czekomigdałowiec

Jeśli robicie mleko migdałowe to nie warto wyrzucać odsączonej migdałowej pulpy. Tam jest mnóstwo drogocennych skarbów: minerałów, witamin i dobrych tłuszczy. Można ją jadać z dodatkiem owoców, owsianki czy jogurtu, ale to w końcu się znudzi, a gdy nie ma dalszych pomysłów to niewykorzystana pulpa migdałowa po odstaniu swojego czasu w lodówce i tak czasem wędruje do kosza. Cóż za marnotrawstwo!

 Tymczasem można w zaledwie kilkanaście minut, bez pieczenia i stania przy garach wyczarować z pulpy pozostałej po produkcji mleka migdałowego bardzo smaczny i bardzo zdrowy witariański deser, na który każdy członek rodziny z pewnością się skusi. Deser można wyłożyć na blaszkę i potem pokroić na kawałki jak ciasto, a można też porobić kulki jak trufle – przyjemniejsze do jedzenia „z ręki” albo do zapakowania dzieciom do szkoły.

Co nam będzie potrzebne:

– około szklanki dobrze wyciśniętej pulpy migdałowej

– 2-3 garście orzechów (najlepiej nerkowce, ale mogą być też włoskie)

– 8-10 suszonych daktyli

– garść lub dwie wiórków kokosowych

– łyżka oleju kokosowego

– 2 łyżki słodzidła (miodu i/lub syropu klonowego czy melasy np. karobowej, można też pomieszać z erytrytolem, który jest niemal bezkaloryczny)

– opcjonalnie 2 łyżki domowej esencji waniliowej

– 4 łyżki karobu lub ciemnego kakao lub pół na pół

– szczypta soli morskiej lub himalajskiej

Do blendera wrzucamy orzechy, mielimy chwilę na niezbyt drobne kawałki. Dorzucamy daktyle i ekstrakt waniliowy i blendujemy razem jeszcze chwilę. Potem dorzucamy wszystkie pozostałe składniki i znowu miksujemy aż się składniki połączą. Należy jednak uniknąć zblendowania do postaci całkowicie jednolitej masy. Muszą być widoczne kawałki orzechów.

Gotowe!

Co teraz możemy zrobić:

1. Wyłożyć całość na blaszkę do ciasta i dobrze przycisnąć dłońmi – stworzymy ciasto, czekomigdałowiec. Gdy już będzie całkiem gotowe będziemy je kroić w kwadraty czy prostokąty i podawać na stół.

czekomigdałowiec

albo

2. Ulepić zwilżonymi wodą dłońmi kuleczki jak trufle i pojedynczo kłaść je na blaszkę lub jakiś talerz. Potem gdy już będą całkiem gotowe można je podać na stół układając np. w piramidkę.

trufle

Wszystko jedno w jakiej formie będziemy nasz deser zajadać – najpierw musimy go włożyć do zamrażalnika. Nie do lodówki, a właśnie obowiązkowo do zamrażalnika. Na minimum godzinkę, a najlepiej dłużej. Nie ma obaw – deserek zawsze pozostanie „zjadliwy” i nigdy nie zamarznie na kość 😉

Po wyjęciu z zamrażalnika jest w każdym momencie gotowy do spożycia czy to w formie ciasta czy też trufelków. Nie kruszy się. Rozpływa się w buzi i… znika błyskawicznie! 😉

Można nasz specjał przechowywać w zamrażalniku nawet parę tygodni (w pojemniku aby nie nabrał zapachów) i jeść kiedy tylko przyjdzie nam ochota, zabierać do pracy czy do szkoły jako pożywny deser, a także częstować tym przysmakiem naszych gości. Kiedy zabieramy go w celu zjedzenia poza domem to zawińmy każdy kawałek w papier śniadaniowy a następnie owińmy w folię aluminiową, co pozwoli dłużej utrzymać odpowiednią temperaturę, a co za tym idzie również i konsystencję.

Oczywiście na bazie tego przepisu można robić różne wersje według upodobań, np. dodać do gotowej masy namoczonych rodzynek, jagody goji lub jagody inkaskie, żurawinę, morwę, posiekane suszone śliwki, ziarenka sezamu itd. – jednym słowem co kto lubi.

Smacznego! 🙂