3 tygodnie, aby człowiek zmienił swoje preferencje smakowe (np. przestał lubić wściekle słodką herbatę), więc to nie jest długo i warto powalczyć. W kolejnych tygodniach nowe nawyki są utrwalane, nie wracamy już do starych, nie kupujemy poprzednich produktów i nie trzymamy ich w domu. Powodzenia!

  72. Alicja pisze:

    Witaj Marleno, ogromnie dziękuję za Twój komentarz, za wszystkie linki i przepisy. Dziś piszę już z komputera :) Bardzo ciekawa strona. Dużo mądrych i przydatnych rzeczy. Przeczytałam także historię Emilii. Co do diety mojego synka. Otóż gotuję zupy, nigdy nie daję kostki rosołowej. Syn chętnie zjada zupę krupnik, buraczkową, ogórkową, pomidorową z makaronem niestety w kształcie autek. Spróbuję z makaronem pełnoziarnistym. Dziś ugotowałam na jutro zupę jarzynową. Brukselkę, fasolkę i kalafior ugotowałam osobno i rozdrobniłam blenderem. Zobaczymy czy zje. Co do danonków, teraz dodaję mu po 2-3 łyżeczki jogurtu naturalnego. Do tego daję tylko deserek owocowy, gdyż np. takiego przetartego banana, czy jabłka nie zje. Chyba chodzi o konsystencje. Spotkałam się z terminem, nieodwrażliwiony. Może coś w tym jest. Niestety synek nie zje żadnych rodzynek, daktyli, pestek słonecznika czy dyni. Migdałów nie dawałam, ani orzechów, no boję się, że go uczuli. Co do kremu z awokado. Kiedyś zrobiłam, ale według przepisu musiałam dodać daktyle. Coś mi te daktyle nie chciały się zmiksować na mniejsze kawałki, gdyż są dosyć twarde. Może dlatego ten krem ani mi ani synkowi nie smakował. Muszę spróbować z syropem klonowym. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Mianowicie, czy kakao nie zapiera? Od poniedziałku synek nie zjadł żadnego ciasteczka typu herbatnik, ani wafelka czy czekoladki. Tłumaczę mu, że Pan doktor zabronił. Jakoś chłopak daje radę :D Jedynie dla osłody dałam mu gumę rozpuszczalną, a dziś lizaka. Tak wiem, to puste kalorie, sam cukier wysoce przetworzony, ale pomyślałam sobie, że jak już coś musi zjeść słodkiego to lepsze to niż ta zapierająca czekolada. Postaram się tych gum też nie dawać. Nigdy tego nie jadł zresztą. Spróbuję mu podsyłać pod nos rodzynki, które przecież też są słodkie. Niestety mój mąż też ich nie lubi, może ma to po nim. Z tymi lodami to fajny pomysł. Muszę tylko zaopatrzyć się w foremki. Boję się trochę o jego gardło, bo ostatnio jadł i się przeziębił, tzn. miał katar i był zachrypiały, ale syrop z cebuli, czosnku, miodu i soku z cytryny pomaga :) Co do kefiru, to nawet kiedyś mi pił, przez jakiś zcas zamiast danonka, ale niestety tylko smakowy, truskawkowy. Ze względu na skład, zrezygnowałam. Naturalnego niestety nie wypije :(
    Dziękuję pięknie droga Marleno za wszystkie wskazówki. Postaram sie zmienic nawyki żywieniowe mojego synka :)

    • Marlena pisze:

      Kup zwykły kefir lub jogurt i zmiksuj z truskawkami, jagodami czy bananem. Krem z awokado musi być z dojrzałego awokado, inaczej wychodzi nie bardzo smaczny. Daktyle aby się zmiksowały można (jeśli są bardzo suche) namoczyć na parę godzin w wodzie, jak zmiękną to się miksują bez problemów.

  73. justyna pisze:

    Dzien dobry:)
    Ja chcialam zapytac jaki jest najlepszy sposob picia mielonego lnu aby pomoglo w okresie przekwitania.
    Drugie pytanie dotyczy tego, czy moge mielony len dodawac do zupy mlecznej, dodam,ze mleko jest 1,5 % UHT
    Bardzo prosze o odpowiedz, bo jak tu poczytakam, to mam taki metlik, a Pani nie odpowiada na proste pytania, tylko na jakies zawile z ktorych tez niewiele wynika.
    Pozdrawiam serdecznie Justyna i jeszcze raz bardzo prosze o odpowiedz

    • Marlena pisze:

      Odpowiadam na wszystkie pytania na które znam odpowiedź, nie odpowiadam na te, na które nie znam bądź odpowiedź znajduje się w artykule, lecz pytającemu nie chciało się go uważnie przeczytać. Jeśli chodzi o spożywanie siemienia lnianego podczas menopauzy, to temat jest mi bliski, bowiem sama jestem w tym okresie mojego życia. Osobiście mielę ziarenka (2 łyżki) i dodaję do mojej owsianki lub domowego musli (nie stosuję kupnych cukrowanych płatków). Przy czym nie używam i nie polecam mleka krowiego, a już tym bardziej UHT czy nawet w domu gotowanego. Najczęściej robię w domu własne mleko – migdałowe, czasem konopne, owsiane lub kokosowe (z wiórków).

      Mleko zwierzęce jest pokarmem, który nadaje się tylko do spożywania „prosto z cyca” (przepraszam za wyrażenie), chyba żadnej matce nie przyjdzie do głowy ugotować swoje mleko i dać go dziecku, bo długo na takim mleku dzieciak by nie pożył. Podobnie z mlekiem innego gatunku. Na pewnym wykładzie dr Dąbrowska mówiła, że robiono eksperymenty z cielakami podając im mleko poddane wcześniej działaniu wysokiej temperatury i wszystkie cielaki otrzymujące takie mleko padły w okresie 3 miesięcy. Więc jeśli mleko to TYLKO na surowo, takie prosto od rolnika albo w mlekomacie można zakupić. Te sklepowe mleka są wszystkie w wysokich temperaturach traktowane (pasteryzacja lub UHT) i z pewnością w takim układzie rzeczy nie sprzyjają zdrowiu. W domu również nie należy gotować mleka czy też spożywać gotowanych na zwierzęcym mleku „zup mlecznych” – nie mamy żadnych badań naukowych, które mogłyby potwierdzić, że jadanie zupek mlecznych przysparza nam zdrowia. Więc po co to jeść? To jest tylko wyniesione z domu stare przyzwyczajenie i „zdrowotny mit”, który starannie pielęgnują media – prasa i telewizja.

  74. justyna pisze:

    Jestem w szoku, nigdy o takim mleku nie slyszalam , kokosowe?????? Konopne ??????? Co to jest? Jestem chyba bardzo w tyle. Blagam zatem o inny przepis na spozywanie tego lnu skoro z mlekiem nie bede mogla. Blagam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>