artroza

Chyba każdy z nas by chciał, aby go – jak to mówią – na starość nie pokręciło. Niestety pokręca wielu i to nawet często nie na taką znowu starość, bo dzieje się to  w coraz to młodszym wieku, czasami jeszcze przed osiągnięciem trzydziestki. Mowa o chorobie zwyrodnieniowej stawów (ChZS, osteoartretyzm, OA, łac. arthrosis deformans, osteoarthrosis, osteoarthritis, morbus degenerativus articulorum). To najpopularniejsza forma artetyzmu, na którą jak się ocenia choruje około dwóch milionów Polaków (choć niektóre źródła mówią o 17% populacji) i która jest najczęstszym powodem orzekania o inwalidztwie i przyznawania grupy inwalidzkiej.

Jak wykazują badania tuż po przekroczeniu dwudziestki może rozpocząć się proces ubytków tkanek w stawach, jednak proces ten jest całkowicie bezobjawowy. Następnie jak stwierdzili badacze – około czterdziestki większość ludzi (90% populacji) ma już wyraźniejsze zmiany w tkankach stawowych, które można wykryć badaniem za pomocą prześwietlenia rentgenowskiego, nawet gdy nie zawsze pojawiają się typowe dla ChZS objawy w postaci bólu, porannej sztywności czy ograniczonej ruchomości stawów. Czy żywienie i brak witamin oprócz czynników mechanicznych mogą mieć znaczenie przy rozwoju ChZS? Przyjrzymy się dzisiaj odkryciom dra Williama Kaufmana, który przez ponad pół wieku to badał w swojej codziennej praktyce lekarskiej.

Wbrew powszechnym sądom ChZS nie bierze się „z wilgoci” ani tym bardziej „ze starości”. Popatrzmy chociażby na naszego „dziarskiego dziadka”, pana Antoniego Huczyńskiego – nawet po przekroczeniu dziewięćdziesiątki ma stawy w nienagannym stanie, elastyczne i sprawne. To nie jest tak, że na starość stawy „muszą” odmawiać posłuszeństwa! 😉

Na rozwój choroby stawów mają wpływ czynniki zarówno mechaniczne (intensywna eksploatacja jak np. w przypadku uprawiania sportu lub wręcz odwrotnie – całkowity brak sportu i siedzący tryb życia) jak i biologiczne. Zaburzenie powstaje wtedy, gdy organizm przestaje panować na procesem odnowy tkanek chrzęstnych, które zużywają się w szybszym tempie niż ustrój jest w stanie dokonać naprawy (procesy kataboliczne przeważają nad anabolicznymi). A nie jest w stanie gdy nie ma z czego – bo z pustego i Salomon nie naleje. Wszak każda cząsteczka naszego ciała składa się z tego co jemy i pijemy. Ani jedna NIE składa się z leków przepisanych przez lekarza  😉

Leki mogą pomóc chwilowo dając ulgę w symptomach (choć rzecz jasna zawsze za cenę działań ubocznych). Podobnie może dać ulgę fizjoterapia czy też odbarczenie stawów poprzez utratę zbędnej masy ciała. Badania wykazują, że ChZS ma podłoże zapalne, stąd jako leki z wyboru stosuje się w medycynie akademickiej niesteroidowe leki przeciwzapalne, głównie bardzo chętnie przepisywany na początku jest paracetamol (acetaminophen). Przypomnę tylko, że (cytat z encyklopedii) „Mechanizm działania w dalszym ciągu nie został ostatecznie wyjaśniony, pomimo że paracetamol już od ponad pół wieku jest stosowany w lecznictwie.”. Czyli ani nie wiemy jak działa, ani też jakoś dziwnie od 1955 roku czyli od 60 lat nie znaleźli się (czy ktoś się domyśla dlaczego?) chętni by zbadać do końca i opisać dokładnie mechanizm działania tajemniczego paracetamolu, ale za to oficjalnie wszem i wobec ochoczo zalecamy pacjentom wkładać to do wnętrza, bo… fajnie działa 🙂

Przy czym to co na pewno o paracetamolu już wiemy to fakt taki, że paracetamol jest z pewnością silnie hepatotoksyczny w przypadku przyjmowania go długoterminowo lub przyjęcia zbyt dużej dawki dobowej. Od jak dawna to wiemy? Od niemal półwiecza jak się okazuje – posłużę się kolejnym cytatem z encyklopedii: „W 1966 po raz pierwszy odnotowano ciężkie uszkodzenie wątroby po przedawkowaniu paracetamolu”.

paracetamolRocznie w samych tylko Stanach Zjednoczonych blisko 50% przypadków ostrej niewydolności wątroby i ok. 500 przypadków związanych z tym zgonów jest wynikiem zatrucia i/lub przewlekłego przedawkowania właśnie tego środka, będącego dostępnym bez recepty w każdym kiosku pod nazwami Apap, Panadol, Codipar, Saridon, Tylenol czy Coldrex. Bezpieczny? Bynajmniej!

Inną grupą leków przepisywanych przy zapaleniu stawów są Niesteroidowe Leki Przeciwzapalne (NLPZ). Zarówno klasyczne NLPZ (diklofenak, naproksen, ibuprofen) jak i nowej generacji koksyby (okryty niesławą Vioxx, który zabił kilkadziesiąt tysięcy osób zanim został w końcu wycofany z rynku czy nadal będący w użyciu Celebex lub jego zamiennik Aclexa), są nie tylko hepatotoksyczne, ale też i na dokładkę wiązane są ze zwiększonym ryzykiem śmierci z powodu chorób serca i układu  krążenia – zarówno w populacji bez choroby sercowo-naczyniowej, jak i ze zdiagnozowaną chorobą sercowo-naczyniową. [1] Na opakowaniu każdego z nich widnieje litania potencjalnych skutków ubocznych.

Czy ChZS jest nieuleczalna?

Medycznie  choróbsko to jest traktowane jako nieuleczalne – czyli nic nie można zrobić aby powstrzymać jego rozwój (dlatego leczenie ma głównie charakter objawowy) – ale pamiętajmy, że medycznie katar też jest nieuleczalny, aczkolwiek czytelnicy tej witryny wiedzą już, że to bujda na resorach i wiedzą też jak sprawić aby ustrój w ciągu najbliższej doby – jak nie krócej – wyeliminował to co się przyplątało. Za to odkrycie możemy złożyć podziękowania doktorowi R. Cathcartowi (pisałam o nim niedawno tutaj) który przez kilka dziesiątek lat praktykował uleczalność różnych stanów (m.in infekcji wirusowych) uznawanych do tej pory w oficjalnych kręgach za nieuleczalne, i dalej za nieuleczalne uznawanych – pomimo tego, iż jego przełomowa praca „Vitamin C, titrating to bowel tolerance, anascorbemia, and acute induced scurvy” dostępna jest również oficjalnie na Pubmedzie: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/7321921 (streszczenie, ale cały tekst dla zainteresowanych jest tutaj: http://www.doctoryourself.com/titration.html). Tak na marginesie wśród dolegliwości poddających się terapiom z użyciem witaminy C dr Cathcart wymienił również chorobę Bechterewa (ankylosing spondylitis, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, ZZSK), na którą zachorował m.in. słynny amerykański dziennikarz Norman Cousins, który wyzdrowiał stosując wlewy z witaminy C oraz terapię śmiechem (nie bez przyczyny Cousinsa uważa się za „ojca” geloterapii czyli terapii śmiechem). Na ile pomogła mu witamina C a na ile endorfiny tego nie wiadomo, ale faktem jest, że Norman wrócił do pełni zdrowia i żył jeszcze szczęśliwie sprawny przez 26 kolejnych lat całkowicie wbrew lekarzom wróżącym mu rychłą śmierć w okrutnych cierpieniach (kazali mu iść do domu „uporządkować swoje sprawy”), a gdy ujrzeli go zdrowym upierali się, że dojść musiało do efektu placebo, bo medycyna nie zna przypadków wyleczenia z tej choroby. No, cóż…  Jeśli to było placebo, to bardzo potężnie i długofalowo działające 😉

Ale o endorfinach i ich leczniczym działaniu będzie innym razem, teraz wróćmy do naszej choroby zwyrodnieniowej stawów. Dr William Kaufman dokonał mianowicie epokowego odkrycia na przełomie lat 30-tych i 40-tych ubiegłego wieku opartego na obserwacji około tysiąca pacjentolat: podawanie pacjentom niacyny w postaci niacynamidu (samego lub w połączeniu z innymi witaminami) skutkuje ustępowaniem symptomów choroby zwyrodnieniowej stawów bez wywoływania poważniejszych skutków ubocznych – pod warunkiem częstego jej podawania w ciągu całego dnia w małych dawkach. Odkrył, że pacjenci dużo skuteczniej reagują gdy podawać im w ciągu dnia częstsze dawki np. po 250 mg niacynamidu niż rzadsze dawki po 500 mg. Zalecał też zmianę diety na zdrowszą i bardziej naturalną oraz wyeliminowanie pokarmów, na które pacjent może mieć nietolerancję lub alergię (np. nabiał, pszenica, czekolada, jaja, orzechy itd.).

Dr Kaufman był przekonany, iż przyczyną choroby zwyrodnieniowej stawów jest awitaminoza, którą nazwał aniacynamidozą (aniacinamidosis).  Jeśli dostarczysz jednym słowem swojej inteligentnej maszynie dobrego surowca do odbudowy tkanek, to masz duże szanse, że ona to zrobi (witamina B3 jak się okazało później ma również zdolność naprawy uszkodzonych nici DNA), chyba że zmiany będą już tak zaniedbane, że żadna dawka witaminy nie będzie powodować ustępowania symptomów. Dr Kaufman dawał szanse niemal każdemu pacjentowi, zarówno tym zdiagnozowanym jako cierpiący na ostreoartretyzm jak i tym, którym zdiagnozował reumatoidalne zapalenie stawów (RZS). Gdy w bardzo rzadkich niezmiernie zaawansowanych przypadkach znaczącej poprawy nie uzyskiwał (stosował obserwację przez okres trzech miesięcy) – mówił wprost pacjentowi, że  nie będzie w stanie dalej mu pomóc, ponieważ stan był zbyt zapuszczony: w tkankach doszło do za daleko posuniętych zniszczeń. Zawsze zatem sugerował, aby kurację niacynamidem zacząć stosować jak najwcześniej – wtedy szanse na poprawę zdrowia są największe.

Ile i jak często?

Jeśli ktoś chciał podjąć witaminową kurację na stawy, to musiała to być osoba bardzo zdeterminowana, która wiedziała czego chce i była jak to się mówi „gotowa na wszystko” aby powrócić do zdrowia. Niacynamid należy bowiem brać w regularnych małych dawkach w ciągu całego dnia. Jeśli pacjent nie zamierzał podporządkować się określonemu reżimowi podawania witaminy w ciągu dnia, to cała kuracja nie miała większych szans powodzenia. Ktoś, kto zdecydował się wybrać tę metodę musiał być jednym słowem szalenie zdyscyplinowany: tu niestety nie działa przyjmowanie witaminy raz dziennie czy dwa na wyrywki, również pomijanie dawek nie jest wskazane, albowiem jak podkreślał dr Kaufman chodziło o utrzymanie stałego jej poziomu we krwi podczas całego dnia. Jeśli ktoś nie był wystarczająco konsekwentny w przyjmowaniu swoich witamin w ciągu dnia, to niestety symptomy z czasem wracały.

Dobowa dawka witaminy B3 zawsze była przez dra Kaufmana dostosowywana do stopnia  zaawansowania choroby. Im większe zesztywnienie stawów tym dawka dzienna była stosowana większa. Im zaś była większa – to na tym więcej malutkich porcji była rozbijana, nawet gdyby to miało oznaczać podawanie witaminy raz na 1,5-2 godziny. Generalnie stosował od 400 mg do nawet 4000 mg na dobę (w bardzo poważnych przypadkach nawet 5000 mg). Średnio potrzebne było 600-900, czasem 1200 mg na dobę, dla niektórych nieco mniej, dla innych nieco więcej. Podnosił dzienną dawkę jeśli po jakimś czasie stosowania nie widział wystarczająco zadowalających efektów i podnosił ją tak długo, aż efekty się pojawiały. Jak opisywał w swoich pracach – już po miesiącu lub dwóch terapii witaminami (do witaminy B3 dr Kaufman dokładał również często witaminę C, tiaminę czyli B1 i ryboflawinę czyli B2, a także witaminy rozpuszczalne w tłuszczach jak A i D) mobilność stawów rosła w zauważalny sposób.fit Zdarzało się, że nawet pacjenci wcześniej unieruchomieni zaczynali wstawać ze swoich łóżek lub wózków w czasie od jednego do trzech miesięcy regularnej terapii witaminowej. Ruchomość stawów i poprawiającą się ich sprawność dr Kaufman sprawdzał dostępnymi przyrządami, np. kątomierzem lekarskim (goniometr). Z reguły w ciągu trzech lat kuracji (a czasem i krócej) nawet u tych wcześniej przykutych do łóżek starszych osób następowało przywrócenie mobilności stawów i sprawności ruchowej. Potrafili się z biegiem czasu samodzielnie uczesać, ubrać, przygotować posiłek, wchodzić i schodzić po schodach, iść do sklepu i zrobić zakupy itd. Dla kogoś kto jest zdrowy te czynności wydają się oczywiście banalnie proste i łatwe, ale dla kogoś kto ma chore stawy są bardzo często zwyczajnie nie do przeskoczenia.

Czy to pomaga?

Oto na przykład przypadek numer 416, mężczyzna, lat 60, z zawodu księgowy, żonaty. Indeks sprawności ruchowej stawów (Joint Range Index) na początku wynosił 65,5 (przy czym wartość 100 oznacza pełną sprawność u człowieka zdrowego). Przyjmował 150 mg niacynamidu w ośmiu dawkach czyli co 2 godziny (razem 1200 mg na dobę). Po 315 dniach kuracji indeks sprawności wzrósł z 65.5 do 91.8, a więc ze stanu ciężkiego do niemal normy. Jak widać to nie jest metoda działająca z dnia na dzień, ale nie oszukujmy się – unieruchomienie stawów również nie powstało z dnia na dzień. Pewne rzeczy wymagają czasu i to działa w obie strony.

Wszystkie swoje doświadczenia zebrane podczas lat pracy z pacjentami zebrał w obszernej i bardzo skrupulatnie napisanej pracy „The Common Form of Joint Dysfunction: Its Incidence and Treatment” wydanej w 1949 roku. Można zapoznać się z nią tutaj (w jęz. ang.) http://www.doctoryourself.com/kaufman6.html

Dopiero po 47 latach od opublikowania tej pracy (ale lepiej późno niż wcale), w roku 1996 grupa współczesnych badaczy chcąc potwierdzić obserwacje Kaufmana wykonała badanie z podwójnie ślepą próbą, kontrolowane z użyciem placebo: 72 pacjentów otrzymało dziennie albo placebo albo 3000 mg niacynamidu (rozbitego na 5 porcji przyjmowanych w ciągu dnia), badanie trwało dosyć krótko, bo tylko przez okres 12 tygodni. U pacjentów przyjmujących placebo nastąpiło w tym czasie pogorszenie się symptomów o 10 %, zaś u tych przyjmujących niacynamid polepszenie o 29%. Niacynamidowa kuracja w porównaniu z placebo

– polepszyła ruchomość stawów,

– zmniejszyła stan zapalny i

– pozwoliła na ograniczenie przyjmowanych standardowych leków przeciwzapalnych (przypomnijmy: o wiele bardziej toksycznych niż witamina B3, która jak do tej pory nikogo nie zabiła – nie ma przynajmniej w statystykach takowych doniesień). [2]

Aczkolwiek autorzy badania wykazują ostrożność i zalecają wykonanie dalszych badań w celu „ostatecznej ewaluacji przydatności niacyny w leczeniu artretyzmu”, to nie da się ukryć jednego faktu. To po prostu działa!  🙂

Dodatkowe obserwacje Kaufmana

Podając pacjentom witaminę B3 dr Kaufman zaobserwował jeszcze jedną rzecz: witamina ta nie tylko poprawiała im stan stawów, ale też i działała w tym samym czasie na inne dolegliwości. Na przykład pacjenci cierpiący na nadruchliwość (nadpobudliwość z deficytem uwagi, takie ADHD dorosłych), którzy wcześniej robili kilka rzeczy na minutę ( ale żadnej do końca) i nigdy nie byli w stanie zażyć odpoczynku (bo wiecznie ich coś gdzieś pędzi) – po terapii witaminą B3 w postaci niacynamidu (którą stosowali na swoje chore stawy) ze zdumieniem stwierdzali poprawę również w swojej nadpobudliwości: wyciszali się, stawali się bardziej skupieni, byli w stanie kończyć rozpoczęte zadania i wykonywać je po kolei a nie wszystkie naraz, nie czuli się nimi przytłoczeni, zaś gdy byli zmęczeni to nie odczuwali presji dalszej pracy lecz byli w stanie udać się na spoczynek. Nagle mieli bardzo dużo wolnego czasu i potrafili go wykorzystać z korzyścią dla siebie.

adhdTo jest bardzo cenna informacja, aczkolwiek pochodząca od lekarza praktykującego kilkadziesiąt lat temu. Dr Kaufman uważał, że ADHD (ten modny termin został ukuty dopiero później, Kaufman używał określenia „hiperkinesis” – nadpobudliwość ruchowa) może być po prostu oznaką aniacynamidozy czyli awitaminozy witaminy B3 tudzież innych współpracujących z nią witamin. Dzisiejsze dzieci karmione od małego potężnymi ilościami rafinowanych produktów (cukru i białej mąki) często jeszcze „uszlachetnionych” wieloma chemicznymi dodatkami do żywności mogą mieć ustrój z  tych witamin ograbiony, z czego ani lekarze ani rodzice najczęściej nie zdają sobie sprawy. Może jednak warto pochylić się nad tym co na ten temat przypadkowo przy okazji leczenia ludzi z choroby stawów odkrył pewien stary doświadczony lekarz kilkadziesiąt lat temu?

Pij warzywne soki, jedz sałatki!

A co jeśli ktoś nie będzie chciał lub mógł stosować terapii dra Kaufmana? Zawsze pozostaje droga poprzez to co kilka razy dziennie wkłada do środka czyli poprzez jedzenie. Tak czy inaczej jeść trzeba, więc czemu nie połączyć przyjemnego z pożytecznym? Bardzo skuteczną jest zmiana diety na gersonowską, opartą na wyciskanych na świeżo sokach warzywnych i warzywno-owocowych oraz sałatkach, surówkach, zupie Hipokratesa i dużej ilości różnorodnych warzyw przyprawianych jedynie olejem lnianym i wybranymi ziołami. [3] Bez mięsa, nabiału, słodyczy czy białego pieczywa (dopuszczone są niewielkie ilości żytniego razowca na naturalnym zakwasie, ale tylko jako dodatek do diety, a nie podstawa). Córka doktora Maxa Gersona kontynuująca dzieło swojego ojca, Charlotte Gerson, napisała na ten temat dwie książki:  „Defeating Arthritis, Bone and Joint Diseases” oraz „Healing Arthritis – The Gerson Way”. I to też działa: pani Gerson przytacza w nich liczne opisy przypadków. Na temat terapii Gersona napiszę wkrótce obszerniejszy artykuł, póki co jednak mogę polecić nowo wydaną genialną książkę Charlotte Gerson „Cud terapii Gersona”, opisującą filozofię tego niezwykle skutecznego programu żywieniowego, który warto stosować przez całe życie aby zapewnić przewlekłe zdrowie wszystkim naszym organom, w tym również rzecz jasna stawom. Książka zawiera też mnóstwo smacznych przepisów kulinarnych.

Również nasza pani doktor Ewa Dąbrowska donosiła o przypadkach pacjentów, którzy odzyskali sprawność stawów stosując regularnie warzywno-owocowy post Daniela przeplatany z okresami zdrowego żywienia  (warto zauważyć, że w pewnym sensie menu gersonowskie nieco je przypomina, choć jest nawet bardziej antyzapalne). Można pomachać na do widzenia i bez żalu pożegnać topniejące w oczach guzki Heberdena i powykręcane ręce niezdolne zapiąć guzików w jesionce. To też działa i to jak działa! Do wysłuchania wykładu pani doktor Dąbrowskiej bardzo zachęcam – jedzenie i post naprawdę mogą mieć (i mają!) znaczenie!

Wykład znajduje się tutaj: http://www.akademiawitalnosci.pl/5-mitow-na-temat-postu-i-cenny-wyklad-fachowca-dr-ewy-dabrowskiej/

 Pamiętaj, że zawsze masz wybór 🙂

 

Pomocne linki:

 1. Nawet krótkotrwale stosowane niesteroidowe leki przeciwzapalne zwiększają ryzyko wystąpienia zgonu lub ponownego zawału u pacjentów po zawale serca

2. „The effect of niacinamide on osteoarthritis: a pilot study.” Jonas WB et al. Inflamm Res. 1996 Jul;45(7):330-4: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8841834

3. http://www.drramsey.com/arthritis-awareness-prevention-healing/