Antoni Huczyński lat 91: sposób na witalność made in Poland

W naszej Galerii Witalnych jak do tej pory gościły sylwetki zagranicznych herosów zdrowia. Tymczasem tuż pod nosem mamy swoich krajowych długowiecznych, którzy pomimo osiągnięcia „odpowiedniego” wieku cieszą się pełnią władz fizycznych i umysłowych, jakich czasem niejeden „małolat” mógłby pozazdrościć.

Pan Antoni Huczyński urodził się w listopadzie 1922 roku i mieszka w Polsce. W wieku 91 lat jest perfekcyjnie zdrowy, nie przyjmuje żadnych lekarstw (nie wie nawet co to katar!) i nadal sprawnie czyta gazetę bez okularów. Jak on to robi?

Nie trzeba być koniecznie zapalonym witarianinem aby dożyć długich lat w znakomitej kondycji fizycznej i jasności umysłu. Nawet ścisłym weganinem nie trzeba być koniecznie. W ogóle żadnym tam -inem, tylko sobą trzeba być, wybrać to co nam akurat najlepiej służy i po prostu CHCIEĆ być zdrowym, zamiast wyszukiwać kolejne usprawiedliwienia. Pan Antoni wyjaśnia, że dopiero w wieku ok. 80 lat zaczął regularnie dbać o swoją kondycję fizyczną codziennie ćwicząc minimum godzinę dziennie.

Jeśli więc do grona Twoich noworocznych postanowień nie dołączyło jeszcze „w tym roku zacznę w końcu regularnie ćwiczyć” bo myślisz, że w Twoim wieku już nie wypada albo jest już na to za późno, to pamiętaj, że za późno nigdy nie jest. Zawsze powtarzam, że rzeczy niemożliwe dzieją się tylko w naszej głowie, w rzeczywistości nie istnieją. ;) Niedawno karierę maratończyka zakończył Fauja Singh, w wieku 102 lat (a zaczął biegać w wieku lat 89!). Nie istnieje coś takiego jak „właściwy moment”. Po prostu uchwyć ten moment co masz teraz i UCZYŃ GO właściwym – oto recepta na sukces, czy to jeśli chodzi o zdrowie czy o cokolwiek innego na czym Ci w życiu zależy.

Podczas gdy jego rówieśnicy odrabiają zaległe zadania z pobożności i grzecznie kilka razy na dobę łykają przepisane przez lekarza drogie leki na rozmaite dolegliwości które „muszą” towarzyszyć każdemu szanującemu się seniorowi – pan Antoni opracował sobie tymczasem plan diety i plan aktywności fizycznej. Matka Natura wyposażyła nas wszystkich w cudowną maszynerię zwaną ciałem, jednak nie dołączyła instrukcji obsługi, toteż każdy musi stworzyć sobie swoją własną. :)

Należy przyznać, że wersja instrukcji obsługi pana Antoniego sprawdza się znakomicie. Regularny tryb życia to podstawa: pobudka o 8.30, toaleta, gimnastyka, śniadanie. Pan Antoni zawdzięcza swoją doskonałą formę dzięki temu, że zna (podobnie jak reszta witalnych z naszej Galerii) podstawową zasadę zdrowia, a mianowicie, że trzeba jeść żeby żyć, a nie żyć, żeby jeść. Pan Antoni hołduje też innej cennej zasadzie: aby śniadanie zjeść samemu, obiadem podzielić się z przyjacielem, a kolację oddać wrogowi, dlatego jada obfite śniadania i umiarkowane obiady, zaś wieczorem pija pełne antyoksydantów ziółka: miętę, rumianek i szałwię.

antoni huczyński

Wzorcowe śniadanie pana Antoniego zawiera same zdrowe rzeczy:

- rybę (śledzia)

- małą główkę cebuli i ząbek czosnku

- kolorowe świeże warzywa pełne witamin (papryka, pomidory, świeże ogórki)

- rośliny zielonolistne (np. cykoria)

- kiszonki (ogórki, kapusta) niezbędne do utrzymania dobrej flory jelit

- razowy chleb maczany w oliwie z oliwek

- do picia herbata z łyżeczką dobrego miodu (prebiotyk!)

Pan Antoni nie kupuje soków pakowanych, sam wyciska w domu soki, jak również pamięta o zasadzie „jedno jabłko dziennie trzyma lekarza z dala ode mnie”. Aby łatwiej zjeść całe jabłuszko ze skórką p. Antoni ma swój osób: nożem robi na powierzchni jabłka delikatne nacięcia „w kratkę” – takie wstępnie ponacinane jabłko zjada się szybko i przyjemnie. Wiadomo, że pod skórką jest najwięcej witamin, a po drugie skórka to błonnik – potrzebny do dobrego trawienia. Bez błonnika nie ma zdrowia!

Pan Antoni ma 3 złote zasady w jedzeniu:

1. Nie objadaj się – to skraca życie i powoduje choroby (otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, zawał serca, udar) – łyżką i widelcem możesz sam sobie wykopać grób.

2. Codziennie jedz świeże owoce i warzywa oraz wszelkie dostępne orzechy (także migdały) i pestki

3. Codziennie jedz ryby – mają one dużo jodu zapobiegającego chorobom nie tylko tarczycy

Obiad p. Antoniego ma kilka wariantów. Jednym z nic są np. ugotowane na mleku sojowym różne rodzaje ziaren: po łyżce brązowego ryżu, gryczanej kaszy, kaszy jęczmiennej i kaszy jaglanej. Pan Antoni mleka krowiego nie używa i nie poleca, szczególnie starszym ludziom z uwagi na niestrawną kazeinę oraz tłuszcze zwierzęce, których nie zaleca jadać zbyt wiele.

Te trzy zalecenia pana Antoniego odnośnie zdrowia są bardzo zbieżne z zaleceniami nie tylko dr Ewy Dąbrowskiej ale też i Bernardo LaPallo rocznik 1901 (niedługo napiszę o nim obszerniejszy artykuł), który niedawno otworzył stronę na Facebooku, jeździ po kraju z odczytami na temat zdrowego stylu życia i długowieczności i generalnie ma w nosie choroby i niedołężność. Tak to się właśnie robi! :)

 Ruch jest w stanie zastąpić prawie każdy lek, ale wszystkie leki razem wzięte nie zastąpią ruchu!

Pan Antoni ma też zbieżne z Bernardo LaPallo poglądy w kwestii sprawności fizycznej. Bernardo zaleca jako niezbędne minimum 30 minut spaceru przed śniadaniem, żwawym krokiem.  Pan Antoni idzie dalej: na codzienne ćwiczenia poświęca około godziny, aby jak sam stwierdza – dotlenić 750 miliardów swoich komórek. Opracował on swój własny skuteczny plan aktywności fizycznej. Oczywiście każdy może go sobie zmodyfikować względem swoich aktualnych możliwości:

- wymachy głową 40 x (prawo, lewo, krążenia, skłony)

- ruchy gałek ocznych 40x tak samo (przypominam: pan Antoni nie używa okularów!)

- pompki 10x

- przysiady 50x

- wymachy z drągiem pod pachami 30x (ćwiczenie giętkości kręgosłupa)

- skłony tułowia 10x

- krążenie ramion 20x (po 10 na każdą kończynę)

- wymachy ramion 10x

Wszystkie te ćwiczenia wykonane zostają w 4 seriach. Pan Antoni ma na stoliku 4 patyczki i kończąc każdą serię odkłada na bok jeden patyczek. Potem wsiada na rower i robi jeszcze kilkukilometrowe kółko wokół pobliskiego lasu. Warto brać przykład z p. Antoniego, do czego sam zachęca. Nieważne ile masz lat – na zdrowie i witalność nigdy nie jest za późno :)

Jak widać utrzymanie dobrego stanu zdrowia przez długie lata wcale nie jest też drogie, nie musi oznaczać wydatków ponad miarę i wbrew temu co się powszechnie sądzi – nie jest zarezerwowane jedynie dla osób dobrze sytuowanych: krajowe warzywa i owoce są tanie i dostępne przez cały rok, zaś ruch jest całkowicie za darmochę. Naprawdę – zdrowie w przeciwieństwie do choroby jest tanie, śmiesznie tanie! ;)

 Poniżej można obejrzeć dwa krótkie filmiki nagrane przez wnuka pana Antoniego, na których p. Antoni tłumaczy jakie są sekrety jego długowieczności. Prosto, jasno i treściwie: dieta i ruch to recepta na witalność w każdym wieku, wystarczy opracować plan i trzymać się go, a szybko stanie się on naszym nowym nawykiem.

I tego Wam wszystkim z okazji Nowego Roku życzę, a panu Antoniemu przekroczenia grubo ponad setki i to tanecznym krokiem! :)

 

 

27 komentarzy na temat “Antoni Huczyński lat 91: sposób na witalność made in Poland

  1. kowalus pisze:

    o tym też nie wiedziałem. Czyli, że odżywia florę bakteryjną w jelitach? jak błonnik? Ale miód…?? Ten sam, co to go Furhman odradza (ku mojemu zaskoczeniu)?

    • Marlena pisze:

      Pisałam o probiotykach i prebiotykach tutaj: http://www.akademiawitalnosci.pl/probiotyki-i-prebiotyki-czyli-zycie-karmi-sie-zyciem/ a miód owszem z uwagi na zawarte związki jest prebiotykiem. Odnośnie Fuhrmana to ja też nie we wszystkich szczegółach się z nim zgadzam. Tak to jest w życiu – co lekarz to inna opinia ;) Nie dajmy się zwariować i nie traktujmy Fuhrmana jak wyroczni. Na temat witaminy C też dr Fuhrman ma pojęcie kiepskie, choć rzecz jasna cała idea filozofii nutritariańskiej bardzo mi się podoba i został wdrożona w życie u mnie, jednak w pewnych segmentach moja wiedza jak również osobiste doświadczenia nie są kompatybilne z tym co pisze Fuhrman. I bardzo dobrze. Najważniejsze to się pięknie różnić ;)

    • GTR pisze:

      Do odżywienia flory bakteryjnej najlepiej działa tzw. Resistant Starch, np. skrobia ziemniaczana, skrobia kukurydziana spożywane na surowo, bez podgrzewania np. rozpuszczone w wodzie. Taka skrobia nie jest trawiona, przechodzi do jelita grubego gdzie jest w stanie odżywić bakterie. 60g dziennie, np. podzielone na 3x dziennie, to optymalna ilość. Szczegóły są na blogu freetheanimal.com.

      http://freetheanimal.com/2013/12/resistant-primer-newbies.html

      Produkty fermentowane natomiast dostarczają same bakterie, które tą odporną skrobią się odżywia. Czyli jedno i drugie siebie nawzajem wspomaga. Skrobię najlepiej spożywać równocześnie z błonnikiem, wówczas są mniejsze efekty niepożądane.

  2. kowalus pisze:

    No i te ryby, które np Campbel odradza i Fuhrman. Ale widać, ryby warto jeść – tak mi się wydaje. Raz dziennie.
    Pan z filmu mógłby napisac książkę jak prowadził zycie, że jest w takim stanie teraz :)

  3. kowalus pisze:

    Marlena – pytanie.
    różnica między kwaszoną a kiszoną kapustą wydaje się dość jasny, szczególnie gdy w składzie „kwaszonej” na opakowaniu jest wymieniony ocet.
    A co gdy w składzie „kwaszonej” na opakowaniu nie ma octu? I sprzedawca argumentuje, że producent pisząc kwaszona miał na myśli kiszenie naturalne.

    Jak to rozumieć?

    • Marlena pisze:

      Na skład ZAWSZE należy patrzeć, czasem mamy też i konserwant jakiś w składzie. Jeśli nie jest to kwas askorbinowy jako substancja konserwująca to nie kupujmy. Co do kwaszenie/kiszenie to w słowniku języka polskiego słowa te są równoważne. Natomiast przepisy sanitarne i produkcyjne nakazują nazywać kapustę jako „Kwaszona”.

  4. kowalus pisze:

    to jesli na „kapuście kwaszonej” w składzie nie ma octu, to jest to normalnie kiszona kapusta tak?
    Co do przepisów sanitarnych – skoro każą nazywać kapustę jako „kwaszona” to zastanawiam sie jakim cudem na półce w Piotrze i Pawle poza „kwaszoną” robi „kiszona”..?

    • Marlena pisze:

      Nie wiem, jeśli bardzo Cię męczy ten temat to skontaktuj się z producentami i wyjaśnij o co chodzi. Ja kapustę rzadko kiedy kupuję, swoją robię i wtedy wiem co jem :)

  5. Artur pisze:

    Akurat uwierzcie że wegetarianie czy weganie nie mają biologicznych szans aby dożyć takiego wieku. Człowiek to z natury mięsożerca i bez prawidłowej podaży BTW organizm nie będzie się odpowiednio regenerował i nie będzie wytwarzał niezbędnych do życia składników. Jest ogrom badań które mocno negują wszelkiego rodzaju bezmięsne diety.

    • Marlena pisze:

      Arturze to nie całkiem do końca prawda. Człowiek może jeść jedynie dary natury i to w naturalnym stanie (bez gotowania) i kipieć witalnością – zobacz na naszą Galerię witalnych, gdzie przeważają witarianie. Inny przykład: kardiochirurg dr Ellsworth Wareham ma 98 lat, całe życie pracował wykonując ludziom operacje na otwartym sercu i przeszedł na emeryturę dopiero mając 95 lat, przestał jeść pokarmy pochodzenia zwierzęcego około 50-tki, filmik tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=FX58PyQwrcI
      Ja mam wrażenie, że wmówiliśmy sobie (wmówiono nam?) że potrzebujemy wkładać do swojego wnętrza zdechlaki, bo ten pokarm po prostu… no niestety, uzależnia i trzeba było wtedy dorobić do tego faktu jakąś „ideologię” (typu: mięso jest niezbędne i nie możemy bez niego być zdrowi i żyć długo i szczęśliwie). Nie wierzyłam w to uzależniające działanie dopóki nie wykonałam osobistego eksperymentu (opis znajdziesz na blogu) i czułam się jak… przy rzucaniu palenia, drażliwa i z potwornym ssaniem na mięsne pokarmy, a zapachy doprowadzały mnie do szału (teraz po odwyku są dla mnie nieprzyjemne, zarówno zapachy jak i widoki, tak samo jak smród papierosów już jest dla mnie zwykłym smrodem jak dla każdego człowieka niepalącego czyli wolnego od nałogu). To był hardcore, ale dużo rzeczy dowiedziałam się wtedy o samej sobie ;) Mam poza tym przekorną naturę i zamiast wierzyć „badaniom naukowym” zawsze sprawdzam na własnej osobie zamiast wierzyć temu czy innemu. Moim zdaniem przyniesie nam więcej szczęścia, radości i frajdy obserwacja tego co dzieje się w naturze, eksperymentowanie i wyciąganie swoich własnych wniosków i kreowanie swoich własnych przekonań zamiast posługiwania się cudzymi.

      Po tym doświadczeniu nie jestem już przekonana, że człowiek jest mięsożerny z natury. Natura nie daje żadnemu stworzeniu do jedzenia niczego uzależniającego. Problem z człowiekiem jest taki, że ma w nosie co dla niego zaplanowała natura i wybiera sam. Potem to przetwarza, modzi przy tym ile wlezie, doprawia, gotuje, smaży itd.. No i poza tym naturalny mięsożerca pożera swoje ofiary z bebechami jeszcze parujące i kipiące od krwi, bez soli czy przypraw. Pewne rzeczy są zaplanowane przez naturę aby być przyjmowane bez przetworzenia np. mleko. Dr Dąbrowska na wykładzie mówiła, że cielaki eksperymentalnie karmione mlekiem przegotowanym chorowały i zdychały w ciągu 3 miesięcy. Nie wiem ile by przeżył lew czy krokodyl karmiony gotowanym czy smażonym mięsem, chyba jednak w ZOO podają im surowe? Z jakiegoś powodu pewnie.

    • NM pisze:

      Osobiście jeszcze przed kilkoma laty byłem zwolennikiem jedzenia mięsa. Po odstawieniu nabiału, żeby nie mieć braków białkowych jadłem je w większej ilości. Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem to było pojawienie się u mnie lęków, potwornych problemów ze snem (w ciągu jednego miesiąca listopada i grudnia 2011 nie przespałem praktycznie żadnej nocy dobrze), miałem częstomocz i byłem w ogólnej rozsypce emocjonalnej (nie chciało mi się w ogóle żyć). Mimo to jeszcze w styczniu 2012 twierdziłem w komentarzu na jednej stronie, że mięso jest niezbędne… Teraz widzę, iż bardzo się myliłem. Moje samopoczucie i zdrowie zaczęło się poprawiać po stopniowym zmniejszaniu jego ilości aż do wykluczenia go w jesienią 2012, kiedy poczułem, ze nadszedł czas na zmiany. Od tego czasu jedynie sporadycznie zdarzało mi się jadać mięso, np. w okresie świąt, czy ostatnio odrobinę w postaci 3 krewetek i 1 ostrygi.
      *
      „Człowiek to z natury mięsożerca i bez prawidłowej podaży BTW organizm nie będzie się odpowiednio regenerował i nie będzie wytwarzał niezbędnych do życia składników. ” Raczej nie jestem chyba dowodem na to. Energii mam zdecydowanie więcej niż przed dwoma laty, skórę w stanie idealnym (bez ŁZS, a wcześniej występujące wokół oczu pierwsze małe zmarszczki całkowicie zanikły). Raczej organizm nie będzie się dobrze regeneował wtedy, gdy będzie zatruty, np. odpadkami powstałymi na skutek spozywania mięsa. Sam zrobiłem sobie raz test i jadłem przez krótki okres w lecie (2 tyg.) małe porcje (około 100 g) mięsa. Nie dość, że pojawiły się pierwsze oznaki starzenia (skóra zaczęła się robić sucha i brzydka) to również miałem problem z wykonaniem podobnej ilości m.in. pompek, jak wcześniej. Zrobiłem eż test (może dla wielu mało obiektywny) z plastrami detoksyfikującymi, które miałem w zapasie (nie używałem ich, bo nie zmieniały zbytnio koloru-były najwyżej po nocy szarawe) i przeżyłem szok. Rankiem były ciężkie i wręcz czarne. Dopiero po pewnym czasie wróciły do dawnej barwy.
      *
      Pozdrawiam, życząc zdrowia!!!
      NM ostatnio opublikował…ŚWIĄTECZNE PRZYGOTOWANIAMy Profile

  6. NM pisze:

    Zapomniałem wspomnieć o długości życia 108 letniej weganki (jest filmik na yt), która już ponad 80 lat nie je mięsa, ani żadnych produktów odzwierzęcych. Poza tym w ramach ciekawostki przesyłam link do artykułu o żyjącym już 27 lat wegańskim psie: http://www.care2.com/greenliving/vegetarian-dog-lives-to-189-years.html
    *
    A tutaj trochę mniej optymistycznie o doświadczeniach z paleo: http://en.paperblog.com/paleo-fail-30695/
    *
    http://en.paperblog.com/12-paleo-myths-eat-better-than-a-caveman-151138/
    NM ostatnio opublikował…ŚWIĄTECZNE PRZYGOTOWANIAMy Profile

  7. stonoga pisze:

    Co Pani sądzi o zaparzaniu paru różnych torebek ziół i naparów w jednej szklance, ta jak to robi na filmiku pan Antoni? Czy tak potraktowane, oprócz złapania zapewne paskudnego smaku, nie znoszą dodatkowo swoich właściwości?
    Pozdrawiam.

    • Marlena pisze:

      Ja się nie znam za bardzo na ziołach, ale można chyba mieszać niektóre z nich. Zaciekawiona zaparzyłam rumianek i miętę razem bo akurat to tylko w domu miałam, szałwii chwilowo brak. I powiem że całkiem fajowa taka herbatka wyszła :)

  8. kryatyna pisze:

    z tymi rybkami to bym uważała,bo mozna sobie bardziej zaszkodzić niz pomóc,
    a po za tym to myślałam,ze coś naprawdę ciekawego tu znajdę!
    Każdy organizm jest inny i nie ma reguły na zdrowie i długowiecznośc.
    dobrze byłoby,gdyby była jedna recepta dla wszystkich i na wszystko!

    • Marlena pisze:

      Pewnie, że każdy organizm jest inny. Jednemu ryby będą służyć a innemu nie. Jednak warto podpatrywać innych, długowiecznych ludzi tak czy inaczej. Pewne rzeczy zawsze są wspólne, np umiłowanie ruchu na świeżym powietrzu, unikanie stresu oraz pełna świeżych warzyw i owoców dieta.

  9. Czorny Rzep pisze:

    LaPallo dobrze godo. Un samiuśki bydzie do stu pićdziesiotki żywota prowodził se wesoło.

    O jesli wy chcecie zapoznoc sie ze prawdziwom ekspertym ode zdrowija to wam i oto polecam figure naprawde przegeniolnom na skale swiatowom. Któżen taki? Arnold Ehret i jego bezsluzowa dieta i postowanie jak jezusek nosz kochany na pustyni.

    Nic outorko bloga tego nie wspomino o powietrzu a to przecie najsamprzód winno podane byc do wiadomosci gawiedzi.
    Powietrze owo u nas je najlepsze.
    Spode samiuśkich tater
    Czorny rzep

  10. Bez pszenicy i glutenu pisze:

    Dieta Pana Antoniego praktycznie nie zawiera glutenu – właściwie śladowe ilości z jednej kromki chleba, który jest razowy mam nadzieję , że żytni. i łyzki kaszy jęczmiennej. Czyli to dieta jbez pszenicy i glutenu .
    Zecydowanie to przyczynia się do zdrowia i gibkości ciała oraz umysłu.

  11. Monika pisze:

    Proszę o radę, do osób ktore nie jedza miesa i produktow odzwierzecych.
    Jestem wegetarianka od 8 m-cy a weganka od 3 m-cy.
    Chodzi B12, pewna dietetyczka, tez weganka powiedziala ze nie jest konieczna suplementacja, gdy ma sie w odpowiedniaj kondycji jelita, i jesli nie trenuje to nie potrzeby suplementacji, czy wiadomo cos o tych dlugowiecznych weganach czy cos suplementowali, bo to chyba raczej od niedawna, ta suplementacja, jesli sie nie myle?

    • Marlena pisze:

      Zgadza się, nasze jelita są fabryczką witamin z grupy B pod warunkiem, że są zdrowe i mamy tam 1,5 kg dobrej flory jelitowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge