pioro

Emilia napisała do mnie na początku sierpnia. Wymieniałyśmy się mailami przez kilka tygodni. Przez ten czas Emilia wykonała solidny kawał dobrej roboty: przestawiła na zdrowe tory dietę swoim dotychczas nieznoszącym warzyw dwóm szkrabom, a sama pozbyła się nawracającego zapalenia aftowego jamy ustnej dręczącego ją od kilku lat. Wzmocniła odporność i odzyskała tony energii! 🙂

Jak dokonała tych cudów w tak krótkim czasie siłami natury, bez pomocy leków czy suplementów? Poczytajcie.

Końcowy rezultat kilku tygodni jej pracy nad zmianą przyzwyczajeń żywieniowych (szczególnie u dzieci) jest po prostu świetny – gdyby istniał medal dla Najodważniejszej Mamy Na Świecie, to Emilia z pewnością by go dostała. 🙂

 Sytuacja wyjściowa? Nie była za wesoła: dzieci jadły dużo gotowizny, nie lubiły warzyw ani owoców. Oto pierwszy list Emilii z 4 sierpnia:

Trafiłam na Pani blog przypadkiem… i dosłownie się popłakałam czytając to wszystko, nie z powodu, że sama źle się odżywiam, ale z powodu jak odżywiam swoje dzieci. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że robię im taką krzywdę. Owszem słodycze były od czasu do czasu, ale bardziej chodzi mi o inne rzeczy: mięso, parówki, płatki śniadaniowe, danonki itd.

Przyznam szczerze, że jak wczoraj przeczytałam Pani posty, tak dziś nie wiedziałam co dać dzieciom do jedzenia, wyrzuciłam wszelkiego rodzaju słodkości. Mam dwóch synków (wiek: 4 i 2,5 ). Chciałabym aby mi Pani poradziła co mogę podawać im do jedzenia tak aby byli zdrowi. Starszy syn uwielbia mleko z płatkami, je codziennie. Kupuję mu mleko sojowe, bo wiem, że krowie jest bardzo niezdrowe. Płatki je kukurydziane. Nienawidzi warzyw i owoców, od zawsze mam z nim ogromny problem, bo  np. zjedzenie jabłka trwa kilka godzin. Na obiad zje zupę warzywną, ale i tak najbardziej czeka na jakieś mięsko. Wieczorem gotuję mu jajko lub parówki (zawsze starałam się żeby były dobrej jakości),  kanapeczki z pasztecikiem, kakao lub tuńczyk z puszki. Młodszy synek zaś rano i wieczorem zjada kaszkę bobovity smakową lub manną. Tu jest troszkę lepiej z warzywami i owocami, bo zjada jabłka, banany, żurawinę suszoną (jak dobrze pamiętam pisała gdzieś Pani że jest niezdrowa), pestki słonecznika, pestki dyni, rodzynki, maliny, jagody, marchew, winogron.

Chciałabym BARDZO odżywiać ich zdrowo, ale moja wiedza nie była wystarczająca w tym zakresie. Proszę Panią o pomoc, co zrobić by nauczyć starszego synka jeść owoce i warzywa ? Czy kaszki bobovity są zdrowe? do tej pory byłam przekonana, że tak, ale w tym momencie już „zgłupiałam”. Czy mleko sojowe, które podaje starszemu synkowi jest dla niego odpowiednie? Czy lepiej je zastąpić czymś innym?
Błagam Panią o pomoc, jakieś porady, produkty jakie mogę im podawać… co mają pić? Podaję im często wodę z wyciśniętą cytryną, lub po prostu wodę „żywiec zdrój”. Nie jedzą chipsów, słodyczy kilogramami, nie piją gazowanych napoi i innych „sztucznych”, ale mimo to po przeczytaniu Pani wpisów poczułam się tak strasznie źle, że robię im krzywdę. Czy jest jeszcze szansa na zmianę nawyków żywieniowych? będę ogromnie wdzięczna jeśli mi Pani odpisze.

I jeszcze kwestia pasty do zębów, tu zostałam tak zszokowana, że nawet sobie nie zdaję Pani sprawy. Dzieci myją ząbki pastą Elmex od 0 do 6 lat. Starszy syn ładnie myję, wypluwa pastę i płuczę buzię. Natomiast młodszy połyka pastę, choć nakładam jej dosłownie okruszek, nie potrafi wypluć. czy to może mu zaszkodzić?
przepraszam, że aż o tyle pytam, ale zostałam sama z tym „problemem” 🙁
Pozdrawiam serdecznie i czekam na odpowiedź.

Oto co zasugerowałam Emilii:

Witaj, Emilio!

Jeśli chcesz mieć silne, zdrowe i nigdy nie chorujące dzieciaczki to niestety przetworzone pokarmy nie są dobrym wyborem. Kubki smakowe przyzwyczajone do nienaturalnych smaków (jedzenie zbyt słodkie lub zbyt słone jak również zawierające monoglutaminian sodu) powodują, że prawdziwe jedzenie (czyli stworzone przez naturę) nie smakuje. Organizm od małego zakwasza się, brakuje mu też witamin i minerałów z naturalnych źródeł. Zakwaszony organizm instynktownie szuka pokarmów zakwaszających (mięso, nabiał, pieczywo), a stroni od alkalizujących. Wystarczy jednak zalkalizować ustrój aby działa się rzecz odwrotna: pokarmy zakwaszające stają się mało atrakcyjne, a ciągnie do kolorowych owoców i warzyw.

Kaszki sklepowe są produktem przetworzonym, zawierają cukier, maltodekstrynę, aromaty i sztuczne witaminy dodane aby podreperować całość a także przekonać mamusie do zakupu „zdrowej, pełnej witamin kaszki” 🙂 Nie daj się na to nabrać. To nie jest prawdziwe jedzenie, choć znakomicie je udaje. Dobre awaryjnie na jakiś wyjazd pod namiot czy coś w tym rodzaju, ale nie na co dzień.  Spróbuj gotować dzieciom zdrową i alkalizującą organizm kaszę jaglaną, to 15 minut roboty, jest znakomita z dodatkiem świeżych malin czy jagód (a zimą np. musu jabłkowego swojej roboty, bez cukru), posypana cynamonem i osłodzona polanym po wierzchu miodem lub syropem karobowym (kupisz w sklepie ze zdrową żywnością). Przepis jest na mojej stronie.

Jeśli dziecko nie lubi warzyw i owoców musisz uciec się do podstępu: np. wyciśnij sok z jabłek czy pomarańczy lub zblenduj owoce (kiwi, pomarańcze, jagody, jabłka czy truskawki – jeden rodzaj lub zmieszane) w mikserze a następnie wlej do foremek na sorbety (takie z patyczkiem wkładanym) i zamroź. Nie znam dziecka, które odmówiłoby zjedzenia lodów. Ale tu nie ma śmieci w tych lodach, to jedynie 100% owoców. Nie wymagają nawet dodania cukru (chyba że robisz cytrynowe, wtedy zalecam słodzić miodem). Jeśli masz w domu kwas L-askorbinowy czyli witaminę C możesz lody witaminizować (1 łyżeczka witaminy na litr pulpy/soku). (…)

Zamroź pokrojone na plasterki dojrzałe banany obrane ze skórki (takie co mają już brązowe plameczki na skórce). Kiedy na drugi dzień już będą twarde jak kość – wrzuć je do miksera, cierpliwie miksuj aż zacznie się tworzyć masa, którą są po prostu… lody! Kremowe, puszyste, całkiem jak te ze sklepu 🙂 Możesz zmieniać smaki dodając np. nieco karobu w proszku lub kakao aby otrzymać lody czekoladowe albo zamroź np. truskawki czy jagody i zmiksuj razem aby mieć lody truskawkowe czy jagodowe, nie dosładzaj, bo są już naturalnie mocno słodkie. Możliwości ograniczone są tylko naszą fantazją. Nie znam dzieciaka, który nie lubi lodów, serio! Takie lody można udekorować dodatkowo zdrowymi orzechami, rodzynkami, kawałeczkami owoców, polać syropem karobowym (dużo wapnia i magnezu) itd.

Spróbuj robić smaczne kolorowe szejki owocowe: podstawą musi być banan lub mango, z uwagi na błonnik rozpuszczalny dający kremową strukturę i zapobiegający rozwarstwianiu się koktajlu. Do tego możesz dorzucić dowolne miękkie owoce, garść szpinaku świeżego (nie bój się, nic nie będzie czuć!), odrobinę wody lub mleka sojowego a jeszcze lepiej migdałowego, nie dodawaj cukru. Również szejki możesz witaminizować. Można dodać lodu w kostkach lub pokruszonego blenderem.

Zamiast cukru doradzam używać w domu ksylitol czyli cukier brzozowy (w sensie chemicznym nie jest to cukier, należy do grupy polioli). Służy on także do mycia ząbków u małych dzieci zamiast chemicznej pasty z ogłupiającym fluorem. Ew. możesz zakupić pastę dla dzieci bez fluoru (w sklepie z kosmetykami naturalnymi). Jeśli dzieci nie spożywają sacharozy i mają zdrową dietę, to próchnica im nie grozi w takim stopniu jak dzieci ją spożywające.

Mleko sojowe uważam za średnio zdrowe, szczególnie te z napisem „napój sojowy” dosładzane cukrem. Doradzałabym bardziej wartościowe biologicznie mleko migdałowe, przepis znajdziesz na mojej witrynie.

Jeśli idzie o żurawinę to najczęściej jest ona z dodatkiem cukru, takiej nie polecam, co najwyżej jako dodatek smakowy tu i tam kilka sztuk. Jeśli bez cukru nasza krajowa, suszona naturalnie bez dodatków to taką można jeść bez obaw.

Namawiam Cię też do zakupu wyciskarki i wyciskania świeżych i kolorowych soków warzywno-owocowych. To  bomby witaminowe, dzięki którym przemycisz olbrzymią ilość cennych substancji odżywczych. Wszystko o wyciskaniu znajdziesz na mojej witrynie. Wyciskane soki np. z ananasa czy winogron też można zamrozić na sorbety. U mnie w domu 12 sorbetów (mam 2 foremki po 6 sztuk każda) potrafi zejść w jeden upalny dzień 😉

Woda z wyciśniętą cytryną jest bardzo skutecznym odkwaszaczem i źródłem witaminy C. Zamiast butelkowanej wody namawiam do zakupu dzbanka filtrującego (np. Dafi lub Brita), w końcowym rozrachunku wychodzi sporo taniej niż dźwigane ze sklepu butle, a świeża woda jest na zawołanie  – pod ręką w każdej chwili. Zamiast przetworzonych płatków kukurydzianych spróbuj zrobić własne musli z mnóstwem dodatków i chrupiącą granolą, przepis jest na mojej stronie. Mój synek je uwielbia, często asystuje przy „produkcji” decydując jakie dodatki dodać do mieszanki.

Pierwsze trudności jedno z dzieci przełamało już po około tygodniu od zmiany diety, choć nie do końca wszystko poszło po myśli Emilii.   12 sierpnia napisała tak:

Dziś starszy syn zjadł trzy liście sałaty (mąż mi nie wierzył jak wrócił z pracy, więc synek musiał zjeść jeszcze jeden, żeby tata uwierzył) 😉 może to niewiele, ale tak mnie to cieszy, bo on strasznie była anty nastawiony na warzywa i owoce. Ponadto zjadł dziś mus z kiwi i banana, kasze jaglaną z miodem i cynamonem, jabłka i pije mleko migdałowe.

Z młodszym synkiem, gdzie wydawało mi się, że będzie lepiej – jest gorzej 🙁 zauważyłam jak bardzo jest uzależniony od kaszek bobovity. Zostały mi już tylko 3 sztuki i postanowiłam nie kupować więcej, ale widzę, że będzie problem, ponieważ on usilnie się ich domaga. Na kolację dziś przygotowałam mu kaszę jaglaną z borówkami i miodem, owszem „kulki” pozjadał, kaszę skubnął i w płacz, że chce inną „kaszkę” (wiadomo jaką).

W ciągu dnia piją wodę z cytryną z niewielką ilością cukru brzozowego, tak żeby nie osłodzić, ale nieco ten kwas załagodzić. Robimy też soki, z tymże na razie w sokowirówce, bo tylko to mam obecnie w domu, a nie chcę kupować byle jakiej wyciskarki, więc postanowiłam na nią odłożyć. (…) Starszy synek robi je ze mną i bardzo chętnie wypija, natomiast młodszy nie chce wcale 🙁

Na spacerki zabieramy w pudełku pokrojone jabłka, winogron zielony, pestki słonecznika i dyni, oraz różne orzeszki. Dziś na spacerze, mijając mnóstwo ludzi z lodami w ręku starszy synek powiedział „ciekawe skąd oni je mają … hmm… a już wiem, z tego sklepu… ale my już nie jemy słodyczy, prawda mama ?” rozbawił mnie do łez 🙂  (…)

Robiłam już kilka Pani przepisów, krem z awokado, lody z mrożonych bananów i muszę przyznać, że są pysze i dzieciom bardzo smakowało. (…) Zupy gotuję im codziennie, bo bez nich jest ciężko, zawsze zjedzą jakieś warzywa przy okazji. Gotuję bez mięsa, z solą himalajską, staram się tylko do miękkości, żeby zbyt długo nie gotować, do zagęszczenia dodaję kaszę jaglaną. (…)

Jeszcze raz przepraszam, że ja tak ciągle do Pani piszę, ale tak mi Pani pomogła, że w końcu czuje się dobrą mamą i chcę aby tak już zostało 🙂

Pozdrawiam serdecznie i gratuluję pomysłu strony i tego co Pani w swoim życiu dokonała.

Emilka

Jak widać ciężko jest odzwyczaić kubki smakowe dziecka od przesłodzonych gotowych kaszek podprawionych aromatami powodującymi, że są postrzegane jako  „smaczne”. O to właśnie chodzi producentom: ma być tak nieprawdopodobnie smaczne, że pójdziesz i kupisz następne opakowanie, może jakiś inny smak, ale na pewno z dużą ilością cukru w środku. Bo od cukrowego narkotyku nie tak łatwo się wyzwolić, czy to dorosłym czy to dzieciom. Oto co zasugerowałam Emilii:

Płacz czy awantura jest jedyną metodą poprzez którą każde dziecko chce uzyskać to, na czym mu zależy. Jeśli kaszki bobovity się skończą, to pokaż mu puste opakowanie po ostatniej kaszce (o, nie ma kaszki), zapytaj co innego chciałby zjeść, pokaż mu lodówkę, popytaj, jak będzie głodny to ci powie i wskaże paluszkiem co by zjadł. Jak nie będzie głodny to będzie grymasił i marudził. Na siłę nie karm.

Potem Emilia napisała do mnie o swoich uporczywych nawracających aftach, były zaawansowane (ok. 30 aft w znacznym stopniu utrudniających mówienie, jedzenie czy mycie zębów). Przez ostatnie 3 lata stosowała wszelkie dostępne preparaty apteczne jak i kit pszczeli, ale zapalenie nadal powracało. Emilia chciała wyeliminować przyczynę zamiast bezustannie zaleczać skutki. Zasugerowałam jej, że aby wyeliminować przyczynę należy popracować nad systemem odpornościowym, który sam rozprawi się z „obcymi” atakującymi organizm Emilii, zaś na wzmocnienie systemu immunologicznego warto spróbować niezwykle skuteczną metodę postu Daniela według dr Ewy Dąbrowskiej. Podnosi odporność, oczyszcza ze złogów trucizn, jest przy tym bezglutenowa i przywraca florę jelit. Jak wiadomo od warzyw jeszcze nikomu żadna krzywda się nie stała, więc czemu nie spróbować 😉

Do Postu Daniela Emilia przystąpiła z właściwym nastawieniem czyli po prostu… z radością! 🙂 24 sierpnia w swojej skrzynce mailowej znalazłam dobre wieści od Emilki:

Jestem już w trakcie 5 dnia Postu Daniela i powiem szczerze, że czuję się rewelacyjnie. W ogóle nie czuję głodu, ale jem bo wiadomo, że trzeba 🙂 Chciałabym zapytać odnośnie tego kryzysu ozdrowieńczego. W trakcie Postu jeszcze go nie miałam, ale dopadło mnie coś takiego w trakcie przygotowań do Postu, stopniowo odstawiałam zakazane pokarmy od początku sierpnia i właśnie w poprzednim mailu jak pisałam do Pani, że mam tych aft straszny wysyp, dolegał mi jeszcze potworny ból głowy, dreszcze, uczucie zimna, powiększone węzły chłonne… zastanawiam się czy to mógł być ten kryzys ? Teraz czuje się naprawdę świetnie, afty się zagoiły, a samopoczucie mam jak nigdy dotąd 🙂

I jeszcze jedna kwestia o którą chciałam zapytać. Otóż nigdy nie miałam problemów z wypróżnianiem, a w tracie tego postu zdarzyło mi się dopiero raz. Nie wiem czy to normalne, ale trochę źle mi z tym tak psychicznie.. jem dość sporo i bardzo urozmaicono, dużo też piję (…)

Odpisałam:

Emilko tak, to mógł być kryzys. Może się to jeszcze powtórzyć (choć niekoniecznie w identycznej formie) w dalszych dniach. Jeśli chodzi o częstotliwość i objętość posiłków to należy jeść gdy się jest głodnym i tyle ile masz ochotę. Odnośnie wypróżnień: ten zjedzony błonnik nie wyparuje magicznie, więc spokojnie 😉 do czegoś organizm go na razie potrzebuje, ponadto staraj się też dbać o ruch – spacery, marsze, trampolina, rower, co tam masz pod ręką.

Na kilka kolejnych tygodni zaległa cisza, Emilia spokojnie sobie pościła, a ja czekałam na kolejnego maila, pękając z ciekawości jak się ta niezwykle inspirująca historia zakończy. I doczekałam się! Oto co napisała do mnie Emilka 28 września 2013r.:

Już od kilku dni zbierałam się, żeby do Pani napisać…
Ukończyłam 40 dniowy Post Daniela i czuję się rewelacyjnie 🙂  wysyp aft miałam 3 razy,  za każdym razem coraz mniejszy. Było okropnie ciężko, ale myślę, że na pewno warto. Od 3 tygodni nie mam już aft i teraz aż boje się cokolwiek zjeść, żeby znów nie zaczęły się pojawiać. 😉

Trafiłam na Pani stronę zupełnie przez przypadek, to było prawie 2 miesiące temu… szukałam jakiegoś sposobu na mycie owoców, bo w ten sam dzień nie mogłam umyć „lepiącego” jabłka i znalazłam sposób, który oczywiście cały czas praktykuję  🙂

Pytałam Panią często o dzieci i radziłam się co zrobić, żeby np. odzwyczaić synka od kaszek.

Aktualnie nie mam w domu nic co jest niezdrowe, moje szafki kuchenne zostały wypełnione kaszami, płatkami owsianymi, suszonymi owocami, orzechami itd, itd.

Dzieci codziennie zjadają ciepłą jaglankę z mleczkiem migdałowym, jakimś owocem, sezamem, cynamonem, karobem… codziennie im coś wymyślam, a to placuszki z kaszy jaglanej, naleśniki, zupkę warzywną z kaszą… przemycam ją dosłownie wszędzie  🙂

Jestem Pani bardzo mocno wdzięczna, bo gdyby nie ta strona, dalej żyłabym w przekonaniu, że nie robię nic złego.

Danonki, płatki śniadaniowe nestle, nutella, parówki, kaszki bobovity i wiele wiele innych rzeczy już zostały na stałe wyeliminowane… zrobiłam dużo przetworów warzywno-owocowych  na zimę np. śliwkę  karobem – pyszota 🙂 a musli domowej roboty z Pani strony jest po prostu mega ! dziś dopiero spróbowałam, bo w trakcie diety nie mogłam, a synek już od dawna wcina  🙂
 
Jedyny minus jest taki, że rodzina patrzy na mnie jak na „wariata”  🙁 moja mama wręcz jest obrażona,  że podziękowałam za jej przetwory dla dzieci, soki i dżemy z malin i truskawek, oczywiście z białym cukrem. Chyba nie ma szans, żeby je jakoś uratować? po prostu do niczego się nie nadają.

Niedawno miałam urodziny, zrobiłam małe przyjęcie i powiem Pani szczerze, że poza moimi dziećmi nikt prawie nie jadł moich „słodkości”, inne dzieci się tylko krzywiły na widok batoników musli itd. Niestety taki jest urok dzieci, które jedzą sklepowe słodycze.

Ciesze się niezmiernie, że udało mi się to zmienić 🙂
Pozdrawiam Panią bardzo serdecznie i życzę moc zdrowia !

Czy było łatwo zmienić dzieciom nawyki żywieniowe? Nie, kosztowało to Emilię sporo stresu, szczególnie na początku. Czy łatwo było odstawić przetworzone pokarmy i oczyścić organizm postem? Nie, to nie jest droga usłana różami, trzeba mieć odwagę choć przecież z drugiej strony… do odważnych świat należy 🙂

Zdaniem Emilii i moim (a zapewne też i Waszym) –  było bardzo warto! Emilia ma w tej chwili to o czym od tak dawna marzyła: zdrowie i witalność dla siebie i dla dzieciaczków, a także wspaniałe uczucie bycia Najlepszą Mamą!

Dziękuję, Emilio, że zgodziłaś się podzielić z nami Twoją inspirującą historią. 🙂