b3

Jak już wiecie z poprzednich artykułów doktor Abram Hoffer (1917-2009) był kanadyjskim lekarzem psychiatrą, który skutecznie leczył ludzi cierpiących na rozmaite zaburzenia psychiczne – od lekkiej depresji po ciężkie psychozy. Znanymi pacjentami dra Hoffera była m.in. aktorka Margot Kidder ( najbardziej znana z filmu „Superman” jako Lois Lane, dziewczyna Supermana, którego zagrał niezapomniany Christopher Reeve) czy też nowojorski finansista Peter Leeds. Pierwsza z sukcesem wyleczyła u dra Hoffera chorobę afektywną dwubiegunową (której medycyna konwencjonalna przez 20 lat uleczyć u niej jakoś niestety nie potrafiła), zaś drugi miał stwardnienie rozsiane i przyszedł do pana doktora z depresją (dzięki zmianie diety i włączonej suplementacji pozbył się zarówno depresji jak i przy okazji z zadowoleniem stwierdził zmniejszenie się symptomów stwardnienia rozsianego). Obydwoje przyszli do dra Hoffera ponieważ konwencjonalna medycyna nie potrafiła im pomóc (próbując im głowy jedynie leczyć zamiast nakarmić), obydwoje też po wyzdrowieniu zostali gorliwymi promotorami medycy ortomolekularnej. Czym dr Hoffer karmił mózgi (i inne części ciała niejako przy okazji) swoich pacjentów, że osiągał tak spektakularne efekty (dziewięciu na dziesięć jego pacjentów wracało do zdrowia)?

Podstawą protokołu leczniczego dra Abrama Hoffera była witamina B3 czyli niacyna. Niacyna (inaczej: witamina B3 lub witamina PP), wzór sumaryczny C6H5NO2, jest witaminą rozpuszczalną w wodzie, odporną na działanie temperatury. Ta niewielka molekuła bierze udział aż w ponad 300 reakcjach biochemicznych w naszym ustroju, stąd też nic dziwnego, że wpadamy w kłopoty gdy jej mamy za mało. Ponadto ze wszystkich witamin z grupy B to właśnie niacyny ilościowo potrzebujemy najwięcej. Jeśli kupicie sobie w aptece taką zwykłą B-complex to zobaczycie, że w składzie najwięcej będzie właśnie witaminy B3. Niewielkie ilości niacyny nasz organizm wytwarza również sam, pod warunkiem dostarczenia mu tryptofanu oraz m.in. witaminy B1, B2 i B6 oraz C (pamiętacie, że witaminy z grupy B lubią pracować zespołowo?).

Podobnie jak z innymi witaminami rozpuszczalnymi w wodzie (np. wit. C) najlepiej dostarczać ją w małych porcjach częściej niż w większych rzadko, co pozwala na utrzymanie stałego poziomu witaminy we krwi. Podobnie jak np. witamina C która jest kwasem i używać ją możemy w różnych formach (zarówno jako kwas L-askorbinowy jak i jego sole czyli askorbiniany czy też ester rozpuszczalny w tłuszczach czyli palmitynian askorbylu) tak i witamina B3 może być używana również w rozmaitych formach: zarówno jako kwas nikotynowy lub też jako jego związki np. jako amid (niacynamid, nikotynamid), jako heksanikotynian inozytolu, formy o przedłużonym uwalnianiu itd. Każda z form witaminy B3 ma nieco odmienne działanie. Na przykład ze wszystkich jej form tylko kwas nikotynowy powoduje uczucie „flush’a” (zaczerwienienie skóry), ponadto niektóre choroby reagują bardziej na nikotynamid, inne z kolei reagują jedynie na kwas nikotynowy itd.

Spożywanie używek (kawa, alkohol) oraz „pustych” węglowodanów (szczególnie cukru) powoduje szybkie pustoszenie zasobów niacyny w ustroju. Jeśli zaś niacyny mamy przez dłuższy czas niedobór to pojawiają się symptomy chorobowe określane jako pelagra. Minimalna ilość niacyny jaką należy dostarczać by nie zapaść na kliniczną postać pelagry wynosi ok. 20 mg na dobę – przy założeniu, że nie wpuścimy jednocześnie do ustroju złodziejskich „pustych” węglowodanów (lub działających  podobnie używek) i nie damy się ograbić, co w świecie wypełnionym cukrem, alkoholem, kawusią i wyrobami z białej mąki nie jest zadaniem należącym do najłatwiejszych. Któż nie lubi tych przemiłych posiadówek z przyjaciółmi przy kawie, lampce alkoholu i pączkach lub ciastkach z kremem? Niestety nie zdajemy sobie sprawy z tego co my sobie tak naprawdę wtedy robimy 😉 A jeśli już się zdarzy to należy zawsze pamiętać przyjąć przy takich okazjach porządną witaminę B-complex (typu B-50) aby odbić sobie straty spowodowane złodziejami.

ciasto i kawaDr Hoffer oprócz tego, że był lekarzem psychiatrą posiadał również wykształcenie biochemiczne. Zainteresował się w pewnym momencie również właśnie ową pelagrą zwaną czasem „chorobą trzech D” – przewlekłą chorobą wywołaną wyczerpaniem się zasobów niacyny w ustroju. Podanie niacyny powoduje ustępowanie symptomów pelagry i jest to jedyny możliwy sposób leczenia tej choroby. Nie ma farmaceutyków które mogłyby pomagać przy symptomach pelagrycznych. Pomaga TYLKO podanie niacyny (w dowolnej formie).

Zobaczmy teraz o co chodzi z tymi „trzema D” czyli objawami niedoboru niacyny:

– Dermatitis: zapalenie skóry, szczególnie odsłoniętych części ciała, a najgorzej gdy wystawionej na działanie słońca, które tylko pogarsza stan chorego (fotodermatoza). Osobom „uczulonym na słońce” dr Hoffer zalecał kurację niacyną  i okazywało się wkrótce, że ich „uczulenie na słońce” magicznie znikało. Najwidoczniej miały w organizmie za mało niacyny (subkliniczna postać pelagry). Po dostarczeniu składnika odżywczego dolegliwość przechodziła bowiem jak ręką odjął. Mało tego: profesor dermatologii Diona L. Damian z uniwersytetu Sydney (Australia) w późniejszym okresie wykazała, iż niacynamid dostarczany doustnie lub transdermalnie potrafi zdecydowanie LEPIEJ niż jakiekolwiek syntetyczne filtry chronić przed nowotworami skóry spowodowanymi promieniowaniem UVA i UVB (będąc jednocześnie niezastąpiona w leczeniu trądziku, również różowatego, AZS oraz zmian starczych na skórze).

– Diarrhoea: biegunka, ale i zaparcia, bóle brzucha, wzdęcia, wymioty i ogólnie pojęte zapalenie przewodu pokarmowego – począwszy od stanów zapalnych dziąseł (krwawienia), jamy ustnej i zapalenia języka, a na problemach z pracą jelit kończąc.

– Dementia: otępienie związane z wpływem braku niacyny na działanie ośrodkowego układu nerwowego. Ale także agresja, niepokój, osłabienie, obojętność, depresja, omamy, dezorientacja, neuralgie, problemy z pamięcią, bezsenność, ciągłe zmęczenie i osłabienie,  ataksja (zaburzenia koordynacji ruchów ciała) i ogólnie rzecz biorąc rozmaite objawy szaleństwa (zaburzenia neuropsychologiczne). 

Ponadto jako że witamina B3 bierze udział w kilkuset reakcjach biochemicznych – jej niedobór może sprzyjać powstawaniu olbrzymiej ilości innych  zaburzeń jak kurcze naczyniowe kończyn (szczególnie nocą), kurcze astmatyczne, cukrzyca, alergie, zespół Meniere’a (zawroty głowy pochodzenia usznego), migreny, gruźlica, stwardnienie rozsiane, nowotwory, artretyzm, zaburzenia w zachowaniu i uczeniu się (u dzieci), skłonność do nałogów, choroby układu krążenia, niska odporność na stres. Ponadto witamina ta jest niezbędna w leczeniu choroby popromiennej. [1]

Do lat 30-tych XX wieku pelagra zbierała obfite żniwo we wszystkich zakątkach planety, a dopóki nie odkryto, iż jest ona chorobą spowodowaną złą dietą (a nie mikrobami, czynnikami genetycznymi itp.), to „leczono” ją takimi metodami jak: transfuzje krwi ozdrowieńców, preparaty z arszenikiem, kuracje oczyszczające, zastrzyki z substancji antyseptycznych czy poddawanie chorych działaniu prądu elektrycznego. Jeszcze w 1930 roku zmarło na pelagrę około 30 tysięcy osób w samych tylko Stanach Zjednoczonych. Dzisiaj lekarze są przekonani, że pelagra jest już w zasadzie „zabytkową” chorobą (aczkolwiek to nie do końca prawda). Mało któremu  przyjdzie do głowy zalecić pacjentowi by sobie posuplementował przez kilkanaście dni niacynę w towarzystwie pozostałych witamin z grupy B (nawet na zasadzie, że jak nie pomoże to na pewno nie zaszkodzi – ewentualny nadmiar zostanie wydalony wraz z moczem) i zobaczył czy nastąpi poprawa. W dobie obfitości wszelkiej maści leków zawsze można przepisać „coś” pacjentowi, bo pelagry już nie ma przecież i nikt na nią już dziś nie choruje, a już na pewno nie w krajach rozwiniętych. Czyżby? Dr Hoffer miał nieco inne zdanie i zawsze NAJPIERW sprawdzał czy czasami przez przypadek pacjent nie potrzebuje po prostu uzupełnienia niedoboru niacyny i innych składników odżywczych. Jak to sprawdzał? Zwyczajnie: podając mu niacynę. Nad wyraz często okazywało się, że owszem, bingo: pacjent stosunkowo szybko stawał na nogi i odczuwał poprawę w symptomach. Więc jak to jest z tą pelagrą? 😉

Zaburzenia związane z pelagrą (między innymi psychiczne) można jako się rzekło bardzo łatwo rozpoznać – po podaniu odpowiedniej ilości niacyny mijają w ciągu kilku-kilkunastu dni lub co najwyżej kilku tygodni. Dawniej w leczeniu pelagry wychodzono z założenia, że jeśli pacjent posiada symptomy pelagry, a reaguje pozytywnie w szybkim tempie na niacynę podaną w niewielkiej (np. kilkanaście miligramów) ilości, to znaczy, że jest chory na pelagrę, a jeśli nie reaguje, to jest schizofrenikiem i puszczano pacjenta do domu jako nieuleczalnego. Wtedy bowiem panował (i panuje zresztą do dziś) paradygmat witaminy jako środka bardziej prewencyjnego (potrzebnego zatem w ilości raczej mikroskopijnej) niż leczniczego (czyli potrzebnego czasami terapeutycznie w ilości większej), natomiast schizofrenia była traktowana jako choroba definitywnie nieuleczalna i tak traktowana jest przez medycynę konwencjonalną do dzisiaj. [2]

Doktor Hoffer poszedł jednak nieco dalej w swoich rozważaniach i w 1950 roku spróbował podawać niacynę w dużo większej ilości. Standardowa dawka jaką stosował przy zaburzeniach psychicznych to 1000 mg kwasu nikotynowego lub niacynamidu 3 razy dziennie, czyli razem 3000 mg dziennie. Do tego dokładał tyleż samo (lub czasem więcej) witaminy C. I to okazało się strzałem w dziesiątkę! Pacjenci (z wyjątkiem tych chorych chronicznie) wracali do społeczeństwa – podejmowali pracę lub naukę, zakładali rodziny itd., jednym słowem komfort ich życia poprawiał się na tyle, że funkcjonowali w końcu jak normalni zdrowi ludzie, bez konieczności okresowej hospitalizacji, nawrotów choroby, przyjmowania farmaceutyków  itd. Doktor Hoffer prowadził bardzo drobiazgowo kartoteki swoich pacjentów i zapraszał ich na kontrolne wizyty nawet wiele lat po ustąpieniu symptomów (przy okazji dodam: do Hoffera nie przychodziło się na wizytę „z ulicy”, można było dostać się na wizytę u niego jedynie z polecenia – najczęściej swojego lekarza lub innego pacjenta, np. członka rodziny już leczącego się u niego).

W roku 1953 Hoffer wraz z zespołem dokonał badań opartych na podwójnie ślepej próbie z użyciem placebo, w których wykazał, że niacyna pomaga osobom cierpiącym na zaburzenia psychiczne. Takie coś nie mogło skończyć się dobrze: psychiczne choroby były bowiem „od zawsze” traktowane przez medycynę alopatyczną jako nieuleczalne! W istocie wszystkie kolejne badania wykonane przez adwersarzy Hoffera, które miały na celu potwierdzenie przydatności niacyny w leczeniu chorób psychicznych wyszły oczywiście negatywnie (bo niby jak miały wyjść? skoro przecież są to choroby „nieuleczalne” i można co najwyżej traktować symptomy farmaceutykami?), po czym Hoffera publicznie zdyskredytowano, że sieje „znachorstwo” i „szarlatanerię” z tą niacyną. Uzdrowieni pacjenci dra Hoffera byli jednak tymczasem zupełnie przeciwnego zdania. 😉

Dr Hoffer był przekonany, że o ile klasyczna postać pelagry została praktycznie rzecz biorąc wyeliminowana wśród zachodnich społeczeństw, o tyle jej subkliniczna (czyli utajona) postać wbrew pozorom nie należy wcale do rzadkości, a to dlatego, że współczesna standardowa dieta nie dostarcza witaminy B3 w wystarczającej ilości, jak również tracimy niestety bardzo duże jej ilości w wyniku nagminnego spożywania alkoholu, cukru i białej mąki, przez co „jedziemy na debecie” i zaczynają się wtedy problemy zdrowotne. Doktor Hoffer jako biochemik wiedział o tym i zawsze wraz z wdrożeniem leczenia witaminowego bezwzględnie zalecał pacjentom dietę kategorycznie bezcukrową, pozbawioną „pustych” węglowodanów. Dokładnie badał też nietolerancje pokarmowe pacjentów i odstawiał im pokarmy nietolerowane (najczęściej okazywały się nimi mleko i jego przetwory oraz pszenica i jej przetwory). Jak pisał w swojej książce „Niacin The Real Story” (Niacyna – prawdziwa historia) bywało, że pacjentom „magicznie” przechodziły symptomy dolegliwości psychicznej tylko po odstawieniu pokarmów nietolerowanych (szczególnie mleka i nabiału). To doprowadziło Hoffera do kolejnego wniosku: samo podawanie witamin czy leków może nie być wystarczająco skuteczne jeśli nie rozprawimy się jednocześnie z nietolerancjami pokarmowymi.

dieta bezcukrowaPrzez wiele kolejnych lat dr Hoffer był rzecz jasna wyśmiewany przez ogarniętych ślepą wiarą w leki kolegów psychiatrów, którzy nie mieli najmniejszego zamiaru widzieć choćby minimalnego związku pomiędzy tym co człowiek wkłada do swego wnętrza trzy razy dziennie, a zaburzeniami psychicznymi. Trzy lata przed swoją śmiercią, w roku 2006 Hoffer wyraził się proroczo w ten oto sposób: „Jesteśmy w punkcie przejścia (zmiany paradygmatu). Jeśli pożyję jeszcze cztery lub pięć lat – zobaczę to”. I faktycznie: kilka lat temu (a było to już niestety po śmierci Hoffera) badacze powrócili do analizowania związków pomiędzy dietą a zdrowiem psychicznym i „odkryli” nową-starą prawdę, o której Hoffer wiedział od dawna i stosował u pacjentów przez ponad 50 lat swojej praktyki lekarskiej: nieprawidłowa dieta, w szczególności spożywanie rafinowanego cukru jak również dieta bogata w tłuszcze nasycone stanowią istotne zagrożenie dla zdrowia psychicznego człowieka, sprzyjając zaburzeniom kognitywnym (tłuszcze) jak też i depresji czy schizofrenii (cukier). [3], [4].

cukier i tłuszczCoś w tym jest. Przekładając „z polskiego na nasze”: jak chcesz być negatywnie nastawionym do życia tumanem, to oprzyj dietę na słodyczach i tłuszczach nasyconych. Ze wstydem przyznaję, że to jest niestety to, co robiłam w moim „poprzednim życiu” – zarówno stany depresyjne jak i „mgła umysłowa” (obniżona sprawność intelektu) nie były mi wtedy obce. Bazując zatem na doświadczeniach własnych potwierdzam to co mówią naukowcy: rafinowany cukier i tłuszcze nasycone NIE są dobre dla naszego mózgu! Po zmianie diety i stylu życia przeszło jak ręką odjął – powróciła długo oczekiwana radość życia, a klarowność umysłu zastąpiła poprzednie zamulenie. 🙂

Jako jeden z nielicznych lekarzy dr Hoffer zauważył też, że cierpiący na zaburzenia psychiczne pacjenci bardzo często miewają jednocześnie stany zapalne jamy ustnej i/lub skóry, te drugie bardzo często nasilające się po kontakcie ze słońcem. To był kolejny trop, który potwierdzał przypuszczenia, że u niektórych pacjentów dolegliwości psychiatryczne (w połączeniu z objawami skórnymi) mogą być spowodowane niedoborem niacyny i innych witamin. To wszystko co odkrył Hoffer nie współgrało rzecz jasna z twierdzeniami współczesnej psychiatrii ślepo zapatrzonej w psychoanalizę freudowską i hipotezę dopaminową (opartą na przekonaniu, że nadmiar dopaminy wzmaga, a niedobór łagodzi objawy psychiczne), nic więc dziwnego, że dr Hoffer był poddawany wielu atakom ze strony środowiska medycznego. Nie do przyjęcia najwidoczniej było stanowisko Hoffera, że mózg może być zwyczajnie zagłodzony i potrzebuje witamin i minerałów dla poprawnego funkcjonowania – tak jak każdy inny organ ludzkiego ciała. No bo jak to – schizofrenia jako choroba metaboliczna i do tego… możliwie uleczalna nieprzyzwoicie tanią witaminą? 😉

Również w ramach zemsty  czasopismo medyczne założone przez Hoffera, Journal of Orthomolecular Medicine, zostało wyklęte z Pubmedu pomimo, iż spełnia wszelkie formalne warunki aby tam się znaleźć, zaś wydawcy portalu do dzisiaj nie odpowiedzieli na liczne zapytania dlaczego zgłoszenia do przyjęcia w poczet PubMedu zostawiają bez odpowiedzi lub zbywają ogólnikami. Po prostu nie, bo nie i tyle. To co raz dostało oficjalną łatkę „quackery” (znachorstwo, szarlataneria) przypiętą przez czcigodną socjetę, to do PubMedu się nie dostanie, choćby nie wiem co, nawet gdyby de facto wielu ludziom pomagało i było zgodne nie tylko z fizjologią i biochemią ale zwyczajnie z logiką.

Przy okazji jedna mała uwaga: dr Hoffer nie był przeciwny lekom farmaceutycznym. Był przecież doskonale wykształconym lekarzem i biochemikiem. Wiedział, że tak jak niewielkie są szanse na wyleczenie naprawdę ciężkich zaburzeń psychicznych samą tylko dietą, tak i samymi lekami też te szanse na wyleczenie są raczej niewielkie, żeby nie powiedzieć żadne. Dlatego tam gdzie uważał za stosowne – łączył leki z jednoczesną terapią suplementami oraz zaleceniami dotyczącymi diety i stylu życia. Zdawał sobie sprawę, że same leki w bardzo rzadkich jedynie przypadkach mogą spowodować cofanie się symptomów na stałe, jak również posiadają szereg niepożądanych objawów ubocznych, zaś w porównaniu z nimi witaminy mają o wiele szerszy margines bezpieczeństwa, o wiele mniejsze ryzyko wystąpienia objawów niepożądanych przy o wiele większej jednocześnie szansie na skuteczność i na sukces w terapii (przy czym sukces nie był przez Hoffera rozumiany jako jedynie tymczasowy brak symptomów). Wszak nie da się ukryć, że ani jedna komórka ludzkiego ciała nie składa się z leków na receptę (a nawet bez), wszystkie nasze komórki składają się z tego co jemy i pijemy.

Przy okazji dobra wiadomość dla wszystkich, którzy posiadają genetyczną skłonność do rozwoju ewentualnej schizofrenii (aczkolwiek sama schizofrenia chorobą dziedziczną nie jest): macie otóż bardzo dobre geny, bowiem są przypuszczalnie bardzo małe szanse, iż zapadniecie na nowotwór. Statystyki w zebranych przez ponad 50 lat praktyki lekarskiej kartotekach pacjentów dra Hoffera wykazały co następuje: spośród ponad 5 tysięcy leczonych na schizofrenię i ponad 1500 leczonych w tym samym czasie na nowotwór  pacjentów dra Hoffera znajdowały się tylko nieliczne osoby, które zachorowały na  OBYDWIE choroby. Konkretnie było to 11 przypadków, z czego wszyscy oprócz jednego wyzdrowieli dzięki terapii molekularnej połączonej z konwencjonalną terapią onkologiczną. [5] Znacie pewnie anegdotyczne przypadki, że ktoś od młodości palił olbrzymie ilości papierosów dziennie, a mimo tego dziwnym trafem dożył sędziwego wieku i nawet ominął go rak płuc? Dr Hoffer tłumaczy tę niezwykłą odporność na nowotwory w ten sposób, iż z jego punktu widzenia zarówno schizofrenia jak i nowotwór są chorobami związanymi z adrenochromem (metabolit adrenaliny powstający wskutek jej utleniania): w przypadku schizofrenii jest go w ustroju za dużo, a w przypadku nowotworu za mało w stosunku do potrzeb. Adrenochrom oprócz tego, iż wykazuje działanie psychotyczne jest równocześnie silnym inhibitorem mitozy (podziałów komórkowych). Nowotwór jest zaś przecież niczym innym jak podziałem komórkowym, który wymknął się spod kontroli. Więcej na temat hipotezy adrenochromu doktora Abrama Hoffera (odrzuconej jak można się domyślać przez medycynę akademicką) można przeczytać w niezwykle ciekawym artykule dra Harolda D. Fostera „Schizofrenia – hipoteza adrenochromowa” zamieszczonym w czasopiśmie „Nexus” nr 4/2004 (polecam ten artykuł także cierpiącym na schorzenia tarczycy, niedoczynność lub Hashimoto, ponieważ nadmiar adrenochromu powoduje także zaburzenia w pracy gruczołu tarczycowego).

Adrenalina może ratować życie (i po to natura nam ją dała) ale w innych przypadkach ma niszczycielskie działanie. Badacz stresu i lekarz, dr Lennart Levi, obecnie emerytowany profesor z Karolinska Institute w Sztokholmie odkrył swego czasu, że jakiekolwiek podekscytowanie, strach lub przyjemność czyli jednym słowem stres powoduje pod wpływem adrenaliny uwalnianie się kwasów tłuszczowych do krwiobiegu, lecz gdy podać niacynę przed wystąpieniem stresu – nie stwierdza się podwyższenia poziomu kwasów tłuszczowych we krwi. W ten sposób przechodzimy do następnego tematu jakim jest ochrona serca i układu krążenia.

Niacyna jako regulator cholesterolu

Jak wiadomo cholesterol sam w sobie nie jest szkodliwy, wręcz przeciwnie, jest produkowaną przez nasz ustrój substancją niezbędną mu do wielu przemian biochemicznych. To tylko nadmiar cholesterolu (jak nadmiar czegokolwiek zresztą) może być powodem do zmartwień. Szczególnie nadmiar „złego” cholesterolu LDL. Każdy by chciał (i powinien) mieć więcej „dobrego” cholesterolu HDL niż tego „złego”. Ale jak to zrobić? Doktor Steven E. Nissen, przewodniczący Amerykańskiej Rady Kardiologii wyraził się w  ten sposób: „Niacyna to jest naprawdę to. Nic innego dostępnego nie jest tak skuteczne”. [6].

cholesterolAutorem odkrycia niacyny jako substancji regulującej prawidłowe poziomy cholesterolu i trójglicerydów jest dr Abram Hoffer. Niacyna w naturalny sposób obniża poziom „złego” cholesterolu LDL, lipoproteiny (a), białka C-reaktywnego oraz trójglicerydów, zaś podwyższa poziom „dobrego” cholestrolu HDL, co w roku 1955 dowiódł Hoffer wraz z zespołem, zaś rezultaty zostały potwierdzone przez zespół dra Parsona z Kliniki Mayo. Żadne nawet najlepsze statyny nie potrafią robić tego wszystkiego, co dla zdrowia układu krążenia robi niacyna (o różnicy w działaniach ubocznych i bezpieczeństwie stosowania nawet nie wspominając). Wybór powinien być oczywisty. Tymczasem wcale nie jest – nadal zamiast witamin lekarze przepisują głównie statyny lub w najlepszym razie preparaty kombinowane (zawierające statyny z dodatkiem witaminy B3). Jak pisze dr Hoffer [5] – podawanie pacjentowi ksenobiotyku aby zastąpić to czego mu brakuje jest jak zastąpienie w orkiestrze pianisty czy skrzypka perkusistą. To się po prostu nie uda – zamiast porywającej symfonii powstaje kakofonia. Traktuje się ponadto cholesterol jak wroga, którego należy się za każdą cenę pozbyć, gdy tymczasem jest to molekuła naprawcza, która stara się naprawić uszkodzenia naczyń wywołane długotrwałym brakiem witamin (między innymi z grupy B, a także C i E) i innych składników odżywczych. Podwyższony cholesterol jest skutkiem naszego ograbionego ze składników odżywczych stylu życia, prowadzącego do choroby serca i układu krążenia, a nie przyczyną tej choroby.

Dr Hoffer podkreślał, że jedynie niacyna w formie kwasu nikotynowego ma niezwykłe zdolności regulujące cholesterol  – nigdy przy tym nie obniży go do poziomów niebezpiecznych dla zdrowia, a jeśli ktoś ma zbyt niski to niacyna go podwyższy do poziomu zdrowego! Niacynamid nie potrafi tego robić wcale, zaś heksanikotynian inozytolu działa pod tym względem stosunkowo słabo (dużo słabiej niż kwas nikotynowy), aczkolwiek przemawiać za jego stosowaniem u niektórych pacjentów wrażliwych na „flush” może być fakt, iż heksanikotynian nie powoduje uczucia gorąca. Najczęściej jednak aby zminimalizować uczucie gorąca towarzyszące przyjmowaniu kwasu nikotynowego dr Hoffer zalecał jednoczesne przyjęcie witaminy C (jeśli nie mamy jej akurat pod ręką to ostatecznie może być również aspiryna, która zadziała podobnie antyhistaminowo), przyjmowanie witaminy zawsze po jedzeniu na pełny żołądek i nie popijanie gorącymi płynami. Stosowane zazwyczaj przez dra Hoffera dawki niacyny kształtowały się w okolicach 500-1000 mg 3 razy dziennie (czyli razem 1500-3000 mg dziennie), zalecał powolne budowanie dawek aby zminimalizować uczucie gorąca (np. zacząć od 250 mg 3 razy dziennie i powoli zwiększać) oraz jednoczesne utrzymywanie diety bezcukrowej, niskotłuszczowej i wysokobłonnikowej, opartej głównie na dużej ilości świeżych warzyw i owoców i pełnego ziarna. Dodatkowo zalecał witaminę B6 (która gra rolę w tworzeniu blaszki miażdżycowej jak też i niezbędna jest do endogennej syntezy niacyny w ustroju), witaminę C (która naprawia zniszczoną błonę wewnętrzną naczyń), niezbędne kwasy tłuszczowe i cynk.

Co suplementował dr Hoffer osobiście?

Wielu czytelników zainteresuje zapewne czy sam dr Hoffer cokolwiek suplementował, a jeśli tak to ile i jakich suplementów brał dziennie? Bo przecież tyle się mówi i czyta o tym jakież to te sztuczne suplementy witaminowe są złe, szkodliwe w nadmiarze i nie wiadomo czy czasami jak będziemy ich brać za dużo to nas przedwcześnie nie zabiją? Najczęściej straszą witaminami lekarze, a oni chyba wiedzą co mówią, prawda? Strach się bać po prostu 😉 A jeden pan kiedyś pisał, że te suplementy sztuczne to i tak nic nie warte, bo potem wszystko ląduje w całości kibelku i nie ma z tego pożytku żadnego, tylko jeszcze zaszkodzić mogą, to może lepiej nie brać? Tym bardziej, że lekarze zapewniają, że i tak wszystko co potrzebujemy mamy w diecie i żadnych suplementów absolutnie w związku z tym nie potrzebujemy. Więc jaka jest prawda i komu wierzyć?

Spójrzmy na to w ten sposób: po owocach ich poznacie. Jeśli ktoś całe życie „siedzi” w witaminach i składnikach odżywczych i głosi ich skuteczność, to warto przyjrzeć się uważnie czy własnym życiem zaświadcza o słuszności tego czego naucza. Czy duże (większe niż zalecane dzienne RDA wskazane ustawowo na opakowaniu) ilości witamin i innych składników odżywczych szkodzą czy raczej wręcz przeciwnie – przedłużają życie i podnoszą jego jakość?

Można wejść na witrynę wybitnych lekarzy ortomolekularnych i sprawdzić z ciekawości po ile lat żył każdy z nich: http://orthomolecular.org/hof/
Kilka przykładów – ten kto uważnie czytał artykuł na mojej witrynie zna te nazwiska:
Linus Pauling 1901-1994 – 93 lata
William J. McCormick 1880-1968 – 88 lat
Roger J. Williams 1893-1988 – 95 lat
William Kaufman 1910-2000 – 90 lat
Albert Szent Gyorgyi 1893-1986 – 93 lata
Abram Hoffer 1917-2009 – 92 lata
Ci wszyscy wielcy ludzie nie tylko ratowali wielu innym ludziom zdrowie i życie za pomocą suplementów (bardzo dużych ilości suplementów, dodajmy), ale jak widać sami stosując filozofię ortomolekularną dożyli słusznych lat, żaden z nich (w przeciwieństwie do naszych lekarzy, których średnia długość życia to ok. 68 lat) nie zszedł w kwiecie wieku. Nie ma co też tutaj zganiać na geny, bo byłby to zbyt wielki zaiste przypadek. 😉

Zatem Abram Hoffer dożył 92 lat. I to jak dożył! Do końca życia był aktywny, prowadził seminaria, pisał książki, miał niesamowitą pamięć i jasność umysłu, a także sprawność fizyczną, jak również potrafił czytać bez okularów. Oczywiście stosował dietę ortomolekularną taką jaką zalecał również swoim pacjentom (dieta z wykluczeniem produktów nietolerowanych) oraz brał suplementy. Ile i czego stosował będąc już w podeszłym wieku (w roku 2008, czyli mając lat 91) – o tym mówi na filmiku poniżej:

 

 

 

 

1. B-complex 100: zawiera wszystkie witaminy B po 100 mg (lub mcg w przypadku B12) – jedna dziennie

2. Selen 200 mcg – 3 razy dziennie po 1, razem 600 mcg, bardzo ważny antywirusowy mikroelement

3. Niacyna 500 mg – 3 razy dziennie po 1, razem 1500 mg – ulubiona witamina dra Hoffera 😉

4. Witamina C 1000 mg – 2 razy dziennie po 1, razem 2000 mg

5. Witamina A 10.000 IU – 3 razy dziennie po 1, razem 30.000 IU

6. N-acetylocysteina (NAC) 1000 mg – 3 razy dziennie po 1, razem 3000 mg, bardzo ważny antyutleniacz, pomaga organizmowi produkować glutation

7. Koenzym Q10 100 mg – 3 razy dziennie po 1, razem 300 mg, bardzo ważny enzym dla mięśni, zapobiega chorobom serca i układu krążenia jak i chroni przed chorobą Parkinsona

8. Witamina D 1000 IU – 6 kapsułek dziennie, razem 6000 IU, czy było w danym dniu słońce czy nie.

9. Olej z łososia (kwasy tłuszczowe EPA i DHA) 1000 mg – 2 razy dziennie po 1, razem 2000 mg

10. Wapń z magnezem (666 mg wapnia i 333 mg magnezu w jednej kapsułce) – 2 kapsułki dziennie, razem 1332 mg wapnia i 666 mg magnezu

11. Cynk w formie cytrynianu cynku 50 mg – 1 lub dwie dziennie, razem 50-100 mg dziennie, bardzo ważny minerał 

12. Kwas foliowy 5000 mcg – 1 dziennie czyli 5 mg

13. Witamina E naturalna 400 IU – 1 rano i jedna wieczorem, razem 800 IU dziennie

14. Kwas alfa-liponowy 200 mg – 3 razy dziennie po 1, razem 600 mg, chroni wątrobę przed wpływem toksyn, bardzo ważna

Jak mówi dr Hoffer – siedząc w temacie ponad 50 lat dobrze wie co powinien brać. Witamina E owszem MUSI być naturalnego pochodzenia (a dlaczego to pisałam o tym tutaj), ale reszta  jak widać niekoniecznie. A ilości? No, cóż… Wygląda być może to wszystko nieco przerażająco – jakieś 50 kapsułek razem wszystkiego dziennie. Doktor Hoffer podkreśla jednak, że protokół jaki sam dla siebie opracował nie jest dobry dla wszystkich, ponieważ dla każdej osoby powinien on zostać opracowany indywidualnie. Najlepiej gdy zrobi to dla nas znający się na rzeczy lekarz (tę uwagę dorzucę już od siebie).

Pamiętajmy o tym – każdy z nas jest inny 🙂

 

Pomocne linki:

1. http://www.eioba.pl/a/331q/witamina-b3-czyli-niacyna-zwana-witamina-pp

2. http://psychopatologia.wyklady.org/wyklad/703_schizofrenia.html

3. International variations in the outcome of schizophrenia and the prevalence of depression in relation to national dietary practices: an ecological analysis. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15123503?dopt=Abstract

4. A high-fat, refined sugar diet reduces hippocampal brain-derived neurotrophic factor, neuronal plasticity, and learning. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12088740

5. Abram Hoffer, Andrew Saul, Harold D. Foster „Niacin The Real Story. Learn about the Wonderful Healing Properties of Niacin”

6. Mason M. NY Times, January 23, 2007. „An old cholesterol remedy  
 is new again”. http://www.nytimes.com/2007/01/23/health/23consume.html?pagewanted=print&_r=0

7. http://www.doctoryourself.com/niacinreviews.html