Większość chorób cywilizacyjnych gnębiących współczesne społeczeństwa, od alergii aż po nowotwory, ma związek z tlącym się w ustroju przewlekłym stanem zapalnym o niskim natężeniu. Udowodnioną aktywność przeciwzapalną mają liczne związki pochodzenia roślinnego. Dlatego nic dziwnego, że to właśnie głównie na roślinach (z niewielkim lub umiarkowanym dodatkiem produktów odzwierzęcych, a czasem i kompletnie bez ich dodatku)  najzdrowsze i najdłużej żyjące populacje na naszej planecie opierają swoją dietę – na całym bogactwie tego, co ziemia dla nas hojnie rodzi. Szczegółowo pisałam już na ten temat w artykule „Jak dożyć setki w pięknym stylu: lekcje długowieczności z Niebieskich Stref”.  Dlaczego jedni dożywają późnych lat nie tknięci chorobami cywilizacyjnymi, a inni „sypią się” już wkrótce po przekroczeniu magicznej czterdziestki? Dzisiaj jesteśmy już pewni, że to ma nie tyle wspólnego z genami, ile ze stylem życia – w tym odpowiednią dietą. 

Taka ciekawostka przy okazji: badacze stwierdzili, że o osób otyłych niskotłuszczowa dieta odchudzająca  w jednej grupie oraz w drugiej grupie dieta nie tylko niskotłuszczowa i ubogokaloryczna ale do tego jeszcze o niskim indeksie glikemicznym, spowodowała u tych osób podobny spadek masy ciała, jednakże poziom CRP (przypomnę: marker stanu zapalnego) obniżył się aż o 48% w grupie drugiej (czyli dieta w której brano pod uwagę również niski indeks glikemiczny pokarmów), zaś w grupie pierwszej (gdzie nie było ograniczeń co do IG pokarmów) spadek poziomu CRP wyniósł tylko marne 5%.

To między innymi dlatego dieta warzywno-owocowa opracowana przez dr Ewę Dąbrowską czy też antyzapalna dieta opracowana przez dra Ornisha jak również oparta na podobnych zasadach dieta dra Esselstyna powodują nie tylko spadek masy ciała u osób z nadwagą lub otyłością (tkanka tłuszczowa jak pamiętamy również ma swój niebagatelny udział w procesach zapalnych) ale też i jednoczesne obniżenie się poziomu markerów stanu zapalnego. Dzięki temu chroniczne i hodowane latami dolegliwości związane z przewlekle tlącym się w ustroju stanem zapalnym zaczynają ustępować – są to takie przewlekłe i postępujące choroby jak miażdżyca, nadciśnienie, cukrzyca i inne niemiłe przypadłości (medycznie  określane jako nieuleczalne, bowiem farmaceutycznego leku w rzeczy samej na nie nie ma).

Dietetycznym kluczem do gaszenia przewlekłego stanu zapalnego są zatem jak widać trzy czynniki zastosowane równocześnie: niski indeks/ładunek glikemiczny spożywanych pokarmów,  jednoczesny dowóz dużej ilości zawartych w pokarmie roślinnym składników odżywczych o działaniu antyoksydacyjnym i przeciwzapalnym (witaminy, minerały, liczne fitozwiązki o udowodnionym działaniu przeciwzapalnym) oraz niskotłuszczowość lub czasem wręcz beztłuszczowość (zero dodanego tłuszczu terapeutycznie w przypadku osób chorych lub niewielka do umiarkowanej jego ilość dla osób zdrowych). Jeśli chodzi o potrzebny nam tłuszcz, to nawet gdy zabraknie nam w domu oliwy nie mamy co panikować – natura zadbała o wszystko: każdy naturalny pokarm tak czy inaczej ma w sobie zawsze pewną ilość kwasów tłuszczowych. Nawet takie pokarmy, których byśmy o to nigdy nie podejrzewali, np. sałata, fasola, marchew, truskawki, banany, jabłka, kasza, grzyby itd.

warzywa na targuJak już pisałam w poprzednim artykule: najzdrowiej jest czerpać tłuszcz z zawierających go pokarmów spożywanych jako pokarm całościowy (pestki, nasiona, orzechy, oliwki, awokado), a to z tego powodu, że wyizolowane z nich oleje zawierają tylko jeden składnik (czyli sam czysty tłuszcz), podczas gdy całościowe pokarmy mają w sobie oprócz tego ukryte całe bogactwo dobroczynnych związków. Najprostszym i najszybszym sposobem na zrobienie dressingu lub sosu o konsystencji przypominającej śmietanę lub majonez jest namoczenie nerkowców (przynajmniej na 2-3 godziny, ale można i na noc), następnie odsączenie ich i zmiksowanie mikserem na gładką pastę (na szklankę nerkowców dodajemy od 1/3 do 3/4 szklanki wody, w zależności od pożądanej gęstości sosu) i doprawienie ulubionymi przyprawami (sok z cytryny, odrobina soli, zmiażdżony czosnek, curry, sos sojowy lub tamari, musztarda, zioła itd.). Za każdym razem możemy uzyskać z nerkowcowej bazy inny dressing. Bardzo smaczny jest też sos sezamowo-pomarańczowy dra Fuhrmana: do blendera wrzucić i zmiksować razem obraną pomarańczę, garść nerkowców, garść nasion sezamu niełuskanego i po łyżce (lub więcej w zależności od naszych preferencji tudzież od słodkości aktualnie posiadanej przez nas pomarańczy) soku z cytryny oraz octu jabłkowego lub winnego. Jeśli znudzą nam się sosy na bazie nerkowców możemy za radą dra Fuhrmana sięgnąć po orzechy włoskie: do blendera wrzucić i zmiksować razem 2 garście orzechów włoskich, dwie garście rodzynek, 4-5 łyżek octu winnego lub jabłkowego, łyżeczkę musztardy, ząbek czosnku, ok. pół szklanki wody, szczyptę tymianku. Jak widać sałatki czy warzywa na parze niekoniecznie trzeba przyprawiać zawsze nieśmiertelną oliwą – to, że sięgamy po nią to tak naprawdę tylko kwestia naszego przyzwyczajenia, idziemy tym samym trochę na łatwiznę. Zmiksowanie kilku składników trwa może nieco dłużej niż odkręcenie butelki z oliwą, ale za to korzyści zdrowotne są znacznie większe gdy jemy pokarmy całościowe – naprawdę warto.

 Co zrobić aby pozbyć się fontanny chorób czyli przewlekłego stanu zapalnego?

Zacząć w końcu czynić w swoim stylu życia zmiany. Zmienić go jednym słowem z prozapalnego na antyzapalny. Im większe i głębsze będą owe zmiany, tym szybciej i skuteczniej będzie następowało wygaszanie procesów zapalnych. Wymieniłam już wcześniej  w tym artykule czynniki sprzyjające powstawianiu ukrytego zapalenia. Rzuć jednym słowem używki i niezdrowe napoje, zacznij się więcej ruszać (na początek może być nawet żwawy spacer), nie sięgaj „z przyzwyczajenia” bezmyślnie po leki (nawet te bez recepty), zacznij też uczyć się o tym jak radzić sobie ze stresem i przejąć nad nim kontrolę. I najważniejsze: zacznij w końcu jeść prawdziwe jedzenie zamiast czegoś, co je tylko udaje. Jak rozpoznać prawdziwe jedzenie? Bardzo prosto: prawdziwe jedzenie produkuje natura, a nie człowiek. Obficie następnie doprawiaj swoje jedzenie antyzapalnymi przyprawami, sięgnij po grzyby (również te lecznicze) i antyzapalnie działające nasiona i orzechy, a kawę, słodkie napoje i alkohol zamień na zielone soki i/lub koktajle oraz pełne antyutleniaczy ziołowe herbatki. Podstawowy zielony sok wyciskany będący prawdziwą bombą witaminową to połączenie ogórka zielonego, zielonych liści (np. jarmuż, szpinak, sałata rzymska), dosmaczone dodatkiem 2-3 nóżek selera naciowego, jabłka, cytryny wraz ze skórką oraz plasterka imbiru. Nie tylko ładnie wygląda, ale i naprawdę nieźle smakuje.

Wyrzuć z domu wszystko co może działać prozapalnie i napełnij lodówkę i szafki antyzapalnymi specjałami. Ziemia je dla nas hojnie rodzi, właśnie po to aby nas ratować przed zgubnymi skutkami naszej głupoty, obżarstwa i łakomstwa. Napoje gazowane, cukier i łakocie, margaryny, przetwory z oczyszczonej ludzką ręką białej mąki i rafinowane oleje roślinne „do smażenia” – to wszystko musi zniknąć z pola widzenia w twoim domu raz na zawsze.

prozapalne specjałyPrzeciwzapalnie działają: kwasy tłuszczowe Omega-3 (warzywa o ciemnozielonych liściach, siemię lniane, nasiona konopne, orzechy włoskie, nasiona chia, ryby i owoce morza) witaminy (z grupy B, C, D E, prowitamina A czyli beta-karoten), mikroelementy (cynk, magnez, selen) oraz liczne fitozwiązki i enzymy, które zawierają warzywa i owoce (m.in. wszystkie cytrusy, papaja, ananasy, truskawki, granaty, owoce jagodowe, seler, czerwona papryka, warzywa krzyżowe, warzywa zielonolistne, buraki, bataty, marchew itd.), nasiona i orzechy (m.in. orzechy włoskie, migdały, nasiona konopne, siemię lniane, ostropest plamisty, nasionka czarnuszki itd.), grzyby lecznicze (m.in. reishi, shiitake, maitake, kordyceps, soplówka jeżowata itd.), ale nawet skromna pieczarka czy boczniak są godne uwagi, o czym pisałam tutaj. Dalej żywice (laubdanum czyli żywica czystka, mirra czyli żywica z balsamowca, kadzidło zwane olibanum czyli żywica z drzewa boswellia, skamieniała żywica czyli bursztyn), liczne zioła (m.in. rumianek,  czystek, zielona herbata, lipa, mięta, pokrzywa, szałwia, czarci pazur, lapacho, dziurawiec, miodla indyjska, jiaogulan, żeń-szeń i wiele, wiele innych) oraz przyprawy (m.in. cynamon, goździki, oregano, korzennik lekarski czyli ziele angielskie, bazylia, kurkuma, kmin rzymski, imbir, czosnek, pieprz cayenne,  kardamon itd.). Tabelkę z najlepszymi przyprawowymi źródłami antyoksydantów przypominam poniżej:

antyoksydantyZwróćcie uwagę, że natura niczego nie zostawia przypadkowi, dba o nas latem i zimą. Latem gdy ziemia rodzi mnóstwo sezonowych warzyw i owoców smakują nam potrawy przyprawione świeżą bazylią, kolendrą czy miętą (średni potencjał antyoksydacyjny, resztę dostarcza nam pokarm świeży w postaci sezonowych owoców i warzyw) zaś zimą gdy sezonowych owoców i warzyw aż tyle nie mamy i ciężko jest z nich czerpać swoje antyutleniacze (bo jednak przetwory i mrożonki to takie nieco zubożone wersje) – chętnie zmieniamy przyprawy na cięższe (i o zdecydowanie wyższym potencjale antyoksydacyjnym) typu cynamon, goździki, imbir: to właśnie zimą, a nie latem, smakują nam one najbardziej (grzaniec z goździkami i cynamonem, mocno doprawione pierniczki świąteczne, korzenna owsianka przyprawiona mielonym goździkiem i cynamonem itd.). Najsilniejsze antyoksydacyjnie przyprawy czyli goździki i cynamon warto wykorzystywać w kuchni tam gdzie tylko się da (do napojów, do dań wytrawnych, do deserów), można stosować zarówno goździki czy laski cynamonu całe jak i zmielić w młynku do kawy i dodawać choćby szczyptę to tu, to tam.

Goździki są też świetne jako zdrowa „guma do żucia” (nie tylko przy bólu zęba, ale po prostu na co dzień), wspaniale odświeżają oddech, mają silne działanie antybakteryjne, antywirusowe, przeciwzapalne, przeciwnowotworowe i antygrzybicze. Gorczyca to kolejny ciekawy temat: zazwyczaj wykonaną z niej musztardę kupujemy gotową (na etykiecie jednak na pierwszym miejscu znajduje się najczęściej nie gorczyca, a woda, ponadto kupne musztardy często zawierają cukier lub syrop fruktozowo-glukozowy), tymczasem wystarczy namoczyć ziarna gorczycy (białej lub mieszanej białej i czarnej) na noc, po czym zmielić je mikserem na pastę doprawiając według gustu (miód, sok z cytryny, ocet jabłkowy lub winny, chrzan – co kto lubi) i już mamy własną musztardę o wysokim potencjale antyoksydacyjnym. Taka musztarda nie wymaga wiele pracy, niemal robi się sama, no i wiemy co jemy!

Infografika poniżej przypomni własności 7 super-przypraw, korzystajmy z nich obficie (kliknij obrazek aby powiększyć, następnie kliknij przycisk „wstecz” w swojej przeglądarce aby powrócić do artykułu):

moc przyprawWarzyw i owoców nie trzeba koniecznie obierać ze skórki, wystarczy je prawidłowo umyć i/lub wyszorować szczoteczką (np. do gotowania w zupie, do wyciskania z nich soku, do pieczenia itd.). Skórki i to co pod skórką często zawiera cenne substancje przeciwzapalne. W owocach cytrusowych to nie miąższ jest najcenniejszy, ale to co w skórce oraz albedo, czyli ta biaława i lekko gorzkawa, gąbczasta wyściółka  (znajdująca się tuż pod skórką), którą ludzie tak pieczołowicie oskubują, wyskubują i wyrzucają do śmietnika, podobnie jak pestki zawarte w owocach (jabłka, winogrona, morele, papaja itd.).

Hipokrates powiedział: „Niech pożywienie będzie Twoim lekarstwem”, ja dodam: „Niech pożywienie będzie też Twoim pierwszym i najważniejszym suplementem”! Nie potrafię zrozumieć jak można jadać winogrona wyrzucając z nich drogocenne pestki (gdzie są duże ilości OPC, handlowa nazwa pycnogenol, silnych antyutleniaczy zwanych oligomerycznymi proantocyjanidynami, które wykazują kilkadziesiąt razy silniejszy efekt od witamin E i C wobec niektórych wolnych rodników) [1], a co poniektórzy wyrzucają też nawet skórki winogron (i wraz z nimi cenny antyutleniacz resweratrol), a potem po latach takiej diety załamani lecą do apteki by kupować resweratrol i OPC za ciężkie pieniądze. Gdzie tutaj logika? Jedząc morele czy jabłka też pestki najczęściej beztrosko wyrzucamy, a potem za ciężkie pieniądze kupujemy pestki moreli lub szukamy gdzie tu można kupić witaminę B17. Babcia miała rację gdy uczyła, że jabłka należy zjadać w całości, razem ze skórką i pestkami.

Pestki z papai lądują w naszym koszu na śmieci, podczas gdy z obłędem w oczach szukamy potem „czegoś na robaczycę”. A wystarczy nie wyrzucać pestek od papai, tylko je wysuszyć, zmielić w młynku do kawy i wymieszać z miodem. Nie robię sobie żartów i nie jest to już tak do końca „medycyna ludowa” lecz poważna medycyna – nie leśni szamani lecz całkowicie poważni naukowcy postanowili sprawdzić ile jest prawdy w tradycyjnej i stosowanej od niepamiętnych czasów antyrobaczycowej miksturze (zmielone pestki papai zmieszane z miodem) i podawali dzieciom taką miksturę, dzięki czemu faktycznie odnieśli spory sukces w leczeniu zarobaczonych przewodów pokarmowych u dzieci. Badanie zamieszczono tutaj: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17472487. Oczywiście pilotażowe, na małej grupce, robione krótko itd., ale skoro nie odnotowano żadnych negatywnych skutków takiej kuracji (a dodatkowo przyniosła ona mierzalne laboratoryjnie efekty), to nie należy jej odrzucać, lecz wypróbować – zanim sięgniemy po cięższe środki. Podobnie antyrobaczycowe i antyzapalne działanie mają alkaloidy, które zawarte są w owocach granatu – nie tylko w pestkach, ale również w skórce [5], czyli czymś, co zwyczajowo ląduje w koszu na śmieci.

papaja i granatDodam, że wysuszone zmielone pestki papai znakomicie zastępują też pieprz. Naukowcy stwierdzili, że pestki papai mogą działać zarówno terapeutycznie jak i profilaktycznie jeśli chodzi o robaczyce przewodu pokarmowego. Nie wyrzucać zatem pestek z papai! Dobrze oczyścić, wysuszyć, zmielić w młynku do kawy i stosować w kuchni do potraw, zamiast pieprzu. Pestki winogron też można wysuszyć, zmielić i mamy własnej roboty suplement antyoksydacyjny z OPC zawsze pod ręką. Niczego co nam daje natura nie warto wyrzucać, wszędzie gdzieś poukrywała dla nas drogocenne skarby, tylko aby je dojrzeć należy zdjąć sobie w końcu te klapki z oczu. 😉

Konsekwencja i kompleksowość to strategia sukcesu

Po latach dręczenia swojego organizmu wolnymi rodnikami nie wystarczy dodać sobie do diety łyżkę nasion lnu, jedną ziołową herbatkę czy przyprawę i zamiast łyżki surówki przy obiedzie  łaskawie zjadać dwie. Jedzenie to nie leki – to nie działa tak, że idąc na łatwiznę zaczniesz stosować jakąś jedną wybraną rzecz czy nawet kilka i będziesz liczyć na szybki cud. Bo ten raczej nie nastąpi. Zmianę stylu życia, bycia i myślenia na antyzapalny należy przeprowadzić kompleksowo. Liczy się całkoształt. Raz, a dobrze lub metodą małych kroków jak kto woli. Główna zasada jednak brzmi (powtórzę, bo to ważne): im głębsze zmiany tym lepsze i bardziej zauważalne efekty.

Jeśli efekty są niesatysfakcjonujące, to należy pogłębić zmiany. I to nie tylko dietetyczne, bo nie samym chlebem przecież człowiek żyje. Nawet najlepsza dieta nie zastąpi ruchu (umiarkowanego, ponieważ zbyt intensywny działa z kolei prozapalnie), wypoczynku i dobrego snu, słońca, kontaktu z ziemią i w ogóle z naturą czy też pozytywnego podejścia do życia i do samego siebie (nawet wtedy, a w zasadzie szczególnie wtedy, gdy spotykają nas wyzwania). I o tym zawsze warto pamiętać – cokolwiek nam nie dolega: jakość naszego życia nie składa się jedynie z diety.

Zdrowie to pożądany wynik naszych wielu drobnych codziennych życiowych nawyków, składających się na jedną wielką całość i uskutecznianych w trybie ciągłym. Piszę o tym dlatego, że dostaję codziennie listy zaczynające się od treści „cierpię na X (tu wstaw nazwę dolegliwości), biorę już witaminę X, Y oraz Z jak również jem siemię, ostropest (lub cokolwiek innego) i nie widzę satysfakcjonującej poprawy, co mam jeszcze zrobić?”. Odpowiedź brzmi: spójrz na swój styl życia całościowo. Nie przez pryzmat jednej witaminy czy dwóch, nie przez pryzmat jednej czy dwóch dobroczynnych roślin dodanych do menu. Chcesz zobaczyć rewolucyjne zmiany zdrowotne, to musisz zrobić życiową rewolucję i to pod każdym względem.

Pierwszym pytaniem jakie powinno się sobie zadać jest takie: co jestem w stanie zrobić aby wyzdrowieć? Okazuje się, że większość ludzi bardzo owszem by chciała być zdrowymi ale… byle tylko nie zmieniając za wiele (najlepiej prawie nic) w swoim status quo i nie wychodząc broń Boże poza uświęconą strefę swojego komfortu, której będą bronić pazurami, na czym zresztą właśnie żeruje przemysł farmaceutyczny – nie tylko ludziom w potrzebie ale również leniwcom, głupcom i sybarytom podstawiając pod nos „pigułkę na wszystko” (i nie ma powodu by się za to na przemysł obruszać – ten towar jest produkowany w odpowiedzi na zapotrzebowanie konsumenta: szybko i łatwo pozbyć się symptomów, by dalej prowadzić dotychczasowy styl życia). Najcięższym zadaniem nie jest wcale zmiana diety czy stylu życia, tylko zmiana swoich PRZEKONAŃ dotyczących diety i stylu życia. Dopiero po zmianie przekonań można przejść do budowania nowych nawyków.

Otrzymuję mnóstwo takich listów: chcę być zdrowy/a ale… nie mam jak zmienić np. diety bo… to i tamto. Bo ja nie mam czasu, bo ja nie lubię, bo ja sobie nie wyobrażam, bo warzywa i owoce to przecież przystawki, a nie posiłek, bo mieszkam z kimś tam, bo ja tak lubię (tu nazwa czegoś co mi służy, no ale przecież ja tak ogromnie już od dzieciństwa to lubię!) i… dziesiątki jeszcze innych wymówek. Najlepiej by było zjeść ciastko i mieć ciastko. Tego chce każdy, dopóki nie uświadomi sobie, że ciastko to nie jest jedzenie bo nie rośnie na drzewie. To artefakt jedzenia, tak naprawdę, amerykanie mówią na to „fun food” albo „comfort food” – spożywamy dla frajdy i przyjemności albo gdy mamy zły humor. Większość ludzi nie potrafi wyczuć różnicy pomiędzy jedzeniem budującym zdrowie, a jedzeniem spożywanym dla frajdy lub poprawienia sobie humoru. Najlepszą rzeczą na poprawę humoru jest tym czasem ruch, a nie jedzenie ciastek.

leki-antydepresyjneGy się ruszamy pracują nasze mięśnie, a gdy pracują nasze mięśnie produkowane są pewne białka, miokiny, [6] które mają działanie antyzapalne i poprawiając odporność wpływają na zmniejszenie zapadalności na wiele chorób, w tym również nowotwory. Każdy z nas dostał więc już przy narodzeniu w prezencie od natury wbudowaną wewnętrzną cudowną fabryczkę antyzapalnych substancji, ale… powiedzmy sobie szczerze: jak często jesteśmy uprzejmi z niej korzystać? Tam gdzie to możliwe ułatwiamy sobie na każdym kroku życie aby się, jak to mówią, jak najmniej spocić, a kolejne elektroniczne i szalenie nowoczesne gadżety bardzo nam to nieruchawe życie niestety ułatwiają. Tłumaczymy sobie korzystanie z nich brakiem czasu, podczas gdy nie zdajemy sobie sprawy, że tak naprawdę przypominamy kucharkę pracującą tępym nożem: ma ona tyle pracy, że nie ma czasu by ten tępy nóż naostrzyć. Wbrew pozorom tępym nożem jest o wiele łatwiej się zaciąć przy krojeniu niż dobrze naostrzonym: nie tylko naostrzenie noża przyspieszyłoby więc kucharce wykonanie zadań (przez co miałaby więcej czasu, o którym tak marzy), ale i zminimalizowałoby ryzyko wypadku przy pracy i zrobienia sobie krzywdy. Ale po co o tym myśleć, skoro można zastąpić myślenie wygodną mantrą: nie ma czasu, na nic nie ma czasu…

Oczywiście fajnie by było jakby z nieba spłynął jakiś zbawca i za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawił, że przeistoczymy się w krynicę witalności i przewlekłego zdrowia. Ot, tak. Niestety zbawców nie ma. Ci w białych fartuchach dość często (chcący lub nie) oszukują. A ich magiczne pigułki z apteki często działają tylko na niby. Trzeba zakasać rękawy i samemu zabrać się do pracy nad sobą – nie ma innego wyjścia.  Bądź swoim własnym zbawcą! Rozwiązanie jest bowiem w Tobie, nie leży nigdzie na zewnątrz ani nie zjawi się na białym koniu. Nikt Ci go nie dostarczy na złotej tacy. Zdrowie jest jak pogoda – jest zawsze. Tylko, że o ile na pogodę wpływu za bardzo nie mamy, to zdrowie jest już wypadkową naszych działań i codziennych wyborów. A te zależą od przekonań i nawyków.

Albert Einstein powiedział: „Definicją szaleństwa jest robienie cały czas tego samego i oczekiwanie za każdym razem innych rezultatów”. Więc jeszcze raz powtórzę – pierwszym pytaniem jakie powinno się sobie zadać jest takie: co takiego jestem w stanie zrobić, zmienić aby wyzdrowieć? Jeśli tylko drobne kosmetyczne zmiany, to i efekty będą drobne i kosmetyczne. Prawda bowiem jest taka, że im dalej decydujemy się odchodzić od naszej strefy komfortu, tym lepsze osiągamy wyniki. Wiem, powtarzam się, ale chcę by to było jasne raz na zawsze. Niestety nie jestem już w stanie odpisywać na wszystkie listy i każdemu z osobna tłumaczyć na co powinien zwrócić uwagę.

Warto usiąść i wypisać sobie na przykład:

10 rzeczy, które przestanę sobie robić już dziś

10 rzeczy, które już dzisiaj wywalę z hukiem z domu

10 rzeczy, które staną się od teraz moim nowym zdrowym nawykiem

…i tak dalej. Za trudno 10 rzeczy? Wypisz trzy. Wypisz pięć albo siedem. Tyle wypisz, ile na pewno za jednym razem jesteś w stanie ogarnąć.

To jest teraz twój plan. A jak bardzo się tego planu będziesz trzymać to już zależy od Ciebie. Niektórzy kończą tylko na spisaniu planu, ale nie przechodzą do działania. A czas mija… Inni się załamują przy pierwszych oznakach kryzysu ozdrowieńczego. Inni jeszcze są tak uzależnieni od cukru, soli, tłuszczu, pszenicy, kawy, mięsa czy nabiału, że nie są w stanie pokonać swoich uzależnień i dlatego odkładają  trudniejsze kroki na później, czyli „na święty nigdy”. Jeszcze inni koncentrują się jedynie na diecie, ale nic nie zmieniają w pozostałych nawykach i  dziedzinach swojego życia, zupełnie tak jakby składali się jedynie z przewodu pokarmowego.

Polecam prowadzić dziennik zdrowia, gdzie zapisujemy nie tylko to co spożywamy (w jaki sposób zostało zrobione i z czego), ile wody pijemy, ale też ile i jak śpimy, jaki mamy nastrój, ile mieliśmy dzisiaj czynników stresotwórczych i jak bardzo udało nam się nad nimi zapanować, ile czasu poświęciliśmy na aktywność ruchową i jaką, jak ciało zareagowało na nią itd. Taki dziennik zdrowia uczy nas przede wszystkim świadomie obserwować nasze ciało pod każdym względem, zwracać uwagę na płynące z niego sygnały, bardzo też pomaga w kontrolowaniu wprowadzanych zmian, obserwowaniu efektów, cieszeniu się nimi i mobilizowaniu się do dalszej pracy nad swoimi nowymi nawykami. Pozwoli nam ponadto zapanować nad drobiazgami, które jakże często ulatują z pamięci, a sukces właśnie z rozmaitych drobiazgów się składa.

Czy trudno jest dokonać zmian? Poczucie dyskomfortu pojawi się na samym początku, ale warto nad nim zapanować, ponieważ na końcu tej drogi czeka nas cenna nagroda, którą jest powrót zdrowia i znakomitego samopoczucia. To, że lubimy jeść niezdrowe rzeczy nie oznacza przecież, że urodziliśmy się z takimi preferencjami. My po prostu nauczyliśmy się (lub przez rodziców i społeczeństwo zostaliśmy nauczeni) je lubić. I tak samo możemy nauczyć się lubić rzeczy zdrowe i naszemu zdrowiu służące (w tym względzie nie ma co oglądać się na społeczeństwo, a jeśli jesteśmy już dorośli to na rodziców też nie ma co liczyć).

Już po kilku, kilkunastu tygodniach konsekwentnego trzymania się planu zauważymy, że polubiliśmy nasz nowy styl życia i nasze nowe jedzenie i czujemy się z nim lepiej, a wtedy w żadnym wypadku nie będziemy chcieli wracać do poprzedniego, który nas przyprawił jedynie o niedomagania, cierpienie, ból i zgryzotę.

Każdy z nas ma wybór. Każdy z nas otrzymał na własność tylko jedno ciało, aczkolwiek nie dostał ani części zapasowych ani instrukcji obsługi. Każdy jednak może stać się swoim najlepszym przyjacielem i zadbać o własne życie – każdy dzień zaczyna się codziennie od nowa i jest nową i niepowtarzalną okazją do budowania nowego i zdrowego życia. Nie warto żadnej z tych okazji marnować!

 

 Pomocne linki:

1. Proantocyjanidyny (OPC) w pestkach winogron http://www.solgar.pl/wiedza/leksykon/pestki-winogron

2. Antyzapalne właściwości żywicy mirra: http://rozanski.li/447/mirra-olejek-mirrowy-myrrhae-oleum-myrrhae/

3. Antyzapalne właściwości żywicy olibanum: http://rozanski.li/1240/boswellia-i-olibanum-w-medycynie-ajurwedyjskiej-i-europejskiej-boswellia-w-medycynie-sportowej/

4. Własności zdrowotne grzybów shiitake: http://rozanski.li/2330/twardziak-japonski-lentinus-edodes-czyli-shiitake-shi-ta-ke/

5. Własności zdrowotne granatu: http://rozanski.li/4268/pelletieryna-w-granatowcu-wlasciwym-punica-granatum-l-jako-lek-przeciwpasozytniczy-proste-otrzymywanie-frakcji-alkaloidowej-z-granatowca-wlasciwego-wspomnienie-koniiny-z-conium-maculatum-l/

6. „Czy wiesz, że twój tłuszcz ma swój rozum?” http://bieganie.pl/?show=1&cat=24&id=3976