Jak sprawdzić zakwaszenie organizmu?

Każdy z nas wie choćby ze szkoły jak ważna dla zdrowia jest równowaga kwasowo-zasadowa. Uczyliśmy się o tym, że generalnie mięso, nabiał, słodycze i produkty zbożowe są kwasotwórcze, a warzywa i owoce zasadotwórcze. I że musimy jeść warzywa i owoce dla zdrowotności. Co z tą wiedzą potem robimy? Ano nic! Jednym uchem wleciało, drugim wyleciało. Zakuć, zdać, zapomnieć. Jemy i tak głównie to co nam smakuje, a nie to czego akurat nasz organizm potrzebuje od nas dostać.

W większości są to niestety produkty kwasotwórcze: zbożowe, mięsne, nabiałowe i na deser oczywiście nie może zabraknąć słodyczy i kawki, a czasem i drinka z czymś mocniejszym „dla zdrowotności”. Warzywa? Jak już to jedynie w roli skromnej przystawki do obiadu, ewentualnie listek sałaty dla dekoracji. Owoce? Najczęściej w postaci sklepowych pasteryzowanych soków albo gotowych produktów „o smaku” (na przykład truskawkowym): lody, syropy, napoje, nadziewane czekoladki, słodkie „owocowe” serki czy jogurciki… I tak latka mijają, a my czujemy się i wyglądamy coraz gorzej. Zmęczenie, brak energii, cellulit, ciemne kręgi pod oczami, nadwaga, rozdrażnienie, zmniejszenie jasności umysłu, wieczne niedospanie, bóle stawów, infekcje… To pewnie starość, tak musi być. Idziemy do lekarza, a ten mówi nam to samo: to wiek, to geny, taka nasza uroda, niektórzy tak mają, czasem tak po prostu się zdarza, cóż zrobić, trzeba nauczyć się z tym żyć. I tym podobne banialuki. A co tak naprawdę jest przyczyną?

Przyczyną jest to, że powoli, systematycznie, posiłek po posiłku dopuszczaliśmy się zbrodni na naszym posiadanym w jedynym egzemplarzu organizmie.  Żarliśmy  słodko, mięsnie, nabiałowo i kawowo (lub coca-colowo, albo jedno i drugie). Najczęściej też za dużo. I to wcale nie tego jedzenia, które dostarcza do naszego systemu potrzebnych mu do przemian biochemicznych składników.

zakwaszenie

Na polskich stołach króluje jedzenie przetworzone, jak nie przemysłowo to domowo. Mój nie był wyjątkiem. Chleb zwykły albo kajzerki, margaryna (bo masło podobno szkodzi), dżem, wędlina, ser albo jajka (człowiek potrzebuje dużo białka) – to na śniadanie. Plasterek ogórka czy pomidora na kanapce – żeby nie było. Bo warzywa muszą być.

Na obiad zupa na mięsie zabielana śmietaną, smażone mięso (bo mięso daje siłę): mielony czy inny schabowy (w piątek wyjątkowo ryba) z tradycyjnymi ziemniakami z wody (wszystko co najlepsze czyli skórka wylądowało w śmieciach, a reszta przeniknęła do odlanej do zlewu wody po gotowaniu) albo frytki. Czasem gulasz z (białym) makaronem. Albo smażone naleśniki z białej mąki z nadzieniem z twarogu lub jakieś pulpeciki z (białym) ryżem. Szczypta koperku na ziemniakach i porcyjka surówki na przystawkę, żeby nie było. Bo warzywa muszą być. Tak całkiem bez warzyw to niezdrowo. Po obiedzie chce się coś słodkiego. Więc deserek. No i kawa, bo jakaś taka senność ogarnia człowieka… Jak to mówią, jak Polak głodny to zły, a jak się naje to śpi. Więc żeby nie spać to kawka koniecznie, bo jakoś do wieczora trzeba dociągnąć i spać nie wypada. Tu nie Włochy czy Hiszpania, sjesta u nas nie jest zwyczajem narodowym. Kolacja – menu zbliżone do śniadaniowego, czasem coś na ciepło. I tak dzień za dniem, posiłek za posiłkiem, kawka za kawką.

Takie menu znajdziemy nie tylko w wielu polskich domach, ale też w szpitalach, restauracjach, placówkach opiekuńczych, na koloniach oraz w szkolnych i pracowniczych stołówkach. Po prostu wszędzie. Obraz nędzy i rozpaczy. Zakwaszająca plaga! Nie wiem jak w więzieniu, ale w szpitalu to już na pewno nawet i tego marniutkiego plasterka pomidorka lub listeczka sałaty Ci nie dodadzą. Bo w polskich szpitalach pomimo, iż wszyscy obywatele pracujący miast i wsi płacą przez całe życie bardzo wysokie i do tego przymusowe „składki” na tak zwane „ubezpieczenie zdrowotne” to pacjentów żywi się tak:

jedzenie codzienne w szpitalu(źródło: gazeta.pl, fotki nadesłane przez czytelników)

Więc jak nie chcesz tam trafić to lepiej zadbać o siebie zawczasu. Przy czym przez długie lata nic się szczególnego nie dzieje. Organizm jest bowiem zaprojektowany na utrzymanie nas za wszelką cenę przy życiu, nawet gdy robimy rzeczy głupie i szkodliwe. Ma on wbudowany przemyślany bardzo inteligentnie cały system buforujący nasze zakwaszające poczynania i wydalający nadmiar kwasów. Służą mu do tego zarówno bufory we krwi jak i drogi oddechowe (przez płuca wydalany jest zakwaszający dwutlenek węgla) czy przeznaczone do tego organy (nerki, skóra).

Generalnie cała nasza życiowa maszyneria to jedna wielka fabryka kwasów, nasz organizm non stop produkuje kwaśne metabolity. Z wiekiem więc powinniśmy coraz większą dbałość wykazywać o to co wkładamy do środka i jak żyjemy. Bo gdy wyrośniemy z lat młodzieńczych to oprócz ubogiego w składniki odżywcze jedzenia dochodzą nam jeszcze pozadietetyczne zakwaszacze jak stres, niedosypianie i nieruchawy tryb życia (czyli niedotlenienie).  Jeśli zaś z jakąś dolegliwością zgłosimy się do lekarza, to dostaniemy na nasze symptomy jakiś farmaceutyk, z których ani jeden alkalizujący nie jest. Wręcz przeciwnie – wszystkie leki zakwaszają dodatkowo. I tak pomalutku ani się nie obejrzeliśmy – jesteśmy w błędnym kole. Nie wiemy dlaczego ustrój odmawia posłuszeństwa, leki pomagają na krótko, nie wiemy też jak z tego wyleźć. A bardzo chcemy czuć się w końcu dobrze! Najczęściej do głowy nam nie przyjdzie, że zwyczajnie jesteśmy zakwaszeni.

Ale co to w sumie znaczy „być zakwaszonym”?

W naszym ciele Matka Natura wszystko drobiazgowo przemyślała. W jednym miejscu jesteśmy bardzo alkaliczni, a w innym bardzo kwaśni i tak musi być. To nie jest tak, że organizm jest w całości kwaśny albo w całości alkaliczny. Wszystko jest idealnie zaprojektowane aby sprzyjać życiu i to zdrowemu życiu. Przedziały zdrowe są bardzo wąskie. Ciało funkcjonuje prawidłowo jedynie w tych wąskich fizjologicznych przedziałach pH i nawet niewielkie odchylenia stanowią ryzyko dla zdrowia. Na przykład:

– skóra ma kwaśne (3,5-5,5) pH w celu ochrony przed bakteriami

– kobieca pochwa ma dzięki odpowiedniej florze bakteryjnej kwaśne pH (4,-0-4,7) w celu obrony przed infekcjami

– męskie nasienie na odwrót, ma zasadowe pH (7,8-8,2) w celu obrony przed kwasowością pochwy ;)

–  krew tętnicza ma zasadowe pH (7,35-7,45) ale krew żylna już mniej zasadowe z uwagi na mniejszą zawartość tlenu, a większą dwutlenku węgla (7,32-7,42)

sok żołądkowy ma pH 1-2,5 bardzo niskie. To pierwsza linia obrony przed mogącymi dostać się do środka drogą doustną bakteriami. To dzięki niemu małe dzieci mogą bezkarnie brać do ust upaćkaną brudem zabawkę, a nawet jeść ziemię.

wątroba ma neutralne pH 7, choć wydzielana przez nią żółć z kolei jest zasadowa (pH 7,4-8,8).  Jama ustna ma neutralne lub lekko zasadowe (dzięki ślinie) pH dzięki czemu nasze szkliwo na zębach jest chronione. To dlatego gdy bierzemy do ust coś kwaskowatego następuje natychmiastowy wyrzut alkalizującej śliny do jamy ustnej.

w jelitach panuje kwaśne pH (5-6,9 w zależności od miejsca) co zapobiega namnażaniu się szkodliwych patogenów, a umożliwia pracę dobrym bakteriom, które dla nas produkują różniste dobre rzeczy: witaminy z grupy B, witaminę K oraz hormon szczęścia, serotoninę.

 – mocz jest najczęściej poddany zmianom pH a jego kwasowość zależy w dużej mierze od naszej diety i stylu życia. Może wahać się od pH 4 (bardzo kwaśny) do pH 8-9 (bardzo zasadowy). Takie skrajne wartości nie są zdrowe. Fizjologiczne pH moczu  u zdrowo odżywiającego się człowieka powinno wynosić pomiędzy 6,5-7,5.

badanie pHWartości poniżej 6,5 mogą wskazywać na błędy w diecie (np. dieta wysokobiałkowa, za mało warzyw, za dużo słodyczy), przewlekłą chorobę degeneracyjną lub autoimmunologiczną. Natomiast wyższe pH niż to zdrowe może być np. oznaką katabolizmu spowodowanego traumą (urazem, operacją chirurgiczną) lub choroby nerek i wynika często z podwyższonej ilości silnie zasadowego amoniaku w  moczu. Taki mocz ma też specyficzny, nieprzyjemny zapach.

Na co jeszcze wskazuje pH moczu? Określa zasoby naszych pierwiastków zasadotwórczych, nasze buforujące zasoby alkalizujących i aktywujących enzymy minerałów np. magnezu, wapnia, potasu, cynku itd. Otóż jak wiemy ze szkoły do pierwiastków zasadotwórczych należą: magnez, potas, sód, wapń, tlen. A z mikroelementów np. żelazo, chrom, selen, cez, german, rubid, bor, cynk.

lekcja chemiiNatomiast pierwiastki kwasotwórcze to chlor, siarka, i mikroelementy takie jak np. fluor, brom, jod (czyli halogeny), miedź, fosfor, krzem. Dlatego np. cytryny czy zakwas buraczany choć  kwaśne w smaku to alkalizują ustrój: mają w składzie bardzo dużo pierwiastków zasadotwórczych. Mięso, ryby, nabiał, zboża, jajka mają z kolei mało w sobie pierwiastków zasadotwórczych, a więcej kwasotwórczych (np. siarki).

Cukier nie zawiera żadnych pierwiastków, ale do jego zmetabolizowania ustrój potrzebuje tych zasadotwórczych i pobierze je najpierw z miejsc, z których może to zrobić bez większej szkody dla funkcjonowania całości systemu (np. zęby, potem kości, potem mięśnie). To nie tak do końca prawda, że cukier niszczy zęby tylko poprzez kontakt z nim w jamie ustnej. On potrafi to zrobić doskonale również działając „od środka”. Taka gadzina podstępna. Jeśli mogę zasugerować co należy najpierw wyrzucić z diety aby być zdrowym, to bez wątpliwości na pierwszym miejscu postawię właśnie cukier. Na drugim białą mąkę, która robi dokładnie to samo – sama nie ma odpowiedniego ładunku minerałów, ale kradnie ją z naszych organów, aby zostać zmetabolizowana.

zębyJeśli nie spożywasz śmieci czyli nie wpuszczasz do środka złodziei, to Twoje ustrojowe zasoby alkalizujących pierwiastków są wystarczające, a ich nadmiar jest wydalany właśnie wraz z moczem, dzięki czemu pH moczu pozostaje w zdrowym przedziale 6,5-7,5. Jeśli natomiast cierpisz na deficyt tych zasadotwórczych pierwiastków, to pH moczu będzie bardziej kwasowe, a Twoje komórki stają się nieszczęśliwe – procesy biochemiczne mogą nie przebiegać prawidłowo, organizm wkłada coraz więcej wysiłku by utrzymać homeostazę, sygnalizując Ci jednocześnie rozmaitymi sposobami swoje coraz bardziej rozpaczliwe wołanie o pomoc.

Dosyć łatwo jednak dostarczyć jonów tych potrzebnych zasadotwórczych pierwiastków po prostu zmieniając dietę na bardziej alkaliczną, pełną świeżych warzyw i owoców obfitujących w pierwiastki zasadotwórcze. Wystarczy kilka-kilkanaście dni wysokowarzywnej diety, aby pomiar zbliżył się do zdrowego przedziału, a zasoby alkalizujących pierwiastków w ustroju osiągnęły optymalny poziom. Dr Rusell Jaffe zaleca aby początkowo ustalić menu składające się w 80% z pokarmów alkalizujących i 20% pokarmów zakwaszających aby zoptymalizować swoje rezerwy alkaliczne, a minimum 60% alkalizujących aby ten stan potem utrzymać.

Niestety nie będziemy w stanie osiągnąć tego stosując tradycyjny sposób odżywiania się, ze zbożami, mięsem i nabiałem będącymi w przewadze na naszym talerzu. Proporcje należy dokładnie rzecz biorąc odwrócić: na przykład wielka micha kolorowej smakowitej sałatki z odrobiną sera feta czy też zamiennie malutką kromeczką pełnoziarnistego chleba jako dodatek. A nie kajzerka z wędliną lub żółtym serem i plasterkiem ogórka czy listeczkiem sałaty dla ozdoby. Rozumiemy się?

optymalny podział pokarmów

Ktoś pytał mnie w listach czy nie wystarczy w celu odkwaszenia łykać specjalne zasadowe proszki albo nawet pić sodę. Nie polecam regularnego picia roztworu sody oczyszczonej w celu zalkalizowania ustroju: w ten sposób czynimy szkodę dla naszego kwasu żołądkowego neutralizując go, a jego kwaśne pH jest nam niezbędne dla zdrowia. Ponadto dostarczymy sobie z minerałów zasadotwórczych jedynie jednego czyli sodu, a mamy sobie  dostarczyć całe ich bogactwo jakim nas Matka Natura obdarzyła. Nawet proszki zasadowe są w porównaniu z warzywami kiepskim źródłem tych minerałów, a ich skład czasem woła o pomstę do nieba (np. dodane syntetyczne słodziki, rozmaite wypełniacze i inne śmieci).

Zatem nie ma wyjścia jak polubić dary Matki Natury czyli warzywa i owoce oraz umiarkowany ruch na świeżym powietrzu aby się porządnie i trwale odkwasić odzyskując na stałe zdrowie i witalność. To najtańsze wyjście i najskuteczniejsze. Tu nie ma dróg na skróty. Alternatywnie zawsze można wybrać wyjście dużo droższe i dużo mniej skuteczne, czyli polubić wizyty lekarskie, łykanie farmaceutyków przejściowo likwidujących symptomy kosztem skutków ubocznych, kolejne pobyty w szpitalach i podłe, coraz podlejsze samopoczucie przez resztę Twojego życia. Pamiętaj, że zawsze masz wybór.

Jak mierzyć pH moczu?

Można zrobić to w laboratorium (a od czasu do czasu nawet trzeba, bo tylko tam zbadają nam oprócz pH również inne ważne parametry, a nie tylko samo pH). Badanie laboratoryjne jest dokładniejsze i domowym sposobem nie uda nam się takiego profesjonalnego badania całkowicie zastąpić. Podobnie jak do badania pH krwi służy gazometria i nie będziemy w stanie wykonać jej domowym sposobem. Nic nie zastąpi też mikroskopowego badania żywej kropli krwi, które pokaże nam stan metaboliczny naszego ustroju i zachwiania homeostazy. Pewnych rzeczy po prostu nie zrobimy w domu.

Orientacyjnie jednak można (tanio, szybko i wygodnie) badać samodzielnie pH moczu w domowym zaciszu, aby mieć swój stan zakwaszenia (a co za tym idzie rezerw alkalicznych pierwiastków) na bieżąco pod kontrolą. Najłatwiej użyć do tego pasków wskaźnikowych czyli lakmusowych. Występują one w sprzedaży w różnych przedziałach i mają różną dokładność. Dla naszych celów dobre będą paski w przedziale 5,5-7 (dla początkujących) albo 6,4-8 (dla już wstępnie odkwaszonych) z dokładnością co 0,2-0,3 stopnia. Tak zwane paski uniwersalne (skala 0-14 z dokładnością 1 stopnia) nie bardzo się nadają, ponieważ odczyt nie będzie wystarczająco dokładny.

Należy trzymać się następujących reguł:

1. Pomiar musi nastąpić tuż po przebudzeniu (zanim jeszcze cokolwiek wypijesz czy zjesz), po minimum sześciogodzinnym wypoczynku.

2. Podstawiamy papierek na 1-2 sekundy pod środkowy strumień moczu (czyli nie na samym początku czy na samym końcu). Ewentualnie można nabrać środkowy mocz do kubeczka czy pojemniczka i zanurzyć w nim papierek wskaźnikowy, a następnie dokonać odczytu. Jak kto woli.

3. Papierek w miejscu zetknięcia z palcami będzie miał kwasowy odczyn. Pamiętaj więc aby nie dotykać palcami tej akurat końcówki papierka, którą będziesz potem dokonywać pomiaru, ponieważ może to zafałszować wyniki (skóra ma kwasowe pH).

4. Nie trzeba czekać aż papierek wyschnie. Odczyt robić można po ok. 2 minutach, nawet gdy papierek jest jeszcze mokry, porównując ze skalą kolorów widniejącą na opakowaniu.

5. Jednorazowy czy wykonywany nieregularnie pomiar nic nam nie powie, a nawet wprowadzi w błąd. Najlepiej prowadzić co najmniej przez tydzień (a najlepiej dwa) dziennik zdrowia, zapisując wyniki porannych pomiarów wraz z dodatkowymi zapisami dotyczącymi menu, stresu, ruchu itd. i wyliczyć tygodniową średnią. Już po tygodniu alkalizującej diety zauważyć można poprawę samopoczucia. A to mobilizuje do nieustawania w dalszych staraniach na nowej, alkalicznej drodze życia :)

A co jeśli nie ma się dostępu do pasków lakmusowych?

Pozostaje nam szkolna metoda jaką może co poniektórzy pamiętają z lekcji chemii: metoda kapuściana. Nie będzie ani tak wygodna ani tak dokładna jak użycie paska wskaźnikowego, jednak da nam jakąś orientację. A to już coś ;)

badanie ph moczu czerwoną kapustąPotrzebna nam będzie czerwona kapusta, pół niewielkiej główki. Musimy ją posiekać aby następnie wyciągnąć z niej barwnik. Pokrojoną kapustę wrzucamy więc do blendera, dodajemy nieco wody i miksujemy albo też wrzucamy do garnka z bardzo małą ilością wody i jakiś czas gotujemy, aż wypuści barwnik. Zabarwiony intensywnie od czerwonej kapusty odcedzony płyn można albo użyć od razu jako płynu wskaźnikowego np. wlewamy go do toalety i robimy siusiu, a on zmienia kolor na niebieski czy nawet błękitny jeśli jesteśmy zdrowi – szczególną frajdę mają z tego eksperymentu dzieci.

Można też zrobić z niego papierki wskaźnikowe: kartki papieru (zwykły A4 taki do  drukarki) zanurzamy w płynie z kapusty, trzymamy dosłownie momencik aż złapią barwnik, po czym delikatnie wyjmujemy je szczypcami kuchennymi (np. takimi do sałatek) by nie ubrudzić sobie palców i klamerkami przypinamy do sznurka na bieliznę by je wysuszyć, a gdy już są suche tniemy na paski.

Można też takich wysuszonych kartek użyć do zabawy z dziećmi: robimy miseczki np. z octem, sokiem z cytryny, mydłem w płynie, roztworem sody itd. a następnie patyczkami higienicznymi lub pędzelkiem malujemy na papierze wzory w różnych kolorach.

kapuściana sztukaJak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki papier pod wpływem kontaktu z cieczami o różnym pH będzie zmieniał kolor na różowy, fioletowy, niebieski lub zielonkawo-żółtawy.
Samodzielna kontrola pH moczu tak jak wspomniałam nie jest tak dokładna jak ta wykonana w laboratorium, jednak dzięki niej mamy przynajmniej orientacyjne pojęcie o stanie naszego systemu i jesteśmy w stanie odpowiednio na czas z wyprzedzeniem reagować. Niestety w aptekach ani nawet w sklepach zdrowotnych „takich rzeczy” nie sprzedają w tym kraju (a szkoda, bo w innych krajach można je nabyć bez przeszkód). Pozostaje zakup przez internet.

Paski wskaźnikowe pH są dostępne w sklepiku Akademii, ponieważ wiele osób się o nie pytało: jakich ja używam, gdzie je kupić, jakie przedziały są dobre itd. Koszt książeczki zawierającej 120 szt. wskaźników to 39 zł. Papierki dra Jacobsa ze skalą 5,4-7,4 i z dokładnością pomiaru co 0,1 stopnia są miarodajne w domowych warunkach, do tego dołączona jest też wygodna drukowana skala do nanoszenia wyników oraz dokładna instrukcja obsługi z cennymi poradami dra Jacobsa: http://www.sklep.akademiawitalnosci.pl/produkt/papierki-wskaznikowe-do-badania-ph-moczu-120-sztuk.

119 komentarzy na temat “Jak sprawdzić zakwaszenie organizmu?

  1. Concorde pisze:

    Kiedy mój śp. dziadek był w szpitalu na śniadanie dawali kromkę chleba z jakimś serkiem topionym. Skład tego serka miał chyba pół kilometra długości, jakby zapisać w jednej linijce. :P

  2. IA pisze:

    I pomyśleć, że dieta serwowana w szkołach a nawet – o zgrozo – w przedszkolach, o zlobkach nie wspominając, jest podobna do tej Twojej starej zakwaszającej organizm
    … Trzeba by rozpowszechnić Twojego bloga w placówkach oświatowych i tzw . zakładach opieki zdrowotnej. ..

  3. Iza pisze:

    Dziękuję Ci, Marleno. Jesteś bardzo mądra.
    Hm, nie jest łatwo wprowadzać zmiany w diecie i życiu w ogóle, skoro przez wiele lat nawykło się do czegoś, ale będę się starać. Dla siebie.

    • Lenus pisze:

      Wyobraz sobie droga komentatorko ze Pani Marlenka wcale taka madra nie jest. Niestety. Artykuly przekopiowywane sa z innych witryn a Pani Marlenka nie rozumie kompletnie z tego, co czytam na czym polega roznica miedzy zakwaszeniem organizmu a zakwaszeniem zoladka. Gdyby Pani Marlenka byla faktycznie (madra), jak to okreslilas Izo to wyjasnilaby w tym art. roznice o ktorej pisze, no ale mam nadzieje ze moj wpis zmobilizuje Pania Marlenke d wysilku w staraniach dojscia do procesow bio-chemicznych w organizmie i nie bedzie pisala a raczej przekopiowywala wiecej glupot. No chyba ze celem jest kasa a nie wiedza. Wtedy nie licze na poglebianie wiedzy przez „madrą” Panią Marlenke….

    • Marlena pisze:

      Witaj, drogi hejterze! Trochę szacunku proszę, bo jesteś w moim domu ;)
      Czy jestem mądra czy głupia to kwestia gustu. Różnicę między kwasowością żołądka a zjawiskiem określanym jako „zakwaszenie organizmu” znam, ale ten art nie był o badaniu stopnia kwasowości żołądka.
      Natomiast jedną rzecz sobie wyjaśnijmy: ani jeden z moich artykułów nie jest znikąd przekopiowany, wszystkie są od A do Z pisane samodzielnie – ta witryna jest moim blogiem osobistym.
      Aha, masz bana (to chyba oczywiste? wiesz za co, prawda?). Wróć tutaj gdy już nauczysz się prowadzić dyskusje kulturalnie, merytorycznie i bez obrażania innych (czy to mnie czy kogokolwiek). Na razie – cóż, żegnam. W moim domu dla chamstwa i prostactwa nie przewiduję miejsca.

  4. Anna pisze:

    „Cukier nie zawiera żadnych pierwiastków” – trochę się uśmiałam :DDDD Ale rozumiem,ze to był skrot myślowy :DDDDDDDDD

  5. V. pisze:

    Strasznie ciężko jest zmienić całe swoje dotychczasowe przyzwyczajenia, nawet wiedząc jak zgubny mają na nas wpływ. Od pewnego czasu czuję się uzależniona od jedzenia i jest to fatalnie uczucie. Próbowałam dwukrotnie rozpocząć post Daniela, za pierwszym razem wytrzymałam prawie trzy dni, ale byłam strasznie osłabiona i nasilił się we mnie smutek (pojawił się min. płacz, trudny do ukojenia). Ktoś też przez to przechodził? Powinno z czasem minąć? Kiedy pojawia się poprawa samopoczucia i zwiększenie energii? Dopiero gdy post się zakończy? Może ktoś ma jakieś pokrzepiające słowo, dla osoby która całym sercem pragnie poprawy zdrowia, a jednocześnie czuje jak głęboko siedzi w życiu w którym nie było tych informacji i wciąż nieustannie powtarza schemat?

    Pani Marleno, dziękuję za kolejny wartościowy artykuł. Te słowa i rzeczowe informacje tu zawarte zawsze rozbudzają we mnie chęć do zmian.

    • Beata pisze:

      Droga V,
      post Daniela przechodzę obecnie drugi raz. Pierwszy był latem (4 tyg.), drugi zaczęłam teraz niecałe dwa tygodnie temu. Co mogę powiedzieć z własnego doświadczenia – najgorsze dla mnie jest pierwsze 4-5 dni. Wtedy czuję osłabienie, ból głowy, rozbicie… ale 6-7 dzień w obu moich postach był przełomowy, wtedy zaczynam się lepiej czuć, przybywa energii i radości :) Czuję się jakbym od zawsze jadła tylko warzywka :) Wiem, że ludzie różnie post przechodzą i nie każdy ma tak jak ja. Dużo zależy od pozytywnego nastawienia, bo jeśli zaczynamy jeść warzywa, a po głowie chodzi nam gdzieś kotlet i czujemy się źle że nie możemy go zjeść, to jest ciężko ;)
      Ja wierzę, że każdy jeśli tylko ma odpowiednią motywację może taki post przejść, Ty również. Ogólnie post Daniela latem jest łatwiejszy, bo jest większy wybór warzyw, ale teraz zimą doceniam prostotę gotowania – jakiś bigos, barszcz ukraiński (bez strączkowych), czy zupy krem, a do pochrupania w międzyczasie jakaś marchewka, jabłko, czy kiszona kapusta. No i powtórzę to jeszcze raz – bardzo ważne jest pozytywne myślenie, bo jeśli jemy warzywka z myślą, że robimy coś dobrego dla swojego organizmu to wtedy wszystko jest spójne i łatwe :)
      Jeszcze jedna myśl przyszła mi do głowy. Nie wiem jaki jest Twój obecnie sposób odżywiania – czy jesz już zdrowo: bez białej mąki, cukru, przetworzonej żywności? Bo jeśli nie, to może stąd wynikać te nagłe rozdrażnienie u Ciebie… może warto najpierw przestawić się na zdrowe odżywianie – dużo warzyw, owoce, kasze, brązowy ryż, soczewice, strączkowe, dobre jajka ze wsi, dobre oleje (np.lniany), pestki, nasiona, ew. indyk czasem czy ryba. To już wyjdzie organizmowi na zdrowie i jak tak z miesiąc go odżywisz, to potem taki post Daniela, będzie Ci łatwiej przejść po prostu?

    • Inka pisze:

      Droga V,

      Pierwsze trzy-cztery dni są najtrudniejsze, potem jest lepiej. Z moich doświadczeń:
      – jestem osobą wierzącą i pewnie bym nie wytrwała w poście zaplanowanych 5 tygodni gdyby nie fakt, że ofiarowałam post Bogu w pewnej intencji
      – jeszcze przed postem starałam się jeść jak najwięcej warzyw, a mniej mięsa, nabiału, mąki i cukru. Myślę, że dzięki temu sam początek postu nie był aż ta zły jak mógłby być
      – niby dozwolone są jabłka, ale jak jadłam więcej niż jedno dziennie to wracało uczucie głodu, więc jabłek nie polecam
      – pierwsze 3 dni często biegałam do toalety, Ty jesteś rozbita wewnętrznie – widocznie każdy ma jakiś „słaby” punkt i u każdego może to działać inaczej. Dr Dąbrowska pisze o tym obniżeniu nastroju, więc innym to też się zdarza. Powodzenia!

    • Flippi pisze:

      Droga V.,
      jestem właśnie w trakcie postu Daniela (7. dzień) i doskonale Cię rozumiem. Dla mnie najcięższe na razie były dni 4. i 5. – tak, jak piszesz: smutek, strach, płacz z byle powodu, ogólne rozbicie, bóle w różnych miejscach ciała. Do tego bezsenność, a w chwilach krótkiego snu koszmary… Trzeba to przeczekać. Od 6. dnia jest lepiej, a dziś czuję się świetnie – i psychicznie, i fizycznie :) Odwagi! Organizm się oczyszcza, to musi potrwać. Pomyśl – te parę dni to i tak ekspres w porównaniu z latami zatruwania go.
      Dziękuję Marlenie za inspirację i pracę włożoną w tę stronę. A Bogu za wszystko :)

    • V. pisze:

      Bardzo Wam dziękuję za te słowa i podzielenie się swoim doświadczeniem!

      Odżywiam się niestety na pół zdrowo czyli są zielone soki, surówki, owoce, orzechy, zdrowe oleje, ale też niestety słodycze, kawa, chleb, czasem przemysłowy nabiał, także na pewno może to być reakcja na odstawienie tych rzeczy. Przyznaję jednak, że najbardziej odczuwam brak słodkich owoców. W momencie gdy przerywałam post i zjadałam np. banana, momentalnie czułam polepszenie samopoczucia i podnosił mi się poziom energii. Brakuje cukru, glukozy? Czy to nie jest niebezpieczne? Trochę się czuję jak narkoman gdy odstawiam te wszystkie niezdrowe i zakazane rzeczy. Chcę się od tego jedzenia uwolnić raz na zawsze. Wierzę, że początki są najtrudniejsze.

      Spróbuję jeszcze raz jutro, wiem że mój organizm potrzebuje tego wytchnienia. Chcę wreszcie pójść drogą ku zdrowiu i lepszemu samopoczuciu. Najgorzej jest mi wytrwać wieczorem, gdy jest cała rodzina odżywiająca się „normalnie” i postaram się wychodzić w tym czasie na mszę. Pragnę powrócić do Pana Boga.

      Jeśli wytrwam to będzie to Wasza zasługa! :) Chciałabym chociaż dać sobie tydzień.

    • Beata pisze:

      Droga V,
      wiesz, mi bardzo dużo na początku dało odstawienie cukru. To była pierwsza rzecz z jaką się pożegnałam :) Na początku tylko go ograniczyłam do minimum, była to spowodowane chęcią polepszenia swojego zdrowia. ‚Polepszenia’, nie ‚zdrowia’ a to duża różnica :D
      Pełną świadomość uzyskiwałam krok po kroku, zaczęło się od audycji w radiu o Candidzie (polecam odsłuchać: http://www.polskieradio.pl/9/306/Artykul/264046,Bledne-kolo-depresyjnogrzybiczne), tu artykuły na różnych stronach internetowych, no i w końcu trafiłam na Akademię Witalności :D I przekonałam się, że cukier to samo zło. Nic nie daje dla mojego organizmu, a tylko mi szkodzi. Co z tego, że smaczny i kojarzy się dobrze? Poczytaj tu na blogu Akademii wszystkie artykuły o cukrze, zobacz co on powoduje. Poczytaj o Candidzie. Może to Cię uświadomi jak wielkie jest zagrożenie. I uwierz mi, to prawda że cukier jest jak narkotyk – ciągnie do niego po odstawieniu przez jakiś czas, ale jak przejdziesz to, to wtedy jest już tylko wspaniale :) Nie chce się nic a nic słodkiego. Dla mnie teraz nawet większość jabłek jest za słodka, wybieram tylko te kwaśne ;) Miód jest za słodki. Zjedzony na święta kawałeczek ciasta jest za słodki… Smaki się bardzo wyostrzają po odstawieniu cukru, pewnie dlatego to wszystko :)
      Myślę, że bardzo ważna jest świadomość. Jeśli człowiek wie, że dana rzecz mu nie służy, jest w stanie powstrzymać się od wszystkiego :) Przechodząc obok cukierni – piękne zapachy prawda? Ale ja wtedy myślę – przecież tam jest ten nieszczęsny cukier, biała mąka, jakieś spulchniacze… co z tego dobrego będzie miał mój organizm? Co go odżywi? NIC :) I już mi przechodzi :D
      Ja mam swój cel – chcę pozbyć się choroby. Nie czekaj droga V, aż u Ciebie też złe odżywianie objawi się jakąś chorobą… Ja biorę odpowiedzialność za swoje zdrowie, we własne ręce :) Polecam zrobić to samo ;)

    • santorini2000 pisze:

      Może odpowiem odrobinkę „obok tematu”, ale niech tam…
      Otóż ja w swoim życiu nie sięgałam po takie „narzędzia” jak posty, które bardzo źle znoszę (musze jadać mało, ale często). Ale w pewnym momencie życia stwierdziłam, że chyba zabrnęłam w ślepy zaułek, bo jadałam już najmniejsze w swoim życiu porcje, a nadal tyłam. Różne parametry zdrowia wskazywały na to, że mam do czynienia z syndromem metabolicznym i jestem – być może – na dobrej drodze do cukrzycy… Na to mogłam pozwolić…
      Zamierzałam sięgnąć po wypróbowaną przez siebie wiele lat wcześniej dietę South Beach, jednak w międzyczasie wzbogaciłam swoją wiedzę o to, jak bardzo ważne są w naszej diecie tłuszcze i – z różnych względów – zaczęłam stosować olej lniany oraz olej kokosowy w swojej diecie i nie chciałam z tego rezygnować. Szukałam więc i czytałam dalej . W efekcie tych poszukiwań natknęłam się na dietę niskowęglowodanową (nową), która łączyła w sobie zalety diety South Beach, ale z uwzględnieniem zdrowych tłuszczów. To było to, czego szukałam!
      Oczywiście, zaczęłam się stosować do zaleceń tej diety, a właściwie należałoby powiedzieć, że zmieniłam swój sposób odżywiania (chociaż nierestrykcyjnie…).
      Jakie były efekty? Jeszcze zanim zaczęłam stosować tę dietę zauważyłam znaczący spadek wagi (wpływ tłuszczów?). To raz.
      Po jej wdrożeniu zauważyłam natomiast:
      1/ dalszy spadek i utrzymywanie się osiągniętej wagi (w moim przypadku chodziło o utratę ok. 10 kg, straciłam 11 i ten wynik utrzymuje się już od dobrego roku, co w moim wieku uważa się na ogół za nieosiągalne…),
      2/ spadek i normalizacja ciśnienia,
      3/ unormowanię się poziomu cukru we krwi,
      4/ powrót uczucia sytości po posiłku (którego wcześniej od dawna nie doświadczałam),
      5/ zanik zwyczaju zaglądania do lodówki między posiłkami (w ogóle nie mam już takiej potrzeby :-) ),
      6/ po pewnym czasie stosowania się do nowych zasad odżywiania – zmniejszenie zjadanych porcji (w sposób naturalny, a nie w efekcie świadomie zrealizowanego zamysłu),
      7/ radykalna poprawa metabolizmu, z którym wcześniej miałam ogromne i nieustające problemy (problemy jelitowe, jak gigantyczne wzdęcia, zgaga, refluks, 3-4-tygodniowe problemy „toaletowe”, bóle brzucha i żołądka, i nie pamiętam już, co tam jeszcze…),
      8/ ogólna poprawa samopoczucia (w tym – brak uczucia zmęczenia, znużenia i senności po posiłkach),
      9/ ogólne zwiększenie siły i energii (chętnie i bez problemu wsiadam teraz niemal codziennie na rower, pomimo wieku).

      Jeśli zatem post wydaje sie być czymś tak niesłychanie trudnym do wykonania, to proponowałabym nie „katować się” na siłę (bo może organizm sobie tego „nie życzy”), ale spróbować innego sposobu na zrzucenie zbędnych kilogramów. Zachęcam do wypróbowania wspomnianej przeze mnie diety.
      Na koniec wspomnę jeszcze, że – na razie nieśmiało – zaczyna się chyba generalny „odwrót” od dotychczasowej piramidy żywienia, która wpędziła ludzkość niemal całego świata w epidemię otyłości, cukrzycy, chorób sercowo-naczyniowych i nowotworów, zwanych chorobami cywilizacyjnymi. Pierwszym krajem, który oficjalnie zerwał z dogmatem diety niskotłuszczowej na rzecz diety niskowęglowodanowej (a więc wysokobiałkowej i wysokotłuszczowej) jest Szwecja.

    • Marlena pisze:

      To nie jest tak, że węglowodany są złe. Węglowodany (warzywa, owoce, strączki) są zarąbiste pod warunkiem, że ma się przewód pokarmowy w nienagannym stanie. Tłuszcze też nie są złe (te naturalnie zawarte w darach natury rzecz jasna). Jak już cokolwiek jest złe tylko się o tym oficjalnie nie mówi to… białko. Większość chorób ma swoje korzenie w przebiałczeniu. Dzisiejsze społeczeństwa mają tak uporczywie codziennie wbijane do głów, że białko jest dobre (i że jak coś ma dużo białka to na pewno jest odżywcze i dobre), że są notorycznie przebiałczeni. I chorzy, w coraz młodszym wieku.

    • santorini2000 pisze:

      Ponieważ piszesz, że największy problem masz ze słodyczami, pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę.
      Otóż mnie osobiście w ich porzuceniu bardzo pomogła świadomość, że … „rak żywi sie cukrem”. A ponieważ podobno rak tkwi uśpiony w każdym z nas i wielokrotnie w ciągu naszego życia tylko naszemu systemowi immunologicznemu zawdzięczamy to, że się przed nim wybraniamy, to tylko od nas zależy, czy – podkarmiając go – pozwolimy mu się rozgościć z naszym organizmie, czy też wspierając siły obronne organizmu i głodząc komórki rakowe (nie karmiąc węglowodanami) – skutecznie damy odpór wszelkiemu nowotworzeniu.
      I jeszcze jedno. Cukier uzależnia – tak samo jak narkotyki, alkohol, czy papierosy. Dlatego wiele osób o nieco słabszej konstrukcji psychicznej nie może się od niego uwolnić. A ponieważ jestem osobą, która bardzo ceni sobie swoją niezależność, nigdy nie pozwalałam na to, aby dowolne substancje uzależniały mnie od siebie. I to też był dla mnie ważki argument za tym, aby pożegnać się z narkoleptykiem, jakim jest cukier i wszelkie jego pochodne.
      Życzę powodzenia w walce o swoje zdrowie i odzyskanie figury!

    • Plombinka pisze:

      Droga v.
      Zanim ja trafiłam na ten blog Marleny byłam po 3-miesięcznej kuracji tzw błonnikiem witalnym (czyli po prostu mieszaniną 80% nasion babki płesznik z 20% łupin babki jajowatej). Przed rozpoczęciem postu Daniela przez tydzień nie jadłam mięsa, nie piłam kawy, ani alkoholu. I ze zdziwieniem przetrwałam cały 5-tyg post z jednym, niewielkim bólem głowy gdzieś w pierwszym tygodniu. Żadnych innych ubocznych skutków nie było. Może to jest jakiś sposób?

  6. Kamila Kama pisze:

    Witam,paski juz kupilam wcześniej , post Daniela 14 dniowy robilam w styczniu , ale zgodnie z twoimi wskazowkami jemy mnóstwo warzyw i owoców, nawet ziemniaki wyszorowane i oczyszczone twoją metoda ugotowane jemy ze skórką…rano koktajle owocowe na wodzie. Ale inne pokarmy tez,choc staram się ograniczać. Zero cukru i bialej mąki. Choc pokarmy pelnozbozowe owszem. I jaka byla moja radość jak wskaźnik pokazał 6,7 :) mam zamiar powalczyć o wyższy wynik ;) pozdrawiam serdecznie :)

  7. Aneta pisze:

    A jak jest z zielona kawa? Czy zielona kawa, jak jej tradycyjna wersja, czyli palona kawa, jest kwasotworcza?
    Pozdrawiam!

  8. Gosia pisze:

    Witam:) dzieki za kolejny super artykuł:)
    mam 2 pytania
    czy kasze zakwaszają?
    i czy w sezonie jesienno zimowym jesc warzywa, o których wiemy ze są raczej pryskane, czyli pomidory, ogórki, sałaty… itd?

    • Marlena pisze:

      Generalnie kasze zakwaszają, z wyjątkiem prosa (jaglanka). A warzywa pryskane myję w sodzie i nie przejmuję się opryskami, bo wychodzę z założenia, że w śmierdzącym spalinami miejskim powietrzu jest więcej toksyn niż na tych umytych w sodzie warzywach. Tylko że to powietrze nie zawiera żadnych związków chroniących moje zdrowie przed toksynami, podczas gdy warzywa takie związki ochronne i odtruwające posiadają i to w obfitych ilościach, pryskane czy nie.

  9. Małgosia pisze:

    A ja mam zagadkę. Od ponad pół roku jestem po tej stronie mocy – co do zasady nie jem niczego odzwierzęcego (sporadycznie – raz na kilka tygodni skubnę placuszki jaglane, które robię z dodatkiem jajkiem), nie piję kawy, jem tylko zdrowe słodycze (np. Twój krem czekoladowy!) i niemal nie piję czarnej herbaty. Za to jest woda, zielone i owocowe napary. Do tego jem tylko chleb pieczony wg Twojego przepisu. Generalnie same warzywa i owoce + nasiona, strączki i czasem coś skrobiowego (np. czerwony ryż, kasza gryczana niepalona). Ponieważ rodzina nalegała, zrobiłam badania i to dość szczegółowe. I jestem zadziwiona swoim pH moczu, bo wyszło 4,0!!! Od razu przejrzałam całą teczkę dotychczasowych wyników i zadziwiłam się podwójnie, bo na kilkadziesiąt wyników (uzbierało się przez 40 lat!), łącznie z ostatnimi sprzed 1,5 roku, kiedy jeszcze odżywiałam się tradycyjnie, moje pH wahało się od 6,0 do 7,3!!! Jak to możliwe??? Co robię nie tak??? Prawdę mówiąc podłamałam się i zwątpiłam :-(
    Jest na to jakieś sensowne wytłumaczenie???
    Jednocześnie pozostałe parametry są ok, żelazo prawie 99 jednostek, hemoglobina 13, tarczyca < 1, lipodogram w porządeczku, potas, sód i wapń w normie.
    Będę bardzo wdzięczna za Twoją opinię.

    • Marlena pisze:

      Małgosiu, ja gdy rzuciłam stary tryb życia też przez jakiś czas miałam bardzo kwaśne pH moczu, ale nie umiem powiedzieć z czego to wynika. Organizm się jakichś kwasów, jakichś toksyn pozbywał? Niestety nie mam pojęcia. Ale na pewno na pH ma wpływ nie tylko dieta, lecz również zażywane leki (również suplementy), stres, ruch, palenie czy też inne źródła związków nie sprzyjających zdrowiu. Najlepiej prowadzić dzienniczek zdrowia przynajmniej przez jakiś dłuższy czas, do czego zachęcam. Takie wyrwane z kontekstu jednorazowe badanie mało co nam mówi. To zresztą straszna frajda obserwować poczynania swojej maszynerii, dopiero wtedy zaczynamy zdawać sobie sprawę ile tak naprawdę zależy od nas, od tego co robimy, co jemy, jak żyjemy ;)

  10. Adam pisze:

    Super wpis, wiele cennych informacji, zwłaszcza, że temat zakwaszenia staje się „suplementowo modny”, a reklama specyfiku zdaje się mówić – jedz dalej co chcesz, po prostu od czasu do czasu kup opakowanie naszego specyfiku i wszystko będzie ok. Delikatnie i z życzliwością przyczepiam się do zdania „Cukier nie zawiera żadnych pierwiastków…” :). Zastanowiłbym się też, czy w śród pierwiastków zasadotwórczych wymieniać tlen. Dawna polska nazwa tlenu to kwasoród, a w rzeczywistości tle tworzy i zasady, i kwasy.
    Pozdrawiam i gratuluję strony – jest super :)

    • Marlena pisze:

      Chodziło mi o minerały, te ważne dla nas (jak już ktoś wyżej zauważył to był „skrót myślowy”). ;) Tlen jest ważny i pobierany z powietrza płucami np. podczas spaceru czy gimnastyki nas alkalizuje, ale natura nas nie zaprojektowała tak, że mamy ten tlen pobierać z rafinowanego cukru.

  11. dddd pisze:

    Witam pani marleno ,mam pytanie odnosnie yerba mate co pani o niej wie z jednej strony czata sie ze jest bardzo zdrowa gdzie indziej znowu ze wywoluje raka czytałem ze zawiera jakis zwiazek szesciowodorowy który wywołuje raka któs jednak napisał ze zawiera go tylko yerba która sie przygotowuje na jakims dymie lub cos takiego ,jak pani wie cos na ten temat prosiłbym o napisanie bo niechce rezygnowac z yerby ze wzgledu na jej smak ,pozdrawiam .

    • Marlena pisze:

      Chodzi o proces suszenia liści: jeśli są suszone powietrzem to jest lepiej niż jak są suszone przy użyciu gorącego dymu, gdzie powstają te same związki co np. przy pieczeniu kiełbasy na grillu lub przy ognisku (tzw. wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne). Trzeba szukać yerby mającej na opakowaniu oznaczenie „sin humo” czyli bez dymu (=liście suszono bez użycia dymu, tylko gorącym powietrzem).

  12. Ad post pisze:

    Apropos Postu Daniela. Razem z mężem przeszliśmy przez niego bardzo łagodnie, a efekty zdrowotne były zdumiewające (nie wspomnę już o tym że pięknie pozbyliśmy się zbędnych kilogramów). Myślę że kluczem do sukcesu jest tutaj przede wszystkim nastawienie, wiara że to przyniesie pozytywne efekty oraz dobre przygotowanie się. Ja przygotowywałam się około dwóch tygodni (głównie psychicznie). Upewniałam się że naprawdę warto, że tego potrzebuję i chcę i że dam radę. To jest bardzo ważny element – przygotowanie. Ponadto układałam sobie menu: bo nie jest łatwo z tradycyjnego żywienia przejść na 100% warzyw. Menu, które składało się z ponad połowy surowego. Najlepiej wspomóc się świeżo wyciskanymi sokami z warzyw – szklanka dziennie (są dość kaloryczne). Mój mąż, który nie przepadał za warzywami dał sobie świetnie radę. Wytrzymaliśmy ponad 4 tygodnie! Czułam się genialnie: wypoczęta, nigdy nie bolała mnie głowa ani nie byłam zmęczona (przepraszam głowa bolała mnie pierwszego dnia diety). No właśnie – początek niestety może być trudny – to jest szok dla organizmu. Ale potem jest już ok – oczywiście trzeba mieć silną wolę, ale samopoczucie jest dobre, no i po 3-4 dniach wyłącza się uczucie głodu. Polecam z całego serca – warto – nawet jak trzeba pierwsze kilka dni pocierpieć (na początku śni się jedzenie – oczywiście zakazane) :) Pozdrawiam

  13. Wiola pisze:

    Na początku marca trafiłam przypadkiem na Twoją stronkę. Czytałam, czytałam i czytałam … i oczy robiły mi się coraz większe. Niby gdzieś tam czytałam o niektórych rzeczach … Ale następnego dnia odstawiłam wszystkie te niezdrowe rzeczy o których piszesz (ja słodyczo- i czekoladoholik, i kawosz). Miałam przez kilka dni bulgotanie w brzuchu, ale to minęło. Po tygodniu zaczęłam się czuć coraz lepiej. Po dwóch miałam więcej energii, nawet wieczorem. Nie czuję ochoty na słodycze – z początku zjadałam kilka suszonych moreli i ochota przechodziła. Nie męczę się tak, mogę więcej zrobić. Nawet jak szłam, to podbiegłam kawałek. Dzisiaj usmażyłam „zdrowe” kotlety sojowe. I zmęczenie i ospałość wróciło jak zły sen. Już wiem, że nic smażyć nie będę. Acha … kupiłam już wyciskarkę, zrobiłam kiszone ogórki, chleb i płyn enzymatyczny :). A jutro znów suróweczki będę wcinać :).
    Dzięki piękne za tę stronkę i pozdrawiam :).

    • Marlena pisze:

      Bardzo się cieszę, Wiolu, pozdrawiam bardzo serdecznie wzajemnie i życzę wspaniałej witalności i nieustającego zdrowia :)

  14. tomu5 pisze:

    Hmm , super , to teraz proszę to powiedzieć wszystkim ludziom ciężko pracującym np. na budowach wykonujących pracę fizyczną , przykro mi ale to jest nie realne! człowiek potrzebuje kalorii ! aby mógł pracować wychowywać dzieci itp. ten sposób odżywiania dobry jest dla panienek które nie mają żadnych obowiązków , ktoś powyżej napisał że powinno się taką dietę wprowadzić w szkołach i innych placówkach , więc proszę mi powiedzieć czy dziecko które bawi się w przez kilka godzin w grupie innych dzieciaków będzie miało siłę na zabawę jeśli zje tylko surówkę z kawałkiem pieczywa??? można by tak wymieniać bez końca. dobranoc. PS. pisząc to popijam niezdrowy napój energetyzujący, jestem też uzależniony od coli i olbrzymich ilości cukru i dobrze mi z tym ;-)

    • Marlena pisze:

      Zapewniam Cię, że bardziej niż kalorii Twój organizm potrzebuje PRZEDE WSZYSTKIM składników odżywczych: witamin, minerałów, tysięcy rozmaitych fitozwiązków, błonnika, rozmaitych kwasów tłuszczowych itd. Ludzie w Polsce raczej nie chorują z BRAKU KALORII, lecz z braku właśnie tych wszystkich ważnych substancji, które są wymagane przez ich system do prawidłowych przemian biochemicznych. Natomiast wiele chorób powstaje z NADMIARU KALORII, bo organizm choć przekarmiony to jest zwyczajnie niedożywiony (w dużej mierze przetworzonymi śmieciami) i woła o więcej jedzenia, w nadziei, że nareszcie dostanie to co mu potrzebne, a rozepchany żołądek przyjmie każdą ilość, nawet taką wrzucaną już nie z potrzeby czy głodu, lecz jedynie dla rozkoszy podniebienia. I vice versa – gdy system dostaje codziennie mnóstwo tych ważnych substancji i zero śmieci to okazuje się, że jakby kalorie schodzą na drugi plan. Po prostu nie musisz już nic przy nich manipulować czy je kontrolować: odczucie głodu i sytości reguluje się naturalnie, zaś masa ciała po osiągnięciu prawidłowej stabilizuje się – niezależnie od spożywanych kalorii.

      Co do dzieci, to moje dziecko nie narzeka na brak siły, choć już nie jada tego, co w powszechnym mniemaniu „daje siłę” czyli na przykład mięsa. Więc to nie mięso „daje siłę”, sorry – uległeś (nomen omen) sile reklamy. Też kiedyś tak myślałam, tak mnie nauczono z domu, takie były święte rodzinne tradycje, dla mnie obiad bez mięsa to nie był obiad i samą sałatką (wtedy) za żadne skarby bym się nie nasyciła.

      P.S. Całkowicie rozumiem Twój punkt widzenia, choć (już) go nie podzielam. Ja też piłam litrami napoje energetyzujące, colę i byłam chorobliwie uzależniona od słodyczy oraz było mi z tym dobrze jak najbardziej – do czasu! ;)

    • Flippi pisze:

      Drogi tomu5,
      zasmucił i zarazem rozbawił mnie Twój komentarz. Poświęć chwilę, zajrzyj np. na stronę http://veganworkout.org.pl/ i zobacz sportowców na diecie wegańskiej: kulturystów, strongmanów, ultramanów. Niezłe ciacha, że tak powiem ;) Potrzebują naprawdę duuużo kalorii i jakoś dają radę na „paszy dla królików”. A swoją drogą, myślałeś o tym, skąd siłę biorą najsilniejsze zwierzęta świata? Słonie, nosorożce, konie? Przecież nie z napoju energetyzującego :) Pozdrawiam i życzę zdrowia!

  15. d pisze:

    Żeby nie było tak różowo, przedstawię swoje doświadczenie – w listopadzie zafundowałem sobie post wg Dąbrowskiej, „odwróciłem proporcje” w diecie, cukru unikam jak ognia, doprowadziłem do tak zwanego „uszczelnienia jelita” (mocz po burakach nie farbuje), pH moczu mam w miarę dobre (wedle papierków z dokładnością 1), i:
    – ani trochę lepiej/szybciej się nie wysypiam
    – nie mam ani trochę więcej energii
    – nie czuję się ani trochę szczęśliwszy (dietę polubiłem, więc nie chodzi o to, że się katuję jedzeniem)
    – mam wieczne problemy trawienne (gazy, rozwolnienie)
    – właśnie po raz kolejny jestem przeziębiony – kuracja witaminą C działa tak samo jak brak kuracji

    • Marlena pisze:

      Jeśli nadal są problemy (np. z jelitami) to nawet gdy jesteś na dobrej drodze nie możesz się poddawać. Zdrowie zaczyna się właśnie od jelit! Kup sobie też dokładniejsze papierki, powtórz też może rundę postu (skoro wiele lat katujemy nasz system to nie oczekujmy od jednorazowego postu Daniela natychmiastowego przywrócenia 100% zdrowia, bo może być potrzebnych kilka rund, a czasem wzmożenie reżimu) i obserwuj dalej co się dzieje. Twoje problemy z C nie są winą C lecz tego, że masz problemy trawienne. Przeczytaj proszę artykuł: http://www.akademiawitalnosci.pl/qa-001-najczestsze-pytania-na-temat-witaminy-c/ a na problemy jelitowe http://www.akademiawitalnosci.pl/probiotyki-i-prebiotyki-czyli-zycie-karmi-sie-zyciem/ – być może to pomoże. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia w dalszej drodze do zdrowia i witalności.

    • aga pisze:

      Do d :)
      Zwróć też uwagę na temat nietolerancji pokarmowych. Ja mam dokładnie tak samo jak Ty, poszłam na testy na nietolerancję i okazało się, że pomimo super zdrowego odżywiania wielu zdrowych produktów jeść nie mogę – mam np. nietolerancję na wszystkie zboża glutenowe, a do tej pory jadałam własnoręcznie wypiekany chleb na zakwasie z pełnoziarnistych mąk zbóż glutenowych, nietolerancja na orzechy oprócz włoskich, a wciąż spożywałam np. domowe mleko migdałowe, z nerkowców(super świetna śmietana nerkowcowa), codziennie jadłam kilka orzechów brazylijskich(selen), uwielbiałam wszelakie strączkowe w tym soczewicę i niestety na te produkty również mam nietolerancję – po prostu nieświadomie robiłam sobie krzywdę. Po tygodniu odżywiania eliminującego produkty, których mój organizm nie toleruje widzę lekką poprawę – brzuch nadal jest wzdęty, ale nie mam już uporczywych gazów(cuchnących), energii jeszcze brak, ale organizm musi mieć czas, aby wyrzucić z siebie to co go truło tyle lat.

    • Ewcia pisze:

      Do „agi”, i „d” i, rzecz jasna Marleny:
      Przepraszam za ten wpis, bo wierzę w leczenie dietą, a to co poniżej nie jest różowe.
      Wpis mój będzie sążnisty:( W skrócie: eksperymentuję z dietami od dawna. Kilka razy w życiu byłam na głodówkach-od kilkudniowych do 14dniowej.
      A od momentu, gdy zdiagnozowano u mnie Hasimoto- od września : Post Daniela 40 dni z dwiema wpadkami, potem tydzień „normalnego” czytaj niezdrowego jedzenia, bo test na nietolerancje. Nie będę pisać na co je mam. Napiszę co ostatecznie mogę jeść (krócej, hi hi): sałaty, pomidory, paprykę, ogórki surowe, seler korzeniowy i naciowy, kiełki lucerny i cebuli, cebulę, pora, pietruszkę korzeń i nać, koper, czosnek, cukinię, awokado (w teście nie było, więc tak na 100% nie wiem, czy mogę, ale jem), orzechy włoskie, pestki dyni i słonecznika, buraki i czasem ziemniaki ze skórkę, kaszę gryczaną, amarantus. Kiszone ogórki i kapustę. Owoce: cytryna, jabłko, banan, winogrona ciemne, pomarańcze i mandarynki, rzadko kiwi, śliwki. Suszone morele, daktyle, rodzynki. I .. kozi twarożek w ilości 2 łyżeczki dziennie, choć nie zawsze. Na takiej diecie schudłam 17 kg, w zasadzie czuję się lepiej, wiele z różnych objawów minęło, ale zawroty głowy, z których powodu zaczęłam drążyć o co chodzi z moim zdrowiem, nie minęły, ostatnio nawet nasiliły się. Bolą mnie stawy, mniej niż wtedy, gdy ważyłam 80 kg, ale czasem dotkliwie. Używam kosmetyków Alterra, soli himalajskiej, piję wit C, pryskam się oliwką magnezową, włosy farbuję henną nie farbą, jem ostropest, siemię i kolendrę, choduję bazylię, tymianek, oregano, szczypiorek. Jeżdżę na rowerku 30 min dziennie- więcej nie daję rady z braku czasu. Staram się wychodzić na słoneczko, ale tylko na 20-30 min. Czy jem, czy nie jem koziego serka – gazy gigantyczne i nieustanne odbijanie się, mgła umysłowa… i te zawroty. Ostatnio przyszło mi do głowy, że mam kandydozę. Napiszcie, proszę, co o tym sądzicie, bo powoli tracę nadzieję i determinację w walce. Co robię źle?! I jeśli tak, to co robić?

    • Marlena pisze:

      Ewo, nic nie robisz „źle” tylko daj sobie więcej czasu: ciało całymi latami nieprawidłowo traktowane potrzebuje czasu aby powrócić do równowagi. Może zrób sobie mikroskopowe badanie żywej kropli krwi?

    • tawaret pisze:

      Ewcia, a może tak jak inne Hashimotki masz:

      -mgłę umysłową od niedoboru magnezu
      -bóle stawów od niedoboru witaminy D3 (i opalanie mało da)
      -zawroty głowy od niedoboru żelaza (szczególnie odkąd zrezygnowałaś z mięsa i produktów zbożowych) ?

      Polecam nie zaślepiać się dietą, bo Hashimotki mają problem z wchłanianiem składników odżywczych z jedzenia i D3 ze skóry, czasem bez suplementów albo zastrzyków ani rusz.

      Pozdrawiam

  16. Ola pisze:

    A ja mam przez ostatnie dwa tygodnie straszną ciągotę do słodyczy. To jest tak silne, że wczoraj np. aż mnie trzęsło jak wracałam z cukierni z napoleonką i ciastem czekoladowym. Po powrocie do domu pochłonęłam dwa kawałki z wielkim szczęściem. Wieczorem zjadłam całą czekoladę z bakaliami. Dzisiaj przed południem zjadłam całą czekoladę z orzechami. W kuchni leży druga i tak patrzę na nią i myślę „Zjeść czy nie zjeść- może nie zaszkodzi”. Wiem, że to obrzydliwy cukier. Od stycznia w ogóle nie słodzę i unikałam słodyczy, było dobrze. A teraz wszystko wróciło, mam wrażenie, że to efekt jojo detoksu cukrowego. Co zrobić, żeby takie napady łakomstwa nie powracały?

    • Marlena pisze:

      Z własnego doświadczenia powiem tak: teraz gdy organizm mój jest czysty i zalkalizowany, to reaguje na dużą dawkę cukru (np. kawałek ciasta) bardzo złym samopoczuciem: otępieniem, osłabieniem sił życiowych, mgłą umysłową i jakąś taką ogólną generalnie ociężałością. Moje zdrowe jelita natomiast gdy dostaną dużą dawkę cukru reagują też burczeniem i produkcją gazów – momentalnie bowiem zaczyna się fermentacja i ja do dosłowne czuję, a nawet słyszę. Do tego to uczucie otępienia jakbym dostała cegłą w łeb – bardzo nieprzyjemne. Od pochłonięcia np. kawałka ciasta do wystąpienia objawów mija ok. 30-40 minut. Gdy jem to jest fajnie i niczego złego nie czuję, same miłe odczucia związane ze słodkim smakiem itd. – jest bardzo fajnie. Jazda zaczyna się jednak później. Całkiem jak po wypiciu alko. Jak pijesz nic nie czujesz, jest przyjemnie. Odpowiedź od organizmu przychodzi po jakimś czasie. Dlatego teraz już unikam jak ognia wkładania do swojego wnętrza tych słodkich „dobroci”.

      Biorąc pod uwagę, że byłam nałogową cukroholiczką i potrafiłam pochłaniać naprawdę niezłe ilości wszystkiego co zawierało cukier, nie czuję się jednak nieszczęśliwa z powodu tego, że mój organizm tak teraz reaguje. To jest bowiem prawidłowa reakcja zdrowego organizmu, który zapomniał już co to jest rafinowana sacharoza. To tak jak ktoś rzuci palenie, a potem po długim czasie się zaciągnie papierosem – zawroty głowy i niesmak w buzi gwarantowane. Ale gdy był nałogowcem to wcale tego nie czuł, papierosy pochłaniał z radością. Tak samo ze słodyczami. Są po prostu toksyczne. To legalnie sprzedawany narkotyk, który mogą kupić nawet dzieci. Problem w tym, że większość ludzi upatruje w słodyczach „czegoś dobrego” i dlatego patrzy na nie łakomym wzrokiem. Nie kopcą ani nie śmierdzą jak papierosy. Nie zaśmiecają niedopałkami. Nie smakują obrzydliwie jak wóda czy fajki. Nie powodują wzrostu agresji ani kaca na drugi dzień. Są tańsze niż alko czy fajki. Za 3 zł możesz kupić kilo cukru i upodlić się nim do woli, do zemdlenia. Można też z cukru zrobić fajnie wyglądające i atrakcyjne smakowo produkty, które uzależnieni od sacharozy ludzie będą kupować trując nimi siebie oraz swoich bliskich do końca życia, a nawet kupując je innym w prezencie, jako zawsze mile widziany podarunek. Same plusy! Z wyjątkiem jednego: to niebezpieczna i silnie uzależniająca neurotoksyna, której Twój organizm całkowicie do niczego nie potrzebuje i nawet ewidentnie szkodzi mu.

      Zdrowy człowiek nie potrzebuje cukru. Podobnie jak niepalący człowiek nie potrzebuje do szczęścia palić, niepijący nie odczuwa niepohamowanej radości z powodu opicia się alkoholem, nieużywający narkotyków nie patrzy łakomym wzrokiem na heroinę, wręcz przeciwnie: przyjmowanie (wdychanie, wypijanie, wstrzykiwanie) „czegoś takiego” do swojego wnętrza nie mieści mu się w głowie. Niepijący nie będzie chodził w markecie na stoisko alkoholowe aby sprawić sobie przyjemność oglądaniem alkoholi (i wyobrażaniem sobie jak smakują). Niepalący minie kiosk z papierosami obojętnie lub nawet z obrzydzeniem. Niejedzący cukru przejdzie obok cukierni czy stoiska z kolorowymi słodyczami bez żadnych emocji (chyba, że negatywnych). Postaraj się przemyśleć czy to naprawdę TY potrzebujesz tego cukru, powiedz głośno: „Potrzebuję cukru (czekolady). Czy to prawda?” i postaraj się odpowiedzieć uczciwie na to pytanie, zwróć przy tym uwagę jakie wiążesz z tym emocje. Gdy opuszczą Cię te emocje pozostanie goła prawda: nie, nie potrzebuję cukru, do niczego nie jest mi potrzebny. Niczego też nie tracę pozbywając się go ze swojego życia, wręcz przeciwnie. Mogę jedynie zyskać: zdrowie, witalność, długowieczność, jasność umysłu, piękne zęby, gładką skórę. To ci, którzy nie są w stanie pozbyć się go i wyrzucić go ze swojej świadomości tracą.

    • hajduczek pisze:

      Olu, bądź cierpliwa, przeczekaj. Gdy „dusi” Cię apetyt na słodycze – zjedz. Postaraj się tylko, żeby to słodkie było jak najmniej szkodliwe. Jeśli ciasto – to najlepiej pełnoziarniste, albo bardzo mało słodkie, jeśli czekolada – to gorzka. Czasem wystarczy łyżka miodu i zdrowy rozsądek. Sama wiesz, o co chodzi…

      Ja sama jadłam przed laty dużo słodyczy, jadałam bardzo słodko, jeśli miałam do wyboru posiłek słodki i „normalny” – wybierałam ten słodki. Najpierw odzwyczaiłam się od słodzenia kawy, herbaty, ziółek. Stopnowo doszło do tego, że zaczęłam wybierać mniej słodkie ciasta, na przykład drożdżowe zamiast piaskowej babki. Ale ja od wielu lat jestem wegetarianką, a słyszałam kiedyś, że jedzenie mięsa prowokuje apetyt na słodycze. Nie wiem, czy to jest prawda. Jestem jednak wegetarianką od 20 lat i stopniowo mój apetyt na słodycze wygasł. Nie walczyłam z nim! Teraz obojętnie przechodzę obok cukierni, a jeśli – rzadko – najdzie mnie apetyt na „słodkie” – wchodzę i kupuję, i zjadam bez poczucia winy. Ale taka sytuacja zdarza się raz na 3-4 miesiące, więc to nie jest problem. Bardzo lubię kuchenne eksperymenty. Kiedyś bardzo lubiłam piec ciasta, teraz wolę gotować i komponować wytrawne potrawy. Obecnie piekę z okazji świąt, uroczystości rodzinnych, gdy mam do zagospodarowania produkty sezonowe (rabarbar, śliwki itp.) albo do przetestowania nowy i bardzo inspirujący słodki przepis. Jednak gdy ktoś częstuje mnie słodyczami – nie ulegam i wcale przy tym nie cierpię, po prostu nie mam ochoty jeść. Jeśli mam do wyboru ciasto/deser i jakąś sałatkę albo inny „konkret” – wybiorę to drugie…

      Nie musiałam się zmuszać do dokonywania podobnych wyborów. Cierpliwie czekałam, aż samo przyjdzie. Starałam się tylko nie ulegać nagłym zachciankom, bo one szybko przemijają, w dodatku bez śladu, więc niczego nie stracisz, a wiele zyskasz!

      Po paru latach mego wegetarianizmu i słodkiej wstrzemięźliwości mogą na stole leżeć produkty mięsne, słodycze, a nawet sery (które kiedyś uwielbiałam), a ja rezygnuję z nich bez poczucia żalu i straty. Myślę, że to jednak są uzależnienia, Pozwól im stopniowo wygasnąć!

  17. Ewcia pisze:

    To jeszcze raz ja! przepraszam, napisałam w pośpiechu hoduję przez CH- niewybaczalne! I zapomniałam o najważniejszym: nie używam cukru, a ksylitolu, stewii i ostatnio erytrytolu. Czasem, rzadko jadłam 2 łyżeczki miodu, a z grzechów: 3 razy przez pół roku sorbet z czarnej porzeczki, słodzony niestety cukrem.

  18. Donia pisze:

    Witam
    Co myślicie o jonizatorze wody i samej wodzie jonizowanej czyli alkalicznej? Czy ktoś stosował i co z tego wynikło. Mam chęć nabyć jonizator tyle że to droga impreza a i nie wszyscy w to wierzą i uważają to za wymysły i naciąganie.
    Pozdrawiam

  19. Karolina pisze:

    Odwiedzam tą stronę od czasu do czasu, czerpie inspiracje, ale nie stosuje się rygorystycznie do podanych wskazówek, głównie traktuje je jako ciekawostkę. Staram się tylko unikać produktów przetworzonych, przygotowuje posiłki przeważnie od podstaw, ale nie unikam mięsa ani produktów odzwierzęcych choć warzywa i owoce jem w dużych ilościach. pozwalam sobie tez niestety na słodycze bo jestem uzalezniona od nich, ale ph moczu mam idealne 6,5-7 i robię badania ostatnio regularnie co miesiąc. Co do wcześniejszych komentarzy to potwierdzam, trudno jest jeść same warzywa i być zaspokojonym kalorycznie. W okresie wakacyjnym zafascynowana tą stroną stosowałam się do diety warzywno-owocowej mało lub wcale nie obrobionej termicznie plus nasiona i orzechy i niestety nie miałam siły na treningi, nie wiem ile bym musiała zjeść tych warzyw żeby zaspokoić wydatek energetyczny, ale pewnie mój żołądek by tego nie pomieścił, dlatego wróciłam odżywiania standardowego tylko bez produktów zbyt przetworzonych

  20. Beny Kowalski pisze:

    Bez zakwaszenia czy z zakwaszeniem i tak każdy zdechnie…
    Wszystko co jemy jest złe?!
    W PRL-u była grupa uczonych idiotów, która uważała, iż jedzenie masła jest szkodliwe.
    Powiem krótko: walcie się z waszymi radami!
    Jeść należy wszystko. Należy tylko przy tym – jak zresztą ze wszystkim – zachować pewien umiar, i tyle.

    • Marlena pisze:

      Beny ta grupa idiotów reprezentowała zapewne producentów „bardzo zdrowej” margaryny. Jeśli komuś muszę wierzyć to wolę krowie niż chemikom, którzy stworzyli „masło roślinne” i inne margaryny. A co do umiaru i jedzenia wszystkiego to pozwolę sobie mieć odmienne zdanie. Więcej pisałam o tym tutaj: http://www.akademiawitalnosci.pl/podrabiany-klucz-do-zdrowia-czyli-slow-kilka-o-umiarze/

      Oczywiście, że każdy organizm żywy ma w DNA zaprogramowaną także śmierć. Sęk w tym, że zanim do niej dojdzie – nasza jakość życia może być nędzna lub wspaniała, a to co wkładamy do gęby ma na to istotny wpływ. Między innymi.

  21. Asia pisze:

    Witam Pani Marleno,
    od dwóch lat zmagam się z gronkowcem na włosach łonowych (objawy- paskudny świąd i grudki). Oczywiście w akcie długoletniej desperacji zasięgnęłam po antybiotyk, który lekko załagodził stan zapalny, który znowu wrócił do normy. Nie chcę już sięgać po żadne lekarstwa , tylko chciałabym się pozbyć tego dziadostwa sposobem naturalnym. Odbyłam dwutygodniowy post i wydaje mi się, że wtedy dolegliwości zmalały, ale problem pojawił się znowu. Dodam jeszcze, że mam problemy z zębami, a mam 27 lat, a to kolejne zęby do leczenia kanałowego – w tym już od kilku miesięcy powiększony węzeł chłonny pod rzuchwą. Od pół roku walczę również z zębami ( kasy ubywa, problem się nie poprawia). Jem dużo warzyw, piję dużo wody – uważam, że odżywiam się w miarę zdrowo. Od dwóch miesięcy zażywam: magnez, wit.b6, wit.c, chlorelle i wit.d ( bo mam niedobór). Wyniki krwi poprawne.Bardzo proszę o pomoc.

    • Marlena pisze:

      Asiu z opisu wynika, że masz szwankujący system immunologiczny, który nie jest w stanie obronić Cię przed „atakiem najeźdźców” oraz niedobory witamin i minerałów. Czy próbowałaś postu Daniela? Prawidłowo przeprowadzony bardzo wzmacnia i oczyszcza system.

  22. Renata pisze:

    Marlenko, a jak jest z kasza jaglana ktora jako jedyna z kasz jest zasadowa a przeciez to duza dawka krzemu. Powyzej piszesz, ze krzem jest kwasotwórczy?

  23. daria pisze:

    santorini2000, a od kiedy to rak sie karmi weglowodanami? Rak karmi sie bialkiem i to bialkiem zwierzecym. a zaczyna sie od jednej zmutowanej komorki ktora sie rozmnozy zanim sie zdazy naprawic. a ta zmutowana komorka corka sie juz bedzie rozmnazac zmutowana i tak mamy milion komorek pozniej zaczatek raka… mamy super systemy naprawcze na poziomie komorki tylko potrzebuja czasu, a wcinajac ‚ miesko’ tego czasu niestety naszym komorkom nie dajamy… jedzac pokarm roslinny nalezycie zroznicowany dostarczamy wlasciwa ilosc aminokwasow i we wlasciwym czasie, jedzac pokarm odzwierzecy tego rozlozenia w czasie juz nie ma i dostarczajac za duzo bialka nie dajemy szans tym mutantom na naprawe.

    • Marlena pisze:

      Dario, to nie do końca tak jak piszesz. Noblista biochemik Otto Heinrich Warburg badał fizjologię komórek rakowych, odkrył enzymy oddechowe i udowodnił już sto lat temu, że rozwój komórek nowotworowych jest procesem anaerobowym: komórki te nie odżywiają się tlenem jak komórki zdrowe, lecz glukozą. Dlatego Santorini ma rację: spożycie cukru podnosząc poziom glukozy „dokarmia” komórki rakowe. Natomiast przebiałczenie to inna historia i wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego zagrożenia wcinając „mięsko” trzy razy dziennie. Przebiałczenia można pozbyć się poszcząc. Zostaną drogą autofagii usunięte białka balastowe, komórki stare, chore, nieprzydatne, zużyte, guzy, polipy itd.

  24. Ola pisze:

    Witam! Ja też regularnie sprawdzam ph swojego organizmu tylko ja sprawdzam ph śliny. Wydaje mi się że jest równie dokładne. Staram się utrzymywać ph zawsze powyżej 6.5-7. Jeśli spadnie poniżej tego poziomu to zjadam jabłko albo wypijam szklankę wody z proszkiem zasadowym. Zawsze pomaga:)

  25. gercia pisze:

    Gdzieś przeczytałam, że jeżeli ph moczu jest kwasne to po zjedzeniu buraczka mocz zabarwia się na czerwono, a jesli ph jest zasadowe to mocz się nie zabarwia. Jest żółty. U mnie sie to sprawdza. Zawsze po zjedzeniu buraczka mocz mój się zabarwiał, a gdy swojego czasu piłam leki homeopatyczne na odkwaszenie organizmu, mocz się nei zabarwił. Teraz gdy jem dużo warzyw jest różnie.

  26. Michał pisze:

    do autorki, pytanie: od kilku miesięcy robię własny chleb na zakwasie, początkowo dodawałem białą mąkę pszenną, ostatnio od tego odeszłem i żeby chleb nie był za cięzki to tylko żytnią chlebową (720), która generalnie jest mimo wszystko biała pytanie czy taka maka też jest do niczego?

    • Marlena pisze:

      Czy gdy ktoś okradłby Twoją córkę to byłoby Ci mniej przykro niż gdyby okradł Twojego syna? ;)
      Nieważne jakie ziarna zostaną okradzione ze swojej naturalnej łuski, czy to będzie żyto, pszenica, ryż czy inne. Pozbywając się łuski okradamy ziarno z witamin i minerałów, które Stwórca tam umieścił aby dopomóc nam w strawieniu tego co w środku. Jedząc sam środek bez tych witamin i minerałów nasz ustrój musi tak czy inaczej to strawić: pobierze sobie więc te brakujące substancje z zapasów jakie już mamy w ustroju czyli np. z naszych kości, zębów itd. Nie mówiąc o tym, że w łusce jest błonnik, dzięki któremu to co zjemy żwawo przesuwa się do… wyjścia drugą stroną, zamiast zalegać w kiszkach i gnić.

      Tak więc ten cudownie lekki, jasny, puszysty chlebek może i jest rozkoszą dla podniebienia, ale na dłuższą metę spójrzmy prawdzie w oczy: jest złodziejskim śmieciem, który pomału lecz skutecznie degeneruje nasze cenne (bo posiadane w pojedynczym egzemplarzu) wnętrze naszego ciała. Zostawmy sobie takie wątpliwej jakości odżywczej „smakołyki” na sytuacje tak zwane „od święta” (dwa razy w roku, może trzy) jeśli chcemy być przewlekle zdrowi.

  27. aida pisze:

    Bardzo ciekawy wpis. Musze dokładnie jeszcze raz przeczytać. Obala on sodę oczyszczoną jako panaceum. Musze sprawdzić dokładniej swoje pH. W zasadzie trafiłem na tego bloga szukając jak sprawdzić pH organizmu.

  28. Milenka pisze:

    Ja to jest z tą cytryną? Piszesz, że mimo iz jest kwaśna to jednak odkwasza nasz organizm, bo ma dużo pierwiastków zasadowych. Ponieważ ostatnio testuje swoje PH na papierkach lakmusowych, z ciekawosci polałam go cytryną, no i papierek żóty wrecz pomaranczowy…jak w takim razie moze ona alkaizowac nasz organizm?

  29. Jacek Magnat pisze:

    Hej. Kilka razy już przeczytałem, że cukry proste metabolizują się w jelicie cienkim, a więc późno (w stos. do alko;). Czyż nie byłoby lepiej dla organizmu deser zjeść jako pierwszy?

  30. Andrea B pisze:

    Marlena,super strona,jak Ty to robisz jak Ci się chce?ja nie mam na nic siły,męczę się nawet na rowerze. Brałem różne „specjały” na oczyszczenie np. chlorella, odkwaszanie sokiem z 200 cytryn i inne „smutki” z internetu. Brak mi witalności,jestem smutasem,nic mi się nie chce, proste czynności to w moim wydaniu problem. Staram się odżywiać zdrowo, mięso rzadko, warzywa lubię i jadam.Fakt palę papierosy lubię czerwone wino do posiłków.Co u mnie nie tak? Jakie popełniam błędy? Co sądzisz o czystku i miodzie którym słodzę herbatki poranne? dziękuję za rady i ciepło Cię pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      A badałeś sobie poziom witaminy D? Jak dbasz o mikroflorę jelit? Ile pijesz wody? Czy się wysypiasz? Ile produkujesz dziennie endorfin, a ile adrenaliny i kortyzolu? Przeczytaj też ten artykuł: http://www.akademiawitalnosci.pl/10-sposobow-na-wzmocnienie-odpornosci/
      Zamulenie często jest spowodowane kumulacją toksyn środowiskowych w naszym drogocennym wnętrzu przy jednoczesnych niedoborach witamin i minerałów (polecam codzienne świeżo wyciskane soki warzywne i trawę pszeniczną!). Często też odwodnieniem (nie chodzi jednak o to by pić więcej kawy, coli czy wina, tylko czystą wodę). Gdy palisz to ponadto wpuszczasz do domu złodziei kradnących Tobie te witaminy i minerały które miałeś w pożywieniu. Jedziesz wtedy na debecie i system włącza tryb awaryjny: ustrój nie jest w stanie przeprowadzać prawidłowo operacji biochemicznych. Ponieważ każdy organizm żywy jest zaprogramowany jednak na życie, więc żyć dalej z tym żyjesz, ale jakby coraz bardziej kijowo. Jeśli załóżmy potrzebujesz więcej witamin i minerałów, to o tym inaczej Twoje ciało Ci nie powie jak tylko przemówi swoim językiem. Złe samopoczucie, depresyjne nastroje i ogólnie oklapnięcie życiowe to są sygnały od organizmu, wysyłane jego językiem: został włączony tryb awaryjny.
      Mnie bardzo pomógł post Daniela w wyłączeniu „trybu awaryjnego” i przywróceniu równowagi systemu, choć łatwo nie było i kryzysy ozdrowieńcze dawały mi popalić. Mimo wszystko było warto. Nie znam lepszej metody odnowy biologicznej. Niczego nie ryzykujesz, niczego nie tracisz – możesz tylko zyskać. Warzywa jeszcze nikogo nie zabiły (pod warunkiem, że nie spadły mu na głowę z dużej wysokości). Może warto spróbować?

  31. Tomasz pisze:

    Artykuł ciekawy ale nie do końca prawdziwy. Ja wiem że w internecie krąży test z moczu z rana i wszyscy to kopiują nie zastanawiając się o co w tym chodzi. Rano mocz ma być kwaśny co nie oznacza że jesteśmy zakwaszeni. Jeżeli ktoś jest zainteresowany jak należy przeprowadzić test z moczem odsyłam do mojego bloga gdzie opisałem test Sandera http://naszecialo.blogspot.co.uk/2013/08/rownowaga-kwasowo-zasadowa-cd.html Jest to test opracowany przez biochemika i badacza kwasów Friedricha Sandera, obecnie jak się okazuje zapomniany lub zastąpiony jakimś „chorym” testem moczu z rana.

    • Marlena pisze:

      Tomaszu, zgadza się – poranny mocz może mieć więcej kwasów. Natomiast jeśli Twój właśnie poranny mocz (zbadany po minimum 6 godzinnym wypoczynku) ma odczyn pomiędzy 6,5-7,5 to oznacza, że Twoje zapasy zasadotwórczych pierwiastków są wystarczające (im wyższe pH tym ten zapas masz większy). W moczu znajduje się bowiem ich nadmiar. Oczywiście mówimy o ludziach względnie zdrowych, nie o takich u których zasadowe pH moczu wynika np. z chorób przewlekłych. W ciągu dnia z kolei jest kilkadziesiąt zmiennych mających wpływ na zmianę pH naszego moczu i nie jesteśmy w stanie ich wszystkich wychwycić aby wyciągać wnioski. Dlatego to właśnie pomiar poranny może nam wiele powiedzieć i być uznawany jako pewien wskaźnik poziomu naszej równowagi kwasowo-zasadowej i robi to równie dobrze jak dość kłopotliwa 24-godzinna zbiórka moczu i wyciąganie średniej, co proponuje Sander. Mówił o tym na wykładzie dr Rusell Jaffe.

    • Tomasz pisze:

      Test Sandera nie polega na zbierani moczu przez 24 h i wyciągania średniej. A ludzie robią pomiar porannego moczu i uważają że są zakwaszenie co nie jest miarodajne.

    • Marlena pisze:

      Zapewniam Cię że jeśli nie jesteś zakwaszony, to nawet poranny mocz (ten najbardziej kwaśny) będzie w granicach 6,5-7,5 i to są wartości prawidłowe. Naprawdę wystarcza zmierzyć ten najbardziej kwaśny poranny i mniej więcej wiesz na czym stoisz, zresztą po zmianie diety na alkaliczną różnicę można zaobserwować z łatwością (pomiary należy robić regularnie, inaczej to nie ma sensu).
      Metoda Sandera jest dobra, jest bardzo dokładna (bardzo szczegółowa), ale wymaga specjalisty który zinterpretuje wyniki. Natomiast zmierzenie sobie porannego moczu i określenie czy znajduje się w przedziale zdrowym 6,5-7,5 nie wymaga doktoratu z biochemii. Dlatego lekarze naturopaci swoim pacjentom do codziennej obserwacji to polecają. A dr Robert O. Young sugeruje jeszcze dokładniejsze procedury i tłumaczy dlaczego: http://www.phmiracleliving.com/Articles/2006-10-28-TestingpH.html

  32. Piotr pisze:

    Witam
    I z obiecanych (w sklepie Akademii) pasków pH…nici. Niby laboratoryjny bzdet, a tak naprawdę ciężko je dostać (wszyscy już przeszli na pH-metry), w aptekach brak (hurtownie nie mają), w necie najczęściej zbyt szerokie zakresy (niedokładne), na mieście też nie bardzo. Więc, chociaż solidny namiar, a wdzięczność niepomierna.
    PS. W sklepie przydałyby się jeszcze np. pojemniki o różnych pojemnościach z HDPE (są odpowiednie do kontaktu z żywnością), precyzyjne wagi (to nie jest już drogi towar, a po co błądzić po necie). A po za tym robicie dobrą robotę, tak dalej. Pozdrawiam

  33. Aśka pisze:

    A co myślisz o pasożytach? Rok temu robiłam sobie Vega Test na pasożyty i … przerażenie :( ( owsiki; candida, pleśnie, tasiemiec szczurzy ) Usłyszałam, że mój test wypadł ładnie i mam co prawda przed sobą dużo pracy, ale jest nadzieja na wywalenie wszystkiego z siebie. Po roku powtórzyłam test i dużo lepiej (brak pleśni i grzybicy, tasiemców (jajka zostały)) ale pojawiła się motylica wątrobowa (a wątroba zaczęła troszkę dawać znać o sobie) i jakieś nerkowe świństwo. Z tego co słyszałam, pasożyty to całkiem poważny problem w dzisiejszym społeczeństwie, ale jestem ciekawa co Ty na ten temat sądzisz. Pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      Jeśli ktoś ma silny układ odpornościowy to żadne pasożyty mu straszne nie są – jego organizm zwyczajnie nie jest wtedy odpowiednim terenem do zasiedlenia. To tak jak w domu – jak masz czysto to nie masz robaków, ale gdybyś miała chatę zawaloną odpadkami starego jedzenia, brudnymi niepranymi od lat ciuchami i toną kurzu i brudu to zaraz przylazłoby robactwo, szczury i inna gadzina.

  34. Lenka pisze:

    No dobra, skoro jedzenie produktów zakwaszających jest takie wyniszczające to czy lwy jedzące tylko żywność kwasotwórczą są bardziej chorowite niż antylopy? Czy zwierzęta mięsożerne nie powinny już dawno wyginąć? Ewolucja powinna promować te roślinożerne jako okazy zdrowia. Co ciekawe zdjęcie bezzębnej pani w tym artykule pochodzi ze strony organizacji pod patronatem Westona Prica, która zaleca dietę bogatą w produkty pochodzenia zwierzęcego jako kluczowe dla zdrowia człowieka.

    • Marlena pisze:

      Lwy mają żołądki przystosowane do trawienia swojej ofiary. Ale ja nie jestem lwem i nie wbiję w nikogo zębów by go pożreć, nie mam ani krwiożerczych instynktów ani przewodu pokarmowego który by to zniósł ;)
      Człowiek co prawda jest w stanie trawić tkankę pochodzącą z ciał innych istot żywych, ale nie zrobi tego tak dobrze jak lew, więc posługuje się ogniem i gotuje je przed spożyciem. W wysokiej temperaturze zachodzi w nich co prawda denaturacja białek, ale człowiekowi to nie przeszkadza – jako jedynemu stworzeniu na tej planecie.

      Weston Price (1870-1948) był dentystą, nie dietetykiem. Jego doniesienia przedstawione w napisanej na początku XX w. książce „Nutrition and Physical Degeneration,” zostały uprowadzone i wypaczone przez niejaką Sally Fallon, która w 1999 roku założyła fundację i opatrzyła ją imieniem dentysty po to by spełnić misję edukowania ludzi co mają jeść. Swoje filozofie stosuje rzecz jasna na sobie, a efekty można podziwiać na tym na przykład zdjęciu: http://www.primalpowermethod.com/wp-content/uploads/2013/07/Primal-Power-Method-Fat-Sally-Fallon.jpg
      Ja raczej dziękuję za panią Fallon i jej propozycje, aczkolwiek książkę Price’a czytałam i ponieważ interesował go metabolizm wapnia – głównie skupiał się on na pokazaniu różnic pomiędzy zębami ludzi żywiącymi się naturalnym żarciem (tym co ziemia zrodziła albo co po podwórku latało) i tym przetworzonym (cukier, ciasteczka, białe bułeczki z dżemem itd.).

    • Lenka pisze:

      A propos zdolności człowieka do trawienia mięsa. Natknęłam się kiedyś na relację mężczyzny, który doświadczył transplantacji jelita. Przez pewien czas miał możliwość obserwowania treści pokarmowej, która opuszcza żołądek! Dla eksperymentu połkną w całości największy kawałek mięsa jaki był w stanie oraz nie pogryzione warzywa. Oczywiście tylko warzywa opuszczały żołądek nie do końca strawione ale mięso nigdy. http://roarofwolverine.com/archives/412

    • Marlena pisze:

      Bardzo mi przykro z powodu tego pana (stracił zresztą jelito z powodu colitis – wrzodziejącego zapalenia jelita grubego, czyli miał wybitnie ubogą w błonnik dietę), całe szczęście mój organizm trawi doskonale wszystko co dostaje. Warzywa też ;) Ponadto nie wiem czy mięso „gnije” w środku czy nie, niech tam sobie ludzie gadają i piszą co chcą – dla mnie jakimś wyznacznikiem tego co się dzieje „tam w środku”, jest zapach mojego ciała, a dokładniej rzecz biorąc wydzielin ciała: gdy jadłam mięso były one oględnie mówiąc śmierdzące, a teraz gdy go nie jem są niemal bezwonne. Więc coś w tym musi być i żałuję, iż nie ma na ten temat wielu badań naukowych (chociaż co nieco znalazłam, ale tylko w odniesieniu do zapachu potu http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16891352). ;)

      Warto samemu poeksperymentować np. przez miesiąc i zobaczyć. Każdy kto spróbował mówi to samo. Wydzieliny naszego ciała (mocz, pot, kupa, gazy, krew miesięczna i sperma) gdy żremy trupy ohydnie śmierdzą, a gdy żremy zielsko niemal w ogóle nie śmierdzą. Takie cudawianki. ;) Dziwne, ale tak jest. A czemu to tego nie wie nikt. Więc ja owszem jakąś rybę od czasu do czasu zjem (np. w wigilię albo jak nad morzem jestem), ale już tak się przyzwyczaiłam do mojego, że tak to ujmę, komfortu zapachowego, że na pewno z niego nie zrezygnuję. I na kosmetyki odsmradzające nie muszę już kasy wydawać ;) O korzyściach zdrowotnych nie wspominając. A, i żeby nie było los zwierząt rzecz jasna też ma jakieś dla mnie znaczenie, choć nie mam na tym punkcie jakiegoś przesadnego świra. Lecz tak po prostu – po ludzku czuję wewnętrznie gdzieś w głębi serca, że ktoś kto jednego zwierzaka np. pieska, chomiczka czy kotka strasznie kocha, a inną świnkę, krówkę czy kurkę pożera to nie jest to w porządku, bo to są wszystko żywe stworzenia i chcą żyć jak wszystko co żyje. Więc ja im pozwalam żyć i jeszcze do tego ładniej pachnę i zgodnie z tym co twierdzą badania dłużej pożyję gdy ograniczę ich spożycie niż opychając się nimi bezmyślnie 3 razy dziennie przez 365 dni w roku, jak robiłam to w „starym życiu”. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że jestem uzależniona, dotarło to do mnie jak odstawiłam i zaczęłam obserwować uważnie reakcje mojego organizmu na takie dictum. Ciągoty miałam straszne! Wtedy pomyślałam sobie, że jeśli „to coś” uzależnia to lepiej traktować taki narkotycznie działający pokarm jako pokarm jedynie rekreacyjno-świąteczny (tak zresztą kiedyś było: nasi przodkowie jadali mięso na niedzielę), podobne działanie mają sery (nabiał ogólnie). Ciężko jest „to” rzucić jednym słowem. W przeciwieństwie do warzyw, ale one nie uzależniają i taka jest różnica.

      Natomiast co do różnic między układem trawiennym człowieka i drapieżników to tutaj nie ma co dyskutować. Człowiek nie jest drapieżnikiem, a jego ustrój nie wydziela tak potężnych ilości kwasów żołądkowych oraz enzymów trawiących białka jak u drapieżnych zwierząt. A jeść może człowiek wszystko, nawet grzyby wszystkie są jadalne, ale niektóre tylko jeden raz ;) Niech każdy zresztą je co mu się podoba byle jadł prawdziwe jedzenie, a nie jedzeniopodobne artefakty wypełnione chemią, hormonami, tłuszczami trans i cukrem.

  35. Ola pisze:

    Witaj,
    a ja mam pytanie przy okazji wątku magnezu, o kawę :). Znam Twoje zdanie na temat kawy i fakty o jej działaniu zakwaszającym i wypłukującym magnez. Czy jednak uważasz iż jest prawdą, że kawa przygotowana wg 5ciu przemian czyli najogólniej mówiąc gotowana kilka minut w naparze z cynamonu, goździków, kardamonu , imbiru i cytryny! która powoduje środowisko zasadowe, nie powoduje zakwaszenia organizmu? masz zdanie na ten temat ?. I jeszcze pytanie na temat selenu. co uważasz o drożdżach zalanych wrzątkiem, bez cukru i pitych regularnie w ilości 2 gramy na dzień jako źródło selenu.
    pozdrawiam !

    • Marlena pisze:

      Choćby nie wiem jak długo ją gotować, to nie zmieni to faktu, że jest tam kofeina. A w ludzkim organizmie normalnie kofeiny nie ma, podobnie jak np. nikotyny i innych substancji uzależniających – to są ksenobiotyki. Kofeina w moim przypadku jest wykorzystywana w celu do jakiego natura ją stworzyła: jako pokarm funkcjonalny (np. jak mam jechać w nocy). Tak normalnie nie potrzebuję kawy, która „budzi ciało i ducha” bo moje ciało i duch są na tyle zdrowe i witalne, że nie pożąda trucizn ani sztucznego pobudzenia. ;)

      Na temat drożdży jako źródła selenu tutaj masz ciekawy artykuł: http://sport-marcel.blogspot.com/2011/04/drozdze-najlepsze-zrodo-selenu.html

  36. ultra pisze:

    Witaj ponownie. Ratuje się jednak tą kawą bo kawę bardzo lubię i tyle. Popatrzylam na swoje wyniki badań z mają 2014,pH moczu mam 6,5. Może nie jest z tym zakwaszenie u mnie tak źle….hmmm mm. Dbam o siebie. Prawie mięsa nie jem. Wypróbowałam sposób z drożdżami.bardzo smaczne. Jest jakiś powód,ze samo białko jaj,bez żółtka się dodaje ?? Kupiłam zwykle drożdże, jak by tu zdobyć piwne? Mam pytanie co do napięcia skóry. Pisałaś o tym w innym wątku. Czy uważasz,ze to dzięki zdrowej diecie,innemu stylowi życia,czy konkretnej witaminie na przykład? Mam wysuszone skórę na twarzy :(:( . Kosmetyczka mi powiedziała,ze zielona herbata tez wysusza skórę,i to bardzo…a ja jej dużo pije. Kocham jak kawę :) . Napisz mi proszę coś na te dylematy. Dziękuję i pozdrawiam !

    • Marlena pisze:

      Przeanalizuj czy nie jesteś uzależniona od substancji neurotoksycznych (kofeina, teina) zawartych w tych napojach. Bo lubić to można wodę albo sok z marchewki. A napoje uzależniające to nie my lubimy, tylko one nas lubią ;)

      Ponadto kofeina podobnie jak inne używki utrudnia wchłanianie wielu witamin i minerałów (wit. A, witaminy z grupy B, wit. K, magnez, potas, wapń itd.) i zaburza gospodarkę hormonalną (jedna kawa podnosi poziom kortyzolu, hormonu strachu i stresu, nawet o 30%). Dodajmy do tego efekt diuretyczny (odwadniający) – to wszystko razem nie sprzyja ani zdrowiu ani urodzie. Brak nawodnienia, rozregulowane hormony i brak witamin to przedwczesne starzenie i zwiększone ryzyko choróbsk rozmaitych. Więc ja serdecznie dziękuję za kawę w użyciu doustnym, używam jej natomiast pod prysznicem do peelingu i to jest to do czego znakomicie się nadaje, podobnie jak biały cukier i rafinowana sól :)

  37. Paweł pisze:

    Bardzo dobry artykuł. Ostatnio szukam dużo informacji o zakwaszeniu, bo troszke zdrowie mi sie sypie i szukam powodu tej sytuacji. Jak narazie wszystko wskazuje na zakwaszenie: częsta zgaga, osłabienie organizmu, częste infekcje dróg oddechowych, przewlekłe zapalenie zatok. Drugi dzień pije sodę oczyszczoną. Prawie nie jem chleba. Wykluczyłem kawę i czarną herbatę. Ograniczyłem cukier prawie do zera i będę obserwował dalszą kondycję organizmu. Zastanawia mnie kilka produktów spożywczych jak np. kefir – zakwaszający czy zasadowy. Dobry na zgagę a zakwaszający organizm czy jak? Jak można odkwasić lub odgrzybić zatoki ? Pozdrawiam Marleno

    • Marlena pisze:

      Nie ma szybkiego magicznego sposobu na odkwaszenie zatok. Cały ustrój należy przywrócić do równowagi kwasowo-zasadowej, a nie tylko same zatoki. Nie jesteś przecież robotem składającym się z poszczególnych części, lecz całym człowiekiem (choć współczesna medycyna widzi to inaczej) i wszystkie narządy obmywa jedna i ta sama krew – jeśli jest zagrzybiona to grzyb jest wszędzie. Picie sody kuchennej nie jest najlepszym sposobem na odkwaszenie – w ten sposób z pewnością odkwasisz sobie soki żołądkowe i nabawisz się gorszych problemów niż masz teraz. Pij warzywne świeżo wyciskane soki (albo jak kupne to te z napisem jednodniowe), jedz dużo świeżych owoców i warzyw, a mało zakwaszaczy (pieczywo, nabiały, produkty odzwierzęce), odstaw używki nie stresuj się i wysypiaj się. Możesz też wypróbować post Daniela w/g dr Ewy Dąbrowskiej jeśli nie masz przeciwwskazań. Znakomicie oczyszcza zatoki i odkwasza.

    • mat pisze:

      Jabłka jedz to zgagi nie będziesz miał. Sodowe preparaty, kefiry wcale nie są zbyt dobre bo jak masz przyzwyczajony żołądek to przy przyjęciu zasady on będzie produkował jeszcze więcej kwasu i możesz się nieźle urządzić. One dają tylko ulgę przez chwile dopóki żołądek nie zacznie produkować więcej kwasu.
      Sam wyleczyłem się ze zgagi właśnie przy pomocy jabłek oraz przestałem jeść wszelkiego typu przetworzone słodycze.
      W ogóle polecam ci iść dobrego lekarza taki który zna się na rzeczy to cię poprowadzi i zidentyfikuje problem

  38. Ania pisze:

    Witam Pani Marleno :)
    Czy jeśli papierek zabarwia się na kolor zielonkawoniebieski i którego nie ma na skali na opakowaniu to znaczy, że papierki powinny być bardziej dokładne?
    Pozdrawiam

    • Marlena pisze:

      Nie wiem, nie używam takich wynalazków ani w ogóle niczego co reklamują w TV (nie oglądam już tego pudła – wolę pisać dla Was ciekawe rzeczy) ;)

  39. Jacek pisze:

    Witam wszystkich
    Z uwagą przeczytałem tematy poruszone w wątku o równowadze kwasowo-zasadowej. Ja natknąłem się na nieco inne podejście do sprawy, choć kierunek jest ten sam. Piszecie o badaniu pH moczu, z tym związany jest indeks kwasowości potraw PRAL (ang. Potential Renal Acid Load). Indeks ten mówi o faktycznym wpływie poszczególnych potraw na pH moczu. Indeks został opracowany na podstawie badań pH moczu u wielu osób po spożywaniu określonych potraw. Tutaj sprawa wpływu na zakwaszenie organizmu nie wygląda tak drastycznie jak się powszechnie uważa. Np. kawa czy alkohole w tym piwo, wcale nie zakwaszają organizmu, bo maja wskaźnik ujemny. Polecam adresy:
    http://vitalia.pl/forum22,72352,0_Rownowaga-kwasowo-zasadowa-organizmu-kontra.html
    http://pawelwator.blogspot.com/2012/12/bilans-kwasowo-zasadowy-diety-wskaznik.html
    http://cojesc.net/zakwaszenie-organizmu-jak-rozpoznac-jak-leczyc-jak-unikac/
    Jest też ciekawa informacja jak badać pH. Wcale nie jeden raz rano, ale należy obserwować pH moczu przez cały dzień i przez dłuższy czas. Jeżeli będą wahania oscylujące wokół 7,0 to znaczy że wszystko jest OK bo organizm reaguje na różne składniki pokarmowe. Źle jest dopiero gdy pH jest lekko kwaśne i pomału w ciągu dnia zwyżkuje.
    Zrobiłem w Excelu prosty kalkulator żywieniowy na podstawie indeksu PRAL. Mogę udostępnić.
    Zamiast pasków do badania pH można spróbować poszukać wskaźników w sklepach akwarystycznych. Są z dokładnością do 0,2. Sam jeszcze tego nie zdążyłem przetestować. Ceny 18 – 25 zł.
    P.S.
    Nie jestem do końca pewien, czy wartość pH moczu jest miarodajnym wskaźnikiem zakwaszenia organizmu.

  40. Anna Maria pisze:

    Od jakiegos czasu przygladam sie koncepcji PRAL, jako nowince.
    Ciekawa jestem twoich kalkulacji, możesz je jakos pokazać?

    • Jacek pisze:

      To zwykły arkusz kalkulacyjny, przemnażający ilość spożytego pokarmu przez wartość indeksu i sumujący to wszystko. Nie wiem jak to przesłać, bo nie ma możliwości dodania załącznika do komentarza.
      Można go zrobić samemu, jest trochę roboty z wklepywaniem danych z wykazu który można znaleźć pod adresami podanymi przeze mnie..

      Zalecenia twórców indeksu PRAL mówią, że może się on zawierać w zakresie +60 (!!!) do – 10. Wg mnie chodzi o to, że bilans dodatni, czyli posiłki zakwaszające, nie muszą być szkodliwe, ponieważ organizm ma możliwości odkwaszania, poprzez wydychany CO2 i mocznik w moczu (zdrowy organizm). Przy większym „kwasotwórstwie” potraw może powstać problem, ponieważ fizjologicznie normalne środki nie wystarczają i organizm sięga po inne, bardzo szkodliwe, jak pobierania wapnia z kości czy odkładanie moczanów.
      Tak to sobie tłumaczę na podstawie różnych artykułów.
      Indeks PRAL jest dla mnie o tyle ciekawy, że wynika z badania reakcji organizmu na poszczególne składniki pokarmu, podobnie jak indeks glikemiczny, a nie z wyliczeń chemicznych, które w obliczu niezwykle skomplikowanych procesów zachodzących w organizmach żywych, są tylko teoretyczne.

  41. Jadwiga pisze:

    Oczywiscie nie możemy zapominać także o antyoksydantach (bardzo ważne), czyli kolejne tablice ORAC się kłaniają.

    • Jacek pisze:

      Tak, to ciekawe, nie słyszałem o tym dotąd. Warto się temu przyjrzeć, choć jak podaje Wikipedia po hasłem „ORAC „,

      „Jak do tej pory naukowcy nie określili ściśle i jednoznacznie zależności występującej pomiędzy wartościami ORAC różnych produktów żywnościowych a ich wpływem na zdrowie człowieka.”
      Coś jednak w ty jest.

  42. Kaz pisze:

    Dzięki za papierki lakmusowe z waszego sklepu,żona wpadła na ten pomysł, bo nigdzie nie mogłem ich znaleść. Obydwoje zresztą żeśmy sie nieżle ulatali po mieście i nigdzie nie było. Paczka przyszła szybko,super!!! Problem z głowy na dłuższy czas.

  43. Jadwiga pisze:

    @Jacek. A może nikt sie w to naukowe udowadnianie specjalnie nie bawił, ze względu na koszty. Wszyscy wiemy dobrze,że antyoksydanty to nasza wielka i ważna obrona. Ale za mało się o tym mówi;na blogach piszą głównie o witaminach, minerałach a zupełnie nie przywiązują wagi do tego żeby wkładać antyoksydanty do jedzenia.

    • Marlena pisze:

      Myślę, że powinniśmy zwracać uwagę raczej na inne źródła glinu w naszym życiu i otoczeniu – folie i naczynia, puszki z napojami, leki, szczepionki, kosmetyki (głównie te z filtrem przeciwsłonecznym), dezodoranty, środki na zgagę bez recepty itd. Akurat herbata to kropla w morzu w porównaniu z innymi źródłami, zaś biodostępność zawartego w niej glinu zdaje się nie odbiegać od tej zawartej w innych pokarmach http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S001085450200036X
      Jak wykazały badania jakie przeprowadził swego czasu biolog Dr. Christopher Exley, krzem wypiera aluminium, więc jeśli chcemy się pozbyć glinu z naszego ciała, to musimy dostarczyć źródeł krzemu (zioła, kasza jaglana, płatki owsiane, brązowy ryż, warzywa, wody mineralne bogate w krzem itd.).

  44. Robert pisze:

    „sok żołądkowy ma pH 1-2,5 bardzo niskie. To pierwsza linia obrony przed mogącymi dostać się do środka drogą doustną bakteriami. To dzięki niemu małe dzieci mogą bezkarnie brać do ust upaćkaną brudem zabawkę, a nawet jeść ziemię.”

    Hehe ;) Czemu w takim razie dorośli tak panicznie boją sie brudu? Czyżby mieli wyższe pH w żołądku?

  45. Hubert pisze:

    Pani Marleno, nigdzie się nie doczytałem, więc zapytam tutaj: jaki zestaw podstawowych badań sugerowałaby Pani wykonać, żeby określić mniej więcej, w jakim stanie jest organizm i jaką, w razie niedoborów, podjąć suplementację? Chodzi mi głównie o badanie krwi, ale mogą być też inne; byle cena za to wyszła jakaś ludzka, tzn. raczej rzędu do 200 niż do 500 czy więcej złotych (pojęcia nie mam jak się kształtują ceny). Mam chyba (poza prawie pewnym niedoborem wit. D) niedobór magnezu, co trochę mnie dziwi z uwagi na przebyty post i jedzenie w ostatnim czasie sporych ilości bananów i owsa – w każdym razie dzisiaj po godzinnej, średnio intensywnej (ale wystarczająco, żeby po zejściu z roweru mięśnie nóg były zwiotczałe) przejażdżce rowerowej, podczas rozciągania złapał (tzn. łapał, ale na szczęście walczyłem z nim i się nie dałem) mnie skurcz w śródstopiu, bliżej małego palca prawej stopy. Wydaje się, że organizm jest wciąż nie dość dobrze odżywiony…
    Będę wdzięczny za odpowiedź!

    • Marlena pisze:

      Tak naprawdę to jakie badania kto powinien konkretne zrobić to powinien decydować lekarz, a nie ja. Na pewno jednak raz na jakiś czas nawet „bez pytania” warto zbadać podstawowe parametry czyli mocz i krew (oprócz morfologii również poziom witaminy D i B12). Można zbadać pierwiastkowo włosy i zobaczyć czy nie mamy za dużo metali ciężkich albo za mało tego co potrzebne (magnez, miedź, cynk itd.). Pomocne jest też badanie żywej kropli krwi w ciemnym polu – można zobaczyć stopień równowagi kwasowo-zasadowej, rulonizacji erytrocytów, niedobory witamin i enzymów, stany zapalne, bakterie, pasożyty i drożdżaki pływające sobie w naszej krwi itd. Cen nie podam, bo nie prowadzę tego typu działalności i zapewne ceny są bardzo zróżnicowane. Podzwoń po labach, popytaj, pogooglaj ;)

    • Hubert pisze:

      No i zrobiłem badania. Wyniki nie są chyba rewelacyjne, przede wszystkim daje do myślenia bardzo wysoki poziom żelaza, ale też inne parametry. Niestety nie wiem za bardzo ani co z tym zrobić, ani jak całą resztę interpretować (większość nic mi nawet nie mówi), więc bardzo liczyłbym na to, że ktoś będzie chciał i potrafił cokolwiek mi doradzić.

      Żałuję tylko ogromnie, że nie zrobiłem badań przed odejściem od poprzedniej diety, czyli też przed rozpoczęciem postu, oraz po jego zakończeniu… Nie wiem przez to, czy mi się poprawiło (tzn. było jeszcze gorzej), czy jednak przeciwnie, a może po prostu nic się nie zmieniło. Choć coś tam na pewno się zmieniło, bo nie wierzę, że miałem tak niski cholesterol na poprzednim żywieniu na przykład. No ale trudno się mówi, już się nie dowiem.

      Podaję tutaj wybrane parametry, w nawiasie wskazując zakres referencyjny (normę).

      1. Morfologia:
      – Leukocyty 2,5 (3,8 – 10)
      – Hemoglobina 13,7 (14 – 18)
      – Hematokryt 40 (40 – 54)
      – Płytki krwi 128 (140 – 440)
      – PCT 0,13 (0,17 – 0,35)
      – Neutrofile 0,98 (2,5 – 7)
      – Eozynofile 0,05 (0,10 – 0,50)
      – Neutrofile 38,8 (40 – 70)
      – Monocyty 15,5 (2 – 10)

      2. Mocz
      – Ciężar właściwy 1,007 (1,015 – 1,030)
      – pH 7 (5 – 7)
      – Bakterie 21,5 (0 – 11,40)

      3. Wit. D3 25(OH) 10,30 (ciekawe ile by było po lecie, ale chyba nie będę czekał i zacznę suplementację, a w ostateczności solarium i trudno, nie dowiem się na ile pomogły suple, a na ile słońce).

      4. Sód 145 (136 – 145), Potas 3,53 (3,50 – 5,10)

      5. Żelazo 237 (61 – 157)

      6. Kreatynina 0,65 (0,70 – 1,20)

      7. Próby wątrobowe
      – ALT 59 (0 – 41)
      – AST 39 (0 – 40)

      Cholesterol super (115: HDL 60, LDL 45), Glukoza na czczo super (80), tarczyca super (TSH 2,91, FT3 2,79, FT4 1,15). To tyle z najważniejszych rzeczy.

    • Marlena pisze:

      Tak wygląda na stan zapalny gdzieś się toczący w ustroju, może jakieś pasożyty, nie wiem. Żelazo może być wynikiem poprzedniej diety (za dużo mięsa, szczególnie czerwonego) albo czegoś poważniejszego np. hemochromatozy. Moim zdaniem należałoby najlepiej zapytać specjalistę co sądzi na temat tych wyników.

    • trzebor pisze:

      Banany zawierają dużo potasu.Zrób badanie poziomu potasu. Ja tak miałem. Kurcze łapały mnie na spaniu. Myślałem, że mam mało magnezu. Poszedłem do lekarza i dał skierowanie na badanie krwi. Potas był b.wysoki. Dostałem proszki na obniżenie potasu i zakaz jedzenia ziemniaków. Problem minął.

  46. Chory na zdrowie pisze:

    Witam
    Trafiłem na artykuł przypadkiem i nie przeczytałem innych, ale z zaciekawieniem przeczytałem prawie wszystkie komentarze :-)
    Otóż nie wiem czemu mam nieodpartą potrzebę podzielenia się swoimi doświadczeniami (do tej pory tego nie robiłem) właśnie tutaj ze stosowaniem diet, a właściwie ze stosowaniem antydiet przeze mnie.
    Otóż z dostępnej mi wiedzy i pewnych eksperymentów i przemyśleń doszedłem do wniosku, że organizm potrzebuje … wszystkiego. A gdzie jest wszystko? Otóż we wszystkim, a nie w jednym :-)
    Wiadomo że organizm potrzebuje i białka i węglowodanów i tłuszczy i wszystkich niezbędnych powiedzmy w skrócie minerałów oraz wody, wody i jeszcze raz wody.
    Jeżeli chcemy aby nasza dieta była dla nas idealna, należy jeść wszystko to co ma dla nas wartość odżywczą i unikać tego co pozbawia nas wartości odżywczych i uszkadza nasz prawidłowo działający organizm. Największym problemem w dyskusjach o tym co jest dobre a co nie jest mieszanie pojęć. Najlepszym przykładem jest sprawa cukru. Cukier jest bardzo potrzebny jako substancja odżywcza bo bez niego po prostu nie możemy funkcjonować a nasz mózg bez cukru by umarł, ale jako produkt handlowy zwany cukrem nie jest nam w ogóle potrzebny, a wręcz szkodliwy. Kolejną sprawą jest to jak organizm jest w stanie cukier przyswoić, a nie jest w stanie tego zrobić jeśli komórki są uszkodzone przez złą dietę. Jeśli cukier nie jest przyswojony to trafia z powrotem do krwi a tam już się zaczyna zabawa z insuliną i zaczyna się cukrzyca, ale ten mechanizm pewnie znacie. Z białkiem jest podobnie.W każdym wieku potrzebujemy innych ilości białka, białko to nie tylko mięso, jeśli nawet dostarczymy prawidłowych ilości białka, ale organizm nie będzie z jakiegoś powodu w stanie go wykorzystać to na pewno się domyślacie że to nie będzie dla nas dobre. I oczywiście tłuszcze. Nie można zrezygnować z tłuszczu bo nie będziemy mieli zdrowych i silnych komórek w naszym ciele. Ale jeśli się zaśmiecimy niedobrym tłuszczem to już po nas :-) itd. itp.
    Podstawa to trochę logicznego myślenia i niestety trochę eksperymentu. Każdy musi dostosować dietę do siebie, nie ma dwóch identycznych organizmów. Diety należy się nauczyć jak chodzenia, biegania, mówienia, itd.
    Przepraszam za chaos w wypowiedzi. Mój wpis nie ma przytaczać wytycznych co do diety ani nikogo oskarżać i potępiać. Skoro ewidentnie widzę że moja dieta jest zła to znaczy że na jakimś etapie „nauki” diety został popełniony błąd, trzeba go wyeliminować i „nauczyć” się od nowa. Na początek proponuje zacząć rezygnować z przetworzonych gotowców, wtedy z konieczności zaczynamy drążyć temat żeby cokolwiek wiedzieć i móc sobie cokolwiek bez tych gotowców przygotować, a wtedy uruchamia się lawina zdarzeń i odkrywania faktów i jesteśmy na dobrej drodze ;-)
    Na koniec pamiętajmy, że od rozmawiania o zdrowiu nikt jeszcze nie wyzdrowiał, więc zamiast myśleć co tu zrobić, zacznij cokolwiek robić
    Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz wybaczcie ten wpis, on nie ma być pouczający a raczej motywujący :-D

  47. Grzegorz pisze:

    Hubert możliwe,że twoje problemy,są spowodowane za małą ilością kcal.
    Możesz w tym temacie pooglądać filmiki DURJANRIDR zapalonego kolarza i miłośnika bananów.(jak dobrze pamiętam, to w jego surowej diecie oscyluje w granicach 3500 kcal, mimo tego,że jest szczupły)
    Jak,także poczytać o Raw Till4

  48. Mirek pisze:

    Jestem po kalibracji wit C.
    Zacząłem mierzyć kwasowość moczu rano, no i wychodzi ph 4, więcej niż w dzień.
    Czy biorąc wit C w dużych dawkach jest sens mierzenia ph moczu?
    Ostatnia dawka wit C około godz 20, spanie po 23.
    W moczu jest widocznie wit C usuwana z organizmu, jeżeli ph jest tak niskie.

    • Marlena pisze:

      Wyborcza to mainstreamowe miejsce, tam nie szukaj prawdy, tam są głównie wieści sponsorowane i nasączone „jedynie słuszną” propagandą ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>