pioro

W zeszłym tygodniu dostałam maila od Haliny. Jej historia jest o tyle poruszająca, że Halina już raz parę lat temu odzyskała pełnię witalności i przekonała się o zbawiennym wpływie życia w zgodzie z Matką Naturą. Potem jednak Jej Niezmienne Prawa popadły w zapomnienie, a powróciły stare zgubne nawyki.

Czy trzeba wiele aby przypomnieć sobie gdzie leży źródło zdrowia? Z reguły samo życie wymusza na nas chwilę refleksji i zastanowienia: jakieś gwałtowne wydarzenia w naszym życiu to opcja najgorsza bo też i najbardziej bolesna. Zdecydowanie warto jednak zamiast biernie czekać na nie – zawczasu zaprosić do naszego życia wszystko co najpiękniejsze: zdrowie, odmłodzenie ciała i ducha, fantastyczną witalność. Jak się rodzą takie decyzje? Oddaję głos Halinie.

Pani Marleno!
Z całego serca dziękuję Pani za to, co Pani stworzyła! 🙂
 
A teraz już w sposób mniej uczuciowy – bardzo, bardzo dziękuję Pani za wszystkie artykuły, które umieściła Pani na swojej stronie.
 
Jestem młodą, trzydziestoletnią osobą, która od pewnego czasu zaczęła interesować się swoim zdrowiem i tym, czym „karmi” swoje ciało. Niewiele moja historia różni się od tej, którą Pani przedstawiła. Jest kilka istotnych różnic, jednak w wielu momentach odnoszę wrażenie, że mówi Pani o mnie. Ta „pełnia życia”, „drogie kosmetyki”, „uzależnienia od słodyczy, chipsów”, o, i te napoje gazowane!
Problem w tym, że zmiany dotyczące odżywania idą mi bardzo powoli. Właściwie wcale nie idą. Co trochę pójdę naprzód, znów ląduję w znanym „przecież wszędzie jest chemia, nie stać mnie na drogą, zdrową żywność”.


A człowiek jest zaskakujący w swoim zadufaniu. Od jakiegoś czasu zauważam objawy, które są naprawdę niepokojące, czuję się jakbym była strasznie stara. I Pani strona o czymś mi przypomniała – kiedyś, parę lat temu byłam u irydologa. Nie wiem, na ile jest prawdziwa teoria odczytywania chorób na podstawie tęczówki oka, ale ten człowiek kazał mi radykalnie zmienić dietę (co wszystkich dziwiło, bo jestem osobą szczupłą) na choćby jeden miesiąc. Wiele z tych informacji, które przekazał, jest zbliżonych do tego, co znajduję na Pani stronie – łącznie z informacjami o poście. Powiem szczerze – dietę zmieniłam na dwa miesiące i to były najwspanialsze dwa miesiące życia jeśli chodzi o samopoczucie, zdrowie, sen, samodyscyplinę, a także – określę to ogólnie – żywotność, aktywność. Żadnej senności, ospałości, bierności – chciało się żyć! Przez drugi miesiąc nie miałam problemów z cerą (wszystkie wypryski goiły się, nowe się nie pojawiały), skórą, bolącym kręgosłupem, bólami żołądka, zasypianiem…
 
I za to właśnie Pani dziękuję – za przypomnienie o tym, gdzie jest „pies pogrzebany”. Dieta, ale nie ta, o której się mówi „zbilansowana” – ona mnie męczyła. Dieta, post, ruch. I pogoda ducha 🙂
 
Od dziś jestem stałą czytelniczką i obiecuję, że nie ruszę się stąd, dopóki nie przeczytam wszystkiego 🙂 – podobnie stało się w moim przypadku z blogiem Michała Szafrańskiego – nagłe olśnienie i przeanalizowanie każdego wpisu, który zamieścił 🙂
Co do praktyki – powoli, ale  zaczynam od dziś.
 
Serdecznie Panią pozdrawiam i mam nadzieję, że będzie Pani ciągle dzieliła się z nami, czytelnikami, swoją wiedzą i doświadczeniem!
Halina