nadciśnienie
Witamina E
Eckhart Tolle na konferencji w Hiszpanii 2007 r.
Lillian Muller czyli jak starzeje się frutarianka
niacynowy protokół doktora Abrama Hoffera
blue zones

Jak dożyć setki w pięknym stylu: lekcje długowieczności z Niebieskich Stref

Większość ludzi gdy widzi pełną wigoru i jasności umysłu, zdrową osobę w podeszłym wieku (widok dzisiaj coraz jakby rzadszy), to pierwsza myśl, jaka przychodzi im do głowy to „taka osoba ma po prostu dobre geny”. Czytelnicy tej witryny wiedzą już jednak, że geny to tylko połowa sukcesu – geny same w sobie nie są naszym przeznaczeniem: można „zepsuć” sobie złym stylem życia nawet najlepsze geny i stosunkowo szybko doprowadzić się do przedwczesnej śmierci lub co najmniej niedołęstwa, tak samo jak można „naprawić” sobie geny (ich ekspresję) zmianami stylu życia, tym samym zwiększając swoje szanse na długowieczność. Poruszałam tę kwestię choćby ostatnio, pisząc o badaniach związanych z programem „Spektrum” doktora Dean Ornisha.

Czy rzeczywistość potwierdza to, co mówi nauka? Jak trzeba żyć, jak myśleć, co robić i  jak jeść, aby mieć szansę na osiągnięcie trzycyfrowych urodzin w zdrowiu i jasności umysłu? Poszukiwacz, podróżnik, pisarz i pedagog Ban Buettner zmontował naukowy korpus ekspedycyjny by odwiedzić i opisać Niebieskie Strefy, czyli te zakątki naszego globu, w których mieszkańcy nie tylko swobodnie dożywają do lat stu i więcej, ale też jakość ich życia w późnych latach życia jest bardzo wysoka. I używając określenia „jakość życia” nie chodzi mi bynajmniej o posiadanie ułatwiających życie najnowocześniejszych elektronicznych gadżetów, wygodnych dużych samochodów czy największych plazmowych telewizorów. ;)

Chodzi o tę jakość życia nie związaną z materialnymi przedmiotami. Tę jakość, której nie sposób sobie po prostu kupić, trzeba na nią sobie zapracować od najmłodszych lat.

Dan Buettner wraz z ekipą odwiedził pięć miejsc na czterech kontynentach, w których ludzie żyją najdłużej. Jakie to miejsca? Czytaj dalej »

10 powodów, dla których warto jeść arbuzy

92-96 % wody (jak donoszą niektóre źródła: najlepszej – strukturyzowanej). Potas, wapń, magnez, fosfor, żelazo. Witaminy C i B6 a także prowitamina A czyli beta-karoten, mnóstwo antynowotworowego likopenu (więcej niż sławne pomidory!) i na dokładkę ważny aminokwas L-cytrulina. I być może jeszcze inne dobroczynne substancje, których nauka nie była w stanie zidentyfikować.  Tyle bogactwa zawiera arbuz (miąższ, skórka oraz pestki)!

Pijcie i jedzcie na zdrowie :)

arbuz

ornish spectrum ikonka

Program dra D. Ornisha „Spektrum” czyli jak zdrowieć bez leków (żyjąc szczęśliwie i jedząc dobrze)

Czy można zapobiec, a także cofnąć takie choroby cywilizacyjne jak miażdżyca, cukrzyca albo nowotwór – naturalnie tzn. bez leków czy operacji? Po prostu tym co jesz, tym co myślisz, dawaną i otrzymywaną miłością czy wsparciem oraz niezbędną codzienną dawką ruchu? Jeszcze do niedawna nauka patrzyła na takie „dziwactwa” jak na objawienia szemranych szamanów.

A dziś? Powolnie (lecz nieuchronnie w obliczu globalnego kryzysu publicznej służby zdrowia) można zobaczyć nadciągające zmiany. Powstała bowiem nowa dziedzina medycyny oparta na faktach naukowych, zwana medycyną stylu życia (Lifestyle medicine), która bada jak na nas wpływają 3 główne czynniki: dieta, umiejętność radzenia sobie ze stresem oraz aktywność fizyczna. Prekursorem medycyny stylu życia jest między innymi amerykański profesor medycyny, internista i kardiolog, dr Dean Ornish, którego naukowo udowodniony program cofania chorób cywilizacyjnych zmianami stylu życia został niedawno zaaprobowany przez Ministerstwo Zdrowia USA i jest obecnie refundowany ze środków państwowej ubezpieczalni (tzw. Medicare, odpowiednik naszego NFZ). Świat się zmienia i medycyna musi nadążać. Na czym polega program zdrowotny dra Ornisha? Czytaj dalej »

Masło czy margaryna?

Margaryna, nawet ta najlepsza, najdroższa, najbardziej „miękka” czy też najbardziej reklamowana jako „zdrowa” lub „obniżająca cholesterol” i „pełna witamin” (sztucznie dodanych, rzecz jasna), czy to zawierająca tłuszcze trans czy też nie  – zawsze jest syntetycznym tworem, pseudopożywieniem opracowanym przez chemików, których zamiarem było wymyślić podróbkę masła. Tanią, poręczną, nowoczesną. Polecaną nawet przez dietetyków. ;)

Ochoczo rzucił się na nowinkę cały przemysł spożywczy (nazwa myląca, ponieważ mało co produkowanego przez ten przemysł do spożycia przez człowieka tak naprawdę się nadaje), zaś sklepowe półki zostały zalane tanimi i powszechnie dostępnymi produktami zawierającymi „nowatorski” tłuszcz: wszelkiego typu  wyrobami cukierniczymi oraz lodami,  wygodnymi kostkami rosołowymi, szybkimi do przygotowania mrożonkami wstępnie podsmażonymi, niezbędnymi o poranku „pełnymi witamin” (sztucznie dodanych, oczywiście) gotowymi płatkami śniadaniowymi dla dzieci i dorosłych, jakże poręcznymi w domu i w pracy daniami typu instant, fantazyjnymi wyrobami nabiałowymi, kuszącymi podniebienie przekąskami rozmaitej maści itd.

Legenda głosi, że margaryna została opracowana w celu tuczenia indyków, jednak ponieważ wszystkie indyki padły – inwestorzy musieli znaleźć jakiś sposób, aby nie zbankrutować. Zaczęli więc wciskać podróbę masła ludziom, przekonując ich, że to najlepszy zdrowotnie wybór, do tego tańszy i bardziej smarowny po wyjęciu z lodówki. Dzisiaj każdy hodowca wie, że margaryn (i w ogóle żadnego utwardzonego tłuszczu) zwierzętom podawać nie wolno (choć byłoby to stosunkowo tanie źródło energii), podawać wolno jedynie tłuszcz surowy (ze źródeł takich jak makuchy, wytłoczyny, śruta z pełnotłustych nasion np. rzepakowych). Ale ponieważ reklama dźwignią handlu, a ludzie w przeciwieństwie do zwierząt lubią technologiczne nowinki w każdej dziedzinie życia – pomysł chwycił i rozlał się po całym niemalże globie ziemskim.

I żeby nie było: ja uwielbiam nowoczesną technologię, problem w tym, że po prostu nie zamierzam jej jeść. :) Pod tym względem podzielam zdanie Joan Dye Gussow: ufam bardziej krowie.

masło czy margaryna

 

gerson icon

10 najpotężniejszych protokołów witaminowych – cz. 9 terapia dra Maxa Gersona

Spośród wszystkich ortomolekularnych protokołów leczniczych ten jest niezaprzeczalnie uważany za protokół będący absolutnym numerem jeden. Nie polega on jednak tym razem głównie na łykaniu suplementów (choć i one mają tutaj pewną swoją rolę, ale są tylko dodatkiem). Ta terapia bardziej przypomina terapię dr Ruth Harell, czyli oparta jest przede wszystkim na superodżywianiu, a do tego dochodzi jeszcze superoczyszczanie. Wymaga to zatem więcej pracy i poświęcenia większej ilości uwagi swojemu ciału niż tylko łatwe sięgnięcie po pigułkę. Wymaga przyjęcia pewnej filozofii, która (jeśli szkody nie są już nieodwracalne) doskonale  działa – ponieważ jest zgodna z prawami natury. Mowa o terapii holistycznej opracowanej przez lekarza, doktora Maxa Gersona (1881-1959) w latach 30-tych ubiegłego wieku, znanej jako terapia Gersona. Powszechnie kojarzonej jako terapia antynowotworowa, choć w zasadzie nie ma choroby (nabytej, cywilizacyjnej), z którą nie potrafiłaby się uporać. Wszystko zaczęło się od tego, że dr Gerson sam cierpiał na potworne migreny z którymi medycyna nie umiała sobie poradzić. On, lekarz, musiał leczyć się sam! I zrobił to – odkrył, że kiedy spożywa dietę składającą się tylko i wyłącznie ze świeżych warzyw i owoców, to objawy migreny ustępują. To jednak nie tyle zasługa samej w sobie terapii jako takiej, a zaktywizowanych dzięki niej sił obronnych organizmu.

Na czym polegają założenia terapii Gersona? Czytaj dalej »